Pollena-Ewa, Krem intensywnie nawilżający na dzień i na noc z ekstraktem z melisy

Pollena-Ewa, Krem intensywnie nawilżający na dzień i na noc z ekstraktem z melisy

Dzisiaj recenzja kremu naszej rodzimej marki Pollena-Ewa, którą miałam napisać już daaawno temu ale jakoś tak ciągle coś innego przychodziło mi na myśl i było recenzowane w pierwszej kolejności ;)
Zdjęcia do swatchy robiłam już dawno - czasami jak mam wolną chwilę (a już szczególnie jak jest sprzyjające światło!), po prostu siadam i fotografuję kilka rzeczy na raz, które planuję opisać - tym oto sposobem mam na dysku sporo swatchy, a na recenzje niestety potrzebuję więcej czasu ;( Też robicie zdjęcia "hurtowo"? Jednak nie obawiajcie się, na chwilę obecną zużyłam już ponad połowę słoiczka, także jestem już pewna swojego zdania na temat kremu.
Niestety musiałam się posłużyć zdjęciem kartonika ze strony producenta, gdyż mam okrutną tendencję do wyrzucania ich po rozpakowaniu :)

Kremik jest dobrze znany i często polecany przez wizażanki, >>Link do KWC<<
ok. 6-8 zł/50 ml

Przez jakiś czas go szukałam i nie mogłam znaleźć, któregoś razu poszłam z TŻ do niewielkiego marketu (Milea) koło bloku   i coś mnie podkusiło, żeby zajrzeć na ubogi, niestety, dział z kosmetykami - a tam właśnie ten krem, za bodajże 6,99 zł czy coś koło tego :) Nie było go na liście "zakupów" tego dnia - z tego co pamiętam mieliśmy potwoooorną, wręcz kryzysową ochotę na coś słodkiego:) - więc stwierdziłam, że pójdę po niego innym razem. Jednak TŻ od razu rozpoznał moją minę z serii "coś mi się spodobało i o tym myślę, ale nie wzięłam" i od razu powiedział, że mam się po niego cofnąć. Od tamtej pory, jak na złość, widuję go prawie wszędzie : w małych drogeryjkach (niemal wszystkich), w dużych hipermarketach typu Tesco, Auchan, w małych marketach i sklepach osiedlowych... Także jest dostępny bez trudu :)



Chyba najciężej mi opisać konsystencję - nasuwa mi się na myśl "płynno-żelowo-galaretowata", ale to nie do końca właściwe słowa... Płynny ani żelowy krem nie jest, bo jak go na chwilę obrócę to nie spływa (ale nie mam odwagi postawić go do góry nogami :) ), a galaretowaty... to też tylko skojarzenie, a nie realna konsystencja :) Jest po prostu dość rzadki i wodnisty.
Zapach - ziołowy, przyjemny. Nie należy do tych, które aż chce się wąchać, ale też nie odrzuca.
Krem jest baaardzo lekki i szybko się wchłania, nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń, żeby stosować go pod makijaż. Wchłania się do matu, ale nie jest to taki "płaski i tępy" mat, jak np. po Barwa Siarkowa Moc, lecz taki zdrowy, normalny. Chętnie powiedziałabym "glow", ale nie chcę zniechęcać Was błyskiem, bo go nie powoduje :)
W kwestii nawilżania - hmmm... Powiem szczerze, że na noc wolę bardziej treściwe kremy (wciąż używam kwasów z Biochemii Urody, więc w przerwie od toniku potrzebuję czegoś naprawdę odżywiającego), ale na dzień jest bardzo przyjemny w stosowaniu. Ostrzegam, że do skóry problematycznej, przesuszonej raczej się nie sprawdzi, ale do takiego zwykłego, codziennego używania sprawuje się bez zarzutu. Jak używałam go systematycznie to rzeczywiście czułam różnicę w nawilżeniu skóry, obecnie mam go u TŻ i używam 2 razy w tygodniu (rano). Po porannym oczyszczaniu bywa trochę ściągnięta, przesuszona od kwasów - po zastosowaniu kremu czuję ulgę, skóra się uspokaja, już nie piecze i ładnie wygładza.
Krem wydaje mi się być odrobinę niewydajny, bo jakoś tak szybko znika... Ale za tą cenę chyba nie powinnam się czepiać? :)
Ma dość przyjazny skład, niestety sugeruję się KWC bo kartonika już nie mam, także pewności co do jego aktualności nie mam. Raczej nie powinien zapychać (mnie nie zapchał).

Skład z KWC (jakiś taki chaotyczny, wydaje mi się dziwny, będę musiała to sprawdzić):

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol/Ceteareth-20, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Isopropyl Palmitate, Sorbitol, Cetyl Alcohol, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice, Planago Lanceolata (Plantain) Extract/Calendula Officinalis (Pot Marigold) Extract/Melissa Officinalis (Common Bahu) Extract, Sodium Lactate/Sodium Pca / Glycine / Fructose / Urea / Niacinamide / Inositol / Sodium Benzoate / Lactic Acid, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Methylparaben, 
Propylparaben, Parfum, Carbomer, Sodium Hydroxide, 1-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Peg-8/Tocopherol, Ascorbyl Palmitate / Ascorbic Acid / Citric Acid / Hydroxycitronellal, Benzyl Salicylate, Geraniol, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene 



Po rozsmarowaniu

Podsumowując, jest to bardzo lekki, przyjemny kremik do codziennego stosowania, dla skóry niewymagającej intensywnego nawilżenia. Do skóry bardzo suchej się nie sprawdzi, ale do normalnej/mieszanej jak najbardziej. Tani, ładnie się wchłania. W sumie nie mam mu nic do zarzucenia, chętnie używam i na pewno kupię ponownie :)
SWATCH Rimmel, Match Perfection, Cream Gel Foundation

SWATCH Rimmel, Match Perfection, Cream Gel Foundation

Dzisiaj króciutko, tylko swatch - niestety jestem okrutnie zmęczona, bez humoru i muszę wracać do nauki. Kiedyś go zrecenzuję, obiecuję ;)

Opinie w internecie są skrajne, stwierdziłam że się nie dowiem, póki sama nie przetestuję, tak więc po krótce:

Delikatnie matuje, kryje średnio (nie nazwałabym tego bardzo dobrym kryciem), bardzo ładnie stapia się ze skórą mimo, że w opakowaniu wydaje się ciemny, wyrównuje jej kolor, jest bardzo lekki na twarzy po wchłonięciu. Na zdjęciach lampa mnie trochę prześwietliła, w rzeczywistości jest bardziej beżowo-żółtawy.
Obecnie w promocji w Rossmannie za 19,99 zł >>klik<<. Polecam osobom bez dużych niespodzianek do ukrycia.

Pytacie, co to za tusz, otóż jest to recenzowany przeze mnie ostatnio Wibo Growing Lashes (niecałe 10 zł w Rossmannie) po 12 godzinach intensywnego dnia :) Fakt, że pod koniec dnia się troszkę kruszy, ale jak nie będziemy trzeć oczu to spokojnie wytrzyma :) Recenzja tutaj: >>klik<<
Bez podkładu, z nieopuszczającymi mnie bliznami;)

Naklejka chroni przed niepowołanymi gośćmi ;)


Pokrywka zabezpieczająca przed wylewaniem się podkładu




 Tu już z podkładem ;)


 Nie mogłam się powstrzymać :P
Chyba zmęczenie siada mi na psychice...


Buziaki :)
Dermacol, Make Up Cover (Kryjący podkład do twarzy)

Dermacol, Make Up Cover (Kryjący podkład do twarzy)


Na samą myśl o mojej przygodzie z Dermacolem przechodzą mnie dreszcze... ;) To była moja pierwsza AŻ TAK nieudana transakcja na allegro...

Najpierw postanowiłam zapoznać się z odcieniami, same zobaczcie jak "palety odcieni" w internecie różnią się od siebie !!!










I jak tu wybrać coś dla siebie na tej podstawie?! Zaczęłam więc szukać realnych swatchy w internecie... Niby sporo zdjęć, ale mało odcieni no i różnice między swatchami tych samych kolorów również kolosalne... 

Udało mi się znaleźć aukcję z testerami Dermacolu - postanowiłam kupić 3 potencjalnie najjaśniejsze odcienie - z tym że okazało się, że numeracja nie leci od najjaśniejszego do najciemniejszego koloru - w praktyce jest kilka jasnych, potem jakieś ciemne, potem znowu jasne, znowu ciemne... Chaos kompletny. Po swatchach dziewczyn zdecydowałam się na następujące kolory: 208, 210 i 211. Płaciłam po 4,50 zł za tubkę + koszty przesyłki. Czekałam i czekałam na przesyłkę, a jej dalej nie było... napisałam do sprzedającego - brak odzewu. Po kilku dniach dostałam negatywny komentarz - jak się okazało, sprzedający pomylił się i wystawił mi zamiast komuś innemu... Na szczęście udało się usunąć całkowicie (sprzedający wnioskował do Allegro o usunięcie, a nie tylko unieważnienie komentarza) - no ale co z przesyłką? Na każde z moich pytań, czy paczka jest już w drodze - brak odpowiedzi. Wyszło na to, że priorytet doszedł do mnie po trzech tygodniach ;) Zastanawiałam się, czy w ogóle do mnie dotrze. Wystawiłam mu komentarz neutralny za długą przesyłkę, w odpowiedzi dostałam negatywa. Po prostu bomba. Nie polecam zupełnie. Nick sprzedawcy - pphu-ecommerce. Na chwilę obecną widzę, że zbiera dużo negatywów i neutrali.

W końcu przesyłka do mnie dotarła - 3 maleńkie tubki po 4g każda ;)


Tutaj widać jak niewielki jest taki tester:

Numer 208:

Numer 210:

Numer 211:

Producent twierdzi, że jest to podkład. Ciężko z tym się zgodzić, gdyż jest to tak gęsta, ciężka do wyciśnięcia pasta, że nie miałabym odwagi nałożyć tego w całości na twarz... Stosuję go jak prawie wszystkie użytkowniczki Dermacolu - jako korektor. I w tej roli sprawdza się wyśmienicie ;) Ktoś na KWC porównał go do szpachli - trafne określenie.
Niektóre dziewczyny stosują w połączeniu z kremem i sobie chwalą, ja chyba jednak zostanę przy standardowym podkładzie :)
Wiele osób skarży się na defekt opakowania - czasami się za mocno zassie i nagle wypływa pełno produktu... Mi się niestety też tak zdarzyło, przełożyłam więc to, co wypłynęło, na plastikową miarkę taką jak do syropu (została mi po miksturkach z Biochemii Urody :D) bo to było pierwsze, co zobaczyłam po otwarciu szafki ;) Plusem w minusie jest fakt, że nie wysycha - zachowuje swoją wilgotność i nawet po kilku dniach dało się jeszcze spokojnie nałożyć na twarz, ale na pewno nie jest przyjemnym nakładanie czegoś co  ma kontakt z środowiskiem zewnętrznym - kurzem, zarazkami itd...
Dermacol bardzo mocno kryje, szczerze mówiąc nie znam niczego, co mogłoby mocniej zakrywać niedoskonałości i przebarwienia - nakładam na czerwoną bliznę, a pozostaje mi jasna plamka dermacolu - ale zawsze potem jeszcze czuję potrzebę przypudrowania, żeby wyrównać kolor (208 za jasny, 210 za ciemny)
Wielki plus za trwałość, utrzymuje się na twarzy tak długo, jak podkład, nie znika szybciej. Nie wiem jak to będzie ze świeceniem się (niektóre dziewczyny właśnie narzekają na świecenie), gdyż używam tylko punktowo.
Kolejny plus za wydajność - jak już mi się wylało tyle tego produktu to mogłam najrzetelniej ocenić jego wydajność - wystarczyło tylko lekko dotknąć masę i ta bardzo mała kropeczka, która została na opuszku palca wystarczy do dokładnego pokrycia 1-2 niedoskonałości. Jednak podczas wyciskania produktu wychodzi go z tubki trochę więcej, więc przymusowo zużywamy większą jego ilość...
Producent zapewnia, że podkład ma filtr SPF 30, ja akurat w takie bajki nie wierzę bo chyba trzeba by było zużyć pół tubki testera (tubka ma 4g), żeby zapewnić taką ochronę ;)
Cena - ok. 30 zł / 30g - biorąc pod uwagę wydajność produktu, stosunek ceny do ilości wypada baaaardzo korzystnie.

Podsumowując:

Plusy: 
+ bardzo mocne krycie
+ trwałość
+ wydajność
+ cena i pojemność
+ nawet mimo wylania się nie wysycha szybko poza tubką

Minusy:
- opakowanie, które lubi się zassać i wylać nadmiar produktu
- bardzo gęsta konsystencja - ciężko się wyciska z tubki
- ciężko się połapać w kolorach

Ogólnie uważam, że jest to naprawdę fantastyczny produkt (ale jako korektor!) za niską cenę, ale producent mógłby pomyśleć nad inną formą aplikacji np. tak jak w błyszczykach z gąbeczką lub pędzelkiem lub już choćby nawet w znielubianym przez większość osób (ze względów higienicznych) słoiczku... Jestem absolutną zwolenniczką tubek, ale nie w przypadku takiej gęstej mazi! Jestem pewna, że jak zużyję teoretycznie całą tubkę, już nie będę mogła nic wycisnąć i ją rozetnę, to będzie jeszcze pełno produktu w zakamarkach... Tylko jak tu się nie zaciąć takimi ostrymi krawędziami? Producent mógłby też pomyśleć nad lepszym określeniem kolorów, bo w tych numerkach naprawdę można się pogubić, nie wiadomo co jest jasne, co ciemne, co wpada w żółć, beż, a co w pomarańcz lub różowe tony... Zastanawiam się co ja zrobię z tymi 210 i 211 skoro są takie ciemne (dla mnie - ponadprzeciętnego bledziocha ;))... bo 208 łatwo przypudrować i po sprawie :)

Swatche:

Światło dzienne:



Światło sztuczne (lampa błyskowa):

Swatche na kartce:



Cena: ok. 30-40 zł (za opakowanie pełnowymiarowe 30 g)
(klik - porównanie cen 210)
Pojemność: 30 g

________________

Edytowano 15.03.2017

Kochani, z uwagi na fakt, że wpis o Dermacolu cieszy się niesłabnącą popularnością (to jeden z najczęściej odwiedzanych wpisów na blogu!), a dotychczasowe zdjęcia nie są zadowalającej jakości (musicie mi wybaczyć, wpis jest sprzed niemal 6 lat :)), postanowiłam go zedytować i dodać kilka dodatkowych zdjęć oraz swatchy. Towarzyszy mi po dziś dzień, lecz w chwili obecnej mam już wersje pełnowymiarowe :)






Na zdjęciu poniżej znajdują się:

1 - podkład (foundation) Revlon ColorStay Combination/Oily 150 Buff
2 - podkład (foundation) Pierre Rene Skin Balance 20 Champagne
3 - korektor (concealer) L'Oreal True Match 1 Ivory
4 - korektor (concealer) Astor Perfect Stay 001 Ivory

Na dole oczywiście Dermacol 208 oraz 210


Muszę przyznać, że jest to hit, jednak nie bez wad. Z całą pewnością nie sprawdzi się na dużych obszarach twarzy (no chyba, że nie przeszkadza Wam okrutna maska na twarzy i bardzo nieciekawy, zapychający skład ;)), raczej punktowo jako korektor. Ma bardzo wysokie krycie. Nie ma właściwości zastygających, przez cały czas jest "tłusty", w związku z czym wymaga przypudrowania. Nie ma również tendencji do ciemnienia

Mam również kilka zdjęć informacji na kartoniku, jednak były one również robione wcześniej:




Mam nadzieję, że te dodatkowe zdjęcia i kilka słów będą dla Was przydatne :)
Mini-recenzja kremów ochronnych na zimę ;)

Mini-recenzja kremów ochronnych na zimę ;)

Witajcie dziewczyny :)

Dzisiaj przybywam do Was z mini-recenzją. Byłyście ciekawe kremów na zimę, a recenzję nazywam "mini", ponieważ nie jestem w stanie wypowiedzieć się w najważniejszej kwestii - jak kremy sprawdzą się zimą - kupiłam je jakiś czas temu i jeszcze nie miałam okazji przetestowania ich w bojowych warunkach, opiszę więc wstępne odczucia z używania ich... Na szczęście śniegu jeszcze u nas nie ma, ale biorąc pod uwagę zawirowania pogodowe w ostatnich latach - wszystko jest możliwe i trzeba się należycie zabezpieczyć :) W zeszłym roku nie przywiązywałam do tego szczególnej wagi, a szkoda - bo ciągle chodziłam z czerwoną,
przesuszoną skórą...Zaopatrzyłam się więc w:

1) Dax Cosmetics, Perfecta Winter Care, Krem ochronny dla narciarzy
KWC

Kupiłam za 13,69 zł w Drogerii Natura (cena regularna), jest też dostępny w Superpharm oraz wielu aptekach (np. doz.pl)
Krem ma 50 ml, to taka dosyć mała tubka - aż się zdziwiłam, myślałam że będzie większy ;)

Nastąpiła zmiana składu - ten w KWC jest już nieaktualny (zgłosiłam do moderacji), więc przepisuję Wam aktualny:
Skład: Aqua, 2-Ethylhexyl Palmitate, Octocrylene, Mineral Oil, Glycerin, Diisostearoyl Polyglyceryl-3 Dimer Diinoleate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Zinc Oxide, Ethylhexyl Triazone, Titanum Dioxide, Diethylhexyl Carbonate, Polyglyceryl-6 Polyhydroxystearate, Magnesium Sulfate Heptahydrate, Panthenol, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Linoleic Acid, Hydrogenated Castor Oil, Cera Alba. BHA, Ethylparaben, Methylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum

Mineral Oil oraz Gliceryna mogą niektórych  zapchać, dalej też jest kilka składników komedogennych.

Krem jest bardzo gęsty, treściwy, przy smarowaniu bieli ale już po chwili tego nie widać, po kilku minutach baaardzo ładnie się wchłania - nie do matu, ale pozostawia taki maleńki zdrowy glow - można spokojnie wyjść z nim do ludzi bez obaw o efekt latarni :) pozostawia taką leciutką warstewkę ochronną, ale nie tłustą - można spokojnie używać pod makijaż bez obaw o ślizganie się podkładu na kremie ;) Czuć, że skóra jest nawilżona i chroniona. Osobiście nie wierzę w zapewniane przez producenta filtry - nie wiem ile trzeba by było tego nałożyć, żeby była zapewniona ochrona jak na opakowaniu, a co gorsze - użyty jest tu mój "ulubiony" Parsol (Butyl Methoxydibenzoylmethane) - destabilizowany przez większość podkładów i pudrów - zatem brak ochrony ;) No i coś czuję, że dla narciarzy mógłby być niewystarczający ;) Moim zdaniem jest wart swojej ceny przy stosowaniu codziennym, w mieście, namawiam też TŻ żeby sobie kupił go na zimę.









2) Rossmann, Babydream, Baby Wind- und Wettercreme (Krem chroniący przed zimnem i wiatrem)
KWC

W cenie regularnej kosztuje bodajże 4,69 zł (na pewno niecałe 5 zł)
Ja kupowałam w promocji za niecałe 4 zł (3,99 zł czy jakoś tak :))
Tubka ma 75 ml - jest trochę większa od poprzednika ale dziwnie się wygina, czego nie zauważyłam w przypadku innych kremów Babydream - a wszystkie na półce z tej serii były właśnie powyginane u góry.

Skład: Aqua, Caprylic / Capric Triglyceride, Helianthus Annuus, Cetearyl Isononanoate, Sorbitan Oleate, Glycerin, Persea Gratissima, Hydrogenated Vegetable Oil, Polyglycerol-3Polyricinoleate, Parfum, Panthenol, Chamomilla Recutita, Bisabolol, Tocopheryl Acetate, Cera Alba, Xanthan Gum, Sodium Chlorid, Sodium Hydroxide, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Phytic Acid.

Tutaj skład wypada trochę gorzej - już na drugim miejscu mamy trójglicerydy, których wiele osób unika ze względu na zapychanie, kawałek dalej gliceryna też mogąca zapychać.

Krem tak jak poprzednik jest gęsty (chociaż mniej niż Perfecta), treściwy, po rozsmarowaniu nie bieli. Pachnie jak prawie wszystko z serii babydream :) Podchodziłam do niego bardzo entuzjastycznie, ponieważ zwykły niebieski krem babydream do twarzy i ciała oraz ten żółty calendula wchłaniały się u mnie do całkowitego matu (dosłownie efekt przypudrowanej skóry). Niestety na mojej buzi ten wypada dużo gorzej - daje efekt mokrej skóry (tafli wody) i zupełnie nie chce się wchłaniać, jak już się wchłonie chociaż trochę to za każdym razem jak sprawdzam palcem skórę twarzy, zostaje na nim tłusty film... Niestety średnio nadaje się pod makijaż , podkład się po nim ślizga - ale biorąc pod uwagę że jest to krem dla dzieci - nie wiem czy powinnam to oceniać? Kto maluje dzieci? :) Czuć, że ma w sobie sporo dobroczynnych składników - skóra jest gładka, nawilżona, krem przynosi jej sporą ulgę, ale niestety do warunków "miastowych" się zbytnio nie nadaje - za duży błysk. Z tego co wiem, u niektórych osób wchłania się super, więc nie chcę go całkowicie skreślać - piszę tylko i wyłącznie o swoich własnych odczuciach. Za tą cenę warto spróbować bo nie gwarantuję, że u wszystkich będzie taki sam efekt. Ja go będę bardzo chętnie używać do dłoni :)





Sorki za odpryskujący lakier, jest już 3-dniowy ;)



Nie mamy co się spodziewać, że kremy na zimę będą leciutkie i wchłaniały się od razu - muszą być treściwe, żeby dostarczyć niezbędnych składników naszej buzi podczas mrozów i chronić przed, utratą wody, można  jednak zminimalizować ryzyko świecenia dzięki doborze kremu do potrzeb swojej cery :) Niestety nie jestem jeszcze w stanie stwierdzić, czy te kosmetyki mnie zapychają - za krótko ich używam. Będziecie więc musiały przekonać się o tym na własnej buźce :) Z tego co wiem kremy Flos Lek też mają dobre opinie, więc weźcie je pod uwagę :) Ja już raczej nie kupię dlatego, że Perfecta mnie zadowala - może zaopatrzę się za rok :)
Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl , Blogger