Marion, Spray dodający włosom objętości

Marion, Spray dodający włosom objętości

To drugi produkt, który otrzymałam za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie (>>klik<<)


Informacje producenta (>>klik<<):

"Spray dzięki zastosowaniu innowacyjnych składników aktywnych, zapewnia uzyskanie efektu zwiększonej objętości włosów. Specjalnie ukierunkowany aplikator umożliwia precyzyjną aplikację produktu u nasady włosów, przez co fryzura zyskuje lekkość i puszystość. Dodatkowo unikalna formuła zawiera kopolimery, które chronią włosy przed działaniem wysokiej temperatury podczas używania suszarki, prostownicy lub lokówki, dzięki czemu włosy są mocniejsze, sprężyste i lśnią zdrowym blaskiem.

 EFEKT NA WŁOSACH:

- WIĘCEJ OBJĘTOŚCI
- UNIESIENIE U NASADY
- WZMOCNIENIE I POŁYSK
- BEZ OBCIĄŻANIA

130 ml "

Opakowanie estetyczne, spray się nie zacina, chodzi jak trzeba. Łatwo się aplikuje ;)




Zapach w sumie przypomina mi spray termoochronny ten w czerwonym opakowaniu :) Jest przyjemny, taki lekko słodkawy, delikatny. Jakiś czas utrzymuje się na włosach, co mi się podoba.


Działanie, co do tego mam mieszane odczucia. W domu wydawało mi się, że nie ma żadnej różnicy, ale jak już wyszłam z domu i przejrzałam się "przelotnie" w szybie sklepowej, to włosy faktycznie miały większą objętość, jednak jest to raczej naturalny efekt, nie ma co się spodziewać typowego "push up". Z całą pewnością mogę stwierdzić, że spray chroni przed negatywnym wpływem suszarki (po wysuszeniu włosy nie były takie suche, sianowate jak zwykle). Po wyschnięciu włosy są miękkie i pachnące, łatwiej je rozczesać. Myślę, że w przypadku tego sprayu większą rolę odgrywa termoochrona niż objętość. Nie obciąża włosów.


Generalnie spray nie jest zły, chroni przed suszarką, ładnie pachnie, jest niedrogi. Jednak efekt zwiększonej objętości włosów jest bardzo delikatny, zbyt naturalny.
Produkty Marion są często dostępne w mniejszych, np. niesieciowych drogeriach :)
Dzisiejsze zdobycze :))))

Dzisiejsze zdobycze :))))

Ja tutaj tak prędziutko, tylko na chwilę - aby pochwalić się moimi dzisiejszymi zdobyczami ! W czwartek chciałam kupić rozświetlacz The Balm Mary Lou Manizer, ale niestety już był wykupiony, więc zadzwoniłam dzisiaj rano do Marionnauda i zapytałam czy była już dostawa - uprzejma Pani poinformowała mnie, że rozświetlacze przyszły, ale tylko dwa i czy ma dla mnie odłożyć. Bardzo się ucieszyłam, poprosiłam o odłożenie, ubrałam się i bezzwłocznie wskoczyłam w R-kę do Gdyni :D

Jakie ogromne było moje szczęście, gdy dowiedziałam się że przy zakupie dwóch produktów The Balm otrzymam 50% rabatu!! Słyszałam, że bronzer Betty Lou też jest świetny i chociaż mnie nie kusił, nie mogłam odmówić kupienia sobie dwóch dobroci w cenie jednej :D I tym oto sposobem jestem szczęśliwą posiadaczką rozświetlacza i bronzera w cenie 61 zł!! Podczas gdy każde z nich tyle kosztuje!


Produkty umieszczone są w takich uroczych kartonikach - osobiście nie jestem fanką stylu retro, pin-up girls itd, więc opakowanie średnio trafia w mój gust, natomiast w tym przypadku wszystko wynagradza mi zawartość :)



Po rozpakowaniu mamy natomiast takie okrągłe kasetki - są porządne i zamykane na zatrzask z charakterystycznym "kliknięciem" przy zamknięciu ;)


W środku oczywiście lustereczko i pudry o pojemności 8,5g :




Są szalenie napigmentowane! na swatchu jest naprawdę malutka ilość




Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i już umazałam sobie nimi buzię - to co mogę powiedzieć na pewno - są SZALENIE napigmentowane, bronzer należy do tych, którymi łatwo zrobić sobie kuku, ale na szczęście łatwo się rozciera więc szybko pozbyłam się nadmiaru z twarzy ;) Ma drobinki, ale absolutnie nie jest to nachalny brokat. Na twarzy wygląda pięknie, nie jest zbyt "marchewkowaty" :)

Natomiast rozświetlacz.... to chyba najlepszy rozświetlacz świata!!! Idealny efekt tafli na twarzy bez wędrujących drobinek brokatu, jest świetny, cudowny! Absolutnie wart nawet tych 61 zł mimo że należę do tych osób, które zawsze szukają wszystkiego "po taniości". Mam nadzieję, że nigdy go nie wycofają, bo chyba wykupię wszystkie Marionnaudy w woj. pomorskim!!!
Mówię Wam poważnie, jeśli szukacie idealnego rozświetlacza - nie szukajcie tanich odpowiedników, mam rozświetlacze z Sensique i Essence, ale one kompletnie się do niego nie umywają, odłóżcie trochę pieniążków i zainwestujcie w coś porządnego, polecam gorąco :D

Cały czas siedzę i zerkam w lusterko na swoje poliki :)))

Mam jeszcze jedną uwagę - zarówno rozświetlacz jak i bronzer są bardzo delikatnie sprasowane, łatwo nabierają się na pędzel, trzeba bardzo uważać żeby nabrać możliwie najmniejszą ilość produktu, nie przesadzić z jego ilością - najlepsze będą baaardzo mięciutkie pędzle, ja pewnie będę używać Essence :)

Wystarczy dotknąć pudru, żeby odpowiednia ilość nabrała się na pędzel.
Dzięki temu wydaje mi się, że pudry są bardzo wydajne - skoro wystarczy dosłownie śladowa ilość, powinny wystarczyć na bardzo długo :)

A jeśli chodzi o swatche rozświetlacza, wstawię innym razem, na razie Was zapraszam do Atqa Beauty , to właśnie po jej recenzji i swatchach stwierdziłam, że muszę go mieć i chodził za  mną już od dawna! Zdjęcia idealnie oddają efekt!
Luksusowa róża  - Miraculum, peeling różany

Luksusowa róża - Miraculum, peeling różany

Na moim blogu pojawiło się nowe logo - portalu Uroda i Zdrowie (klik), otrzymałam 2 produkty do przetestowania, a Was serdecznie zapraszam na ich stronę - jest tam wiele ciekawych artykułów, baza testerek, konkursy, forum... Polecam ;)


Zacznę od produktu, który spodobał mi się bardziej. Za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie otrzymałam do testów "Miraculum, La Rose, Różany peeling cukrowy do ciała z płatkami róż"
Muszę przyznać, że sprawdził się u mnie fantastycznie :) Jeśli miałabym go opisać jednym słowem, nazwałabym go "luksusowym".


 Informacje producenta (>>klik<<):

"Preparat o subtelnym, różanym zapachu i wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych. Zawiera zmielone pestki róży oraz kryształki cukru, które delikatnie usuwają martwy naskórek, pobudzając mikrokrążenie i likwidując szorstkość naskórka. Dzięki bogatej formule preparat regeneruje i odżywia skórę, zapobiega wysuszaniu naskórka. Organiczny kompleks Phytofleur French Rose, o silnych właściwościach anti-aging, aktywnie pobudza skórę do odnowy, hamuje aktywność wolnych rodników, poprawia koloryt skóry. Olejek różany działa kojąco oraz relaksująco, natomiast olej arganowy chroni naturalny płaszcz lipidowy naskórka, nawilża i delikatnie natłuszcza. Niezwykły, różany aromat wprowadza w dobry nastrój i relaksuje.

Peeling należy nanieść na zwilżoną skórę i wykonać masaż całego ciała, a następnie spłukać dokładnie ciepłą wodą. Stosować 2 - 3 razy w tygodniu. Uzupełnieniem pielęgnacji jest Różany eliksir do ciała z perłowym blaskiem.

EFEKTY STOSOWANIA:
dogłębnie oczyszczona skóra
poprawa mikrokrążenia
gładka i zregenerowana skóra

Pojemność: 200 ml"




Zacznę od kwestii technicznych ;)

Opakowanie mi się bardzo, bardzo podoba - wygląda elegancko i porządnie, jest dobrze uszczelnione więc nic nie wypłynie. Oryginalne, na pewno je sobie zostawię na jakieś późniejsze własne miksturki ;) Nie miałam problemu z otwieraniem, wszystko działa sprawnie



Zapach jest jednym z atutów tego peelingu - jak już pewnie wiecie, nie jestem zwolenniczką zapachów kwiatowych, lecz raczej owocowych i świeżych, natomiast ten zapach bardzo mi się podoba. Za nic nie przypomina tanich różanych mydełek, pachnie bardzo przyjemnie i cieszy nozdrza - taka prawdziwa, różana woń. Zapach jest intensywny, ale nie nachalny.


Konsystencja peelingu jest dość zwarta, ale nie sprawia trudności przy nabieraniu. W peelingu zatopione jest mnóstwo kryształków cukru, dzięki czemu jest wydajny - nie trzeba go nakładać dużo, aby się porządnie wymasować. Z zewnątrz wygląda trochę jak taki sorbet ;) Najlepiej używać peelingu na wilgotne, a nie mokre ciało - wtedy kryształki rozpuszczają się wolniej i można się dłużej wymasować. Osobiście uwielbiam wszelkie cukrowe peelingi i fakt, że się rozpuszczają ;)





Działanie - po użyciu tego peelingu skóra jest niewiarygodnie gładka, a to za sprawą olejków w nim zatopionych - po wymasowaniu i osuszeniu skóry czuć na niej taki śliski, nawilżający film - mi się to bardzo podoba choć wiem,  że nie wszyscy to lubią. Zupełnie nie odczuwałam potrzeby kremowania ciałka po wyjściu z kąpieli, choć robię to od jakiegoś czasu codziennie. Jak wypeelingowałam sobie nóżki przed goleniem, czułam dodatkowy poślizg (oprócz żelu) i nie miałam żadnych podrażnień, po osuszeniu skóra była baaardzo gładka. Jedynym minusem może być fakt, że ta warstwa olejków dość prędko zapycha maszynkę i musiałam ją często płukać, dlatego raczej już nie użyję przed goleniem :)
Co ciekawe, jak raz wypeelingowałam same nogi, to po wyjściu z wanny całe ciało miałam miękkie i nawilżone - to chyba najlepiej opisuje intensywność olejków ;)
Jako, że w peelingu znajdują się też płatki róży, po kąpieli należy opłukać zarówno ciało, jak i wannę - bo w sumie jest ich dość sporo i potem zostają ;)

Zdecydowanie polecam ten peeling, można go kupić np. w sklepie Miraculum on-line (>>klik<<) za 26,60 zł. Cena dość wysoka moim zdaniem, więc będę używać na specjalne "SPA wieczory", ale jak już mówiłam - peeling jest bardzo skuteczny, doskonale nawilża i generalnie jest świetnej jakości :)
Moje pierwsze mycie włosów odżywką zakończone fiaskiem ;)

Moje pierwsze mycie włosów odżywką zakończone fiaskiem ;)

Wczoraj po raz pierwszy wypróbowałam mycie włosów odżywką - czytałam o tym sporo dobroci. Podchodziłam do tego zdecydowanie sceptycznie. Odczucia mam raczej mieszane, ale nie będę się poddawać ;) Postanowiłam wczoraj  spróbować ze względu na to, że dziś nigdzie nie wychodzę.

Wczoraj miałam włosy "dwudniowe" co mi się bardzo rzadko zdarza - zawsze myję je codziennie ze względu na ich prędkie przetłuszczanie. Nie miałam akurat najczęściej polecanych odżywek do mycia czyli maski Gloria ani Isany z babassem, za to ktoś wspominał w necie, że Kallos Latte też się nada, a że akurat go zbytnio nie lubię - postanowiłam spróbować ;)
Po wymasowaniu włosów Kallosem i dokładnym spłukaniu nałożyłam odrobinę odżywki Wella z serii Pro (Repair) na niemalże same końcówki i to był prawdopodobnie mój błąd (ma nienajlepszy skład)...
Poszłam spać w mokrych włosach, a rano zauważyłam, że przy skalpie włosy były świeże, zupełnie jak po zwykłym myciu szamponem, natomiast na długości włosów niestety obciążone... Chociaż całokształt włosów wyglądał dość korzystnie - jakby były dużo gęstsze i dużo grubsze. Na chwilę obecną dochodzi godzina 15 i już cała głowa wygląda średnio.

Moim błędem mogło być albo użycie niewłaściwej odżywki do mycia (Kallos), albo użycie niewłaściwej odżywki do odżywiania końcówek (Wella), albo fakt, że być może moje włosy się do tego po prostu nie nadają - cienkie, dość słabe, łatwo przetłuszczające się, a na końcówkach przesuszone ;)

Spróbuję jeszcze kiedyś i się przekonam, może macie dla mnie jakieś rady?
Jeśli się nie sprawdzi, wrócę do metody OMO, którą z kolei moje włosy polubiły ;)
_______________________________________________________________________________

Przypominam również o poście z TAGiem "50 pytań do...", zdaję sobie sprawę z tego, że moja osoba nie jest zbyt ciekawa, ale myślałam że pytań będzie trochę więcej :D


Wybaczcie również ostatnie braki w pisaniu postów, ale mam teraz sporo nauki, matura tuż tuż :(
3 TAGi :)))

3 TAGi :)))

Uzbierały mi się 3 TAGi do zrobienia :)))

Pierwszy z nich to popularny oraz, jak zauważyłam - cieszący się dużym zainteresowaniem TAG, czyli 50 pytań do.... :) Zostałam otagowana przez Dorotę (dziękuję :* )
Możecie pod tą notką śmiało pytać o wszystko, czego chcecie o mnie wiedzieć :)
W sumie to mozecie pytać zawsze, ale tu nadarza się szczególna okazja :D


Tutaj macie zdjęcie oryginału, żeby wstawić TAGa u siebie, jak macie ochotę:


__________________________________________________________________________________

Do drugiej zabawy otagowała mnie Bayje (dziękuję :* )


1) Napisz kto Cię otagował i zamieść zasady
 2) Zamieść baner tagu i wymień 5 rzeczy w Twoim wyglądzie, na których punkcie masz małe obsesje;)
 3) Staraj się myśleć kreatywnie i nie przepisywać odpowiedzi od innych;)
 4) Krótko wyjaśnij swój wybór. Możesz także wkleić zdjęcie każdego elementu ciała.
 5) Zaproś do zabawy 5 lub więcej blogerek.


Obsesja numer 1:
Twarz. Przez prawie całą podstawówkę, całe gimnazjum i połowę technikum borykałam się z okropnym trądzikiem, jak się potem okazało - wynikał z zaburzeń hormonalnych, dość sporych. Teraz muszę przyjmować tabletki i się w miarę unormowało. Bardzo pomogły mi kwasy i retinoidy, ale do tego trzeba systematyczności i okresu jesienno-zimowego. Od września pewnie znowu się za to zabiorę ;) Niestety mam straszne blizny i przebarwienia, wciąż staram się doprowadzić cerę do ładu. Dopiero niedawno udało mi się ustalić w miarę odpowiednią dla mnie pielęgnację, po której skóra aż tak nie fiksuje, chociaż przed okresem moja twarz i szyja wyglądają strasznie!
Bardzo ważne są dla mnie intensywnie kryjące podkłady, bo nie ukrywam, że wstydzę się swojej cery, nie znoszę wychodzić bez makijażu twarzy do ludzi bo mam wrażenie, że jest po prostu okropna i straszę innych. I wściekam się, jak dziewczyny z piękną cerą marudzą jaką mają straszną buzię :P

Obsesja numer 2:
Włosy. staram się o nie bardzo dbać po moim nieudanym schodzeniu z czarnego na blond - faktycznie, stałam się platyną i to w bardzo niskich kosztach oraz domowych warunkach (kilka rozjaśniaczy Joanna i Londa), jednak kondycja moich włosów pozostawia nadal sporo do życzenia. Wiem, że do blondu już nie wrócę, chyba że do takiego bardzo delikatnego, naturalnego, za ileś lat jak mi odrosną te wszystkie, które mi wypadły... Kiedyś miałam takie ładne, dość gęste włosy :(
Staram się dla nich robić jak najwięcej: oleje, odżywki, maski, odżywki bez spłukiwania... Efekty są, ale nie zawsze takie, jak bym chciała ;)

Obsesja numer 3:
Mycie i kremowanie rąk. Myję i kremuję dłonie wiele razy dziennie, nie wyobrażam sobie wrócić do domu i nie umyć dłoni, nie umyć ich przed posiłkiem, przygotowywaniem jedzenia lub innymi czynnościami codziennymi. Czasami z tym trochę przesadzam, ale cóż ;)

Obsesja numer 4:
Pielęgnacja ust. Jak nie mam pomadki/błyszczyka w kieszeni spodni, wariuję. Na ogół najpierw wpadam w małą panikę "zgubiłam moją ulubioną pomadkę!" (ulubiona to zawsze ta, którą akurat noszę w spodniach, nawet jeśli za nią nie przepadam :D ) Zawsze mam w lewej kieszeni 1-3 mazidła do ust, a w prawej telefon komórkowy. Jak zapomnę schować pomadki do spodni, wyciągam jakąś z torebki i wkładam do kieszeni, żeby była pod ręką. Kupuję zdecydowanie za dużo pomadek, nie jestem w stanie zużywać ich wszystkich na raz, a kolejne kuszą :< Okropieństwo.

Obsesja numer 4:
 Paznokcie. Nie znoszę mieć ich niepomalowanych, moim zdaniem takie wygladają bardzo nieładnie. Owszem, czasami się zdarza, że zmyję i zapomnę pomalować, ale raczej rzadko. Ostatnio zakochałam się w jednym kolorku z nudziakowej serii Essence ;) Niemal niewidoczny, ale bardzo estetyczny. Czasami wolę nie rzucać się w oczy :)
 _________________________________________________________________________________

TAG  numer 3, do którego zaprosiła mnie Zielone Serduszko (dziękuję :* ) to "Bez czego nie zasnę, czyli co trzymam obok łóżka"


1. Napisz kto Cię otagował i opublikuj zasady zabawy.
2. Wymień rzeczy, które zawsze znajdują się obok Twojego łóżka, np. na szafce nocnej. Jeśli chcesz, możesz także zamieścić zdjęcia.
3. Zaproś do zabawy 5 lub więcej innych blogerek.


No, może z tym zaśnięciem to niekoniecznie, ale trzymam na łóżku kilka rzeczy ;)
Nad łóżkiem mam jedynie półkę z książkami, wypchaną po brzegi więc niczego już na nią nie kładę, ale za to śpię jedynie na połówce kanapy (można ją rozłożyć i wtedy jest wieeeelkie łoże, w poprzek nawet chyba 6 osób by się zmieściło :D tylko nogi by wystawały ). Łóżko jest idealne dla skłóconych małżeństw - można spać na dwóch końcach i  nie trzeba kogoś wyrzucać do drugiego pokoju hehehe :D A tak serio to ze 3 osoby się dobrze wyśpią :) Dlatego śpię na połówce (tej mniejszej, służącej za siedzenie kanapy).
Uwielbiam się wtulić pleckami w to oparcie i być otulona ze wszystkich stron ;) Wykorzystuję je jako moją małą półkę :)


 Co my tu mamy... Poduszkę, którą dostałam kiedyś w prezencie ;) Czasami kładę na niej głowę i przykrywam z drugiej strony dużą, normalną poduchą - potrzebuję całkowitej ciszy do zaśnięcia, a niektórzy ją czasem zakłócają ;)
Carmex - zawsze smaruję nim usta przed snem :) Codziennie, bez wyjątku! Nie lubię jego smaku, więc na dzień raczej nie używam :)
Gliceryna - to dość ciekawy punkt programu :D Bo kto trzyma glicerynę przy łóżku ;))) Jak mam zbyt wysuszone dłonie, smaruję kremem i kilkoma kroplami gliceryny - sprawdza się super ;) Codziennie kremuję dłonie przed snem!
krem Nivea - używam na dłonie zamiennie z Isaną ;) Uważam, że ten krem jest dobry do wszystkiego, byle nie do twarzy :P
krem do rąk Isana - mam co do niego mieszane uczucia, zrecenzuję niebawem ;)
telefon komórkowy - obowiązkowo ! Nie znoszę go, jest okropny ;) Ciągle się zacina, samoczynnie wyłącza, wysyła czasami kilka smsów pod rząd... Tragedia ;)


Nie gniewajcie się na mnie, ale tym razem nie TAGuję nikogo imiennie, bo po prostu mam strasznie dużo do roboty, mam nadzieję że mi to wybaczycie bo zawsze grzecznie TAGowałam :))
Jeśli tylko macie ochotę - czujcie się przeze mnie zaproszone do wszystkich tych TAGów! :)
Babydream, Uniwersalny żel do mycia

Babydream, Uniwersalny żel do mycia

Uniwersalny żel do mycia Babydream - któż go nie zna? :) Robi furorę na wizażu i KWC, moim zdaniem jest naprawdę wart uwagi, ale nie jest też pozbawiony wad ;)

KWC: (>>klik<<) 78x "Mój Hit", nagroda KWC
Rossnet: (>>klik<<)


 Opakowanie ładne, estetyczne, utrzymane w delikatnej, niebieskiej kolorystyce charakterystycznej dla tej serii Babydream, podoba mi się. Bardzo dobrze leży w dłoni dzięki wgłębieniach po bokach ;) Duży plus za pompkę - jest bardzo, bardzo przydatna, a do tego porządna - nigdy mi się nie zacięła, nie tryska jakoś przesadnie na duży dystans, choć zawsze na to uważam i zakrywam dłonią cały wylot (uraz po innych pompkach). Śliczne są te motylki na opakowaniu :D

Zapach na początku wydawał mi się przyjemny i delikatny, ale po jakimś czasie zaczął mnie trochę męczyć - taki sam jak w całej niebieskiej serii Babydream. Konsystencja dość płynna, lepiej uważać ;) Nie pieni się zbyt mocno, ale jest moim zdaniem bardzo wydajny, wystarczył mi na bardzo długo (ileś miesięcy), chociaż nie używałam go codziennie, to bardzo często. Ma długą datę przydatności na opakowaniu (na ogół 2-3 lata od zakupu)

Cena to tylko 9,99 zł w Rossmannie (dostaniemy go tylko tam!)
a pojemność to aż 500 ml ;) czyli póllitrowa wielka butla ;)




  • Na pewno na największą uwagę zasługuje jego wszechstronność - ma baaaardzo podobny skład do słynnego szamponu Babydream, więc nieraz używałam nawet tego uniwersalnego żelu do mycia włosów - nie odczułam żadnej praktycznej różnicy między nimi ;) Pewnie większość z Was już próbowała szamponu Babydream, ale jeśli nie to dodam od siebie: nie pieni się zbyt mocno (w towarzystwie większej ilości wody pieni się dobrze, najlepiej mi się używało na mocno ociekające wodą włosy), genialnie oczyszcza, tak że włosy aż skrzypią, ale za to bardzo mocno je plącze - bez odżywki się nie obejdzie, ale chętnie przyjmują potem wszelkie dobrodziejstwa w postaci mgiełek, balsamów, odżywek, masek itd., są długo świeże. To plątanie go dyskwalifikuje na dłuższą metę, mimo to czasami używam. Nie zawiera SLS.
  • Dość często używałam do też do mycia twarzy - i tutaj mam kilka uwag, bo niby nie ściąga i nie wysusza (co jest bardzo ważne), ale jednak po wytarciu twarzy mam takie dziwne wrażenie, jakby to nie było to, czego moja skóra potrzebuje - mógłby być jednak trochę delikatniejszy, szczególnie biorąc pod uwagę że przeznaczony jest dla niemowląt. Gdy dostanie się do oka trochę piecze, ale bez tragedii - lepiej jednak makijażu oczu i jego resztek nim nie zmywać ;)
  • Wielokrotnie używałam do higieny intymnej, gdy akurat zabrakło normalnego żelu przeznaczonego do tego celu, nie mam żadnych zastrzeżeń - ładnie oczyszcza, nie podrażnia, pozostawia skórę świeżą.
  • Do całego ciała - również nie mam żadnych zatrzeżeń, chociaż pieni się dość słabo i na dłuższą metę trochę drażnił mnie ten zapach
  • Bardzo istotna sprawa - genialnie myje wszelkie pędzle i jest dla nich bardzo delikatny, mój ulubieniec w kategorii mycia pędzli :) Są po nim świetnie oczyszczone i miękkie ;) 
Oczywiście, że na co dzień używam do każdej z powyższych czynności osobnych produktów, ale czasem po prostu mi się ten żel "chwyci" i używam zamiast  nich ;)
Moim zdaniem bardzo dobry i zasługuje na uwagę, choćby po to aby go przetestować - jest tak wszechstronny, że w jakiś sposób na pewno go zużyjemy - jeśli nie do włosów i twarzy, to do higieny intymnej, mycia pędzli czy ciała. Świetnie się też sprawdzi na jakimś wyjeździe zamiast wielu innych kosmetyków, kiedy musimy ograniczyć swój bagaż ;)

Cena: 9,99 zł / Rossmann
Pojemność: 500 ml

Obecnie już mi się kończy i kupiłam płyn z nagietkiem (bez pompki, też taki duży, w zielonym opakowaniu, zachwalany w KWC), ale kompletnie mi nie przypasował :( Wysusza, ściąga, podrażnia, płaczę po nim jak szalona gdy dostanie mi się do oka i mimo, że wiele osób mówiło że jest delikatniejszy od standardowego - ja tego zdania nie podzielam. Zużyję go do ciała lub pędzli, czyli mniej wymagających sfer. Także jeśli macie wątpliwości - kupić płyn standardowy czy z nagietkiem - ze swojej strony polecam niebieski  ;)
Zostawię sobie też opakowanie, żeby potem przelać do niego płyn z nagietkiem.
Post wybitnie niekosmetyczny: Wciąż gorąca ekscytacja! WWE Revenge Tour :)

Post wybitnie niekosmetyczny: Wciąż gorąca ekscytacja! WWE Revenge Tour :)

Ladieees and gentlemen!

A tak serio, są tu fanki wrestlingu? :) Byliśmy wczoraj z lubym na Wrestlemanii w Ergo Arenie (WWE Raw Wrestlemania Revenge Tour) i nadal jestem strasznie podekscytowana! Dotychczas oglądaliśmy walki jedynie w telewizji/internecie (w gruncie rzeczy to bardziej ja zaraziłam jego niż on mnie :) ) i bardzo nam się to podobało, więc gdy na Dzień Kobiet otrzymałam bilet na WWE moja radość była nie do opisania :)

Byliśmy tam już od 18, żeby nie czekać zbyt długo w kolejce do wejścia, a potem prawie 2 godziny spędziliśmy czekając w Ergo Arenie, ale nie szkodzi - nudno nie było. Kompletnie nie dało się odczuć, żeby była to typowo męska impreza - było dużo rodzin i par, mnóstwo kobiet :) Ogromnie podobała mi się atmosfera - wrestlerzy podpisywali polskie flagi, eksponowali je, John Cena dostał szalik w polskich barwach i go zachował dla siebie. Jeden z wrestlerów (The Miz) usiłował też wykrzesać z siebie trochę po polsku, co niezmiernie rozbawiło publikę :)

Świetna atmosfera, świetne walki, duża dawka humoru - świetnie dopasowywali swoje zachowanie do publiki, próbowali wybadać co nam się podoba najbardziej. Show maksymalne :) Patrząc na niektóre fotki nasuwają się myśli kompletnie jednoznaczne :)

Uważam, że było warto i już namawiam TŻ na następne WWE w Polsce - w 2013 przyjadą do Łodzi :))))
Jest tylko jeden minus.... dzisiaj tak boli mnie gardło, że szok... Za dużo krzyczałam chyba :D

www.ergoarena.pl:
"WWE - wyjątkowa, pełna akcji rozrywka powraca do Gdańska/Sopotu z WWE RAW. Fani będą mogli zobaczyć swoje wszystkie ulubione gwiazdy WWE - John Cena®, CM Punk®, Alberto Del Rio®, The Miz®, R-Truth®, Kelly Kelly ® i wiele więcej."

www.eventim.pl:
"***WWE Championship Match***
CM Punk vs. Dolph Ziggler
- - -
***No Disqualification Match***
John Cena vs. Kane
- - -
Oraz inne gwiazdy RAW:
The Miz
R-Truth
Alberto Del Rio
Kofi Kingston
Jack Swagger
Eve
Oraz wielu innych! "

(zdjęcia pochodzą z mmtrojmiasto.pl (klik) )














Oraz Divy: Beth Phoenix i Kelly Kelly (walki kobiet mnie nie interesują ;) )
 



Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl , Blogger