Bourjois Healthy Mix 51 Light Vanilla

Bourjois Healthy Mix 51 Light Vanilla

Jakiś czas temu w promocji udało mi się dorwać wychwalany podkład Bourjois Healthy Mix, czy się u mnie sprawdził? Zapraszam do przeczytania recenzji :) Z tego co wiem, jakiś czas temu zmieniło się jego opakowanie (nie wiem jak z właściwościami podkładu)


Podkład znajduje się w praktycznym, plastikowym (nie szklanym!) opakowaniu z pompką. Takie rozwiązanie bardzo mi pasuje, gdyż buteleczka jest lekka i łatwo można zabrać podkład ze sobą. Pompka działa sprawnie, nie zacięła mi się ani razu, pozwala na wydobycie odpowiedniej ilości  podkładu bez najmniejszych trudności.



Zapach podkładu na początku wprawił mnie w zachwyt - pachniał tak lekko, świeżo, owocowo... To zupełnie coś innego niż w klasycznych, pudrowych fluidach! Na dłuższą metę zaczął mnie ten zapach jednak męczyć, bo jest zdecydowanie intensywny, szczerze to nawet przestał mi się podobać i zaczęłam w nim wyczuwać taką chemiczną woń ;) Ale nie utrzymuje się długo na skórze, stosunkowo szybko się ulatnia więc nie przeszkadza mi to. Bourjois ma dość rzadką konsystencję i szczerze kiepsko nakłada mi się go pędzlem typu flat top (mam wrażenie, że od pędzla robią się lekkie smugi), mimo że wszystkie podkłady nakładam w ten sposób, jego wolę rozsmarować palcami.


Odcień 51 Light Vanilla jest po prostu świetny i wielu osobom będzie pasował - jaśniutki, beżowy, z lekko żółtawymi podtonami - żadnej pomarańczy, żadnego różu... Rewelacja!

Przed
Po

Po, w pełnym makijażu 
Moim zdaniem podkład wygląda na skórze wprost rewelacyjnie, być może zdjęcia tego nie oddają, ale uwierzcie mi - na żywo jest to jeden z lepszych podkładów, jakich miałam okazję używać. Nie tworzy absolutnie żadnej maski, idealnie stapia się z cerą, ujednolica jej kolor, zakrywa mniejsze niedoskonałości, sprawia że skóra wygląda tak świeżo i promiennie... Efekt jest po prostu świetny, nawet krycie oceniam pozytywnie, mimo że nie jest to podkład kryjący! Niestety u mnie nie sprawdził się w jednej, bardzo istotnej kwestii - trwałości. Na mojej mieszanej cerze utrzymuje się około 4 godziny bez szwanku, po 5-6 godzinach zaczyna się już dość mocno ścierać i znika całkowicie... Dla mnie to trochę mało.

Cena: 59,99 zł
Pojemność: 30 ml
Dostępność: bardzo dobra, dostępny w wielu sieciowych drogeriach, również w Rossmannie

Podsumowując, moim zdaniem ten podkład jest naprawdę świetny, ale nie pasuje do mojej cery. Ma działanie nawilżające, więc dla posiadaczek cery suchej lub normalnej będzie idealny, niestety na cerach mieszanych i tłustych może się nie sprawdzić, jak u mnie (niska trwałość). Czytałam o jego trwałości wiele bardzo pozytywnych opinii, więc niestety dużo jest tu uzależnione od typu skóry. Ogromny plus za efekt, jaki daje na skórze ;)

Zobacz też:
Jedwab do włosów Biosilk

Jedwab do włosów Biosilk

Jedwab Biosilk, któż go nie zna? Dawno dawno temu (jeszcze przed prowadzeniem bloga, kiedy to jakiekolwiek tematy włosowe były mi całkowicie obce, szczerze to wtedy nawet odżywki gościły u mnie sporadycznie) poleciła mi go koleżanka, wychwalając go pod niebiosa, jakie to on cuda z włosami robi ;)

Zdjęcie pobrane z rossnet.pl


Buteleczka jedwabiu znajduje się w kartoniku z nadrukiem takim jak powyżej, niestety musiałam się posłużyć zdjęciem ze strony rossnet.pl, gdyż ja swój kartonik już wyrzuciłam. Sama buteleczka jest malutka i zawiera jedynie 15 ml jedwabiu - uwierzcie mi, to naprawdę maleństwo. Dobrze się dokręca, więc można śmiało wrzucić do torebki bez obaw o niekontrolowany wyciek. Niestety nie ma żadnego dozownika - po prostu dziura, po przechyleniu buteleczki wylewamy odpowiednią ilość jedwabiu (wystarczy dosłownie kropla lub dwie!) na dłoń, rozcieramy i aplikujemy na włosy. Kilka razy zdarzyło mi się przegiąć z ilością przez to...


Jedwab ma bardzo przyjemny zapach, szczerze ciężko mi go do czegokolwiek porównać, ale jest miły dla nosa. Jest przezroczysty (na zdjęciu niemal niewidoczny), zaś w kwestii konsystencji - jest dosyć gęsty, tłustawy, po aplikacji umycie rąk jest raczej koniecznością ;) Zdecydowanie wydajny! Wystarcza na dłuuuugo dzięki temu, że do jednorazowej aplikacji wystarczy dosłownie odrobina - 1-2 krople.

Nakładam jedwab jedynie na końcówki włosów w celu ich zabezpieczenia po myciu, niestety nie łudźmy się, że zregeneruje lub odżywi nasze włosy - to bomba silikonowa otulająca włosy, zabezpieczająca je, ale z całą pewnością nie regenerująca. Osoby używające szamponów bez SLS powinny raz na jakiś czas (na przykład raz w tygodniu) użyć szamponu z SLS, żeby silikony nie nadbudowywały się na włosach. Z działania jedwabiu jestem w gruncie rzeczy zadowolona, włosy wydają się później bardziej miękkie, błyszczące, do tego ładnie pachną ;)

Podsumowując - w kwestii zabezpieczenia końcówek jestem na tak, jedwab dobrze się spisuje, natomiast jeśli chodzi o ich odżywianie - nie do tego on służy :) Dlatego włosy mogą sprawiać wrażenie zdrowych w czasie stosowania, ale jeśli nie zadbamy o odpowiednią pielęgnację, to zdrowe nie będą na pewno.

Cena: 6,99 zł w Rossmannie (bardzo często w promocji, obecnie za 2,49 zł)
Pojemność: 15 ml
Dostępność: bardzo dobra, dostępny w wielu sieciowych drogeriach, na 100% jest w Rossmannie
Schwarzkopf Color Mask 750 Ciemny Złoty Blond

Schwarzkopf Color Mask 750 Ciemny Złoty Blond

W kwietniu farbowałam włosy farbą Schwarzkopf Color Mask w odcieniu 750 Ciemny Złoty Blond, dokładnie dzisiaj pofarbowałam włosy Garnierem Olia w kolorze 6.3 Złocisty Jasny Brąz, więc chyba mogę już co nieco powiedzieć na temat Color Mask :D








Farbowanie jest bardzo łatwe dzięki temu, że mieszanie składników odbywa się w plastikowym pojemniczku - 2 opakowania wystarczyły do dokładnego pokrycia moich włosów, nawet wyszło tego trochę za dużo, także nawet przy długich włosach 2 opakowania w zupełności wystarczą. Farbę nakładałam na nieumyte włosy z odrobiną oliwki Babydream na końcówkach w celu zabezpieczenia ich przed zniszczeniem. Samo farbowanie przebiegło pomyślnie - łatwy proces przygotowania farby, konsystencja była odpowiednia, ani za rzadka, ani za gęsta, więc farba łatwo rozprowadzała się na włosach i nie spływała z nich. Troszkę ciężko było mi domyć ewentualne ślady na skórze, ale to akurat moja wina, że rzadko zabezpieczam okolice włosów kremem natłuszczającym :) Zapach był dosyć intensywny, ale nie drażnił mnie.


Po zmyciu farby nałożyłam dołączoną maskę na około 5 minut, po jej zmyciu włosy rozczesały się bardzo łatwo, prawie w ogóle nie były splątane. Były trochę przesuszone na końcach, ale łatwo udało mi się przywrócić je do ładu dzięki olejowaniu. Włosy bardzo ładnie błyszczały, kolor wyszedł zbliżony do tego na opakowaniu, jednak sporo w nim rudych podtonów, nawet usłyszałam kilkukrotnie po zafarbowaniu (szczególnie jak już się zaczęło trochę wypłukiwać), że jestem ruda...

Przed farbowaniem (dwa zdjęcia po lewej z lampą błyskową, zdjęcie po prawej w świetle dziennym)

Po farbowaniu (zdjęcie po lewej z lampą błyskową, 3 zdjęcia po prawej w świetle dziennym)

Ogólnie z samej farby byłam zadowolona - nie zniszczyła mi mocno włosów (tylko były troszkę suche, ale szybko dało się je przywrócić do ładu), kolor wyszedł ładny, chociaż podczas wypłukiwania zrobił się dosyć rudy... Sam proces farbowania również przebiegł szybko i sprawnie ;)

Po 4 miesiącach od farbowania włosy wyglądały tak:

A dzisiaj po farbowaniu Garnierem Olia wyglądają tak:
Więc za jakiś czas pojawi się recenzja Garniera :)

Cena: 26,99 zł w Rossmannie

Plusy farby Schwarzkopf Color Mask: dostępność, wybór odcieni, łatwy proces przygotowania farby, odpowiednia konsystencja, niedrażniący zapach, nie niszczy mocno włosów, włosy po farbowaniu ładnie błyszczą
Minusy: trochę przesuszyła moje końcówki, cena troszkę nie dla mnie przyzwyczajonej do farb Joanna :) (2 opakowania troszkę kosztują) , kolor podczas wypłukiwania mocno wpadał w rudy, ciężko domyć ślady na skórze
Żel pod prysznic Adidas Soft Cotton

Żel pod prysznic Adidas Soft Cotton


Żel znajduje się w praktycznym, wyprofilowanym opakowaniu z wypustkami, dzięki czemu nie wyślizguje się z rąk pod prysznicem, zamknięcie chodzi bardzo łatwo, więc z tym również nie ma problemu. Opakowanie jest półprzezroczyste, więc wiadomo, ile żelu jeszcze zostało.


Żel nie jest ani za rzadki, ani za gęsty, ma odpowiednią konsystencję, dobrze się pieni (dzięki czemu jest wydajny) i ma bardzo przyjemny zapach - taki kremowy, otulający. Uwielbiam takie zapachy szczególnie jesienią ;) Na mojej skórze utrzymuje się niestety krótko.



Działanie oceniam pozytywnie, ale bez fajerwerków - zwykły żel pod prysznic jak każdy inny :) Pieni się, myje, pachnie, nie wysusza skóry, ale też nie nawilża... Robi, co do niego należy i to by było chyba na tyle ;) Niestety skład nie wygląda korzystnie, ale do mycia ciała akurat mi to aż tak nie przeszkadza.

Cena: około 10 zł
Pojemność: 250 ml

Czy polecam? Ciężko powiedzieć, generalnie nie mam w stosunku do niego żadnych zastrzeżeń, zwykły, przeciętny żel pod prysznic, robi co ma robić i nic więcej ;) Pewnie podchodziłabym do niego nieco bardziej entuzjastycznie, gdyby stosunek ceny do pojemności był odrobinę korzystniejszy :)
3 eyelinery Wibo

3 eyelinery Wibo

W kwestii eyelinerów mam swoich ulubieńców: jak kałamarzyki, to tylko Wibo, jak eyeliner w żelu to tylko Essence ;) Na razie się tego trzymam i posiadam 3 eyelinery Wibo - brązowy oraz dwa czarne: wodoodporny i niewodooodporny.

Opakowanie jest wygodne w użytkowaniu, dobrze się dokręca, dzięki czemu eyelinery nie wysychają przedwcześnie. Tak szczerze, to jeszcze nigdy żaden mi nie wysechł - jak dotąd wszystkie egzemplarze, które wylądowały w śmietniku, po prostu się skończyły :) Niestety napisy ścierają się paskudnie, dosłownie po kilku dniach w kosmetyczce możemy się pożegnać z możliwością rozczytania, co tam było napisane ;)



Pędzelek w tym eyelinerze jest nieprawdopodobnie wygodny w obsłudze. Gdybym miała komukolwiek polecić pierwszy eyeliner do nauki malowania kresek, niewątpliwie byłby to właśnie Wibo. Moim pierwszym tuszem do kresek był Miss Sporty - pędzelek w nim był co prawda cieniutki (można było malować cieniutkie kreski), ale długi i łatwo się wyginał we wszystkie strony, co dla niewprawionej ręki powodowało codzienne szlaczki na oku ;) Kiedy spróbowałam Wibo, czułam się jakbym się przesiadła z Malucha do Mercedesa - komfort rysowania kreski wzrósł wielokrotnie! Dlatego gorąco go polecam ;)



Byłam nieco zawiedziona, kiedy zobaczyłam kolor brązowego eyelinera - prawdę powiedziawszy jest to metaliczny brąz, wpadający niekiedy w złoto... Z czasem jednak przyzwyczaiłam się do tego odcienia, a nawet go polubiłam, ale nie używam na co dzień.

Stosunkowo niedawno zaopatrzyłam się również w wersję wodoodporną, niestety nieco się na niej zawiodłam. Co prawda samemu eyelinerowi nie mam niczego do zarzucenia - pędzelek jest równie wygodny, co w wersji klasycznej, czerń dość głęboka, ale jak dla mnie... tusz ma dokładnie taką samą trwałość co wersja klasyczna. Wytrzymuje na oku dokładnie tyle samo, nie jest bardziej odporny na ścieranie oraz wodę... Zmywa się również bardzo łatwo. Więc jego wodoodporność można włożyć między bajki, a na co dzień traktuję go jako zwykły, klasyczny, czarny eyeliner. A kiedy potrzebuję wodoodpornej kreski, sięgam po eyeliner w żelu Essence ;)

Od lewej: eyeliner Wibo brązowy, czarny niewodoodporny, czarny wodoodporny
Kolory mają głębokie odcienie i dobrze wyglądają na oku. Kreska wytrzymuje na oku cały dzień od rana aż do demakijażu, chyba że będziemy trzeć oczy lub zaskoczy nas ulewa ;) Nie kruszy się. W normalnych warunkach pogodowych wygląda dobrze przez cały dzień bez blaknięcia. Tusz łatwo można zmyć za pomocą zwykłych produktów do demakijażu.

Cena: około 8 zł
Pojemność: 4 ml

Plusy: cena, dostępność, łatwość rysowania kresek, trwałość na oku (wytrzymuje cały dzień bez kruszenia się), nasycone odcienie, łatwo się zmywa podczas demakijażu, nie wysycha w opakowaniu, wydajność,
Minusy: paskudnie ścierają się napisy z opakowania, wersja wodoodporna wcale nie jest wodoodporna

Polecam!
Przestrzegam jedynie przed wersją wodoodporną, która wcale nie jest wodoodporna :) Sprawuje się dokładnie tak samo jak klasyczna wersja eyelinera.

Edytowane 30.08.2013:
Akurat wczoraj miałam na powiekach brązowy eyeliner Wibo i cyknęłam kilka fotek więc dodaję :)


Tangle Teezer & Tangle Teezer Compact

Tangle Teezer & Tangle Teezer Compact

Od roku i 8 miesięcy (dokonałam zakupu dokładnie 25.12.2011 :)) jestem posiadaczką szczotki Tangle Teezer Compact, niedawno zdecydowałam się kupić również wersję klasyczną TT :) Przepraszam Was za to, w jakim stanie jest już mój Compact, ale możecie mi wierzyć - przez cały ten czas towarzyszył mi dzielnie codziennie, również podczas licznych wyjazdów, ząbki miały prawo się już powyginać od nacisku licznych klamotów w torebce ;)

Obie wersje szczotki zamknięte są w przezroczystym, plastikowym opakowaniu, ale mają inne ulotki w środku (niestety starej już nie posiadam). Zdjęcia można powiększyć.







Obie wersje szczotki są wyprofilowane w ergonomiczny sposób i dobrze leżą w dłoni podczas czesania.
Wersja Compact ma nakładkę na ząbki, dzięki czemu można ją nosić w torebce, wersji standardowej nie polecam transportować - ząbki się powyginają, a właśnie w nich tkwi cały sekret szczotki. Wersję klasyczną należy przechowywać ząbkami do góry. 





Na zdjęciu powyżej niestety widać, że ząbki w wersji Compact mi się już nieco powyginały od nacisku w torebce. Nie ma różnicy w ich długości pomiędzy obiema wersjami - są ułożone dokładnie tak samo, w równych odstępach, naprzemiennie krótsze i dłuższe. 





Szczotki są leciutkie i naprawdę dobrze leżą w dłoni dzięki dobremu wyprofilowaniu i nie wypadają podczas czesania mimo braku uchwytu. Pierwsze użycie było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, gdyż dźwięk, który wydobywa się podczas czesania jest bardzo specyficzny - moje pierwsze skojarzenie to był dźwięk deptanego chrustu w lesie, taki specyficzny trzask małych gałązek. Zastanawiałam się wówczas - czy ta szczotka aby na pewno nie robi krzywdy moim włosom? Ale poczytałam trochę w Internecie i dowiedziałam się, że to zupełnie normalne. Szczotki bardzo dobrze radzą sobie nawet z mocno splątanymi włosami - rozpoczynam czesanie od końcówek i z każdym ruchem przesuwam się ku górze. Można czesać włosy zarówno na mokro, jak i na sucho (choć zdaję sobie sprawę z tego, że większość osób nie poleca czesania mokrych włosów ze względu na większe prawdopodobieństwo uszkodzenia ich). Wspaniale nadają się również do dokładnego rozprowadzania olejów i masek na włosach. Są łatwe w utrzymaniu, choć nie przepadam za myciem ich - trzeba uważać na ząbki, żeby ich nie powyginać.. Bez problemu można je myć w wodzie, nie trzeba się obawiać o żadne metalowe elementy, bo ich po prostu nie ma ;) Na ogół najpierw wyciągam włosy, podważając je wykałaczką wzdłuż przerw między ząbkami, a następnie myję szczotkę pod wodą z użyciem szamponu i przesuwam płaskim pędzelkiem (takim jak do farbowania) między ząbkami. Po czesaniu na szczotce zostaje zdecydowanie mniej włosów niż na klasycznych szczotkach dostępnych w drogeriach, serio! Zauważyłam ogromną różnicę po pewnym czasie użytkowania i po całkowitym odstawieniu klasycznej szczotki. Tangle Teezer po prostu nie wyrywa włosów, sunie po nich gładko, rozczesuje je, a nawet jeśli trafi na kołtun, od razu poczujemy, że szczotka się na nim zatrzyma i że należy zachować szczególną delikatność w tym miejscu. Zauważyłam też, że dużo mniej elektryzują mi się włosy po TT, dzięki czemu nie mam już takiegu puchu po rozczesaniu jak kiedyś.

Niewątpliwym plusem jest fakt, że szczotki te systematycznie tanieją - kupowałam wersję compact za 68 zł + przesyłka, podczas gdy obecnie można już kupić taką wersję za 40 zł + przesyłka, zaś za wersję klasyczną zapłaciłam 33,50 zł stacjonarnie w Gdyni (brak kosztów przesyłki).

Cena: Allegro: około 35 zł + przesyłka wersja klasycza Salon Elite, około 40 zł + przesyłka wersja Compact
Oficjalny dystrybutor Tangle Teezer Polska: 55 zł + przesyłka Salon Elite, 65 zł + przesyłka Compact

Plusy: wspaniale rozczesują włosy, nie elektryzują i nie wyrywają ich, łatwe w utrzymaniu i myciu, można czesać włosy na mokro i sucho, dobrze leżą w dłoni, leciutkie, dobrze rozprowadzają oleje i maski na włosach, wersja Compact ma nakładkę na ząbki więc można ją śmiało nosić w torebce
Minusy: cena - mimo, że szczotki tanieją, cena nadal nie jest zbyt niska, brak możliwości transportowania wersji Salon Elite (chyba że w jakimś sztywnym pudełku)

Szczerze? Bardzo polecam i nie żałuję zakupu - czesanie trwa znacznie krócej, jest przyjemniejsze. TT to faktycznie pogromca kołtunów ;) Jeśli moje szczotki będą już niezdatne do użytku od eksploatacji - jestem pewna, że kupię je ponownie! Istnieje jeszcze wersja wodoodporna Aqua Splash, ale nie mogę się wypowiedzieć na jej temat, bo po prostu nie mam ;) Tangle Teezer to jeden z produktów w stylu "Nie przekonasz się, dopóki nie spróbujesz" ;)
Płyn micelarny Ziaja Ulga

Płyn micelarny Ziaja Ulga

Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat o micelu Ziaja ;)

Płyn mieści się w standardowym, Ziajowym opakowaniu z zatrzaskiem. Dozownik umożliwia aplikację odpowiedniej ilości płynu, nie wylewa się on nadmiernie.


Płyn jest bezzapachowy. Nie szczypie mnie w oczy, w przeciwieństwie do koszmarnego micela Ziaja Sopot SPA, o którym pisałam >>tutaj<.


Niestety jego działanie pozostawia wieeeeele do życzenia... Zupełnie nie radzi sobie z demakijażem oczu - nie rozpuszcza tuszu (zwykłego, niewodoodpornego!), tylko go trochę rozmazuje... Szczerze nadaje się tylko do pozbywania ewentualnych pozostałości uprzednio usuniętego makijażu. Co prawda z demakijażem twarzy radzi sobie całkiem nieźle i nawet nie zostawia lepkiej warstwy, ale od tego typu produktu zdecydowanie oczekuję czegoś więcej...


Plusy: wygodne opakowanie, niska cena (8,69 zł/Rossmann), dobra dostępność, dobrze radzi sobie z demakijażem twarzy i nie zostawia lepkiej warstwy, nie podrażnia oczu
Minusy: nie radzi sobie z demakijażem oczu

Podsumowując - NIE polecam!
Copyright © 2016 BASIA-BLOG.pl , Blogger