3 tusze do rzęs Wibo

poniedziałek, 31 października 2011

3 tusze do rzęs Wibo

Najprzyjemniejsze jest dla mnie recenzowanie tuszów do rzęs (za każdym razem mam ochotę napisać tuszy, a słownik mówi jednak, że poprawne jest tuszów) oraz podkładów, gdyż są to najważniejsze dla mnie kosmetyki - podkład zakrywający niedoskonałości oraz tusz mocno eksponujący rzęsy - zawsze muszą być w mojej kosmetyczce. Tym razem przygotowałam dla Was porównanie 3 tuszów do rzęs z Wibo - jest to powszechnie znana nasza rodzima marka z tanimi kosmetykami, jednak można znaleźć wśród nich istne perełki, zasługujące na miano absolutnego KWC. Porobiłam dziś sporo fotek, mam nadzieję że się Wam spodobają i będą rzetelnie oddawać wygląd i efekty działania :)

Też tak macie, że ciężko jest wam krytykować coś ogólnie lubianego? Ja tak właśnie mam z Wibo wodoodpornym - jest raczej lubiany, ma wielu zwolenników, ja jednak jestem zmuszona powiedzieć o nim wiele złego, o czym za chwilę się przekonacie...

Oto jak się one prezentują:



O najpopularniejszym tuszu Wibo - Extreme Lashes wypowiadałam się już TUTAJ, w prawie samych superlatywach - w kwestii przypomnienia: szczoteczka daje cudowny efekt, nie skleja rzęs, unosi je i pogrubia, są niemal spektakularne, lecz sam tusz kruszy się i osypuje, bardzo łatwo spływa no i niestety pierwszy deszcz, łezka i ucieka z rzęs... Jednak nie dziwię się, czemu zgarnia takie dobre noty na KWC KLIK i dlaczego już 71 osób oznaczyło go jako "Mój Hit".
Liczne swatche przedstawione są w tamtej notce, także zapraszam choćby do zobaczenia samego efektu :)
_________________________________________________________________________________

Moim drugim tuszem z tej serii był Wibo Extreme Volume Waterproof (ten w czarnym opakowaniu). Po zakupie nie otwierałam go od razu, gdyż kończyłam wówczas inny tusz. Byłam bardzo podekscytowana, nie mogłam się doczekać aż go przetestuję i... nastąpiło wieeelkie rozczarowanie, niestety. Ten tusz powinnam chyba ocenić na dwa sposoby - jeden skrajnie pozytywny, drugi zaś skrajnie negatywny... Może najpierw zacznę od pozytywów.
Sam tusz w sensie substancji jest absolutnie fantastyczny - nie kruszy się, nie osypuje, nie rozpływa... Pewnie pomyślicie sobie, że jestem kompletną wariatką, ale żeby sprawdzić jego wodoodporność wsadziłam nawet głowę pod kran... I pozostał w swojej postaci - na sekundkę skleił górne rzęsy z dolnymi, ale jak woda ściekła, to wróciły do normy. Więc jest naprawdę wodoodporny. Można by rzec, że ideał...
No właśnie, no i na tym plusy się kończą. Szczoteczka kompletnie nie dyscyplinuje rzęs, każda jest wywinięta w inną stronę, włosie prawie w ogóle nie nabiera tuszu - przez co prawie nic nie zostaje na rzęsach... Są one sklejone, każda w inną stronę... Polecam chyba tylko osobom, które chcą delikatnego, dziennego efektu i mają idealnie zdyscyplinowane rzęsy, które rosną sobie grzecznie w rządku i się nie przemieszczają.
__________________________________________________________________________________

Postanowiłam tego tuszu używać tylko awaryjnie u TŻ, jakbym zapomniała wziąć swojego z domu, jednak nawet u niego kompletnie nie chciałam go używać... Więc kupiłam kolejny tusz, tym razem Growing Lashes - miał sporo pozytywnych recenzji w internecie i swatche blogowiczek również zachęcały (szukałam w Grafice Google). No i tutaj kompletne zakochanie, ale znowu tusz ma swoje plusy i minusy... Standardowo, zaczne od plusów: Szczoteczka jest idealna, na początku przeraziłam się, pomyślałam "przecież to podłużne coś w ogóle nie ma czym rozczesać rzęs!", lecz już przy pierwszej aplikacji całkowicie zmieniłam zdanie... Przy odrobinie wprawy z tuszami szczoteczka absolutnie nie skleja rzęs, mało tego - świetnie je pogrubia i... unosi ku górze! Wyglądają teatralnie, dosłownie efekt sztucznych rzęs!
No i tutaj przechodzę do minusów, gdyż tusz w ciągu dnia magicznie znika, jakkolwiek to brzmi ;) Nie osypuje się, nie kruszy, nie rozmazuje - po prostu znika. Tak jak rano mamy mocno pogrubione rzęsy, tak wieczorem wciąż są pomalowane, rozdzielone i uniesione, ale tuszu jest na nich zdecydowanie mniej - pogrubienie znika.

Wstawiam trochę swatchy porównawczych Wibo Extreme Volume Waterproof oraz Wibo Growing Lashes:

Jak widać, Growing Lashes świetnie dyscyplinuje rzęsy, układa je ładnie w rządku, rozdziela i lekko podkreśla, jest to jednak taki typowy dzienny efekt w przypadku jednej warstwy.
Zaś Extreme Volume... co tu dużo mówić, całkowita samowolka rzęs...


Tutaj już mamy dwie warstwy robione tak dosyć "na szybko" - Growing Lashes wciąż daje radę, tutaj rzęsy są już faktycznie podkreślone, zaś Extreme Volume nadal nic nie robi z rzęsami...

Po zrobieniu powyższych swatchy zmyłam tusz no i pomalowałam się już normalnie, do wyjścia z domu, wstawiam więc fotki makijażu z użytym Growing Lashes, gdzie się bardziej postarałam o to, żeby efekt był pozytywny. Od razu zaznaczam, że jestem kompletnym laikiem w dziedzinie makijażu oczu, totalnie nie radzę sobie nawet przy makijażach step by step, stąd cienie są pewnie krzywo, nierówno i zupełnie nie tak, jak powinny - jakby co w zewnętrznym kąciku cienie są ciemniejsze, nie mam całych powiek takich jasnych chociaż rzęsy to zasloniły;) Te zdjęcia pokazują, że moje prawe oko wcale nie jest "nie do pomalowania" i że da się zrobić na nim ładny efekt, wystarczy dobra szczoteczka... Niestety Extreme Volume temu nie podołał.


Wibo Growing Lashes


Pierwsze zdjęcie z lampą błyskową, drugie zaś w świetle dziennym - musiałam niestety przywrzeć niemalże twarzą do okna, żeby uchwycić trochę światła - pogoda dzisiaj nie należała do tych rozpieszczających :( Pochmurno :(

Wracając do recenzji, jak tu pogodzić nietrwałość tuszu z cudowną szczoteczką? Już postanowiłam - zachowam zarówno szczoteczkę od różowego Extreme Lashes, jak i od zielonego Growing Lashes, ale nie kupię ich ponownie, będę za to kupować Extreme Volume Waterproof i przekładać do niego wyżej wspomniane szczoteczki - dzięki temu pogodzę idealną trwałość z idealną szczoteczką :) Na szczęście opakowania się identyczne pod względem wymiarów - dzięki temu będę mogła je całkowicie zakręcić bez obaw o to, czy dostanie się za dużo tlenu do środka, co zepsuje szybciej tusz... Już sprawdziłam i szczoteczki pasują idealnie :)
Domowe Rafaello

niedziela, 23 października 2011

Domowe Rafaello

Nie mogłam się powstrzymać przed podzieleniem się tym z Wami... Zrobiłam dzisiaj swoje pierwsze domowe Rafaello!! Korzystałam z kilku przepisów jednocześnie więc ciężko mi powiedzieć skąd to wzięłam ;) Jednocześnie opiszę swoje spostrzeżenia jak wam to ułatwić, bo przepisy mają mały mankament. Postaram się opisać to jak najdokładniej bo jestem totalną kuchenną łamagą i uwielbiam bardzo szczegółowe przepisy ;) To może się wydawać skomplikowane, ale jest banalne, chodzi tylko o połączenie składników i obtoczenie w wiórkach.


smakują obłędnie, ale nie mają tego okrągłego wafelka w środku jak oryginalne, a tak ogólnie pyyyyychaaaa

Do wykonania użyłam:

200 g wiórków kokosowych (radzę Wam kupić więcej!!! później opiszę czemu)
1 kostkę margaryny "Kasia" (250g) , niektórzy robią ze zwykłym masłem i na ogół podają ilość 3/4 kostki więc zróbcie jak uważacie za słuszne bo i tak masa wychodzi bardzo mokra i kleista więc jak użyjemy mniej to też będzie ok :)
200 g cukru (to jest około 17 łyżek stołowych - tyle dałam), jeśli macie to polecam ten bardzo drobny, nie zwykłe kryształki, ale ja robiłam z tego zwykłego i też wyszło
125 ml wody (to jest około pół szklanki)
250 g mleka w proszku - miałam zagwozdkę w sklepie pomiędzy granulowanym a takim bardzo miałkim firmy Łaciate i kupiłam to drugie, żeby się lepiej rozpuściło
2 wafle tortowe - takie najzwyklejsze na świecie
migdały - ja kupiłam takie 2 małe paczuszki po 100 g i sporo mi zostało więc możliwe że jedna wystarczy

Wodę należy zagotować i rozpuścić w niej dokładnie cały cukier, w czasie kiedy będzie stygnąć do dużej miski wrzucałam (kolejność przypadkowa): 100g wiórków kokosowych (połowę z tego co mamy!),masło lub margarynę Kasia - ilość wg uznania tak jak pisałam wyżej w składnikach (ważne żeby nie była prosto z lodówki, tylko taka dość miękka), mleko w proszku (250g czyli wszystko co mamy) i baaaardzo drobno pokruszone wafle - im drobniej tym lepiej. W tym czasie woda z cukrem trochę wystygła i też dodałam do miski. Dokłaaaaadnie zmieszałam mikserem tworząc puszystą masę - podobno można też utrzeć taką "pałką", ale będzie z tym więcej zachodu. Po dokładnym połączeniu składników miskę przykryłam folią spożywczą i odstawiłam do lodówki na godzinę, aż masa stężeje. W tym czasie sparzyłam migdały wrzątkiem (trzymałam ok. 10 minut), po czym obrałam ze skórki - wtedy bardzo łatwo odchodzi. Gdy już wyjmiemy masę z lodówki, należy uformować na dłoni kuleczki pożądanej wielkości, włożyć do środka migdał, po czym obtoczyć w pozostałych nam wiórkach kokosowych (wsypcie je sobie na jakiś głębszy talerz, do miski lub na półmisek) no i wyłożyć kulki na jakiś talerz, półmisek, tacę, cokolwiek...
Same po przyrządzeniu kilku kulek przekonacie się, jaka technika formowania będzie wam pasować ! 
Jak już zrobicie wszystkie kulki, odstawcie je np. na noc do lodówki, ja wstawiłam na chwilę do zamrażalnika bo nie mogłam już wytrzymać, chciałam spróbować jak najprędzej ;D Gdy już stwardnieją - są gotowe do jedzenia :) 

Nie przerażajcie się, że masa jest bardzo kleista, po obtoczeniu w wiórkach zachowa swój kształt, a gdy kulki już poleżą trochę w lodówce to będą takie właśnie "zbite", a nie pływające ;) 

Za wszystkie składniki zapłaciłam 28 zł z groszami, przy czym zostało mi sporo migdałów (pewnie jedna mała paczka - 5 zł) i połowa paczki mleka w proszku (bo kupiłam 500g za prawie 10 zł, podczas gdy potrzebujemy tylko 250 g). Więc gdyby tak to wyliczyć dokładnie, zapłacimy około 18 zł. A gdybym pojechała do Auchan do strefy "na wagę", pewnie wyszłoby jeszcze mniej :) 

Polecam kupić więcej wiórek, gdyż... mi zabrakło :( musiałam posiekać migdały i około 10 kulek obtoczyć w nich, żeby masa się nie zmarnowała... Najlepiej kupcie tak z 300g, najbezpieczniejsza opcja ;)
Kulek wyszło mi około 60 i gwarantuję, że są wyśmienite! 

Powodzenia i smacznego! :)
Brązowy eyeliner Wibo + TAG: 10 pytań kosmetycznych od Majorki

sobota, 22 października 2011

Brązowy eyeliner Wibo + TAG: 10 pytań kosmetycznych od Majorki

Wybaczcie, że nic nie piszę, ale niestety dopadł mnie kompletny brak czasu... Nawet nie mam kiedy czytać waszych postów :(

Przy okazji promocji w Rossmannie zaopatrzyłam się w zapasowy czarny eyeliner Wibo (moja miłość:D), a także brązowy. Przed zakupem szukałam jego swatchy, ale raczej jest z tym ciężko - może za słabo szukałam? Generalnie natknęłam się na jedno określenie dotyczące jego koloru "złoto-brązowy", co mnie jeszcze bardziej nakłoniło do nabycia :) Mam nadzieję, że moje swatche się komuś przydadzą, bo o ile reszta kolorów jest do znalezienia w necie bez problemu, tak z tym było trudniej.



Tak się eyelinerek prezentuje, jak widzicie zdjęcie robione było w sztucznym świetle, więc kolor opakowania może być trochę przekłamany, niemniej jednak znajdziecie go bez problemu. Kupiłam za 6,99 w promocji. W cenie regularnej kosztuje 8,29 zł.
Konsystencja: trochę rzadki, w porównaniu do czarnego czasami nie kryje dokładnie, ale wystarczą małe poprawki i już jest ok. Co do koloru, określenie złotobrązowy jest jak najbardziej trafne! Osoby, które liczą na zwykły brązowy eyeliner mogą się zawieść ale jeśli ktoś lubi takie specyficzne, mieniące kolorki jak ja - na pewno będzie zadowolony. Mi się kolor podoba bardzo, chociaż pod światło tak bardzo mieni się na złoto, że nie jest mocno widoczny na powiekach.


Pędzelek jest stabilny, bez trudu można namalować równą kreskę.



Ja wolę takie proste kreski, bo mam dość dziwny kształt oczu i jak zrobię sobie takie jak większość dziewczyn że cieniutka w kąciku oka, a potem rozszerzająca się to wyglądam dziwnie... I też druga sprawa że mam bardzo niesymetryczne powieki - jak tak zrobię to jedno oko wydaje się większe, drugie mniejsze. Dlatego rysuję takie proste i grube ;)
Nie miałam też już na sobie żadnego makijażu, z podkładem na pewno wyglądałoby to "zdrowiej" i ładniej - malowałam oko do swatcha po kąpieli i zmyciu makijażu bo miałam wolną chwilkę czasu na to :D Na oryginalnych zdjęciach nawet gdzieniegdzie piżama wystawała ;)



Na dłoni starałam się ująć kolor pod światło, jak widać zupełnie się różni od takiego w ciemniejszym świetle :) Dopiero na zdjęciu zauważyłam, jakie piegi powyskakiwały mi pod oczami :( 
Jeśli chodzi o trwałość eyelinera, nie jest jakiś wybitny, ale jeżeli nie będziemy trzeć oczu to na pewno wytrzyma cały dzień. Raz mnie jednak trochę uwierało szkło kontaktowe i potarłam oczy, to w tym miejscu się starł - lepiej na to uważać.

Ogólnie z eyelinera jestem bardzo zadowolona, bo jest tani, ma ładny kolor, pędzelek łatwy w obsłudze. Trwałość w sumie bez zarzutu, ale trzeba uważać aby go nie zetrzeć

Jeżeli natomiast kogoś interesuje kolor czarny to muszę dodać, że jest absolutnie fenomenalny, czerń jest głęboka i świetnie kryje bez żadnych prześwitów (ma zdecydowanie lepszą konsystencję niż wyżej opisany brązowy), trzyma się cały dzień, jest nieporównywalnie łatwiejszy w obsłudze od wielu eyelinerów. I chyba już nie będę szukać żadnego innego, chyba że Wibo wyda wersję wodoodporną ;)
___________________________________________________________________________


Zostałam oTAGowana przez http://femalepleasurelola.blogspot.com/



Oto zasady:
Umieść obrazek ''10 pytań kosmetycznych od Majorki''
Odpowiedz na 10 pytań kosmetycznych
Napisz kto Cię otagował
Otaguj 12 blogów tym tagiem
Poinformuj blogi o otagowaniu

Pytania i moje odpowiedzi: :)

1. Używasz kolorowych cieni do powiek czy naturalnych ?


Na ogół złoto i brąz, kolorowych rzadziej :)

2. Co wolisz bardziej - pomadkę czy szminkę ?


Zdecydowanie pomadkę.

3. Czy uważasz, że tylko drogie produkty są dobre?


Absolutnie nie, wielokrotnie przekonałam się że nasze rodzime firmy produkują wysokiej jakości kosmetyki za niewielkie pieniądze :)

4  Co sądzisz i czy używasz różu do policzków?


Używam codziennie, bez niego czuję się "goła na twarzy" , uważam że zdecydowanie podkreśla makijaż. Czasami, jeżeli makijaż jest utrzymany w samych brązach i mam taką ochotę, korzystam z bronzera.

5. Jaki jeden produkt kosmetyczny zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę ?


Pewnie jakieś mazidło do ust :)

6.  Miałaś kiedyś problemy z cerą?


Mam od dawna trądzik, ale jest już dużo lepiej i uparcie z nim walczę ;)

7. Używasz filtrów?

Ogólnie - tak. Ale na chwilę obecną przeżywam "filtrowe zwątpienie" i nie korzystam z nich codziennie... Choć powinnam.

8. Na jaki produkt kosmetyczny uważasz, że trzeba wydać więcej pieniędzy?


Podkład, choć niekoniecznie. I tak wszystko staram się kupować "po taniości" :D

9. Co sądzisz o maseczkach i czy ich używasz?


Używam, ale czasami brak mi systematyczności :)

10. Jakiej gwiazdy makijaże podobają Ci się najbardziej?


Tak szczerze mówiąc nie interesuję się tym w ogóle - gwiazdy mają różne makijaże w zależności od okazji i wówczas jedne są ładniejsze, inne mniej atrakcyjne. Ogólnie na gwiazdy patrzę przez ogromny pryzmat - najchętniej zobaczyłabym je wszystkie bez makijażu i okrutnie krytykuję ukazywanie ich jako "bogiń seksu, najpiękniejszych kobiet" etc, skoro gdybym była facetem i obudziłabym się koło takiej rano to bym chyba zawału dostała ! Na ulicy widuję dużo piękniejsze (NATURALNIE!) kobiety niż te "gwiazdy" od siedmiu boleści.

Taguję mniej osób, bo znaleźć kogoś kto jeszcze na to nie odpowiadał to cud, a naprawdę nie mam czasu przetrząsać wszystkich blogów :( Zabawa zabawą, ale obowiązki ważniejsze. Mam nadzieję, że żadna z Was nie ma nic przeciwko - jeżeli nie chcecie, to do niczego nie nakłaniam na siłę :)

http://wchwililuzu.blogspot.com/
http://nsmoments.blogspot.com/
http://zzzoila.blogspot.com/
http://i-clothes-and-cosmetics.blogspot.com/
http://guinessi.blogspot.com/
http://basia8212.blogspot.com/
http://sensesensibility87.blogspot.com/
http://zusska.blogspot.com/
http://kosmetycznie-z-leejdi.blogspot.com/
http://badzynka.blogspot.com/
http://szalone-zycie-kingi.blogspot.com/
TAG: Tell Me About Yourself Award

niedziela, 16 października 2011

TAG: Tell Me About Yourself Award

Zostałam po raz pierwszy otagowana, jupi :) I to przez trzy osoby ! Jest mi naprawdę bardzo, bardzo miło dziewczyny że bierzecie mnie pod uwagę :* Otagowały mnie:

http://siouxieandthecity.blogspot.com/
http://mintelegance.blogspot.com/
http://nsmoments.blogspot.com/



Zasady:
- napisz kto przyznał Ci nagrodę 
- napisz 7 przypadkowych faktów o sobie
 - nominuj 15 blogerek 

No to teraz trochę o mnie :)

1) Najmilszym elementem dnia jest dla mnie  spanie... Gdyby TŻ nie wyciągał mnie siłą z łóżka (w dni kiedy nie pracuję) , spałabym w weekendy pewnie do 13-14 ;)
2) Zawsze staram się dążyć do realizacji tego, co postanowię, ale często mam większe ambicje niż możliwości - postanowię sobie coś w życiu, a potem okazuje się, że to niewykonalne z różnych przyczyn...
Za to w kwestiach kosmetycznych, zdrowotnych i sportowych łatwo się zniechęcam - postanowię że będę stosować jakieś zabiegi, będę robić brzuszki, biegać, łykać witaminy, robię to przez pierwszy tydzień a potem już jakoś brak mi samozaparcia ;)
3) Muszę mieć wszystko dokładnie zaplanowane - każdą godzinę każdego dnia, zakupy itd. Uwielbiam prace biurowe, dokumenty, cyferki itd. Staram się mieć bardzo poukładane życie - nie znoszę spontaniczności, nie da się mnie nawet wyciągnąć do kina bez parodniowego uprzedzenia. 
4) Mam naturę monogamistki - bardzo się przywiązuję i nie znoszę samotności. Przytulaaaaanie i całowanie mmm :) Pieszczoch ze mnie maksymalny!
5) Swoją przyszłość wiążę z turystyką lub hotelarstwem, ale nie znoszę gotować, więc gastronomia odpada ;)
6) Cierpię na przewlekły brak czasu - zawsze mam więcej do zrobienia niż możliwości - nawet teraz myślę o tym wszystkim, co muszę dzisiaj zrobić... Szkoła, praca, szkoła, praca... :(
7) Za każdym razem postanawiam, że kupię sobie jakieś nowe ciuchy (nie mam ich za wiele), a i tak wydaję całą wypłatę na kosmetyki.

nominuję:

15) http://obojetniejaka.blogspot.com/
buziaki dla Was dziewczyny :)
______
Zostałam otagowana również w zabawie z pytaniami kosmetycznymi Majorki, ale napiszę o tym notkę w tym tygodniu razem z jakąś recenzją, niestety mam teraz strasznie mało czasu :( ciągle z nosem w książkach lub w pracy ;( Przepraszam Was, że nic tu nie skrobię...
Kolejne zakupy + chabrowy eyeliner Wibo + Tajemnice Urody w Biedronce!

poniedziałek, 10 października 2011

Kolejne zakupy + chabrowy eyeliner Wibo + Tajemnice Urody w Biedronce!

Jak już wiecie, odwiedziłam sporo Rossmannów w Trójmieście w poszukiwaniu pędzelka Manhattan... Teraz sobie to przemyślałam i w dokładnie dziewięciu był już wykupiony :) wczoraj pewna wizażanka (wielkie buziaki dla Ciebie!) poinformowała mnie, że w Rossie koło CH Kaszuby w Wejherowie są jeszcze 2 sztuki, więc dziś po przebudzeniu ubrałam się i pojechałam na łowy ;) Moja radość była przeogromna gdy na samym środku szafy w kubeczku uśmiechały się do mnie 2 upragnione pędzelki... Na początku wzięłam oba, ale poszłam do swojej głowy po resztki zdrowego rozsądku - stwierdziłam, że nie chcę innej osobie odbierać możliwości zakupu (wiedząc jak trudno jest dostępny), podczas gdy wcale nie są mi potrzebne oba... Oczywiście w moje ręce wpadł nie tylko pędzelek, niestety nie udało mi się powstrzymać przed mini zakupkami no i jak zwykle - ważniejsze wydatki muszą poczekać, a kosmetyczka wzbogaciła się o inne pierdoły ;))) Wkurzę się jednak, jak okaże się że to tylko chwilowy brak towaru i niedługo pędzelki Manhattan będą dostępne wszędzie i w dużych ilościach :P

Moje zakupy:

1) Babydream Puder dla dzieci 3,99 zł (w promocji)- na podrażnienia, otarcia itp. Niektóre dziewczyny używają go jako ratunek w sytuacjach kryzysowych przy przetłuszczonych włosach - nasypują u nasady i wyczesują włoski, gdyż głównym składnikiem jest talk, który pochłania wilgoć. Osobiście nie wiem, czy się odważę na taki krok, gdyż włosy myję codziennie i raczej nie muszę się "ratować" tego typu środkami - chyba najpierw wypróbuję w domu przed umyciem, czy to w ogóle działa i czy tego nie widać... Podobno można też używać jako puder do twarzy, ale talk może zapychać, więc też nie wiem czy sprawdzę jego wielofunkcyjność w tej kwestii. To co mnie zdziwiło, że nie ma żadnej zdejmowanej nasadki, po prostu trzeba przekręcić i nic więcej. Szkoda, mógłby być zasłonięty czymś jeszcze.

Niestety na zdjęciu ucięłam skład więc podaję:
Skład: Talc (talk), Zink Oxide (tlenek cynku), Olea Europaea Oil (olejek oliwkowy), Allantoin (alantoina), Parfum


2) Wibo Volume Extreme Waterproof 9,69 zł (cena regularna) - jest to chyba odpowiednik różowego Wibo, w którym jestem absolutnie zakochana ;) (recenzję można przeczytać tutaj) , na razie nie chcę go otwierać, bo kończę inny tusz - niestety bez przyjemności. Ale jak przetestuję to dam wam znać.

3) no i mój upragniony pędzelek do eyelinera w żelu Manhattan 2,99 zł - nie było oznaczenia promocji, ale leży w miejscu gdzie na ogół są limitowanki, więc nie wiem jak długo pobędzie w Rossach.


Fotki:
Całość :)




Zakręcony :)

Odkręcony :)




Razem: 16,67 zł - nie jest źle ;)

__________________________________________________________________________________

Oczywiście nie tylko temu poświęcę notkę - One_LoVe była ciekawa chabrowego eyelinera z Wibo, zatem w drugiej kolejności wstawiam jego swatche. Jak już wspominałam, kupiłam go ostatnio za 5,99 zł w Rossmannie, gdyż od długiego czasu baaaardzo mnie sobą kusił, w końcu stwierdziłam że jak nie kupię to będę żałować ;) Kolor zewnętrzny opakowania nie ma absolutnie nic wspólnego z kolorem eyelinera - opakowanie jest bardziej z domieszką fioletu, zaś eyeliner jest niebieski.



Tak szczerze mówiąc, gdyby był jakikolwiek zamiennik w kwestii koloru tego eyelinera, chyba w ogóle bym go nie polecała ze względu na baaardzo słabe krycie :) Opakowanie ma moim zdaniem przepiękne, bardzo oryginalne i miło się na nie patrzy, pędzelek jest cieniutki i można przy odrobinie wprawy narysować naprawdę cienką kreskę (ja wolę średnio-grube). W sumie jest bardzo prosty w obsłudze, dobry nawet dla niedoświadczonych użytkowników eyelinera (chociaż w prostocie obsługi nic nie pobije mojego ukochanego czarnego Wibo!). 

Ale teraz trochę minusów: konsystencję ma zdecydowanie za rzadką no i krycie jest zdecydowanie poniżej przeciętnej... Na wstawionym zdjęciu pomalowanych oczu są aż 3 warstwy!!! i jak widać, wciąż są prześwity.  Wybaczcie krzywe kreski, ale bardzo się spieszyłam malując i tak wyszło... Malowałam się o godzinie hmmm około 19, wróciłam o 1 w nocy - cały ten czas spędziłam ze znajomymi "w plenerze", więc w warunkach bojowych - wiatr, wilgoć podwójna bo od morza - i nie widziałam różnicy na powiekach , więc myślę że w codziennych, zwykłych sytuacjach spokojnie wytrzyma cały dzień - trwałość bez zarzutu.



spód eyelinera

Mimo swoich wad, myślę że jego kolor jest po prostu obłędny i nie żałuję zakupu ;) Tym bardziej, że cena jest bardzo przyzwoita! Podobno do niebieskich oczu nie należy wykonywać niebieskiego makijażu, bo zgubi się ich kolor, ale ja się tego nie trzymam - mam niebieskie oczy, bardzo lubię niebieskości na powiekach i nikt mi tego nie wyperswaduje :D Niestety eyeliner wymaga poświęcenia mu troszkę czasu, żeby dokładnie pokrył malowany obszar więc nie polecam zabieganym ;)

__________________________________________________________________________________

Jednocześnie informuję, że Biedronka znowu organizuje
"Tajemnice urody" - 15-25.10.2011! Ja już mam swoją listę zakupów, a Wy? :)

Zapraszam do zapoznania się z gazetką!



błyszczyk Bell, Glam Star 023

niedziela, 9 października 2011

błyszczyk Bell, Glam Star 023

Błyszczykiem Bell była zainteresowana zoila, więc to jej dedykuję tę recenzję :) Chciałam dodać ją dzisiaj około 13, ale okazało się, że nie zgrałam zdjęć na mojego "blogowego" pendrive, gdzie trzymam wszystkie swatche ze sobą żeby dodawać notki też u TŻ, a wczoraj byłam w pracy... Dlatego dodaję dopiero teraz :)

Zawsze kupuję mazidła jaśniejsze od moich ust - o ile uwielbiam mieć mocno pomalowane oczy, tak uważam że kompletnie nie pasują mi ciemnoróżowe, czerwone czy inne usta ciemniejsze od naturalnych - nie wiem czy mam rację z tym "pasowaniem do mnie", ale kiepsko się w takich kolorach czuję. Nawet tak wszędzie zachwalana "Airy Fairy" Rimmela wydaje mi się za ciemna, choć uznawana jest za bardzo naturalną.

Błyszczyk kupiłam po przeczytaniu posta u nusiaxx, lecz gdy zobaczyłam go w Drogerii Aster, baaardzo się zdziwiłam. Nastawiłam się na ciemniejszego "nudziaka", a zobaczyłam zdecydowanie inny kolor - w rzeczywistości jest bardziej hmmm brzoskwiniowy? :) No ale byłam tak nastawiona, że go kupię, że nie miałam serca z niego zrezygnować. Kosztował 10,99 zł Przy okazji wpadł w moje ręce inny błyszczyk, z którego też jestem zadowolona. 

Tak prezentują się oba: 


Błyszczyk ma miły zapach gumy balonowej, więc jeżeli ktoś taki zapach lubi, to będzie zadowolony. Wiadomo, że w smaku jest trochę inny, ale przyjemny. Trzyma się na ustach tak do dwóch godzin. To, co dla mnie jest na plus, że ma gąbeczkę - nie jestem zwolenniczką pędzelków. Niestety zdjęcia na ustach nie oddały do końca realnego koloru, w rzeczywistości jest bardziej pomarańczowy (chociaż nie jestem najlepsza w nazywaniu kolorów- same oceńcie:D ) , zdjęcie ze swatchem na dłoni wg mnie udało się chyba najlepiej i właśnie taki kolor ma błyszczyk :) Producent twierdzi, że powiększa usta - na pewno je podkreśla i uwydatnia, ale czy są jakieś szczególnie powiększone? No nie wiem ;)




Moje usta bez "niczego":


No i z błyszczykiem Bell, w różnym świetle:




Ogólnie jestem z niego zadowolona, bo działanie ma ok, konsystencja w porządku (nie klei się), zapach przyjemny, smak przyjemny... Ale chyba muszę przekonać się do koloru :) Zawsze używałam jasnego różu/beżu i chciałam przestawić się na brzoskwinię i takie bardziej brązowe nudziaki odkąd zmieniłam kolor włosów na brązowy, teoretycznie to jest właśnie to, ale muszę się przyzwyczaić :)

Jeśli komuś podoba się kolor, to polecam :)
"Małe zakupy"... czyli Basia przegięła :)

piątek, 7 października 2011

"Małe zakupy"... czyli Basia przegięła :)

Na ogół noszę przy sobie "listę wydatków" - tych ważniejszych i mniej ważnych, żeby o niczym nie zapomnieć - w którym miesiącu na co muszę przeznaczyć określoną liczbę funduszy.

No, niestety, w tym miesiącu zdecydowanie się zagalopowałam... Chyba nigdy nie zapomnę miny mojego TŻ na widok zakupów, gdy zapytał mnie "Ile wydałaś?", a ja mu na to "Nie wiem... płaciłam kartą..." :)
Części z tych rzeczy tak naprawdę nie potrzebuję - ich zakup wynika z "zachcianki" lub "starczego syndromu chomikowania na przyszłość" :P Albo też po prostu były w promocji no i przecież szkoda nie skorzystać...

Ostatnio namiętnie poszukuję pędzelka Manhattan do eyelinera za 2,99 zł ale już niestety nigdzie nie mogę go dorwać, stąd moje ostatnie wojaże po wielu Rossmannach :) Przy okazji pospisywałam sobie jakie szafy gdzie są, żeby nie szukać "na oślep" - tak naprawdę w wielu Rossach nawet nie ma szafy Manhattan, to po co szukając pędzelka tejże firmy mam odwiedzać wszystkie R. w Trójmieście?

Zakupy z 2 ostatnich dni wyglądały następująco:

1) Drogeria Natura - Gdynia, 10 lutego

* Essence, pędzelek do smokey eyes - 5,99 zł
* Essence lakier do stempelków biały i czarny - 2x 6,49 - za namową jjjustii, która dobrze poradziła mi, że używa właśnie tych lakierów do wzorków (moje się nie nadają, wychodzą półtransparentnie)
* Essence płytka do stempelków - 6,99 zł - chciałam dwie inne, żadnej z tamtych nie było, więc kupiłam tą na pocieszenie :P
* Essence zestaw do stylizacji brwi - 10,99 zł - za sprawą recenzji: blogosia oraz zoila
Razem: 36,95 zł

2) Rossmann - CH Batory Gdynia

* Facelle tampony 64 szt Normal - 9,99 zł - promocja!
* Facelle tampony 32 szt Mini - 1 zł! - z kodów Rossmanna (kup 2 artykuły Facelle, a za tańszy zapłacisz 1 zł)
Razem: 10,99 zł

3) Rossmann - Alma Sopot


* Krem Rival de Loop Hydro na dzień - 6,49 zł - promocja!
* Pianka do mycia twarzy Rival de Loop - 1 zł! - z kodów Rossmanna (kup krem Rival de Loop, a dowolny produkt do oczyszczania twarzy kupisz za 1 zł)
* Discreet wkładki - 10,99 zł - używam od dawna i są moim zdaniem absolutnie najlepsze :)
* Babydream szampon - 3,49 zł - do TŻ
* Isana krem do ciała - 3,99 zł - promocja, kupiony za sprawą recenzji Quera
* Alterra szampon Morela i Pszenica - 6,99 zł - promocja!
Razem: 32,95 zł

4) Rossmann - Sopot "Monciak"

* Lilibe patyczki kosmetyczne 0,99 zł - promocja
chciałam kupić płyn Wellness & Beauty + żel z kodów, ale niestety miałam chyba błędny kod, gdyż nie działało i musiałam wycofać się z zakupu
Razem: 0,99 zł

5) Rossmann - CH Klif Gdynia

* płyn do kąpieli Wellness & Beauty - Vanille & Macadamia - 6,69 zł
* żel pod prysznic Wellness & Beauty - Vanille & Macadamia - 1 zł (z kodów jak wyżej, trzeba było kupić płyn do kąpieli W&B, żeby móc zakupić żel pod prysznic też W&B za 1 zł)
* Wibo eyeliner chabrowy z serii różanej - 5,99 zł - za każdym razem będąc w Rossmannie strasznie mnie kusił... Nie mogłam się powstrzymać, bo lubię takie kolorki na powiece no i uległam pokusie ;)
Razem: 13,68 zł

6) Drogeria Aster - Rumia, ul. Dąbrowskiego

* Błyszczyk Bell Glam Star 023 - 10,99 zł - kolor średnio mi się podoba bo w rzeczywistości zupełnie inaczej wygląda niż na swatchu u nusiaxx - w rzeczywistości jest bardziej pomarańczowo-brzoskwiniowy :( na szczęście na ustach tego nie widać aż tak
* Błyszczyk Bell Effect 3D 04 - 10,99 zł - kolor mnie urzekł, szkoda że na ustach jest prawie transparentny :)
Razem: 21,98

7) Apteka "Dbam o zdrowie" w Rumi

* Balsam do ust Tisane - 7,92 zł - w końcu uległam, choć czaiłam się na niego od dawna - trzeba się przygotować na mrozy
* 3 opakowania tabletek musujących "Multiwitamina" - 4,39 zł - jesień pełną parą, zaczynają się deszcze, moja odporność kwiczy ;) Może trochę witaminek mi się przyda... Oczywiście nie zastąpię nimi owoców, traktuję jako suplement diety, a nie jej zamiennik ;)
Razem: 21,09 zł

8) Zakupy "inne"

* lakier do paznokci Golden Rose Miss Selene - 3,20 zł  - na stoisku w Tesco (Gdynia Karwiny) był caaały koszyczek tych lakierów mmm... <3 :)
* ramiączka przezroczyste do stanika - 2x 3,90 zł - moje mi ostatnio pękły w zaczepach i musiałam kupić nowe, bo je strasznie lubię :(
Razem: 11 zł

Podsumowując: 149,63 zł .... na odwyk ze mną, na odwyk


Trochę fotek:













Możecie się spodziewać recenzji wyżej wymienionych kosmetyków :) Jak chcecie coś w pierwszej kolejności, śmiało piszcie w komentarzach - wezmę to pod uwagę na 100% :)
Niektóre zdjęcia są lepszej, inne gorszej jakości, gdyż niektóre robiłam u TŻ moim beznadziejnym aparatem w telefonie, a niektóre przed chwilą w domu zwykłym aparatem ;)
Moje wszystkie kredki do oczu :)

środa, 5 października 2011

Moje wszystkie kredki do oczu :)

Dzisiaj post o moich wszystkich kredkach do oczu ;)
Fakt, nie mam ich wiele, ale na co dzień wolę eyeliner, kredka jest dla mnie rozwiązaniem, gdy się bardzo spieszę i nie mam czasu na dokładny makijaż - mam dziwne wrażenie że bez kreski na powiece, nawet pomimo obecności tuszu, wyglądam jakbym dopiero wyszła z łóżka :)

Tak, wiem że są w opłakanym stanie :(

Z lampą błyskową

Światło dzienne :)
1) Kredka Naomi - czarna, zwykła do ostrzenia 
dostałam ją jako gratis do cieni do powiek Ruby Rose i teraz kompletnie nie wiem co z nią zrobić, bo jest tak nietrwała, że szok - czerń jest intensywna, ale wystarczy przejechać palcem i magicznie znika :D Odporność na ścieranie - 0% . odradzam!

2) Kredka Ruby Rose - czarna, wykręcana
tą akurat zakupiłam na allegro do innego zamówienia za jakąś śmieszną kwotę - 1-2 zł? Na pewno trwalsza od poprzedniczki, ale za to czerń... no właśnie, czy aby producent nie pomylił się z kolorem? Bardziej szara niż czarna ;) odradzam zdecydowanie, chociaż na allegro jakaś druga wersja tej kredki ma niezłe wzięcie, może jest lepsza?

3 - 6) Kredki Essence, Longlasting eye pencil - niebieska, czarna, fioletowa i różowa, wykręcane
moje absolutne miłości wśród kredek... Próbując zmyć wszystkie z dłoni wodą z mydłem - wszystkie zniknęły od razu oprócz Essence i Sensique, a więc faktycznie są "longlasting", mają dobrze nasycone kolory, jedyne co mogę im zarzucić, że są dość miękkie i chyba każda z nich mi się już złamała - moja rada: wysuwać jak najmniej :) Zdziwiłam się co do fioletowej, bo o ile na dłoni wygląda fioletowo, tak na powiece to jest bardziej taka hmmm śliwka, kolor bardzo jesienny, mimo to bardzo przypadł mi do gustu i używam chętnie - chociaż wolałam trochę inny. Różową trochę za słabo widać. Ale ogólnie baaardzo je lubię i szczerze polecam :) Jedyne co mnie wkurza, to że te naklejki na nasadkach się odklejają, brudzą, potem zostaje klej i to, jak widać, kiepsko się prezentuje

7) Kredka Sensique - zielona, zwykła do ostrzenia 
kiedyś znalazłam ją w koszyczku wyprzedażowym Natury za 0,99 zł... Żal było nie wziąć :) Jej jedynym mankamentem był fakt, że była ułamana, wystarczyło naostrzyć i znowu jak nowa ;) Bardzo fajna - dość długo się trzyma, łatwo namalować kreskę :) Chociaż bardziej lubię Essence ;) Ogólnie jest ok

8) Yves Rocher, Luminelle - czarna, zwykła do ostrzenia
tak, zdaję sobie sprawę, że ta kredka zdecydowanie nie przypomina już oryginału :) A to wszystko przez to, że długi czas spędziła w kosmetyczce, gdzie się całkowicie wytarła, dlatego tak kiepsko wygląda. Ogólnie jest baaardzo miękka i czerń jest zdecydowanie głęboka, na swatchu tego nie widać bo przydaloby się już ją naostrzyć ;) Moja mama używała jej długi czas, a ja jej podkradałam - potem kupiłam sobie swoją. Uwielbiałam ją do momentu kupienia Essence, wtedy zobaczyłam, że mogę sporo zarzucić jej trwałości. Niestety, łatwo się rozmazuje i nie należy do najtrwalszych. Ale na pewno będę ją miło wspominać, nie kupię ponownie.

9) Miss sporty - brązowa, zwykła do ostrzenia
Jest naprawdę w porządku :) Jeżeli nie będziemy trzeć oka, utrzyma się większość dnia bez problemu ;) W sumie nie mam jej nic do zarzucenia, kupiłam kiedyś w zestawie czarna + brązowa za bodajże 6 zł (ale to było daaaaaaaawno temu). Chętnie maluję nią kreskę, gdy nie chcę mieć całkowicie "czarnego", wyraźnego oka, po prostu je jakos podkreślić. Tą czarną mam u TŻ i też czasami używam.  Ogólnie jest ok :)


Podkład Bell Multi Mineral

poniedziałek, 3 października 2011

Podkład Bell Multi Mineral

Niestety borykam się od wielu lat z trądzikiem na podłożu hormonalnym - biorę tabletki, katuję swoją skórę kuracjami retinoidowymi oraz kwasami. Kiedyś używałam różnych kosmetyków dla cery trądzikowej - to jedynie pogarszało sprawę. Obecnie jest duuuużo lepiej, wyskakują mi już pojedyncze "niespodzianki", wciąż jednak wielkim problemem są dla mnie głębokie i czerwone blizny, które pojawiają się na bieżąco tuż po zagojeniu pryszcza... Także to jest takie błędne koło - co z tego, że usunę stare blizny, skoro robią się nowe i choćbym nie wiem jak się starała, nie zahamuję powstawania nowych wyprysków? Dlatego oprócz kuracji staram się używać dobrych, kryjących podkładów. Zdjęcie dla osób o mocnych nerwach, aż mi jest głupio wstawiać coś tak okropnego, ale cóż, moze się Wam to przyda. Kiedyś napiszę coś o pielęgnacji, na jaką się zdecydowałam żeby poprawić stan swojej cery.



W moje ręce wpadł ostatnio Bell, Multi Mineral, Mat & Cover Make-Up (Fluid matująco - kryjący z kompleksem składników mineralnych) , poszłam po niego od razu po przeczytaniu opinii na KWC i nie zawiodłam się. Trzyma się na twarzy w naprawdę dobrym stanie około 5 godzin, potem trochę znika ale wieczorem jeszcze mam co zmywać, więc nie mam nic do zarzucenia trwałości. Producent nie spełnia obietnicy matu - ja bym określiła ten efekt raczej jako lekki glow, choć mi to osobiście nie przeszkadza, no bo od czego jest puder?


Odcień bardzo mi pasuje, nie ma różowych tonów, wpada w beż. Moim zdaniem krycie jest naprawdę przyzwoite ;) Zresztą, sami zobaczcie na zdjęciach. Cera wygląda zdrowo, promiennie, dla kogoś kto ma mniejsze problemy niż ja będzie ideałem. Odcień 1) Light Beige ma naprawdę fajny, jasny kolorek, dla mnie idealny. Nie ciemnieje na twarzy. Na pewno kiedyś wrócę do tego podkładu, na razie chciałabym potestować jeszcze inne :)

Kupiłam bodajże w Drogerii Natura za około 18 zł (do 20), jednak na jakimś stoisku Bell w centrum handlowym widziałam go za chyba 25 zł ! różnica moim zdaniem ogromna, dlatego najlepiej pochodzić i porównać ceny ;)


Zapach ma raczej kiepski, mało przyjemny, ale szybko się ulatnia i nie czuję go na twarzy więc mi on nie przeszkadza. Tubka jest higieniczna i łatwo wydobyć z niej podkład, chociaż jak będzie już jego końcówka, będzie trzeba rozciąć opakowanie. Mi to nie przeszkadza.
Konsystencja nie jest ani rzadka, ani gęsta, łatwo go rozsmarować.





Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Glycerin, PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Titanium Dioxide, Sodium Chloride, Acrylates/C12-22 Alkyl Methacrylate Copolymer, Stearoyl Inulin, Lithium Magnesium Sodium Salicylate, Polysorbate 80, Dimethicone/Methicone Copolymer, Quaternium-18, Aluminum Hydroxide, Propylene Carbonate, Ethylhexylglycerin, PEG-8, Magnesium Aspartate, Zinc Gluconate, Tocopherol, Copper Gluconate, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Dimethicone, Trimethoxycaprylylsilane, Phenoxyethanol, Parfum, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Hexyl Cinnamal, +/- CI 77891, CI77491, CI77492, CI 77499

Edit: przepraszam, że zniknęło zdjęcie podkładu na twarzy, nie mam pojęcia dlaczego tak się stało - przestało się tu wyświetlać, muszę znaleźć na dysku zewnętrznym u Rodziców przy okazji jak do Nich pojadę, może mają stare kopie moich recenzji :)
Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl