Filtr matujący Ziaja Med SPF50 - wielkie nadzieje i wielkie rozczarowanie

Filtr matujący Ziaja Med SPF50 - wielkie nadzieje i wielkie rozczarowanie

Jesień to czas kwaszenia buzi, a wraz z kwasami filtr przeciwsłoneczny o wysokim faktorze to absolutna konieczność, by nie narobić sobie biedy na twarzy. Jednak znalezienie filtra idealnego to droga przez mękę ;) Ostatnio pisałam o całkiem przyjemniej Bielendzie (klik), dzisiaj będzie mniej przyjemnie - w roli głównej Ziaja matująca (wybucha śmiechem).

Istny koszmar. Antyperspirant Adidas, Cool & Care, Pro Clear 48h

Istny koszmar. Antyperspirant Adidas, Cool & Care, Pro Clear 48h

Ten antyperspirant kupiłam, zanim jeszcze wróciłam do Blokera Ziaja (KLIK). Jak już pewnie wiecie, wybredna w kwestii antyperspirantów nie jestem, nadpotliwa też nie, więc raczej większość jest dla mnie w porządku. Sięgnęłam po adidasa, gdyż wcześniej miałam Rexonę w sztyfcie i Lady Speed Stick w żelu, więc potrzebowałam odmiany. Miałam kiedyś antyperspirant w kulce adidasa (biała buteleczka z niebieską nakrętką, wersja Fresh) i pamiętam, że byłam zadowolona. Tutaj niestety nastąpiło wielkie rozczarowanie.


Bardzo dobry i niedoceniany filtr do twarzy - Bielenda Bikini SPF50

Bardzo dobry i niedoceniany filtr do twarzy - Bielenda Bikini SPF50

Ten krem z filtrem długo zalegał nieotwierany w moich zapasach, myślę, że głównie z powodu uprzedzeń. Czekał na dzień, w którym ulegnę i przestanę myśleć w kategoriach "filtr z Bielendy na pewno nie będzie dobry...". Przyznam szczerze, że nawet w trakcie jego używania zmieniałam o nim zdanie, ale już od długiego czasu współpracuje mi się z nim znacznie lepiej - wydaje mi się, że to kwestia nauczenia się jego "obsługi", więc czas na recenzję ;)

Krem pod oczy Ziaja Kozie Mleko

Krem pod oczy Ziaja Kozie Mleko

Pielęgnacja skóry pod oczami weszła mi już w nawyk. Kiedyś miewałam problemy z systematycznością, ale obecnie mogę już śmiało powiedzieć, że kremu pod oczy używam codziennie, rano i wieczorem. W związku z tym mam okazję testować różne produkty, a dzisiaj w roli głównej Ziaja Kozie Mleko - krem, którego dwie tubki zużyłam już szmat czasu temu, ale że na komputerze znalazłam zdjęcia i mogę o nim sporo powiedzieć... To zapraszam do recenzji :)


Najlepsza odżywka dla moich włosów - Garnier Goodbye Damage!

Najlepsza odżywka dla moich włosów - Garnier Goodbye Damage!

Na wstępie pragnę Was przeprosić, że tymczasowo nie udzielam się u Was na blogach... Niestety nowy rok akademicki pochłonął mnie całkowicie, 3 razy w tygodniu mam zajęcia do 20, po powrocie padam z nóg, a w pozostałe 2 dni udzielam korepetycji no i do nich również muszę się przygotować. A do tego zająć się domem, zrobić obiad na najbliższe dni i tak dalej... Przyznam szczerze, że obecnie czasu dla siebie nie mam praktycznie wcale ;)

Tę notkę miałam napisać przynajmniej 2 dni temu, ale dopiero dziś znalazłam chwilę :P Ta odżywka totalnie zrewolucjonizowała moją półkę w łazience i oczekiwania dotyczące kolejnych testowanych odżywek - po prostu szalenie wysoko podniosła poprzeczkę. 


Poznałam ją dzięki testowi wizaz.pl, reklamowanemu wszędzie jako "największy test w historii wizaz.pl" - wystarczyło się zgłosić, do testów zostało wybranych 3 tysiące wizażanek, przysłali miniaturę 100 ml (połowa opakowania pełnowymiarowego) w białym opakowaniu z napisem "odżywka do włosów" i składem. Założeniem tej akcji było testowanie odżywki bez sugerowania się marką, wyglądem opakowania i tak dalej. Nigdzie nie podano nam, co to za odżywka, mieliśmy się tego dowiedzieć dopiero po zakończeniu testów, chociaż bardziej dociekliwe wizażanki po samym składzie prędko zgadły, co testują ;) Ja aż tak dociekliwa nie byłam, o tym czego używam dowiedziałam się dopiero gdzieś w połowie opakowania, po przeczytaniu na wizażu :) Tak wyglądało opakowanie miniatury: (przepraszam za nieciekawe tło w stosunku do kolorystyki tubki, robiłam zdjęcie daaaaawno temu i "na szybko")


Przyznam szczerze, że gdyby nie test na wizażu, nigdy nie wypróbowałabym tej odżywki, z całą pewnością omijałabym ją szerokim łukiem! Po pierwsze, sama rzadko sięgam po kosmetyki Garniera - niektóre produkty mają rewelacyjne, ale też zdarzają się totalne buble. Po drugie - okropna szata graficzna pełnowymiarowego opakowania - kiczowata, jaskrawopomarańczowa tubka totalnie mnie zniechęca. Po trzecie - bardzo nachalna kampania reklamowa, gdy seria Goodbye Damage wchodziła na rynek, widziałam reklamy po prostu wszędzie - billboardy, telewizja, przystanki autobusowe, Internet... Po prostu masakra! Zbyt silne kampanie reklamowe mnie zniechęcają, bo na ogół świetne produkty nie muszą się aż tak reklamować - są reklamą samą w sobie :P 


Ale na początku jeszcze tego wszystkiego nie wiedziałam, to była po prostu biała tubka z napisem "odżywka do włosów". Już od pierwszego użycia się totalnie zakochałam!! Odżywka ma przepiękny i szalenie intensywny zapach, który utrzymuje się na włosach najdłużej i najmocniej spośród wszystkich znanych mi produktów do włosów. Wystarczy, że zawieje wiatr, a chmura słodkiego, owocowego zapachu już pieści nozdrza. Z jednej strony jest to ogromna zaleta, a z drugiej jednak wada, bo na dłuższą metę staje się to nieco męczące ;) Odżywka ma bardzo gęstą konsystencję - absolutnie nie spływa z włosów, nie przelewa się przez palce i łatwo się ją nakłada. Niestety w związku z taką gęstą konsystencją, opakowanie jest niezbyt trafione. O tym, że jest (jak dla mnie) strasznie brzydkie, czytałyście powyżej. Ale jest też niepraktyczne - dopóki odżywki jest dużo, wyciska się ją bez zarzutu (opakowanie stoi na zatrzasku, więc odżywka swobodnie spływa w dół), ale gdy zbliżamy się do denka, to środek opakowania staje się mocno spłaszczony od nacisku, a odżywka znajduje się tuż przy wylocie. Można naciskać i się siłować, ale wyciśniemy tylko odrobinkę... Wówczas najlepiej rozciąć opakowanie (rozcina się łatwo, tubka jest miękka i pod koniec spłaszczona) i odżywki wystarczy jeszcze na co najmniej kilka użyć ;) Muszę też wspomnieć o tym, że jest bardzo wydajna - zabrałam ją ze sobą na trzytygodniowy wyjazd, używałam codziennie, a jeszcze zostało mi jej sporo i używałam po powrocie! Jak na moje dość długie już, sięgające połowy pleców włosy, to naprawdę dobry wynik. 



O składzie za wiele nie powiem, ale o odżywce równie pozytywnie pisała Anwen (klik), więc z całą pewnością nie jest źle :) Ja się wypowiem przede wszystkim na temat działania, które przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Nieważne, czy trzymam odżywkę tylko 2 minuty w czasie prysznica, czy trzymam ją sobie dłużej, bo akurat mam czas i mogę sobie na to pozwolić - efekty zawsze są znakomite. Już podczas spłukiwania czuję, że włosy są śliskie i ciężkie. Tangle Teezer wchodzi w nie po prostu jak w masło, elegancko sunie po włosach bez ŻADNYCH splątanych kołtunów! Jeszcze nigdy żadna odżywka ani maska do włosów nie dała u mnie tak ogromnego efektu rozplątywania włosów. Po wysuszeniu włosy są dociążone tak jak uwielbiam, a oprócz tego mega gładkie i błyszczące, po prostu efekt wyprostowanej tafli włosów - coś pięknego. 


Należy uważać, żeby nie nałożyć odżywki za blisko skóry głowy, bo wówczas może obciążyć i przyspieszyć przetłuszczanie. Ja się staram na to bardzo uważać więc na ogół nie zauważam niczego takiego :) 

Cena: 10,99 zł (ja kupiłam w promocji za 7,99 zł)
Pojemność: 200 ml

Podsumowując, dzięki testowi wizaz.pl polubiłam tę odżywkę tak mocno, że po zużyciu miniatury 100 ml, od razu poleciałam po pełnowymiarową wersję, którą zabrałam na wyjazd "do zadań specjalnych", a potem widząc promocję w Drogerii Natura, kupiłam od razu dwie kolejne tubki za bodajże 7,99 zł (czy coś koło tego), więc nietrudno się domyślić, że odżywkę baaaaaardzo polubiłam. Co tu dużo mówić - sprawdziła się u mnie NAJLEPIEJ ze wszystkich dotychczas używanych odżywek, a nawet masek do włosów! Nieprawdopodobnie ułatwia rozczesywanie, dociąża, wygładza i nabłyszcza. Ujarzmia je jak żadna inna, a jak już pewnie wiecie, moje włosy są strasznie kapryśne, łatwo się plączą i szybko puszą, mało co się na nich sprawdza - maski Kallos są dla mnie albo przeciętne albo słabe, ostatnio używana maska BingoSPA (klik) okazała się u mnie po prostu bublem, a większość używanych przeze mnie odżywek do włosów jest po prostu "dobra". Będę używać jej naprzemiennie z lubianymi przez moje włosy odżywkami Nivea, żeby nie przyzwyczaić ich do nadmiaru dobroci, bo gdzie ja później znajdę równie dobrą odżywkę? :) 

Jeżeli jeszcze jej nie próbowałyście, to naprawdę polecam! Niech Was nie zwiedzie kiczowate opakowanie, odżywka jest świetna, a przynajmniej na moich włosach sprawdziła się rewelacyjnie!

Znacie tę odżywkę? Podzielacie moje zachwyty na jej temat?
Nowości sierpnia i września

Nowości sierpnia i września

Wraz z końcem miesiąca przychodzi czas wszelkich podsumowań, więc dzisiaj przychodzę do Was z nowościami sierpnia i września :) Sierpień był dla mnie czasem trochę "innym" blogowo ze względu na wyjazd, dlatego zarówno denko (klik), jak i nowości łączę razem :)


1. Dwa opakowania farby Joanna Multi Cream - znowu Kasztanowy brąz, pojawiła się również w zużyciach (klik), bo ostatnio farbowałam włosy na początku sierpnia ;) Próbuję się przekonać do henny Khadi, ale nadal mam zbyt wiele obaw, więc tym razem jeszcze Joanna ;) Powinnam już zafarbować włosy w tym miesiącu, bo wyglądają coraz gorzej, taki sprany kolor ;)

2. Ziaja Med matujący krem do twarzy SPF50+ - filtr rano to podstawa, postanowiłam wypróbować osławioną Ziaję. Wstępnie mogę powiedzieć, że z jednej strony jest w porządku jak na tę półkę cenową, ale nadal jeszcze nie "mój ideał", niestety jest trochę tłusty, więc po zużyciu raczej będę szukać dalej :( Ładnie poprosiłam o próbeczkę wersji tonującej i dostałam dwie :)

3. Spirytus rektyfikowany - po raz kolejny spirytus może dziwić, ale używam wyłącznie w celach kosmetycznych - peelingi kwasowe, dezynfekcja łyżeczek miarowych, zlewek itd.

4. Emulsja do mycia twarzy Alterra - tyle się naczytałam ochów i achów, że muszę wypróbować to cudo :P Jeszcze nie używałam :) 

5. Olejek do ciała Evree Gold Argan - po fantastycznym Multioils Bomb (link do recenzji) musiałam się skusić na drugą wersję ;) Udało mi się kupić w promocji w Super Pharm za 19,99 zł. Ale nie pachnie aż tak pięknie, jak jego "brat" ;))

6. Olejek do twarzy Evree Essential Oils - otrzymany w ramach współpracy, używam go na noc :) Wstępnie jestem zadowolona ;)

7. Waga jubilerska z allegro - kosztowała zawrotne 22 zł z wysyłką, przyda się do odmierzania porcji wyrażonych w gramach :) 

8. Aspiryna - ten punkt programu również może dziwić, bo jak to - aspiryna w nowościach kosmetycznych? Otóż tak, czasami robię sobie maseczkę apirynową :D

9. Lusterko z For Your Beauty - moje poprzednie się stłukło na wyjeździe, więc musiałam kupić jakieś inne :(

10. Próbki Eucerin i L'Oreal - otrzymane do zakupów w Super Pharm ;)

11. 3 saszetki maseczki nawilżającej Ziaja - miałam i byłam zadowolona, przyda mi się teraz porcja nawilżenia ;)

12. Próbka podkładu Pierre Rene Skin Balance Cover 20 Champagne - zamówiona za punkty zebrane w programie lojalnościowym eKobieca ;) Byłam tego podkładu ciekawa, więc dorzuciłam do zamówienia w sumie "za darmo". 

13. Hakuro H74 i H77 - rewelacyjne pędzle-puchacze, bez których nie wyobrażam już sobie makijażu oczu! Perfekcyjne i niezastąpione, jak dla mnie must have!

14. Paletka Makeup Revolution Iconic 2 - no cóż, te paletki robią furorę na blogach, jako tańsze odpowiedniki Urban Decay Naked 2 ;) Na UD pozwolić sobie nie mogę (i chyba nawet nie chcę), a z MUR jestem zadowolona, więc nic dodać nic ująć :) W przyszłych nowościach zobaczycie Iconic 3 :D

15. Zestaw 18 pędzli Sunshade Minerals - długo podchodziłam do tego tematu. Jest kilka recenzji w necie, ale zestawu 15 pędzli. Poza tym nie do końca wierzyłam w ich słuszność, niektóre miały nawet zdjęcia nie własne, lecz ściągnięte z neta, więc moooocno się zastanawiałam i wątpiłam. Potem przeczytałam kolejną pozytywną recenzję, tym razem właśnie zestawu 18 sztuk (od początku chciałam ten "większy", bo akurat te 3 pędzle więcej są fajne :P). No i przeżywałam rozterkę - zamówić, czy poczekać dłużej, dołożyć więcej i mieć Hakuro. Wzięłam jeszcze pod uwagę fakt, że mam 2 pędzle Sunshade Minerals z krótkimi trzonkami i jestem zadowolona, mam też jeden pędzel LancrOne (to ten sam producent, co SM) i z niego również jestem zadowolona. Więc ostatecznie podjęłam decyzję kliknięcia "kup teraz" i... nie żałuję! Zestaw okazał się naprawdę trafiony, używam z niego regularnie... 12 pędzli (to i tak więcej, niż się spodziewałam!), więc realna cena za sztukę (liczę koszt razem z dostawą) wychodzi 12,40 zł + mam jeszcze inne, używane sporadycznie ;) Być może będę sobie kiedyś kompletować dodatkowo Hakuro, ale to już naprawdę "na spokojnie", systematycznie po jednym raz na jakiś czas, bo moje wszelkie potrzeby pędzlowe są obecnie zaspokojone :) 


Nowości ze sklepu Zrób Sobie Krem - wraz z Kingą, Justyną i Pamelą złożyłyśmy wspólne zamówienie na stronie ZSK, dzięki czemu miałyśmy niewielkie koszty przesyłki ;) Wraz z nadejściem okresu jesienno-zimowego wiedziałam, że muszę uzbroić się w trochę półproduktów do walki z przebarwieniami, czego głównymi punktami programu są tonik depigmentacyjny oraz eliksir wybielający przebarwienia i piegi. Oprócz tego z zestawów zamówiłam swój pierwszy olejek hydrofilny (czarnuszka-migdał) i jestem zachwycona jego działaniem! Znajdziemy tu również witaminę B3 (do walki z przebarwieniami), bromelainę (chwilowo rezygnuję z peelingów mechanicznych),  hydrolat różanyemulgator SLP i konserwant FEOG do tworzenia własnych mikstur, kilka olejków eterycznych (dotychczas nie miałam żadnego, więc już mi się przydały ;))), kilka nawilżaczy, a także akcesoria, których mi brakowało, a się przydadzą - mieszadełko, zlewki z dzióbkiem, czepki foliowe, miarki i opakowanie na tonik. 



Wraz z zamówieniem ZSK, dorzuciłam kilka rzeczy ze sklepu Kolorówka - koszt przesyłki jest ten sam, tylko czas realizacji o kilka dni dłuższy :) Tutaj minimalistycznie - półprodukty do zrobienia własnego podkładu mineralnego (z bazy), Zestaw Primer Prelude Matte, opakowania i woreczki strunowe, a tlenki były gratis.

Jedno jest pewne - październik będzie oszczędny :P

Zaciekawiło Was coś z powyższych? A może znacie i lubicie? :)
Decubal krem do twarzy (Face Cream)

Decubal krem do twarzy (Face Cream)

Tego kremu używałam przez długi czas (w sumie to sięgałam po niego jeszcze w lipcu, przed serią wybielającą Flos Lek), ale ciągle zapominałam go zrecenzować. Prawdopodobnie pojawi się w przyszłym denku, więc wypada coś o nim skrobnąć :P Produkty tej firmy przeznaczone są dla cery suchej, bardzo suchej i atopowej.


Zużycia + wyrzutki sierpnia i września

Zużycia + wyrzutki sierpnia i września

Gdy przeglądam posty zużyciowe na innych blogach, zawsze sobie myślę "o matko, ile tego!". Ale jak przychodzi co do czego i sama publikuję własne zużycia, okazuje się, że ilością wcale zbytnio nie odbiegam od innych dziewczyn :D Gdybym nie zbierała pustych opakowań do denka, w życiu nie miałabym pojęcia, ile tego schodzi. Na co dzień wydaje mi się, że zużywam bardzo mało - na półkach w łazience wciąż widzę te same produkty. Zdziwienie przychodzi, gdy zaglądam do zawartości denkowej torby ;) Oto moje denko z sierpnia i września - połączyłam te 2 miesiące razem, ponieważ w sierpniu z powodu wyjazdu zużyłam bardzo mało.


Copyright © 2016 BASIA-BLOG.pl , Blogger