Żel pod prysznic Wellness&Beauty o zapachu Vanilla&Macadamia

piątek, 30 listopada 2012

Żel pod prysznic Wellness&Beauty o zapachu Vanilla&Macadamia

Kupiłam sobie kiedyś na wyjazd miniaturkę żelu Wellness&Beauty o zapachu Vanille&Macadamia, tak bardzo mi się spodobał, że kupiłam pełnowymiarową wersję :)




Opakowanie ładnie wyprofilowane, dobrze leży w dłoni, estetyczne i utrzymane w miłej dla oka kolorystyce
Przed otworek wylewa się odpowiednia ilość żelu, a otwarcie chodzi łatwo, nie jest to paznokciołamacz ;)


Zapach żelu jest po prostu świetny... Tak przyjemny, waniliowy z jakąś nutą, słodki, otulający... Idealny na jesień i zimę, wiosną i latem wolę świeże zapachy :) Bardzo mi się podoba i aż żałuję, że tak krótko utrzymuje się na skórze :( Żel jest dosyć gęsty i pieni się raczej przeciętnie, nie tworzy super obfitej piany, ale też nie jestem w stanie powiedzieć, że pieni się słabo. Przez to jest raczej średnio wydajny, chociaż biorąc pod uwagę niską cenę nie powinnam się czepiać ;)



Żel ani nie wysusza ani nie nawilża skóry - po prostu myje, w sumie niczego więcej od niego nie oczekuję bo ostatnio nabrałam systematyczności w smarowania ciała po kąpieli, więc i tak się nawilżam :)

Ogólnie polecam ten żel, jest tani, raczej średnio wydajny, robi przeciętną pianę, ale ma zniewalający, słodko-otulający zapach i to właśnie dla tego zapachu warto go kupić, bo reszta właściwości raczej przeciętna ;) Szkoda, że nie trzyma się na skórze :( 

Link do KWC
Cena: ok. 6 zł
Pojemność: 200 ml (jest też wersja miniaturowa, na wyjazd - 50 ml)
Dostępność: tylko Rossmann
Bielenda, Vanity, krem do depilacji

wtorek, 20 listopada 2012

Bielenda, Vanity, krem do depilacji

Był taki czas, kiedy próbowałam się przekonać do innych metod depilacji niż maszynka do golenia... Sięgałam wtedy m.in. po kremy do depilacji - czy byłam zadowolona z tego kremu Vanity?



Zawartość opakowania to: tubka z kremem, szpatułka oraz ulotka informacyjna dotycząca produktów do depilacji Bielendy. Wszystko, czego potrzeba. Pierwsze, co poczułam po otwarciu opakowania to okropny smrodek kremu do depilacji, bleee... Ja wiem, że większość z nich tak pachnie, ale to jest paskudne :( No ale dobra, czego się nie robi dla gładkiego ciała... Konsystencja jest odpowiednia - krem łatwo się rozprowadza i nie spływa - a więc nie jest ani za gęsty, ani za rzadki. Producent zapewnia, że jest to produkt ekspresowy (rzekomo wystarczy jedynie 5 minut) - nałożyłam na nogi, odczekałam (a nie ukrywam, że takie bezczynne siedzenie z kremem na nogach i gapienie się w łazienkowy dywanik to nie jest moja ulubiona czynność), zgarnęłam krem szpatułką i co? I nic... Część włosków została usunięta, ale duża część z nich została na miejscu... Podczas następnych podejść do tego kremu zostawiałam go na nogach dłużej - 10-15 minut, zawsze z tym samym skutkiem - brak 100% skuteczności. Faktycznie, włoski które zostały, były osłabione i jak się je pomaltretowało kilka razy szpatułką to były usuwane, no ale bez przesady - ile mam spędzić czasu w łazience, robiąc poprawki?
Spróbowałam też w okolicach bikini - efekt ten sam, czyli mizerny. Niestety, smrodek kremu utrzymuje się na skórze! Nie wiem, czy inni go czują, ale ja na pewno i nie czuję się z tym komfortowo! Na plus mogę zaliczyć fakt, że nie podrażnił mi skóry, nawet przetrzymany nieco dłużej.
Wydajność też nie jest jego atutem - użyłam kilka razy, a tubka już była prawie na wykończeniu - nawet nie starałam się go zużyć, po prostu poleciał do kosza.

Wiadomo, że każda z nas ma inne tempo wzrostu włosków - jedne muszą się golić/depilować częściej, inne rzadziej... Ale comiesięczny zakup minimum jednego opakowania kremu, żeby się męczyć z tym nieskutecznym śmierdzielem i marnować czas siedząc bezczynnie przez te 5-15 minut + czas zmywania... Nie ma mowy, na 100% nie kupię ponownie i prawdopodobnie nie przekonam się już do żadnego innego kremu do depilacji - jak na razie każdy mnie zawiódł. Ta metoda nie jest dla mnie!

Plusy: konsystencja, nie podrażnia
Minusy: śmierdzi, nie usuwa wszystkich włosków - nie jest skuteczny, zapach utrzymuje się na skórze, niewydajny i stosunkowo drogi w porównaniu do golenia maszynką

Cena: ok. 7-10 zł
Pojemność: 100 ml
Link do KWC
Avon, Advance Techniques, Serum na zniszczone końcówki

niedziela, 18 listopada 2012

Avon, Advance Techniques, Serum na zniszczone końcówki

Tak naprawdę kupiłam to serum tylko ze względu na to, że pompka podobno pasuje do Revlona Colorstay :) Podchodziłam do niego bardzo sceptycznie. Zużyłam już całą buteleczkę (zdjęcia zostały zrobione jakiś czas temu), więc mogę na jego temat już sporo powiedzieć.

Opakowanie jest raczej nieporęczne, serum otrzymujemy w ciężkiej, szklanej buteleczce z pompką, na szczęście nie miałam okazji sprawdzić czy przetrwa upadek. Szkło wydaje się grube, ale lepiej nie ryzykować. Serum zapakowane jest w kartonik, którego pozbyłam się niedługo po zakupie, na szczęście porobiłam zdjęcia więc wstawię najważniejsze informacje. Pompka jest sprawna, nie zacina się i nie psuje. Serum można wydobyć niemalże do końca, przy trzech ostatnich aplikacjach po prostu odkręciłam pompkę i pozwoliłam kropelkom skapnąć na wierzch dłoni.










Zapach serum urzekł mnie od samego początku - bardzo przyjemny, słodki, kojarzy mi się trochę owocowo.

Serum ma oleistą konsystencję, jest lekko tłustawe. Używałam go tylko na końcówki i ewentualnie odrobinę na długości włosów - zawsze po 2, maksymalnie 3 kropelki (czyli naciśnięcia pompki). Co mnie zdziwiło - nawet moje przetłuszczające się włosy nie były obciążone - przez chwilę wyglądały gorzej, a już po chwili spijały całe serum i wyglądały bardzo dobrze. Więc polecam nie przejmować się pierwszym wrażeniem - po chwili powinno być ok.

Niestety - włosy po użyciu tego serum tylko wyglądają na zdrowe, szczerze mówiąc nie ufam mu, gdyż ma alkohol w składzie i to wysoko. Serum jest nafaszerowane silikonami, nie widzę żadnych dobroci w składzie. Nie zregeneruje włosów, ale za to zabezpiecza przed rozdwajaniem i łamliwością, sprawia też że włosy ładnie wyglądają. Ale nie będą zdrowe dzięki niemu. Serum wydaje mi się również niewydajne - niby używałam niewiele i rzadko, a jednak szybko się skończyło.

Dla mnie to po prostu silikonowe serum na końcówki zabezpieczające przed ich rozdwajaniem

Raczej nie kupię tego serum ponownie, chyba że będę potrzebować drugiej pompki do podkładu Revlon Colorstay ;) Nie zawiera niczego pożytecznego, żadnych olejków i ekstraktów, jest niewydajne (moim zdaniem), opakowanie jest szklane, ciężkie i nieporęczne. Do plusów zaliczyć mogę zabezpieczanie końcówek przed rozdwajaniem, zapach, sprawną pompkę i fakt, że serum nie obciążyło moich kapryśnych włosów.

Link do KWC
Cena: bardzo różna, ja kupowałam w promocji bodajże za 12,99 zł, trzeba patrzeć w katalogu jaka jest obecna
Pojemność: 30 ml
Dostępność: u konsultantek Avon lub w punktach sprzedaży
Listopadowy Shinybox :)

piątek, 16 listopada 2012

Listopadowy Shinybox :)

Wczoraj do moich drzwi zapukał kurier z nowym, listopadowym Shinyboxem :) Szkoda tylko, że kilka godzin wcześniej zepsułam sobie niespodziankę, zerkając do innych dziewczyn co dostały :D







Podoba mi się ten box! Wszystko jest praktyczne i na pewno nic się nie zmarnuje :)
W boxie znajdują się:
  • Szampon i odżywka L'Occitane - tych jestem ciekawa najbardziej 
  • Mleczko do ciała, żel pod prysznic i mydełko Bentley Organic - nie znałam wcześniej tej marki, więc jestem ciekawa cóż to za cudo ;) 
  • Maseczka aktywnie matująca Dermedic - zobaczymy, jak się sprawdzi na mojej mieszanej cerze :)
Podoba mi się, że wszystko jest takie praktyczne, używane na co dzień... Więc na pewno będę używać z chęcią :)

A jak Wam się podoba?
Balsam do ciała Dove - silky skin

środa, 14 listopada 2012

Balsam do ciała Dove - silky skin

Można powiedzieć, że ten balsam jest zmorą moich urodzin :D Dostałam 3 identyczne zestawy Dove składające się z dezodorantu, kostki myjącej, żelu pod prysznic i tego właśnie balsamu, mój TŻ, siostra i przyjaciel byli chyba w zmowie :D Szkoda tylko, że ja za firmą Dove aż tak nie przepadam, co tu dużo mówić – większość używanych przeze mnie ich kosmetyków była po prostu przeciętna.


Opakowanie estetyczne, zatrzask chodzi pewnie, ale nie połamiemy sobie na nim paznokci. Okolice dozownika się odrobinę brudzą, ale nie szkodzi. Mleczko można zużyć w całości bez potrzeby dobierania się do środka opakowania - po skończeniu sprawdzałam, ile jeszcze zostało w środku, a tam już nie było nic do wygrzebywania ;) 



Zapach jest przyjemny, kremowy, nie utrzymuje się długo na skórze. W gruncie rzeczy – nie przeszkadza, ale też się w niego nie wwąchuję. Nie ma w sobie niczego charakterystycznego - po prostu kremowy.


Balsam jest bardzo rzadki, z łatwością wydobywa się z opakowania. Łatwo rozsmarowuje się na skórze i szybko się wchłania. Nie brudzi ubrań. Jedyne, co naprawdę mnie wkurza to fakt, że jest w nim mnóstwo maleńkich drobinek! Nie jest to nachalny brokat, ale w świetle naprawdę mocno je widać… Nie dostrzegałam tego, zobaczyłam dopiero w wakacje, kiedy posmarowałam ciało rano i poszłam na plażę - w słońcu było to bardzo widoczne! Zdjęcia nie oddają tego efektu, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że jest ich bardzo dużo… W słońcu – dosłownie efekt Edwarda ;)





Działanie balsamu ani mnie nie zachwyciło, ani nie rozczarowało… Dość dobrze nawilża, łagodzi podrażnienia po goleniu, wygładza skórę, ale nie ma żadnego „wow”. To po prostu zwykły, dobry balsam w korzystnej cenie. 

Ogólnie balsam nie jest zły – robi co ma robić, czyli nawilża i łagodzi. Technicznie rzecz biorąc też poprawny – nie smuży, szybko się wchłania, jego lekkość jest zdecydowanym plusem. Ale nie czuję żadnego efektu "wow" po posmarowaniu się nim, a zapach jest zupełnie przeciętny więc nie umila jakoś szczególnie procesu smarowania ;) Nie ukrywam, że zużywanie trzeciej butelki jest już dla mnie męczące no bo ile można się smarować jednym i tym samym balsamem? :D Ja raczej nie skuszę się na kolejną butelkę – wolę bardziej apetyczne zapachy smarowideł do ciała :) Nie polecam, ale też nie odradzam ;)

Cena: ok. 10-13 zł
Pojemność: 250 ml
Zużycia | październik 2012

poniedziałek, 12 listopada 2012

Zużycia | październik 2012

U mnie w tym miesiącu wszystko z opóźnieniem, również zużycia :) No ale nie szkodzi, ważne, że są :)


Na potrzeby włosów zużyłam w tym miesiącu 2 szampony - Babydream nie muszę chyba nikomu przedstawiać, choć niedługo planuję go zrecenzować ;) Zużyłam już tyle buteleczek, że dziwię się, że jeszcze nic o nim nie pisałam ;) 
Recenzja szamponu Joanny pojawi się, jeżeli kupię kolejną buteleczkę - niestety pozbyłam się już opakowania więc nie mam jak obfotografować... W sumie byłam z niego zadowolona, ale SLS w składzie zniechęcał mnie do częstego stosowania. 


Avon, scrub do ciała oraz Dove - balsam do ciała. Recenzja tych produktów pojawi się niebawem ;)


Krem Isana recenzowałam tutaj, świetny nawilżacz, już dawno zaopatrzyłam się w kolejne opakowanie. Na zdjęciu widać również 2 miniaturki kremu do rąk Zepter - ogólnie był niezły, ładnie pachniał, był wydajny, dobrze nawilżał i szybko się wchłaniał, ale z całą pewnością nie dałabym tyle za krem do rąk - 74 zł/100 ml to gruba przesada :)


Płyn micelarny Maybelline recenzowałam tutaj, a recenzja lawendowego miodu do demakijażu Syis pojawi się, jak zużyję wszystkie próbki, jakie mi jeszcze zostały ;) Myślę, że moje zdanie na jego temat już się nie zmieni, ale mimo wszystko wstrzymam się z opinią :)


O żelu micelarnym BeBeauty wspominałam już w innych zużyciach, TUTU, bardzo polecam - u mnie spisuje się znakomicie :)
Krem Pollena-Eva recenzowałam tutaj.
Płyn micelarny Vichy dostałam jako gratis i w gruncie rzeczy był niezły - dobrze radził sobie z makijażem niewodoodpornym (wodoodpornego nie rusza), nie szczypał w oczy, ale nie miał w sobie niczego, co by mnie zachwyciło... Po prostu zwykły, dobry płyn micelarny, jakich wiele - nic szczególnego, na pewno nie zapłaciłabym za niego 45 zł/200 ml - Bioderma i Bourjois spisywały się u mnie o niebo lepiej!

Podsumowanie:
8 produktów pełnowymiarowych
3 miniaturki
2 próbki
Razem: 13 :)
Babydream, Natural, Pflegebad (Pielęgnacyjny płyn do kąpieli)

sobota, 10 listopada 2012

Babydream, Natural, Pflegebad (Pielęgnacyjny płyn do kąpieli)

Podchodziłam bardzo entuzjastycznie do tego płynu - kupiłam go pod wpływem pozytywnych recenzji gdy kończył się mój niebieski, uniwersalny Babydream (recenzja tutaj) więc gdy tylko wykończyłam tamtego, przelałam do butli z pompką - w ten sposób dużo wygodniej się go używa.
Naczytałam się tylu dobrych opinii o nim - że dużo lepszy od niebieskiego, że nie wysusza, a wręcz nawilża, że jest uniwersalny i nadaje się do wszystkiego. Niestety, rozczarowałam się...



Opakowanie zawiera aż 500 ml płynu (z długą datą ważności). Niestety, jest bez pompki, więc używanie było dość niewygodne - całe szczęście że została mi butelka po niebieskim Babydreamie. Otworek niby jest precyzyjny, a jednak lubi się wylewać i brudzić opakowanie płynem.


Zapach akurat mi się nie podoba, jest taki nachalny... Nie mam pojęcia, czy to właśnie tak pachnie nagietek, ale mój nos nie polubił się z nim ;) Niemniej jednak nie jest to dla mnie aż tak ważne, wolę skupić się na działaniu.


Konsystencja jest rzadka, lejąca, płyn pieni się raczej słabo.

Niestety, na opakowaniu znajduje się opis w języku polskim w formie naklejki - po kilku użyciach moja się strasznie powycierała, ale mam nadzieję że się rozczytacie.



No i najważniejsze - działanie. Byłam przekonana, że będę go używać tak jak niebieskiego - do mycia ciała, czasami do mycia włosów, do higieny intymnej, do prania pędzli itd. Niestety, już po pierwszym użyciu do twarzy wiedziałam, że tak nie będzie. Poużywałam go kilka razy i za każdym razem z takim samym rezultatem, więc odpuściłam. Po umyciu twarz była nieprzyjemnie ściągnięta, bardzo mocno oczyszczona (to akurat plus, który chowa się między minusami), wysuszona i piekąca. Gdy piana dostała mi się do oczu, ryczałam jak bóbr, a przecież producent zapewnia o takiej delikatności... Skoro ja tak reaguję, to co dopiero małe dziecko? Wiem, że nie jestem uczulona na nagietka, bo używałam już wielu produktów z nim i nic się nie działo. Ten płyn po prostu nie jest delikatny...

Po takich sensacjach podczas mycia twarzy całkowicie odpuściłam sobie mycie nim włosów oraz higienę intymną, kilka razy umyłam nim ciało i jest raczej neutralny w tym przypadku - nie wysuszył skóry jakoś szczególnie, ale też jej nie nawilżył, pienił się słabo i jak już mówiłam - kiepsko pachniał. Wątpliwa przyjemność ;)

Na chwilę obecną używam go tylko i wyłącznie do mycia pędzli i spisuje się super - pędzle są dobrze oczyszczone, nic złego się z nimi nie dzieje, a zapach szybko wietrzeje. Na pewno wystarczy mi na bardzo długo. Ale nie ma co ukrywać - równie dobrze spisywał się do mycia pędzli Babydream niebieski, a w dodatku można było go używać go wielu innych rzeczy, miał też pompkę. I tutaj widać znaczną przewagę niebieskiego płynu Babydream nad zielonym.

Jak zauważyłam, że zielony kompletnie mi nie służy, od razu zaopatrzyłam się w różowy balsam dla mam Babydream i mogę Wam uchylić rąbka tajemnicy, że jestem zachwycona ;) Ale będzie miał swoje 5 minut jak napiszę recenzję ;)

Zdziwiło mnie to, że moja skóra aż tak się nie polubiła z tym płynem - czytałam na jego temat sporo dobrych opinii. Nie chcę go przekreślać całkowicie, bo być może u Was sprawdzi się lepiej. Ja na pewno go już nie kupię.

Link do KWC
Cena: ok. 10 zl
Pojemność: 500 ml
Dostępność: tylko Rossmann, Babydream to jego marka własna

Recenzja październikowego Shinyboxa

wtorek, 6 listopada 2012

Recenzja październikowego Shinyboxa

Wy również czekacie z utęsknieniem na wolne dni? Ostatnio kompletnie nie mam do niczego głowy :(
Wraz z końcem miesiąca nadchodzi recenzja kosmetyków z październikowego Shinyboxa. Wspominałam o nim już tutaj.


1. L'Occitane mleczko do ciała Masło Shea





Otrzymałam buteleczkę 75 ml, opakowanie mi się bardzo podoba, dozownik jest sprawny, chodzi łatwo. Konsystencja mleczka jest w sam raz - nie jest ani za rzadkie, ani za gęste. Wchłania się szybko i ani trochę nie smuży - kilka razy nałożyłam nieco zbyt dużą ilość, a mimo to nie miałam problemu z rozsmarowaniem - ogromny plus. Nie brudzi ubrań. Zapach na początku wydawał mi się dziwny, specyficzny, ale w miarę używania nawet zaczął mi się podobać, jak dla mnie pachnie nieco orientalnie z odrobiną marcepanu ;) Niestety zapach nie utrzymuje się na skórze. Mleczko świetnie nawilża i wygładza skórę, sprawdza się również po goleniu nóg, ogólnie jestem z niego zadowolona. Wydajność w normie - nie ubywa bardzo szybko, ale też wydajność nie jest jego atutem.

Plusy: 
opakowanie, konsystencja, szybkość wchłaniania, nie brudzi ubrań, zapach, działanie, wydajność w normie
Minusy:  zapach nie utrzymuje się na skórze, cena

2. L'Occitane nawilżające mydło Shea



Po to mydełko sięgnęłam w pierwszej kolejności po otwarciu boxa :) Już po rozpakowaniu pudełeczka unosiła się bardzo intensywna woń (mimo, że mydełko było jeszcze zapakowane). To właśnie zapach jest ogromnym atutem - cudownie świeży, nieco cytrusowy, orzeźwiający... Nie wiedziałam, że tak pachnie werbena i zachwyciłam się :) Przekroiłam sobie kostkę na pół i zawiozłam połowę do TŻ - również zaczął się narkotyzować, wwąchując się w to mydełko :P Woń jest na tyle intensywna, że jak zostawiłam mydełko w szafce (w otwartej mydelniczce), to pachniało w niej przez długi czas! Szkoda, że zapach nie utrzymuje się na skórze :( Pieni się umiarkowanie, ani słabo, ani super. Dobrze myje, nie podrażnia i nie wysusza skóry, nie pozostawia specyficznego uczucia osadu na skórze (jakie mam po zwykłych drogeryjnych kostkach) - mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi ;) Niestety nie zauważyłam właściwości nawilżających. Wydajność bardzo dobra, cena też nie przeraża :)

Plusy: cena, wydajność, zapach(!), nie wysusza, nie podrażnia, dobrze myje, nie pozostawia uczucia osadu
Minusy: zapach nie utrzymuje się na skórze, brak obiecywanego nawilżenia

3. Delia, błyszczyk Active Calcium




Niestety, ale napisy na opakowaniu tego błyszczyka ścierają się w błyskawicznym tempie - na drugim zdjęciu w tym poście widać, jak błyszczyk wyglądał od nowości, na powyższym zdjęciu widać, jak wygląda teraz. Różnica jest niestety spora. Aplikator jest wygodny - wygięta, długa gąbeczka. Niepokoi mnie konsystencja - czy ten błyszczyk powinien mieć takie marmurkowe wzorki, czy się rozwarstwia? Dokładna data przydatności już mi się starła, ale na pewno jest ważny (sprawdzałam po otrzymaniu boxa). Więc taki chyba jego "urok". Zapach niestety mi się nie podoba, to coś w rodzaju chemicznej gumy do żucia zmieszanej z budyniem, taki zapach tandetnych bazarkowych błyszczyków :( Błyszczyk jest dość gęsty i klejący, ma nieco trudny kolor w obsłudze - tego typu perły lubią robić smugi i w tym przypadku jest podobnie. Cienka warstwa na ustach wygląda dobrze, lekko je rozjaśnia i nabłyszcza, ale grubsza warstwa to już tandetna perła na ustach, więc lepiej się malować z lusterkiem. Wydajność średnia, już mi sporo ubyło, za to cena korzystna więc nie można narzekać. Trwałość raczej w normie, trzyma się tak jak inne błyszczyki na moich ustach - 1 ,5 - 2h. Ogólnie - nie wiem, jak sprawują się inne kolory, ale jestem na nie.

Plusy: cena, aplikator, trwałość w normie
Minusy: napisy z opakowania ścierają się, kolor, gęsta konsystencja, błyszczyk mocno się klei, zapach, najlepiej malować usta z lusterkiem (można przesadzić z ilością i zrobić smugi)

4 i 5. Zestaw Celluend Expert





(można powiększyć)
(można powiększyć)


Od lewej: żel pod prysznic, żel wyszczuplający

Generalnie nie wierzę w moc wyszczuplającą żadnych smarowideł do ciała (tutaj trzeba się niestety więcej poruszać i trzymać się odpowiedniej diety). Nie wierzę też w cudotwórczą moc całkowitego pozbycia się cellulitu (chyba, że jest bardzo niewielki). Od tego typu produktów oczekuję przede wszystkim ujędrnienia skóry, a co za tym idzie choćby delikatnej redukcji cellulitu. Tyle słowem wstępu :)
Myślę, że miesiąc to za mało, żeby wypowiadać się na temat realnego działania tych produktów, jako że dostałam wersje pełnowymiarowe, pełna recenzja pojawi się prawdopodobnie tuż po ich zużyciu ;) Teraz powiem nieco o pierwszych (i kolejnych) wrażeniach. Używam na uda i pośladki.
Opakowania praktyczne, łatwo się otwierają i dozują odpowiednią ilość produktu. Zapachy są do siebie bardzo podobne - nieco apteczne, nieco cytrusowe. Nie utrzymują się na skórze. Nie powodują nieodpartej potrzeby wwąchiwania się, ale nie są w żadnym stopniu nieprzyjemne. Konsystencja raczej na plus - żel pod prysznic nie pieni się bardzo mocno, ale wystarczająco, a żel wyszczuplający ma konsystencję żelu połączonego z olejkiem - dopóki masuję skórę, pozostaje poślizg, ale jak już przestanę, wchłania się szybciutko. Nie brudzi ubrań. Na temat działania na razie nic nie mówię, ale ten żel wyszczuplający delikatnie rozgrzewa skórę (w bardzo przyjemny sposób!!). Nie jest to tak intensywne rozgrzanie jak w przypadku Eveline (czasami niemalże paliło mnie w skórę i szczypało z gorąca), jest baaaardzo przyjemne na chłodne wieczory :) Uwielbiam się smarować tym żelem właśnie dla tego miłego ciepełka! 

Plusy: opakowanie, nienachalny zapach, konsystencja, działanie delikatnie rozgrzewające żelu
Minusy: cena

To by było na tyle :) 
Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl