Facelle, żel do higieny intymnej (Fresh)

Facelle, żel do higieny intymnej (Fresh)

Żel ten kupiłam pod wpływem pozytywnych opinii na wizażu :)


Dużym plusem jest dla mnie fakt, że opakowanie zawiera pompkę. Jest ona sprawna, nie zacina się, jednak jest jeden mały szczegół - żel lubi tryskać na dużą odległość, więc najbezpieczniej jest zasłonić dłonią cały wylot pompki ;) Udało mi się zużyć żel niemal do końca, potem odkręciłam pompkę i reszta bez problemu spłynęła.

Żel ma bardzo przyjemny, świeży zapach - podoba mi się! Konsystencja właściwa, bardziej gęsta niż lejąca, żel stosunkowo dobrze się pieni jak na brak SLS w składzie.



Żel Facelle jest uniwersalny :) Używałam go:
  • do higieny intymnej - nie podrażnia, łagodnie myje, zapewnia świeżość
  • do mycia twarzy jak zapomniałam wziąć z pokoju BeBeauty (żel micelarny) - dobrze oczyszcza, nie ściąga, nie wysusza, jest łagodny :) 
  • do mycia ciała - akurat zdarzyło mi się nim umyć 2, może 3 razy z czystej ciekawości czy się sprawdzi i owszem, było ok - nie wysuszył skóry, dobrze mył
  • do prania pędzli - używałam go czasami zamiennie z niebieskim/zielonym Babydreamem, jak zapomniałam wziąć któregoś do łazienki z pędzlami ;) Sprawdził się super :)
Nie używałam go tylko do włosów, chociaż do tego polecana jest raczej wersja Sensitiv, którą właśnie posiadam i używam (jest bez pompki niestety).

Bardzo polecam ten żel - jest uniwersalny, prawie jak niebieski żel uniwersalny Babydream (link do recenzji) :) Tani - w promocji 5 zł/300 ml, łatwo dostępny (Rossmann), wydajny i ładnie pachnie :) Ma łagodny, dobry skład. Nie ukrywam, że używałam go przede wszystkim do higieny intymnej - do wszystkich innych wymienionych celów używałam go tylko sporadycznie, jak zapomniałam wziąć właściwego produktu do łazienki. Niemniej jednak sprawdził się super ;)

Link do KWC
Cena: ok. 5-6 zł
Pojemność: 300 ml
Dostępność: tylko Rossmann
Marion, żel peelingujący do ciała (palona kawa)

Marion, żel peelingujący do ciała (palona kawa)

Dzisiaj recenzja żelu peelingującego Marion o zapachu palonej kawy :)


 Opakowanie łudząco podobne do peelingów Joanny, zatrzask chodzi sprawnie, nie łamie paznokci. Akurat w przypadku konsystencji tego żelu opakowanie jest na plus - z łatwością wydobyłam wszystko bez konieczności dobierania się do środka ;)

 Konsystencja raczej rzadka, żel niestety nie jest przy tym wydajny - wystarczył tylko na kilka użyć... Drobinek jest raczej średnia ilość - nie powiem, że mało, ale dużo też nie. Delikatnie ścierają, ale trzeba pamiętać, że to jest żel peelingujący i z tym określeniem producent trafił w samo sedno - nie jest tak mocny jak standardowe peelingi, ale też nie jest to zwykły żel.. Jedyne, co mnie strasznie denerwowało to te pływające ziarenka kawy... Po każdym myciu żelem Marion musiałam jeszcze opłukiwać prysznicem siebie i wannę... Zapach bardzo przyjemny i intensywny, nie jest mocno chemiczny, ale pachnie słodką kawą (coś jak Kopiko).



Dla mnie to był po prostu umilacz kąpieli - żel delikatnie się pienił, dobrze oczyszczał, przyjemnie masował skórę drobinkami i ładnie pachniał. Nie podrażnił, nie wysuszył mi skóry, ale też jej nie nawilżył. Zgadzam się z obietnicą producenta o poprawieniu ukrwienia i kolorytu - po każdym wymasowaniu żelem skóra miała przyjemny, rozjaśniony i zdrowy koloryt. Wystarczył tylko na kilka użyć (około 5), co niestety nie czyni go wydajnym. Wkurzające są też te pływające ziarenka kawy (konieczność opłukiwania siebie i wanny po użyciu)
W sumie fajny bajer, ale nie wiem, czy skuszę się ponownie - na co dzień wolę bezdrobinkowe żele/mydełka, a 1-2x w tygodniu mocniejsze peelingi. Jeżeli ktoś lubi, to w sumie polecam ;)
Dostępne są 4 zapachy tego żelu:
- świeżo palona kawa
- biała czekolada z pomarańczą
- mleczko kokosowe
- truskawka z wanilią

Cena: ok. 4 zł
Dostępność: najlepiej szukać w mniejszych drogeriach/hipermarketach
Pojemność: 100 ml 
Mariza, Lakier do paznokci nr 59

Mariza, Lakier do paznokci nr 59

Wybaczcie, że mnie tu ostatnio tak mało... Nie chodzi tu o brak weny, tej mam aż nadto, po prostu jak wracam do domu to jestem strasznie zmęczona i marzę jedynie o tym, żeby pójść spać :( Mam nadzieję, że niedługo to się skończy i będę mogła częściej pisać notki.


Dzisiaj o lakierze, który ostatnio często gości na moich pazurkach ;) Często robię sobie kreski na powiekach za pomocą kobaltowego cienia Hean, więc chętnie sięgam po lakier w podobnym kolorze.

Skład w dwóch częściach (można powiększyć!)

Pojemność to tylko 5 ml (lakier jest naprawdę malutki), chociaż mi to zupełnie nie przeszkadza - i tak prawie nigdy nie udaje mi się zużyć lakierów do końca, więc przynajmniej nic się nie marnuje, a w parze z niską pojemnością idzie również niska cena - 4,30 zł bez promocji.
Kolor bardzo mi się podoba, jest taki przykuwający wzrok, chociaż wiadomo, że każdy lubi co lubi :) Oceniłabym go jako połączenie granatu z kobaltem. Wykończenie drobinkowe (shimmer). Konsystencja lakieru jest w sam raz - jest rzadki, ale nie rozlewający się. Pędzelek wygodny w obsłudze, lekko spłaszczony, łatwo się nim manewruje. Do optymalnego krycia wystarczą 2 warstwy, czyli zupełnie standardowo ;) Wysychanie również w normie, na ogół po pomalowaniu paznokci buszuję sobie w internecie przez około 15 minut, po czym mogę się zabierać do standardowych czynności (uważając jednak trochę na pazurki). Nie polecam używania na gołe paznokcie - trochę odbarwia płytkę, chociaż zeszło mi to po 2-3 dniach, więc nie jest źle. Mój błąd, że nie pomalowałam ich wcześniej niczym innym;) Trwałość ok, trzeciego dnia mam już nieco starte końcówki, ale u mnie to norma, żaden lakier nie trzyma się u mnie długo.


Szczerze mówiąc ani mnie nie powalił, ani nie rozczarował - to po prostu dobry lakier za niewielkie pieniądze, więc ogólnie polecam ;) Ale kolor mi się podoba :)


Cena regularna: 4,30 zł
Dostępność: konsultantki Mariza, można zamawiać u Pani Mirki pod adresem e-mail : awa753@op.pl

Strona internetowa do klubu Mariza i P. Mirki>>klik<<
Obecny katalog można zobaczyć: TUTAJ
Firmoo - Przygody ze szkłami ciąg dalszy ;)

Firmoo - Przygody ze szkłami ciąg dalszy ;)

Moja przygoda z okularami zaczęła się już w drugiej klasie podstawówki, nosiłam je przez 8 lat. Później zdecydowałam się na soczewki i nie żałuję, jednak czasami brakuje mi okularów, kiedy na przykład wieczorem zdejmę już soczewki, a chcę jeszcze coś zrobić czy poczytać... Kiedy dostałam możliwość przetestowania okularów Firmoo, nie wahałam się ani chwili. Każdy, kto nosi okulary, wie jakie są ich ceny... Na razie nie mogłabym sobie pozwolić na nowe.Od razu pognałam na badanie wzroku, żeby się upewnić, czy aby na pewno moja wada jest taka, jak myślę. Wypełniłam prosty formularz, odesłałam i gotowe - praktycznie kilka dni później okulary były w moich rękach.

Zostały wysłane przez kuriera i były dobrze zabezpieczone - w środku pudełka znajdowała się również folia bąbelkowa, chroniąca okulary przed uszkodzeniami.
Wybrałam sobie w miarę uniwersalny rodzaj - po prostu zwykłe, czarne oprawki z delikatnym akcentem na boku. Okazały się nieco większe, niż to sobie wyobrażałam, ale nie szkodzi ;)

Mój model to #CSMY8023(KLIK)










 Okulary są porządnie wykonane, oprawki są plastikowe, ale jest to plastik gruby, wytrzymały. Dobrze się dopasowują, są wygodne. Zupełnie nie mam im nic do zarzucenia, dołączone zostało też pudełko - grube i solidne, wygląda elegancko. Oprócz pudełka - ściereczka do czyszczenia okularów z logiem firmowym, a także zestaw do ewentualnej reanimacji okularów: śrubki i mini-śrubokręt. Uważam, że to świetny pomysł ze strony Firmoo, bądź co bądź już trochę się okularów w swoim życiu nanosiłam i wiem, co oznacza zgubienie takiej małej, irytującej śrubki ;)

Przypomnę swoją zmęczoną facjatę bez okularów, tak w razie czego :P
(Wiem, wiem, wyglądam tragicznie, ale ostatnio bardzo mało sypiam, niestety. Czuję się jak zombie)


No i z okularami Firmoo:


 Mam nadzieję, że wygląda to w miarę dobrze ;)

Jeżeli macie ochotę zamówić sobie okulary (przeciwsłoneczne, korekcyjne lub nawet "zerówki" dla urody), polecam Firmoo. Pierwsze okulary można zamówić gratis, ponosząc jedynie koszty przesyłki (więcej informacji tutaj), coś mi się obiło o uszy, że to obowiązuje w pewnym zakresie dioptrii, ale pewności nie mam. Najlepiej jest po prostu napisać do nich i zapytać - moim zdaniem kontakt jest bardzo dobry, na każdego mojego e-maila prędko pojawiała się odpowiedź, a obsługa jest sympatyczna.

Ja mimo wszystko na razie zostaję przy soczewkach, gdyż są dla mnie najwygodniejsze, ale z chęcią używam okularów w domu.

A Wy nosicie okulary lub soczewki? :)
Max Factor, Creme Puff 05 Translucent

Max Factor, Creme Puff 05 Translucent

Puder transparentny, który nie jest transparentny? Takie rzeczy to tylko w Max Factor :)


Od jakiegoś czasu jestem posiadaczką dwóch opakowań pudru MF Creme Puff, jedno już sięga dna i używam go u TŻ, drugie mam w domu. Kupowałam w baaaardzo atrakcyjnej cenie, około 22 zł? Czy warto? Za taką cenę - zdecydowanie tak. Ale w cenie regularnej już niekoniecznie ;)

 Opakowanie klasyczne, ale niezbyt porządne... Plastik jest cienki, nie ma żadnego zatrzasku ani możliwości zakręcenia (należy po prostu podnieść pokrywkę do góry), więc raczej kiepskie rozwiązanie do noszenia w torebce... Dystrybutor mistrzowsko zasłonił skład naklejką:P


 Zapach jest mocno babciny... Mi nie przeszkadza, ale też nie przypadł mi do gustu. Puder jest drobno zmielony, łatwo nanosi się na pędzel i jest bardzo wydajny, wystarczy naprawdę niewiele do pokrycia całej buźki. Nie pyli w czasie nabierania.

Specjalnie nie robiłam jaśniejszych zdjęć, bo wówczas kolor byłby przekłamany, więc wybaczcie brzydkie tło :P

Poważną wadą jest kolor... Kupiłam najjaśniejszy, nazywa się Translucent, ale jest naprawdę ciemny! Niestety moją skórę przyciemnia, nie pasuje mi :( Dla porównania wstawiam zdjęcie - po lewej Max Factor Creme Puff 05 Creme Puff, po prawej Synergen 03 Vanilla... Różnica jest duża ;)
Producent często pisze, że jest to produkt typu 2w1 - lekki podkład i puder w jednym, zupełnie się z tym nie zgadzam, nie zauważam żadnego szczególnego krycia ani wyrównywania kolorytu, dla mnie to po prostu puder prasowany, zgodnie z naklejką na opakowaniu.

Trwałość określam jako zupełnie przeciętną, puder sprawuje się różnie w zależności od intensywności dnia -  czasami matuje 3-4 godziny (intensywny dzień), a czasami nawet 6-7 (leniwy dzień). Na mojej mieszanej cerze to całkiem dobry wynik, choć nie powala.

Warto wspomnieć, że pudru jest aż 21g, podczas gdy przeciętne prasowańce zawierają tylko około 9g - jak na przykład Synergen. Więc również i cena ma prawo być dwukrotnie wyższa. Jednak 41,99 zł to zbrodnia w biały dzień, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że w internecie można go kupić już za 16 zł + przesyłka i to od wiarygodnych sprzedawców! Nawet z przesyłką wyjdzie dużo taniej.

Ogólnie nawet lubię ten puder, ale tylko dlatego, że wydałam na niego nieco ponad 20 zł ;) Uważam, że nie jest wart swojej ceny regularnej, po prostu to zwykły, dobry puder. Kolorystyka jest beznadziejna, najjaśniejszy odcień jest ciemny, więc bladolice nie znajdą nic dla siebie, informacje o możliwości stosowania jako produkt 2w1 (podkład+puder) można włożyć między bajki, a matuje po prostu dobrze.

Myślę, że warto go kupić, choćby dla spróbowania, ale tylko przez internet lub w atrakcyjnej promocji. W KWC zbiera takie noty, że aż żal nie spróbować ;)

Cena: 41,99 zł
Pojemność: 21g
Garnier, Czysta Skóra, Żel myjący + peeling + maseczka 3 w 1

Garnier, Czysta Skóra, Żel myjący + peeling + maseczka 3 w 1

Aż się dziwię, że jeszcze nie ma tu recenzji Garniera 3w1 ;) To moje małe must-have już od dawna :)


Opakowanie z całą pewnością przykuwa uwagę, biały i niebieski to takie kolory "czystości i świeżości", co z całą pewnością działa na podświadomość w czasie wyboru :P Tubka jest miękka, łatwo z niej wycisnąć produkt. Całe otoczenie dozownika (pod klapką z zatrzaskiem oczywiście) baaaaardzo się brudzi, ja do zdjęć akurat wyczyściłam, ale na co dzień nie wygląda to tak dobrze ;)



 Zapach jest raczej świeży, ale mocno chemiczny. Dość intensywny.


Garnier ma bardzo gęstą konsystencję, to taka jakby pasta z granulkami, dobrze trzyma się buzi, nie spływa, ale po chwili bardzo mocno zastyga i zmycie go to nie lada wyczyn, wymaga nieco cierpliwości ;) Warto mieć w domu gąbeczkę do zmywania maseczek - na pewno się przyda. Po zaschnięciu delikatnie ściąga buzię, ale nie jest to nieprzyjemne jak w przypadku maseczek typu peel-off



Działanie rekompensuje powyższe minusy ;) Producent zapewnia, że jest to produkt 3w1. Akurat z tym zgodzić się NIE mogę.

  • Stosowany jako żel - bardzo wysusza skórę! Po kilku razach naprawdę miałam dość, po osuszeniu twarzy czuję nieprzyjemne ściągnięcie i wysuszenie. Na dłuższą metę może też podrażniać.
  • Stosowany jako peeling - również się nie sprawdza. Drobinek jest niewiele, są bardzo delikatne, co najwyżej trochę masują skórę, ale z całą pewnością nie ścierają. Zdecydowanie wolę peelingi przeznaczone bezpośrednio do tego.
  • Stosowany jako maseczka - tu zaczynają się plusy Garniera. Świetnie zwęża pory, rozjaśnia koloryt skóry, działa antybakteryjnie i wysusza wypryski. Stosowany regularnie hamuje ich powstawanie i sprawia, że szybko się goją. 
  • Stosowany punktowo na nieprzyjaciół - przyspiesza gojenie, wysusza wypryski. Ale lepiej się wtedy nikomu nie pokazywać z takimi białymi plamkami na twarzy :)

 Jak widać po recenzji, Garnier ma sporo minusów - dozownik się brudzi, zapach jest chemiczny, skład trochę destrukcyjny, ciężko go zmyć, nie sprawdza się jako żel ani peeling... Ale działanie jako maseczka wszystko mi wynagradza ;) Ładnie uspokaja strefę T - pory są zwężone, koloryt skóry rozjaśniony, a wypryski szybciej się goją.

Ja go używam raczej rzadko, jak mam zjazd niechcianych gości na twarzy, bardzo mi wtedy pomaga. Nie polecam częstego stosowania, bo wysusza buzię i może dać skutek odwrotny do zamierzonego  - skóra się zbuntuje, zacznie wydzielać więcej sebum i zaskoczy nas jeszcze większym armageddonem na twarzy. Dla mnie to jest małe must-have, ale tylko na sytuacje awaryjne! Nie odważyłabym się stosować zgodnie z zaleceniami - np. codziennie jako żel ;)

Link do KWC
Cena: ok. 15 zł ?
Pojemność: 150 ml
Shinybox - październik

Shinybox - październik

Dzisiaj zawitał do mnie kurier z październikowym Shinyboxem ;)

W tym miesiącu Shiny nie powala (wolałam poprzednie) ;) Ale to się okaże dopiero po przetestowaniu.




Ulotka Dermedic: 











  Najbardziej cieszę się chyba z L'Occitane, balsamów do ciała nigdy za wiele, mydełko pachnie obłędnie... Jak tylko otworzyłam pudełko, zastanawiałam się co to za zapach ;) Nie wiedziałam, że tak przyjemnie pachnie werbena. Błyszczyk został dziś użyty raz i na razie mam mieszane odczucia, zobaczymy co będzie dalej. Jestem ciekawa tych produktów antycellulitowych Dermedic, mam nadzieję, że nie zabraknie mi systematyczości ;)

Chciałam napisać dziś jeszcze normalną recenzję, ale za 6 godzin wstaję, a już teraz jestem nieżywa :( Także wybaczcie, ale skrobnę coś jutro...
Dermedic Hydrain 3 Hialuro

Dermedic Hydrain 3 Hialuro

Dzisiaj w roli głównej duet Dermedic Hydrain Hialuro - balsam do ciała i peeling enzymatyczny


Na pierwszy ogień Koncentrat balsamu nawilżający skórę


 Balsam od nowości zabezpieczony był folią ochronną. Opakowanie to spora, wysoka i miękka tubka, łatwo wycisnąć z niej odpowiednią ilość produktu. Zatrzask jest porządny (tubka nie otworzy się sama), a z dozownika nic nie wycieka i nic się nie brudzi.



 Zapach według niektórych jest specyficzny, ale dla mnie przyjemny. Jest taki świeży, kojarzy mi się z kosmetykami o zapachu morskim ;) Mi się akurat podoba, choć dość szybko się ulatnia.


 Bardzo zdziwiła mnie konsystencja - za pierwszym razem nałożyłam taką ilość balsamu jak zazwyczaj w przypadku innych mazideł, a okazało się, że to było zdecydowanie za dużo! Więc balsam jest niesamowicie wydajny. Wsmarowanie go wymaga cierpliwości, bo jest bardzo gęsty i treściwy, trzeba się chwilę pomasować... To z jednej strony minus, bo zajmuje to chwilę czasu, a z drugiej strony plus, bo dzięki temu balsam jest bardzo treściwy i wydajny. Dla mnie to nie problem, choć niektórym może przeszkadzać.

 Działanie balsamu oceniam bardzo pozytywnie! Intensywnie nawilża skórę i łagodzi podrażnienia po goleniu nóg, a efekt długo się utrzymuje. Mimo treściwości, po dokładnym rozsmarowaniu prędko się wchłania i nie brudzi ubrań. Ogólnie jestem z tego balsamu bardzo zadowolona, działa świetnie. Cena też nie jest mocno wygórowana, bo 27 zł za 200 g bardzo wydajnego mazidła to nie jest aż tak wiele. Mimo to nie wiem, czy sama bym go kupiła, bo wolę testować nowości :) Polecam wszystkim, którym taka konsystencja (wymagająca chwili czasu na wsmarowanie) nie przeszkadza.

Teraz peeling enzymatyczny ;)



 Peeling był zapakowany w kartonik ze szczegółowymi informacjami, z jednej strony po polsku, z drugiej po angielsku - bardzo mi się to spodobało.


Opakowanie bardzo podobne do balsamu - tubka jest miękka, nie ma problemu z wyciskaniem peelingu, zatrzask porządny, a dozownik się nie brudzi i nic nie wycieka.


 Zapach podobny do balsamu, trochę świeży, ale jednak bardziej kremowy. Zupełnie nie jest nachalny i nie przeszkadza w trakcie trzymania na twarzy.


 Konsystencja w sam raz, peeling nie jest ani za gęsty, ani za rzadki. Nie spływa i nie migruje po twarzy ;) U mnie wchłaniał się prawie całkowicie, choć dla pewności przecierałam twarz płatkiem kosmetycznym po upływie 15-20 minut.


Mam mieszane odczucia względem działania - to mój trzeci peeling enzymatyczny i najlepszy z całej trójki, ale nie odczuwam żadnego "wow". Oczyszcza, ale nie jakoś wybitnie (lepiej niż Ziaja). Skóra po zastosowaniu jest mocno wygładzona i nawilżona, to akurat są ogromne plusy, chociaż wolałabym mocniejsze oczyszczenie ;) Nie podrażnia nawet przesuszonej skóry, nie wyrządził mi żadnej krzywdy, jednak nie jestem zwolenniczką peelingów enzymatycznych i wolę mocniejsze zdzieraki. Przy okazji recenzowania peelingów Ziaja dowiedziałam się w komentarzach, że sporo z Was z pewnych przyczyn nie może używać peelingów mechanicznych - jeżeli zastanawiacie się teraz nad Ziają i Dermedic, zdecydowanie bardziej polecam Dermedic. Cena 30 zł/50g w sumie jest właściwa, peeling jest raczej wydajny.

Ja się już na pewno nie skuszę, po prostu peelingi enzymatyczne nie są dla mnie ;)

Skusiło Was coś z Dermedic? Może ich inne produkty są godne polecenia? ;)
Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl , Blogger