Żel do higieny intymnej Joanna mini Naturia Truskawka

Żel do higieny intymnej Joanna mini Naturia Truskawka

Ten żel kupiłam któregoś razu przed wyjazdem z uwagi na buteleczkę niewielkich rozmiarów i niską cenę ;)


Opakowanie jest plastikowe, lekkie, dozownik dość dobrze sobie radzi z wydobywaniem odpowiedniej ilości produktu (chociaż czasami wyciskało mi się trochę za dużo), ale niestety zamknięcie mi się urwało dość szybko :( A to trochę niewygodne w późniejszym użytkowaniu. Niewielka buteleczka mieści 100 ml żelu.

Tu widać urwane zamknięcie :)
Zapach truskawkowy, chociaż dość mocno chemiczny ;) Mi akurat nie przeszkadzał. Raczej nie utrzymuje się na skórze, nawet jak użyłam go raz do całego ciała.

Żel jest dość gęsty, delikatnie się pieni. Jest trochę niewydajny, ale przy takiej cenie nie ma co narzekać.


Działanie żelu oceniam pozytywnie, nie wyrządził mi żadnej krzywdy - dobrze myje, jest łagodny i zapewnia uczucie świeżości. Nie podrażnia, raczej też nie pielęgnuje, po prostu myje :)

Cena: około 3-5 zł
Pojemność: 100 ml
Dostępność: hipermarkety, drogerie (ja kupowałam w Auchan)

Plusy: cena, dostępność, dobrze myje, nie podrażnia, zapewnia świeżość
Minusy: wydajność, sztuczny zapach, brak właściwości pielęgnacyjnych

Szczerze na co dzień wolę Facelle, ale prawdopodobnie kupię go jeszcze w przyszłości przed jakimś wyjazdem, głównie ze względu na rozmiar buteleczki i fakt, że całkiem nieźle radzi sobie ze swoim zadaniem ;)
Krem do rąk Isana z 5% Urea

Krem do rąk Isana z 5% Urea

Lubię testować nowe kremy do rąk, a darzę szczególną sympatią markę własną Rossmanna - Isana, więc po przeczytaniu licznych pozytywnych opinii na temat tego kremu, któregoś razu wylądował on w moim koszyku :)


Opakowanie to miękka tubka, otwiera i zamyka się łatwo, a dozownik pozwala na wydobycie odpowiedniej ilości kremu, raczej się nie brudzi. Można bez problemu rozciąć tubkę i zużyć krem do końca.

Zapach jest przyjemny, kremowy z lekko słodkawą nutą, ale nie jestem w stanie określić co to dokładnie za woń ;)


Krem ma gęstą konsystencję i jest treściwy, nie wchłania się zbyt szybko, więc używałam go przede wszystkim na noc lub jak akurat nie musiałam niczego robić :) Jest bardzo wydajny.


Krem nawilża dłonie bardzo dobrze, silnie je zmiękcza i wygładza, ale ma jedną cechę, która dyskwalifikuje go dla mnie całkowicie... Podrażnia mi dłonie i to bardzo :( Za każdym razem, kiedy mam popękaną lub mocno wysuszoną skórę, odczuwam bardzo nieprzyjemne pieczenie po jego użyciu, po chwili często pojawia się również zaczerwienienie... A dla mnie to się mija z celem - właśnie po to nakładam krem, by ukoił skórę, złagodził podrażnienie i nawilżył ją, a nie dodatkowo podrażniał! Za to krem do ciała (w takim płaskim, okrągłym, plastikowym słoiczku) z tej samej serii Urea nie robi mi krzywdy, również stosowany na dłonie. Nie wiem, co takiego jest w składzie, co powoduje taką reakcję na moich dłoniach (mnie raczej nigdy nic nie uczula), ale oddałam go mamie i nie narzeka.

Cena: około 5 zł
Pojemność: 100 ml
Dostępność: tylko drogerie Rossmann

Plusy: cena, dostępność, wydajność, bardzo dobrze nawilża i zmiękcza skórę
Minusy: mocno mnie podrażnia, powoduje pieczenie na mocno wysuszonych/popękanych dłoniach

Ja na pewno nie kupię ponownie :(
Żel do higieny intymnej Facelle Sensitive

Żel do higieny intymnej Facelle Sensitive

Po moich wcześniejszych, pozytywnych doświadczeniach z żelem do higieny intymnej Facelle (klik) postanowiłam kupić inny żel tej marki, często polecany na blogach włosomaniaczek do mycia włosów ;) Mowa o wersji Sensitive, a kupiłam go z myślą o myciu włosów i korzystaniu zgodnie z przeznaczeniem :)


Opakowanie niestety nie posiada pompki jak wcześniejsza wersja żelu, ale i tak nie utrudnia to korzystania z niego. Zamknięcie chodzi sprawnie i bez szkody dla paznokci, a dozownik pozwala na wydobycie odpowiedniej ilości żelu. Szczerze powiedziawszy udało mi się go zużyć w całości bez rozcinania opakowania, to też jest plus :)


Żel jest przezroczysty, niestety zapomniałam go zeswatchować przed zużyciem, ale możecie wierzyć mi na słowo ;) Pieni się bardzo delikatnie i trzeba się z tym liczyć, że wytworzenie obfitej piany wymaga nagimnastykowania się ;) Najlepiej wtedy zmieszać go z odrobiną wody lub, jeżeli chcemy nim umyć włosy, umyć je uprzednio pobieżnie, spłukać i dopiero wtedy przejść do mycia właściwego - piana gwarantowana. Ma przyjemny zapach, choć nie umiem go do niczego porównać, taki dosyć specyficzny. Bardzo dobrze myje okolice intymne i pozostawia uczucie świeżości na długo, absolutnie nie podrażnia, jest delikatny dla skóry. Również do mycia włosów sprawdził się bardzo dobrze, jest nawet przyjemniejszy w użytkowaniu od szamponu Babydream - pieni się trochę lepiej i nie plącze włosów aż tak mocno (ale bez odżywki ani rusz ;)). Czasami zdarzało mi się nim umyć twarz (ze względu na łagodny skład, nawet zauważyłam poprawę stanu cery jak przez jakiś czas używałam go codziennie w tym celu!). Używałam go również do prania pędzli, a czasami nawet mycia całego ciała w kąpieli - żel jest naprawdę wielofunkcyjny, a dzięki temu, że ma łagodny skład, nie trzeba bać się o to, że zrobi jakąkolwiek krzywdę :)


Do czego można go wykorzystać:

  • do mycia włosów (nie zawiera SLS, trochę plącze włosy, bez odżywki ani rusz)
  • do higieny intymnej (delikatny, nie podrażnia, łagodzi, zapewnia uczucie świeżości, dobrze myje)
  • do mycia całego ciała (delikatny, nie wysusza)
  • do mycia twarzy (dzięki zawartości kwasu mlekowego zauważyłam poprawę stanu cery przy regularnym stosowaniu! oprócz tego jest delikatny, nie ściąga, nie wysusza i nie podrażnia)
  • do prania pędzli (skutecznie je myje i jest delikatny dla włosia)
Gorąco polecam ten żel, to na pewno nie moje ostatnie opakowanie, planuję pozostać mu wierną przez długi czas :) Tani, uniwersalny (wielofunkcyjny) i łatwo dostępny (Rossmann)

Cena: 6,29 zł w cenie regularnej (4,99 zł w promocji)
Pojemność: 300 ml
Dostępność: drogerie Rossmann
Włosowa historia + Joanna Multi Cream, Orzechowy brąz, Kasztanowy brąz, Kasztanowy+Naturalny blond

Włosowa historia + Joanna Multi Cream, Orzechowy brąz, Kasztanowy brąz, Kasztanowy+Naturalny blond

Dzisiejszą notkę chciałabym poświęcić farbie Joanna Multi Cream w trzech odcieniach, jakich używałam - Orzechowy brąz, Kasztanowy brąz oraz Naturalny blond. Farbowałam nią włosy już kilka razy. Posłużę się troszkę fotkami, które już widziałyście, przede wszystkim dlatego, że nie fotografowałam wcześniej włosów - nie sądziłam, że będę recenzować farbę :D Ale coś mnie naszło i stwierdziłam, że to dobry pomysł, sama często szukam w google jak wychodzi dany kolor więc może się to komuś przyda :)

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że jeszcze około 4 lata temu miałam całkowicie czarne włosy (i nosiłam je przez długi czas wcześniej), trzy lata temu temu udało mi się zejść do bardzo jasnego blondu (w domowych warunkach, nie byłam u fryzjera!), po czym blond mi się znudził i zachciało mi się brązu ;) Przyznam szczerze, że w brązowych włosach czuję się najlepiej :)

Po co to piszę? Otóż na rozjaśnianych włosach wszelkie rudości podczas dalszego farbowania na ciemniejszy kolor są jak najbardziej uzasadnione. Z tego powodu, że włosy są już takie "po przejściach", mogą gorzej łapać kolor farby, może się też ona szybciej wypłukiwać. Dlatego to, w jaki sposób farba zachowuje się na moich włosach nie musi być odzwierciedleniem tego, jak wyjdzie na Waszych włosach! :) Może się dłużej trzymać i wyjść jeszcze ładniej :)
Nie pamiętam już czym farbowałam tuż po blondzie, żeby je przyciemnić, ale na pewno użyłam wtedy innej farby niż Joanna Multi Cream.

(Barcelona, zdjęcie robione 13.10.2009)

zdjęcie do dowodu osobistego, robione w 2010 roku

(powyższe zdjęcie z 2011 roku)

Farbowałam już włosy Joanną Multi Cream 4 razy. Dwa razy kolorem: Orzechowy brąz, raz kolorem: Kasztanowy brąz, a ostatnim razem mieszanką Kasztanowego brązu z Naturalnym blondem. Nie pamiętam, kiedy dokładnie farbowałam po raz pierwszy, zacznę więc od drugiego farbowania Orzechowym brązem;)

Pierwsze farbowanie: Orzechowy brąz:

Niestety, muszę się posłużyć zdjęciem kartonika z internetu (źródło) ponieważ, jak już mówiłam, nie robiłam wtedy zdjęć kartonika, farby, ani nawet włosów.
Farbowałam włosy tuż przed studniówką, oto efekty (zdjęcie już widziałyście - wydaje mi się, że najlepiej oddaje kolor).


Zdjęcie robione 26 stycznia 2012
Potem włosów długo nie farbowałam więc dobrze widać, w jaki sposób wypłukuje się farba: (zdjęcie z serii zapuszczanie włosów)

To zdjęcie było robione 15 czerwca 2012, więc niemal 5 miesięcy po farbowaniu - kolor wypłukał się w ten sposób.

Drugie farbowanie: Kasztanowy brąz:

Tutaj się akurat obfotografowałam, więc nie muszę korzystać ze zdjęć z internetu :)






Farba kosztowała mnie 7,50 zł więc jak widać, nie jest to duży wydatek :) Zawartość:


No i mieszamy:



Przed farbowaniem:

Z fleszem 
Bez flesza, słońce nie świeciło
Po farbowaniu:

Z fleszem


 (bez flesza, wybaczcie te słoneczka ale mieszkam na parterze i mam kraty w oknach w kształcie słońca, niestety nic nie mogę z tym zrobić - od strony balkonu słońca nie było :) )

Farbowałam włosy 30 czerwca 2012, mam nadzieję, że zdjęcia dobrze oddają kolor :) 
Zdjęcie po 3 myciach (w słońcu): 


Zdjęcie po 18 dniach od farbowania (z fleszem, do serii zapuszczanie włosów):


Zdjęcie po prawie 2 miesiącach od farbowania (z fleszem, do serii zapuszczanie włosów):


Moim błędem farbowania na kasztanowy brąz był fakt, że zakupiłam tylko jedno opakowanie farby, nie wystarczyła mi ona na pokrycie całych włosów, z tyłu widać jaśniejsze pasma - zarówno na zdjęciach tuż po farbowaniu, jak i na tych późniejszych. Więc jeżeli macie podobną długość jak ja - koniecznie kupcie dwa opakowania farby.

Trzecie farbowanie: Kasztanowy brąz + Naturalny blond

Kolejnym razem chciałam, żeby kolor był trochę jaśniejszy i farbowałam włosy w listopadzie 2012, zakupiłam wówczas dwa opakowania farby: Kasztanowy brąz oraz Naturalny blond

Po poprzednim, czerwcowym farbowaniu włosów Kasztanowym brązem włosy wypłukały się do tego stopnia:

Bez flesza
Z fleszem

Kupione farby:




cały arsenał :)

no i mieszamy ;)
Kolor po farbowaniu wyszedł tak:

Bez flesza

z fleszem
Troszeczkę dziwne są te miedziane podtony, no ale nie szkodzi, kolor dość szybko się wypłukał do niego jaśniejszego koloru i po 5 miesiącach wypłukał się do takiego stopnia (poniższe zdjęcie robione w kwietniu 2013, 5 miesięcy po farbowaniu):


Joanna Multi Cream nie zniszczyła mi włosów - nie zauważyłam po farbowaniu żadnych rozdwojonych lub łamliwych końcówek, pojawiły się dopiero z czasem, standardowo. Włosy pięknie błyszczały i były miękkie, odżywka dołączona do farby jest skuteczna. Z czasem zauważyłam, że były lekko przesuszone, ale trochę olejowania i wróciły do normy. Nie pamiętam już dokładnie, ile trzymałam farbę na włosach, ale na pewno niemalże do górnej granicy czasowej podanej na ulotce.

Ogólnie jestem zadowolona, efekt farbowania jest zbliżony do tego na opakowaniu, farby są tanie i łatwo dostępne, nie niszczą tak bardzo włosów jak na przykład Palette.

Cena: ok. 6 - 10 zł
(klik - porównanie cen Naturalny blond)
Dostępne w Rossmannie, Naturze, drogeriach niesieciowych, marketach, drogeriach online

W kwietniu 2013 farbowałam włosy po raz kolejny, ale tym razem farbą Schwarzkopf Color Mask 750 (Ciemny Złoty Brąz), niedługo zrecenzuję ;)

Moje włosy obecnie (maj 2013):
Z lampą błyskową wyglądają jak w poście o Maybelline Affinitone (link)
Avon Senses Body Scrub, Gruboziarnisty peeling do ciała Lagoon

Avon Senses Body Scrub, Gruboziarnisty peeling do ciała Lagoon

Nie jestem zwolenniczką firmy Avon, do niewielu ich produktów chętnie wracam, choć i takie się znajdą. Ten peeling dostałam jakiś czas temu w prezencie ;)


Opakowanie to wysoka, miękka tubka, niestety nie widać przez nią ile jeszcze zostało produktu w środku, ale to mniej więcej można wyczuć. Korek chodzi sprawnie, niezbyt ciężko, więc bez obaw o paznokcie ;) Dozownik czasem lubi się brudzić. Pod koniec łatwo można rozciąć opakowanie i zużyć cały żel do końca.


Zapach tego peelingu jest zniewajający - bardzo świeży, orzeźwiający... Bardzo przypadł mi do gustu i chętnie go używałam dzięki temu! Jest troszkę sztuczny, nie ma co ukrywać, ale i tak przyjemny. Żel jest raczej rzadki i nie ma w sobie zbyt wielu zatopionych drobinek, niestety. Są one spore i dość dobrze ścierają (ostre, ale nie drapiące), ale jest ich bardzo niewiele :( Przez to jego działanie jest łagodne, więc zwolenniczki mocnych peelingów będą zawiedzione. Właśnie przez tą niewielką ilość drobinek traktowałam go jako żel peelingujący do codziennego stosowania. Niestety również z tego powodu nie grzeszy wydajnością, używałam go znacznie więcej niż przeciętnie i dlatego szybko się skończył.


Plusy: cena, zapach (bardzo świeży, orzeźwiający), łagodność (można stosować na co dzień)
Minusy: niska wydajność, niewielka ilość drobinek, zwolenniczki mocnych peelingów będą zawiedzione

Cena: 14 zł w cenie regularnej (około 11 zł w promocji)
Pojemność: 200 ml
Dostępność: u konsultantek lub w punktach sprzedaży Avon
Decubal: produkty do ciała

Decubal: produkty do ciała

Jakiś czas temu nadarzyła mi się okazja do testowania produktów Decubal, dzisiaj zrecenzuję produkty do ciała, następnym razem do twarzy :) Uchylę rąbka tajemnicy, że z produktów do ciała jestem po prostu zadowolona (no, krem do rąk baaardzo przypadł mi do gustu), za to produktami do twarzy wręcz zachwycona... Ale o tym następnym razem ;)

(wszystkie zdjęcia można powiększyć)

Decubal, Anti-itch gel, Łagodzący i kojący żel przeznaczony do skóry podrażnionej





Żel mieści się w wygodnej tubce, jest przezroczysty i bezzapachowy. Bardzo łatwo się rozsmarowuje i nie lepi się (ewentualnie trochę w zgięciach np. łokcie, kolana), tak w sumie to już chwilę po posmarowaniu jest niemal niewyczuwalny, chociaż zostawia delikatną warstewkę ochronną. Zimą zawsze mam problem z pękającą skórą na dłoniach, szczególnie w okolicach kostek, często się nim smarowałam i faktycznie przynosił ulgę, chociaż lepiej do tego się spisywał inny produkt, o czym za chwilę. Obecnie wykorzystuję go go łagodzenia podrażnień po goleniu i z tym radzi sobie świetnie - nie piecze nic a nic, a przyjemnie nawilża i koi, podrażnienia szybko znikają. Polecam wrażliwcom


Decubal, Lips & Dry spots balm, Balsam do ust i miejscowo zmienionej, popękanej i suchej skóry




Balsam ma lekko żółtawo-beżowy kolor, jest bardzo treściwy i gęsty, kojarzy mi się z wazeliną, choć jest chyba nawet treściwszy. Wystarczy go naprawdę odrobina i lepiej nie przesadzać z ilością. Pozostawia zdecydowanie widoczną, śliską warstewkę ochronną, więc lepiej uważać kiedy i gdzie go używamy :) Podchodziłam do niego bardzo entuzjastycznie, bo uwielbiam wszystkie mazidła do ust, ale w tym celu sprawdził się akurat średnio, miałam wrażenie, że za szybko schodzi z ust i jak stosowałam go na noc, to rano nie czułam zbyt dużej różnicy w ich kondycji, za to wspaniale się spisywał w mocno podrażnionych miejscach, takich jak wyżej wspomniana pękająca skóra na dłoniach. Bardzo dobrze natłuszcza, łagodzi i wspomaga regenerację, nie piecze ani trochę, nawet jeśli pęknięcie skóry było na tyle zaawansowane, że skutkowało widokiem krwi ;) Czasami smaruję nim łokcie i kolana i również spisuje się super :) 

Decubal, Intensive Cream, Intensywnie odżywczy i regenerujący krem do skóry suchej i atopowej



Krem jest biały i ma raczej lekką konsystencję, chociaż po rozsmarowaniu zostawia śliską warstewkę ochronną, nie wchłania się od razu. Często smaruję nim dłonie przed snem (kiedy wiem, że już niczego nie będę dotykać i nie muszę się martwić o szybkie wchłanianie). Działa dużo lepiej niż niejeden krem do rąk, za to go bardzo lubię ;) Czasami też używam do stóp, łokci i kolan i spisuje się świetnie. Bardzo dobrze natłuszcza, nawilża i ani trochę nie podrażnia, trzeba tylko brać poprawkę na długość wchłaniania. Nawet pisząc tę recenzję posmarowałam nim sobie lewą dłoń od zewnętrznej strony i różnica pomiędzy dłońmi jest ogromna! Więc jest bardzo dobry ;)

Decubal, Hand Cream, Nawilżający, zmiękczający i ochronny krem do rąk



Szczerze? To jest mój ulubieniec wśród wszystkich opisywanych dziś produktów! Krem jest bardzo gęsty i treściwy, nie wchłania się zbyt szybko, chyba że damy go naprawdę niewiele. Ale za to ma naprawdę rewelacyjne działanie... Świetnie nawilża, natłuszcza dłonie i pozostawia warstewkę ochronną - jeżeli liczycie na całkowite i szybkie wchłonięcie, to lepiej używać go tylko na noc lub kiedy nie musimy akurat zrobić nic konkretnego. Największy test przeszedł zimą, kiedy były największe mrozy - świetnie radził sobie z popękaną skórą dłoni - wówczas wszystko mnie podrażniało i szczypało, powodując taką jakby wysypkę, tylko nie ten krem - łagodził, regenerował i nawilżał! Ostatnio mam dużą styczność z detergentami różnego rodzaju i również świetnie sobie radzi z doprowadzeniem moich udręczonych dłoni do ładu. Nawet jak użyczam go czasami koleżankom z pracy, to wszystkie są zachwycone, to już o czymś świadczy ;) Naprawdę się z nim bardzo polubiłam i chociaż do używania w ciągu dnia wolę lżejsze formuły, to lubię go sobie zaaplikować chociaż 2 razy dziennie by dać moim dłoniom solidną porcję regeneracji :) Gorąco polecam wszystkim wymagającym wrażliwcom! Na pewno kupię przed następną zimą :)

Decubal, Clinic Cream, Odżywczy i nawilżający krem do skóry suchej i atopowej
Decubal, Body Cream, Odżywczy i silnie nawilżający krem do ciała przeznaczony do suchej i bardzo suchej skóry



Te 2 kremy do ciała są moim zdaniem do siebie bardzo podobne, dlatego zrecenzuję je wspólnie. Oba produkty są koloru białego i mają bardzo treściwą, gęstą konsystencję. Żeby je dokładnie rozsmarować, trzeba się trochę nagimnastykować (niestety trochę smużą no i do tego treściwa konsystencja), ale efekt jest tego wart. Najlepiej odczułam ich działanie zimą, kiedy miałam naprawdę przesuszoną skórę ciała, obecnie nie potrzebuję aż tak silnej dawki nawilżenia. Dają zdecydowanie silniejszy efekt niż ogólnodostępne produkty z drogerii, skóra po nich jest bardzo mocno odżywiona i zmiękczona, również wymagące partie ciała, takie jak łokcie, stopy czy kolana. Nie wchłaniają się zbyt szybko, ale też nie brudzą ubrań, więc po wieczornej kąpieli i smarowaniu ciała już chwilę później wskakiwałam w piżamę, nie martwiąc się o plamy :) Kremy są wydajne, długo ich używałam na całe ciało, a nadal mam ponad połowę tubki każdego z nich!

Decubal, Shower & Bath oil, Olejek pod prysznic i do kąpieli





Jestem zwolenniczką pachnących kosmetyków do kąpieli, więc nieco zasmucił mnie fakt, że na kartoniku od olejku widnieje napis "bezzapachowy", ale przyjrzałam się lepiej, a tu takie miłe zaskoczenie! Producent dołączył saszetkę z olejkiem zapachowym, który można dodać lub nie w zależności od preferencji i możliwości (wiadomo, że niektórzy uczuleniowcy niestety nie będą mogli sobie na to pozwolić). Uważam, że to naprawdę bardzo przemyślane rozwiązanie ze strony firmy. Sam olejek faktycznie ma specyficzną konsystencję, pieni się w miarę dobrze, choć szczerze powiedziawszy ubywa mi dosyć szybko, więc wydajnością nie grzeszy :( Po dodaniu całej saszetki olejek pachnie baaaardzo intensywnie więc jeżeli ktoś lubi delikatne zapachy, niech lepiej dodaje po trochu i sprawdza czy tyle wystarczy. Ja akurat lubię takie wyraziste, intensywne zapachy, więc mi to nie przeszkadza ani trochę. Zapach utrzymuje się na skórze dość długo po kąpieli. Olejek bardzo przyjemnie myje i pozostawia skórę miękką i nawilżoną, nie odczuwałam potrzeby smarowania się czymkolwiek po kąpieli, choć i tak odruchowo na ogół się kremowałam. Absolutnie nie wysusza skóry. Czasami dolewałam go trochę pod strumień ciepłej wody, by ją sobie trochę spienić i zmiękczyć - w takiej formie również się dobrze sprawdza, choć raczej nie ma co oczekiwać obfitej piany. Ogólnie jestem z niego bardzo zadowolona.

Kosmetyki Decubal dostępne są w aptekach, ale osobiście się jeszcze z nimi nigdzie bezpośrednio nie zetknęłam, jak szukałam sobie w internecie gdzie można je kupić, trafiłam na taką przykładową stronę: (link), gdzie można sobie zerknąć na ceny i dostępność, ale po wpisaniu w wyszukiwarkę "decubal apteka" wyskakuje sporo wyników wyszukiwania, więc na pewno można sobie poradzić :)

Z całą pewnością bardziej doceniłabym fakt skuteczności produktów Decubal, gdybym miała problemy z atopową skórą, ja borykam się tylko z przesuszeniami niektórych partii ciała i z tym powyższe produkty poradziły sobie "na szóstkę" - już od pierwszego użycia można stwierdzić z czystym sumieniem, że są one bardzo wysokiej jakości. Bezzapachowe, delikatne dla skóry, silnie nawilżające i łagodzące, absolutnie nie podrażniają i nie powodują pieczenia nawet, gdy skóra pęka aż do krwi, czego miałam niemiłą okazję doświadczyć. Wszystkim wrażliwcom i osobom uczulonym bardzo gorąco polecam, warto przejrzeć powyższe składy i zobaczyć, czy będą Wam one pasować, ale raczej powinno być ok. Ja jestem bardzo zadowolona i jestem pewna, że kupię w przyszłości krem do rąk Decubal - on mnie w sobie rozkochał maksymalnie dzięki swojej delikatności dla moich często zmaltretowanych dłoni - inne kremy je czasami podrażniają, powodują pieczenie, swędzenie i czerwone kropeczki, jakby wysypkę. Tutaj nie było mowy o czymś takim. Przed kolejną zimą na pewno się w niego zaopatrzę! Co do reszty produktów do ciała - raczej się nie skuszę ponownie, gdyż nie mam tak dużych problemów ze skórą, żeby potrzebować tak silnego kalibru. Ale jeżeli ktoś potrzebuje, to polecam. Niewątpliwym plusem są też bardzo atrakcyjne ceny, jak na produkty specjalistyczne, warto zerknąć :)
Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl , Blogger