Nivea, szampon do włosów przetłuszczających się Fresh Energy

czwartek, 19 grudnia 2013

Nivea, szampon do włosów przetłuszczających się Fresh Energy

Szampon ten kupiłam jakiś czas temu w Rossmannie przy okazji promocji z odżywką ;)


Podkład L'Oreal True Match W1

wtorek, 10 grudnia 2013

Podkład L'Oreal True Match W1

Zwykle nie sięgam po podkłady z wyższej półki cenowej, gdyż zbyt mocno cierpi na tym mój ograniczony, studencki budżet. Jednak nie wahałam się ani chwili, kiedy jakiś czas temu pojawiła się bardzo korzystna promocja w Rossmannie - kupiłam go wówczas za około 30 zł. Pod wpływem licznych pozytywnych opinii na wizażu stwierdziłam, że muszę go przetestować.


Ziaja Intima, płyn do higieny intymnej

czwartek, 5 grudnia 2013

Ziaja Intima, płyn do higieny intymnej

Dzisiaj o płynie do higieny intymnej Ziaja Intima :)



Joanna Naturia, odżywka z pokrzywą i zieloną herbatą (bez spłukiwania)

czwartek, 28 listopada 2013

Joanna Naturia, odżywka z pokrzywą i zieloną herbatą (bez spłukiwania)

Odżywkę kupiłam pod wpływem pozytywnych opinii w blogosferze oraz ze względu na jej zastosowanie - do włosów przetłuszczających się i normalnych, moje niestety mają ogromną skłonność do przetłuszczania, stąd jest dla mnie istotny fakt, żeby odżywka ich nie obciążała


Masło do ust Nivea (karmel)

czwartek, 21 listopada 2013

Masło do ust Nivea (karmel)

Jakiś czas temu panował istny szał na pomadki Nivea... Zupełnie, jakby była to jedyna firma produkująca pomadki do ust :) Później jednak stwierdziłam, że wcale nie nawilżają one aż tak wspaniale, jak bym tego oczekiwała, chociaż zapachy mają cudne i niektóre nadają świetny kolorek... Więc zawsze jakaś pomadka Nivea u mnie gościła, ale różnie było z moim stopniem zadowolenia. Gdy na rynek weszły masełka do ust, byłam sceptycznie nastawiona, jednak gdy usłyszałam kilka pozytywnych opinii, postanowiłam sama wypróbować. Szczerze - nie żałuję ani trochę!


Lirene Body Anticellulite Program peeling-masaż myjący antycellulitowy

sobota, 16 listopada 2013

Lirene Body Anticellulite Program peeling-masaż myjący antycellulitowy

Jakiś czas temu w moje ręce wpadł ten oto peeling antycellulitowy Lirene, kupiłam go pod wpływem licznych pozytywnych opinii na wizażu i nie zawiodłam się, gdyż jest świetny!

Mleczko BeBeauty - dlaczego NIE kupię ponownie.

czwartek, 14 listopada 2013

Mleczko BeBeauty - dlaczego NIE kupię ponownie.

Być może pamiętacie, że w TYM poście recenzowałam mleczka BeBeauty raczej pozytywnie - co prawda wersja różowa mocno szczypała w oczy (i ich okolice), ale wersja hydro była zdecydowanie łagodniejsza - szczypanie było sporadyczne i raczej nieuciążliwe, skuteczność w demakijażu wysoka no i cena bardzo zachęcająca. Któregoś razu, mając zdecydowanie ograniczony zasób portfela i potrzebę zakupu produktu do demakijażu, chwyciłam za mleczko BeBeauty (niebieskie) w Biedronce, przyznam, że skusiło mnie również atrakcyjne wizualnie, zmienione opakowanie. Niestety to była kiepska decyzja...


Ziaja Nuno, krem tonujący - dlaczego się nie polubiliśmy?

wtorek, 12 listopada 2013

Ziaja Nuno, krem tonujący - dlaczego się nie polubiliśmy?

Aż mi głupio pisać negatywnie o produkcie, nad którym jest tyle ochów i achów na wizażu... No ale trudno...

Kiedy stan mojej cery nieco się poprawił, chciałam zacząć stosować na co dzień nieco lżejsze produkty do makijażu twarzy, z ewentualnymi "skokami w bok" na specjalne okazje. Z taką właśnie myślą kupiłam krem tonujący Ziaja Nuno - niektórzy twierdzili wręcz, że jego krycie jest dobre. Długo się zastanawiałam - spróbować czy nie? No i z dniem dzisiejszym krem ląduje w koszu.


ZróbSobieKrem, hydrolat oczarowy

poniedziałek, 11 listopada 2013

ZróbSobieKrem, hydrolat oczarowy

Jakiś czas temu hydrolaty zaczęły stawać się coraz bardziej popularne, możliwość ich zakupu jest obecnie bezproblemowa - liczne strony (BU, ZSK, mazidla...) oferujące sprzedaż kosmetyków naturalnych/półproduktów kosmetycznych ma w swojej ofercie bogaty wybór hydrolatów. Któregoś razu, przy okazji zamawiania różnych półproduktów, postanowiłam wypróbować - wybór padł na hydrolat oczarowy - chyba najpopularniejszy i najbardziej uniwersalny. Przeznaczony do: "cery naczynkowej, zaczerwienionej, podrażnionej, tłustej, trądzikowej, dojrzałej i zniszczonej." (cyt. Biochemia Urody). Tłusta, trądzikowa... zgadza się!


Hydrolat znajduje się w niewielkiej, przezroczystej buteleczce z dozownikiem, o pojemności zaledwie 75 ml - gdy otworzyłam paczkę, byłam lekko zdziwiona, przy zakupie nie spojrzałam na pojemność i spodziewałam się większej buteleczki... ;) Łatwo się otwiera i zamyka, przy czym nie połamiemy sobie paznokci. Z łatwością można też użyć odpowiedniej ilości hydrolatu - nie wylewa się nadmiernie, szczerze to wręcz trzeba kilka razy potrząsnąć buteleczką - kapie tak jakby kroplami.

Zapach nie każdemu przypadnie do gustu, ale mi się podoba. Jest specyficzny, kojarzy mi się trochę ze skoszoną trawą, trochę z łąką, trochę z ziołami i herbatą... Nie przeszkadza mi ani trochę.

Wydajność baaardzo pozytywnie mnie zaskoczyła - mimo niewielkiej pojemności, hydrolat wystarczył mi na długo (właśnie mi się kończy). Kluczowy jest tutaj fakt, że wystarczy nalać naprawdę kilka kropelek na wacik, żeby przetrzeć całą twarz - nie trzeba używać więcej! Kiedyś gdzieś o tym wyczytałam, stosowałam się do tego, efekty były widoczne, a i wydajność pozytywna.


Działanie oceniam bardzo pozytywnie - hydrolat jest skuteczniejszy od zwykłych drogeryjnych toników. Podczas regularnego używania rzeczywiście cera była uspokojona, nieco rozjaśniona i mniej się przetłuszczała. Co najważniejsze, jest to produkt naturalny, więc nie katujemy buźki różną chemią... Bez problemu nadaje się pod makijaż, szybciutko się wchłania, nie pozostawiając lepkiej warstwy. Odświeża, tonizuje i ma pozytywny wpływ na skórę. Polecam!

Plusy: dostępność, wydajność, zapach, skuteczność
Minusy: -
Plus/minus: cena (wyższa niż przeciętnych toników)

Cena, pojemność: 10,90 zł/75 ml (ZróbSobieKrem), 17,90 zł/200 ml (Biochemia Urody), 21,90 zł/200 ml (ZróbSobieKrem)
Dostępność: ZróbSobieKrem, Biochemia Urody, Mazidla i inne strony z półproduktami kosmetycznymi i kosmetykami naturalnymi
Mrs. Potter's, odżywka w sprayu bez spłukiwania (imbir i jedwab)

czwartek, 7 listopada 2013

Mrs. Potter's, odżywka w sprayu bez spłukiwania (imbir i jedwab)

Oprócz odżywek do spłukiwania, lubię również korzystać z tych bez spłukiwania (szczególnie do zabezpieczania włosów przed czynnikami zewnętrznymi) - moim ulubieńcem w kwestii odżywek w sprayu jest niezaprzeczalnie Gliss Kur, ale często mam ochotę testować inne produkty... No i w ten sposób często się zawodzę ;)

Tę odżywkę kupiłam jakiś czas temu w jednym z większych marketów, prawdopodobnie Auchan. Skojarzyłam firmę po wielu pozytywnych recenzjach, choć ja do tej pory miałam tylko jedną odżywkę Mrs. Potter's, która niestety okazała się nietrafiona... - balsam do włosów farbowanych. Ten produkt również nie wywołał na mnie pozytywnego wrażenia...


Odżywka zamknięta jest w dosyć poręcznym opakowaniu, atomizer chodzi sprawnie, nie zacina się. Jedyne, co mi nie pasowało to fakt, że mgiełka nie jest taka lekka, rozproszona, oplatająca większość włosów po jednym naciśnięciu, lecz bardziej skoncentrowana, lecąca na niewielki obszar włosów ze sporą ilością płynu - bałam się, że przez to będzie obciążać moje włosy, ale na szczęście nic takiego nie nastąpiło. Jest dosyć wydajna (jak na złość, bo mi nie przypasowała ;) ) i pachnie ładnie imbirem, choć nieco sztucznie. Zapach nie utrzymuje się na włosach zbyt długo, dość szybko wietrzeje. Choć plusem jest, że odżywka nie obciąża włosów, z całą pewnością nie kupię jej ponownie, gdyż najzwyczajniej w świecie nie spełniła swojej funkcji - różnica w kondycji włosów jest niewielka (po użyciu włosy są odrobinę bardziej miękkie, ale bez szału), nie ułatwiła też rozczesywania moich włosów... A to są podstawowe właściwości, których oczekuję.


Plusy: cena, dostępność, wydajność, ładny zapach, nie obciążyła włosów
Minusy: nie ułatwiła rozczesywania włosów, nie poprawiła kondycji włosów, zapach nie utrzymuje się na włosach

Cena: ok. 7 zł
Pojemność: 200 ml
Dostępność: niesieciowe drogerie, hipermarkety

Może u Was się sprawdzi, ale ja jestem na nie :)
Błyszczyk do ust oraz kredka do oczu Impala

czwartek, 19 września 2013

Błyszczyk do ust oraz kredka do oczu Impala

Niemieckie kosmetyki Impala od jakiegoś czasu pojawiły się na polskim rynku, przyznam szczerze, że nie znałam tej marki, dopóki nie otrzymałam propozycji przetestowania wybranych przez siebie produktów. Sprzedaż odbywa się w formie katalogowej - poprzez konsultantki lub rejestrację na stronie internetowej. Mój wybór padł na wodoodporną niebieskią kredkę do oczu (odcień 303) oraz lekko brzoskwiniowy błyszczyk do ust (odcień 117)



Opakowanie kredki jest srebrne, z kolorową końcówką, co łatwo pozwala na znalezienie odpowiedniego odcienia w kosmetyczce. Sama kredka jest mięciutka i łatwo sunie po skórze bez drapania. Bezzapachowa. Pigmentację oceniam na cztery w pięciostopniowej skali - czasami odczuwam potrzebę dwukrotnego przejechania w tym samym miejscu. Ze względu na miękką, trochę śliską konsystencję trudno jest naostrzyć kredkę w taki sposób, by rysowała cieniutkie kreski, dlatego ich grubości nie można zbytnio stopniować. Najczęściej używam kredki na linii wodnej jako uzupełnienie delikatnego makijażu na powiekach (często noszę niebieskie ubrania/dodatki, stąd pasuje mi kolor ;) ), wówczas grubość kredki nie robi różnicy. Trwałość oceniam pozytywnie - kredka utrzymuje się około 6 godzin na linii wodnej bez szwanku, na powiece wytrzymuje trochę dłużej. Rzeczywiście jest wodoodporna, nie spływa pod wpływem wody, ale niestety dość łatwo ściera się po przetarciu. Zawiera niewielkie drobinki brokatu, akurat w tym odcieniu mi to nie przeszkadza, ale gdybym wybrała bardziej stonowany kolor, pewnie wolałabym brak drobinek. Szczerze - chętnie używam tej kredki na co dzień do uzupełnienia makijażu kiedy noszę niebieskie elementy ;)

Cena katalogowa: 8,50 zł





Błyszczyk wybrałam ze względu na delikatny, brzoskwiniowy kolorek. Opakowanie jest niewielkie, kanciaste, dobrze się dokręca. Napisy dość szybko się ścierają. Aplikator jest wręcz zabójczy - największy, jaki widziałam do tej pory. Być może zdjęcie tego nie oddają, ale uwierzcie mi - jest spory. Nie przysparza jednak trudności w aplikacji, wielokrotnie nakładałam błyszczyk bez lusterka i nigdy nie zdarzyło mi się wyjechać poza usta :) Błyszczyk jest niemal bezzapachowy, zaś konsystencję ma dosyć klejącą i ciągnącą się - tego akurat nie lubię. Za każdym razem po wyjęciu aplikatora z opakowania muszę go nieco wytrzeć o brzegi. Odrobinkę klei usta. Kolor bardzo mi się podoba, jest taki delikatny, idealny na co dzień, ale niestety te holograficzne drobinki mnie dobijają, szczerze nie sądziłam, że będzie ich aż tak wiele. Kiedy błyszczyk zaczyna się ścierać (po około 2h), na ustach zostaje cała masa drobnego, holograficznego brokatu. Podoba mi się efekt mokrych ust (już pomijając te nieszczęsne drobinki...), jaki daje błyszczyk. Trwałość przeciętna - ani dobra, ani zła, zupełny standard w tej cenie.

Cena katalogowa: 12 zł

Szczerze mówiąc, z kredki jestem bardzo zadowolona i często gości na moich oczach, słyszałam na jej temat sporo komplementów (szczególnie jeśli chodzi o odcień). Natomiast jeśli chodzi o błyszczyk, mam mieszane odczucia. Kolor mi się podoba, trwałość w normie, ale minusami dla mnie są holograficzne drobinki, których jest bardzo dużo oraz lekko odczuwalny efekt sklejenia ust.

Dwufazowy płyn do demakijażu Rival de Loop

środa, 18 września 2013

Dwufazowy płyn do demakijażu Rival de Loop

W miniaturkę tego płynu dwufazowego zaopatrzyłam się przed wyjazdem z myślą o minimalizacji bagażu. Szczerze wzięłam go "w ciemno" - nie czytałam wcześniej żadnych opinii na jego temat. Na szczęście absolutnie się na nim nie zawiodłam i teraz już wiem, że niedługo zagości u mnie pełnowymiarowa wersja ;)


Moje opakowanie mieści zaledwie 50 ml płynu (miniaturka), jest szczelne - podczas wyjazdu nic się nie wylało. Niestety etykieta z opisem w języku polskim wygląda już nieco koszmarnie... Jedyne, czego nie lubię w tego typu opakowaniach, to konieczność ciągłego odkręcania - trzeba wstrząsnąć, odkręcić, zaaplikować, przed ponownym użyciem ponownie zakręcić, wstrząsnąć, odkręcić... I tak w kółko ;) Jest to nieco uciążliwe, stąd lepszym rozwiązaniem byłby tutaj zatrzask. Dozownik radzi sobie dobrze, płyn nie wylewa się nadmiernie.


Zapach płynu jest niemal niewyczuwalny - trzeba się mocno wwąchać, żeby coś poczuć. Przed użyciem należy wstrząsnąć w celu połączenia obu faz:


Działanie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło - jak już wspominałam, kupiłam płyn w ciemno, nie sprawdzając uprzednio opinii. Na wyjeździe korzystałam tylko z makijażu wodoodpornego i płyn rozprawił się z nim bez problemu (testowałam na tuszu wodoodpornym Maybelline Colossal oraz eyelinerach wodoodpornych w żelu z Wibo oraz Essence). Ze zwykłym, codziennym i niewodoodpornym makijażem radzi sobie całkowicie dobrze. Nie podrażnia oczu, nie szczypie. Wystarczy niewielka ilość, więc jest wydajny. Pozostawia lekko tłustawą warstewkę, ale nie jest ona uciążliwa.



Plusy: cena, dostępność, skuteczność (naprawdę dobrze radzi sobie z makijażem wodoodpornym), nie podrażnia i nie szczypie w oczy, wydajny
Minusy: -
Plusy/Minusy: zostawia lekko tłustą warstewkę (mi to nie przeszkadza)

Cena/pojemność: 2,99 zł/50 ml, około 7 zł/100 ml
Dostępność: w drogeriach sieci Rossmann

Jestem zwolenniczką płynów dwufazowych ze względu na ich skuteczność - często używam produktów wodoodpornych i zwykłe płyny micelarne lub mleczka na ogół nie radzą sobie z demakijażem. Ta dwufaza spełniła moje oczekiwania w 100%, także polecam ;)

Edytowane 23.04.2014 - Zużyłam już chyba 4 buteleczki pełnowymiarowe + 3 malutkie na wyjazdach i ten płyn nadal jest moim ulubieńcem - doskonale zmywa tusz wodoodporny, a zwykły makijaż codzienny to dla niego żaden problem, więc szczerze polecam!
Farba do włosów Garnier Olia 6.3 Złocisty Jasny Brąz

czwartek, 12 września 2013

Farba do włosów Garnier Olia 6.3 Złocisty Jasny Brąz

Niedawno w moje ręce wpadła farba do włosów Garnier Olia w odcieniu 6.3 Złocisty Jasny Brąz.






Farbuję włosy rzadko - około 3-4 razy w roku, w odcieniu zbliżonym do naturalnego (naturalny jest chłodny, zaś lepiej czuję się w odcieniach ciepłych). Moje odrosty były już zdecydowanie w stanie niewyjściowym, więc warto było podjąć się kolejnej koloryzacji ;)

Farba znajduje się w estetycznym kartoniku, do pokrycia moich włosów niezbędne były dwa opakowania. W środku znajdują się: krem utleniający, krem koloryzujący, maska do włosów, rękawiczki jednorazowe, instrukcja użycia.


Proces przygotowania farby i farbowanie włosów były bardzo proste. Zdziwił mnie fakt, że samej farby wyszło bardzo dużo! Ledwie zmieściła mi się w miseczce ;) Także 2 opakowania powinny wystarczyć posiadaczkom nawet bardzo długich włosów - u mnie w praktyce zeszło około 1,5 opakowania, reszty musiałam się pozbyć, a i tak miałam wrażenie, że nałożyłam tego trochę za dużo ;)


Po przygotowaniu farba wygląda tak:


Niestety, co bardzo mnie zmartwiło, farba ma bardzo lejącą konsystencję - co prawda po umiejętnym nałożeniu na włosy nie spływa z nich, ale ciężko ją zaaplikować w taki sposób, żeby nie wylądowała wszędzie wokół - podczas nanoszenia na włosy paskudnie kapie dookoła... Zapach nie był uciążliwy nawet w najmniejszym stopniu - szczerze to jedna z najmniej upierdliwych farb pod względem zapachu, jakich było mi dane próbować.

Farbę aplikowałam na włosy potraktowane uprzednio oliwką Babydream - nałożyłam jej trochę na długość włosów w celu zabezpieczenia ich. Nie zauważyłam nadmiernego wypadania włosów podczas spłukiwania farby - raczej standard. Po zmyciu farby nałożyłam dołączoną maskę na włosy na około 10 minut, po czym spłukałam ją. Niestety dość ciężko było mi rozczesać włosy - zrobiły się trochę suche i sianowate, poplątały się... Były przesuszone na końcach, ale na szczęście po kilku olejowaniach i nałożeniu maski wróciły do normy. Kolor nieco odbiegał od tego na opakowaniu, ale mimo to podobał mi się.

przed (zdjęcia po lewej z lampą, zdjęcia po prawej bez lampy w świetle dziennym)

po (dwa zdjęcia po lewej z lampą, zdjęcie po prawej bez lampy w świetle dziennym)
W gruncie rzeczy farba nie zniszczyła mi włosów, były trochę przesuszone, ale szybko dały się przywrócić do ładu. Kolor wyszedł dość ładny, a sam proces farbowania przeszedł szybko i sprawnie ;) Podsumowując - to dobra farba do włosów za rozsądne pieniądze ;)

Cena: 19,99 zł (Rossmann)

Plusy: opakowanie przykuwa wzrok, łatwość przygotowania, wychodzi sporo farby, niedrażniący zapach, kolor wyszedł ładny, dostępność, cena
Minusy: lejąca konsystencja, trudno się ją przez to nakłada, trochę wysuszyła i splątała włosy
Tusz do rzęs L'Oreal Paris - Volume Million Lashes Noir Excess

środa, 11 września 2013

Tusz do rzęs L'Oreal Paris - Volume Million Lashes Noir Excess

Jakiś czas temu zmieniły się moje potrzeby dotyczące malowania się - od tamtej pory jedynie makijaż oczu wydaje mi się niezbędny ;) Jestem w stanie wyjść bez niczego na twarzy do ludzi, ale bez dobrego eyelinera oraz tuszu do rzęs się nie obejdzie... Mam wówczas wrażenie, że wyglądam jakbym dopiero wstała z łóżka - oczy takie zaspane, niewyraźne... ;) Obiektem dzisiejszej recenzji jest tusz do rzęs L'Oreal Paris Volume Million Lashes Noir Excess, na klasyczną wersję Million Lashes czaiłam się od dawna, ale jakoś tak zawsze w moje ręce wpadało mi coś innego... A szkoda, bo szczoteczka bardzo mocno przypadła mi do gustu!


Tusz do rzęs zamknięty jest w czerwono-złotym, eleganckim opakowaniu, szczerze na początku nie przypadło mi do gustu (bardziej podoba mi się klasyczna wersja z czernią), ale jakoś się już przyzwyczaiłam - łatwo można znaleźć tusz w kosmetyczce ;) Dobrze się dokręca, dzięki czemu tusz nie wysycha przedwcześnie. Gumka odsysająca nadmiar tuszu sprawdza się bardzo dobrze - na szczoteczkę nanosi się odpowiednia ilość produktu.


Szczoteczka posiada ząbki dłuższe i krótsze, ułożone naprzemiennie, tworzy taką jakby "falę" - naprzemiennie się zwęża i rozszerza ;) Bardzo dobrze operuje się nią na rzęsach - łatwo je rozczesać.

Zapach tuszu jest dość intensywny i dla niektórych może być męczący. Jest wyczuwalny tylko podczas aplikacji, na początku trochę mnie drażnił, ale już się przyzwyczaiłam. Maskara nabrała właściwej konsystencji około 1,5 tygodnia po otwarciu, na początku tusz był zdecydowanie zbyt mokry i sklejał rzęsy ;) Zupełnie mnie to nie dziwi, dzieje się tak przy prawie każdym tuszu.

Efekt można stopniować:
1 warstwa
2 warstwy
1 warstwa
2 warstwy
Efekt tuszu można stopniować, ja zawsze nakładam dwie warstwy, pierwsza nie do końca radzi sobie z dokładnym separowaniem rzęs, druga już je dyscyplinuje i mozniej pogrubia, ja właśnie taki efekt lubię :) Trzeciej nie nakładam, bo nie odczuwam już takiej potrzeby ;) Tusz świetnie rozdziela rzęsy, pogrubia je i wydłuża. Nie trzeba dodatkowo rozczesywać rzęs inną szczoteczką. Ja z efektu jestem bardzo zadowolona :)
Tusz jest trwały, trzyma się na rzęsach cały dzień bez kruszenia i osypywania, ale starcia z wodą nie wytrzyma, bądź co bądź nie jest to tusz wodoodporny. Jeśli nie będziemy trzeć oczu, wytrzyma spokojnie od 6 do 23 (mniej więcej tak długo mam go na rzęsach na co dzień). Nie podrażnił mi oczu, mimo noszenia soczewek, łatwo się zmywa podczas demakijażu. Ogólnie mówiąc - polecam!

Plusy: eleganckie opakowanie, świetna szczoteczka, gumka dobrze odsysa nadmiar tuszu, efekt (rozdziela, wydłuża, pogrubia), trwałość na rzęsach, nie podrażnia, łatwo się zmywa
Minusy: intensywny zapach
Plus/Minus: cena (kwestia względna)

Pojemność: 10 ml
Cena: 58,79 zł cena regularna (Rossmann), ok. 44 zł w promocji
Bourjois Healthy Mix 51 Light Vanilla

sobota, 31 sierpnia 2013

Bourjois Healthy Mix 51 Light Vanilla

Jakiś czas temu w promocji udało mi się dorwać wychwalany podkład Bourjois Healthy Mix, czy się u mnie sprawdził? Zapraszam do przeczytania recenzji :) Z tego co wiem, jakiś czas temu zmieniło się jego opakowanie (nie wiem jak z właściwościami podkładu)


Podkład znajduje się w praktycznym, plastikowym (nie szklanym!) opakowaniu z pompką. Takie rozwiązanie bardzo mi pasuje, gdyż buteleczka jest lekka i łatwo można zabrać podkład ze sobą. Pompka działa sprawnie, nie zacięła mi się ani razu, pozwala na wydobycie odpowiedniej ilości  podkładu bez najmniejszych trudności.



Zapach podkładu na początku wprawił mnie w zachwyt - pachniał tak lekko, świeżo, owocowo... To zupełnie coś innego niż w klasycznych, pudrowych fluidach! Na dłuższą metę zaczął mnie ten zapach jednak męczyć, bo jest zdecydowanie intensywny, szczerze to nawet przestał mi się podobać i zaczęłam w nim wyczuwać taką chemiczną woń ;) Ale nie utrzymuje się długo na skórze, stosunkowo szybko się ulatnia więc nie przeszkadza mi to. Bourjois ma dość rzadką konsystencję i szczerze kiepsko nakłada mi się go pędzlem typu flat top (mam wrażenie, że od pędzla robią się lekkie smugi), mimo że wszystkie podkłady nakładam w ten sposób, jego wolę rozsmarować palcami.


Odcień 51 Light Vanilla jest po prostu świetny i wielu osobom będzie pasował - jaśniutki, beżowy, z lekko żółtawymi podtonami - żadnej pomarańczy, żadnego różu... Rewelacja!

Przed
Po

Po, w pełnym makijażu 
Moim zdaniem podkład wygląda na skórze wprost rewelacyjnie, być może zdjęcia tego nie oddają, ale uwierzcie mi - na żywo jest to jeden z lepszych podkładów, jakich miałam okazję używać. Nie tworzy absolutnie żadnej maski, idealnie stapia się z cerą, ujednolica jej kolor, zakrywa mniejsze niedoskonałości, sprawia że skóra wygląda tak świeżo i promiennie... Efekt jest po prostu świetny, nawet krycie oceniam pozytywnie, mimo że nie jest to podkład kryjący! Niestety u mnie nie sprawdził się w jednej, bardzo istotnej kwestii - trwałości. Na mojej mieszanej cerze utrzymuje się około 4 godziny bez szwanku, po 5-6 godzinach zaczyna się już dość mocno ścierać i znika całkowicie... Dla mnie to trochę mało.

Cena: 59,99 zł
Pojemność: 30 ml
Dostępność: bardzo dobra, dostępny w wielu sieciowych drogeriach, również w Rossmannie

Podsumowując, moim zdaniem ten podkład jest naprawdę świetny, ale nie pasuje do mojej cery. Ma działanie nawilżające, więc dla posiadaczek cery suchej lub normalnej będzie idealny, niestety na cerach mieszanych i tłustych może się nie sprawdzić, jak u mnie (niska trwałość). Czytałam o jego trwałości wiele bardzo pozytywnych opinii, więc niestety dużo jest tu uzależnione od typu skóry. Ogromny plus za efekt, jaki daje na skórze ;)

Zobacz też:
Jedwab do włosów Biosilk

piątek, 30 sierpnia 2013

Jedwab do włosów Biosilk

Jedwab Biosilk, któż go nie zna? Dawno dawno temu (jeszcze przed prowadzeniem bloga, kiedy to jakiekolwiek tematy włosowe były mi całkowicie obce, szczerze to wtedy nawet odżywki gościły u mnie sporadycznie) poleciła mi go koleżanka, wychwalając go pod niebiosa, jakie to on cuda z włosami robi ;)

Zdjęcie pobrane z rossnet.pl


Buteleczka jedwabiu znajduje się w kartoniku z nadrukiem takim jak powyżej, niestety musiałam się posłużyć zdjęciem ze strony rossnet.pl, gdyż ja swój kartonik już wyrzuciłam. Sama buteleczka jest malutka i zawiera jedynie 15 ml jedwabiu - uwierzcie mi, to naprawdę maleństwo. Dobrze się dokręca, więc można śmiało wrzucić do torebki bez obaw o niekontrolowany wyciek. Niestety nie ma żadnego dozownika - po prostu dziura, po przechyleniu buteleczki wylewamy odpowiednią ilość jedwabiu (wystarczy dosłownie kropla lub dwie!) na dłoń, rozcieramy i aplikujemy na włosy. Kilka razy zdarzyło mi się przegiąć z ilością przez to...


Jedwab ma bardzo przyjemny zapach, szczerze ciężko mi go do czegokolwiek porównać, ale jest miły dla nosa. Jest przezroczysty (na zdjęciu niemal niewidoczny), zaś w kwestii konsystencji - jest dosyć gęsty, tłustawy, po aplikacji umycie rąk jest raczej koniecznością ;) Zdecydowanie wydajny! Wystarcza na dłuuuugo dzięki temu, że do jednorazowej aplikacji wystarczy dosłownie odrobina - 1-2 krople.

Nakładam jedwab jedynie na końcówki włosów w celu ich zabezpieczenia po myciu, niestety nie łudźmy się, że zregeneruje lub odżywi nasze włosy - to bomba silikonowa otulająca włosy, zabezpieczająca je, ale z całą pewnością nie regenerująca. Osoby używające szamponów bez SLS powinny raz na jakiś czas (na przykład raz w tygodniu) użyć szamponu z SLS, żeby silikony nie nadbudowywały się na włosach. Z działania jedwabiu jestem w gruncie rzeczy zadowolona, włosy wydają się później bardziej miękkie, błyszczące, do tego ładnie pachną ;)

Podsumowując - w kwestii zabezpieczenia końcówek jestem na tak, jedwab dobrze się spisuje, natomiast jeśli chodzi o ich odżywianie - nie do tego on służy :) Dlatego włosy mogą sprawiać wrażenie zdrowych w czasie stosowania, ale jeśli nie zadbamy o odpowiednią pielęgnację, to zdrowe nie będą na pewno.

Cena: 6,99 zł w Rossmannie (bardzo często w promocji, obecnie za 2,49 zł)
Pojemność: 15 ml
Dostępność: bardzo dobra, dostępny w wielu sieciowych drogeriach, na 100% jest w Rossmannie
Schwarzkopf Color Mask 750 Ciemny Złoty Blond

środa, 28 sierpnia 2013

Schwarzkopf Color Mask 750 Ciemny Złoty Blond

W kwietniu farbowałam włosy farbą Schwarzkopf Color Mask w odcieniu 750 Ciemny Złoty Blond, dokładnie dzisiaj pofarbowałam włosy Garnierem Olia w kolorze 6.3 Złocisty Jasny Brąz, więc chyba mogę już co nieco powiedzieć na temat Color Mask :D








Farbowanie jest bardzo łatwe dzięki temu, że mieszanie składników odbywa się w plastikowym pojemniczku - 2 opakowania wystarczyły do dokładnego pokrycia moich włosów, nawet wyszło tego trochę za dużo, także nawet przy długich włosach 2 opakowania w zupełności wystarczą. Farbę nakładałam na nieumyte włosy z odrobiną oliwki Babydream na końcówkach w celu zabezpieczenia ich przed zniszczeniem. Samo farbowanie przebiegło pomyślnie - łatwy proces przygotowania farby, konsystencja była odpowiednia, ani za rzadka, ani za gęsta, więc farba łatwo rozprowadzała się na włosach i nie spływała z nich. Troszkę ciężko było mi domyć ewentualne ślady na skórze, ale to akurat moja wina, że rzadko zabezpieczam okolice włosów kremem natłuszczającym :) Zapach był dosyć intensywny, ale nie drażnił mnie.


Po zmyciu farby nałożyłam dołączoną maskę na około 5 minut, po jej zmyciu włosy rozczesały się bardzo łatwo, prawie w ogóle nie były splątane. Były trochę przesuszone na końcach, ale łatwo udało mi się przywrócić je do ładu dzięki olejowaniu. Włosy bardzo ładnie błyszczały, kolor wyszedł zbliżony do tego na opakowaniu, jednak sporo w nim rudych podtonów, nawet usłyszałam kilkukrotnie po zafarbowaniu (szczególnie jak już się zaczęło trochę wypłukiwać), że jestem ruda...

Przed farbowaniem (dwa zdjęcia po lewej z lampą błyskową, zdjęcie po prawej w świetle dziennym)

Po farbowaniu (zdjęcie po lewej z lampą błyskową, 3 zdjęcia po prawej w świetle dziennym)

Ogólnie z samej farby byłam zadowolona - nie zniszczyła mi mocno włosów (tylko były troszkę suche, ale szybko dało się je przywrócić do ładu), kolor wyszedł ładny, chociaż podczas wypłukiwania zrobił się dosyć rudy... Sam proces farbowania również przebiegł szybko i sprawnie ;)

Po 4 miesiącach od farbowania włosy wyglądały tak:

A dzisiaj po farbowaniu Garnierem Olia wyglądają tak:
Więc za jakiś czas pojawi się recenzja Garniera :)

Cena: 26,99 zł w Rossmannie

Plusy farby Schwarzkopf Color Mask: dostępność, wybór odcieni, łatwy proces przygotowania farby, odpowiednia konsystencja, niedrażniący zapach, nie niszczy mocno włosów, włosy po farbowaniu ładnie błyszczą
Minusy: trochę przesuszyła moje końcówki, cena troszkę nie dla mnie przyzwyczajonej do farb Joanna :) (2 opakowania troszkę kosztują) , kolor podczas wypłukiwania mocno wpadał w rudy, ciężko domyć ślady na skórze
Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl