Olej z kiełków pszenicy - dobry do zabezpieczania końcówek włosów!

czwartek, 29 stycznia 2015

Olej z kiełków pszenicy - dobry do zabezpieczania końcówek włosów!

Kiedyś wyczytałam na jednym z blogów (nie pamiętam już na którym), że olej z kiełków pszenicy dobrze sprawdza się przy zabezpieczaniu końcówek włosów. Bez chwili namysłu dorzuciłam go więc przy okazji kolejnego zamówienia na stronie Zrób Sobie Krem :)


Kosmed - nafta kosmetyczna z olejem arganowym

wtorek, 27 stycznia 2015

Kosmed - nafta kosmetyczna z olejem arganowym

Moje włosy bardzo lubią naftę kosmetyczną, w związku z tym w moim łazienkowym koszyku zawsze musi się jakaś znajdować ;) Od 1,5 miesiąca mam przyjemność używać naftę firmy Kosmed z olejem arganowym i to właśnie o niej chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć :) 

Wady i zalety produktów mineralnych (podkłady, korektory, róże)

piątek, 23 stycznia 2015

Wady i zalety produktów mineralnych (podkłady, korektory, róże)

Z minerałami mam styczność już od wakacji 2012, ale przyznaję szczerze - totalnie nie wiedziałam, jak się do nich porządnie "dobrać", po kilku nieudanych próbach poszły w odstawkę (używanie zwykłych, drogeryjnych podkładów jest jednak znacznie łatwiejsze ;)), a do łask wróciły dopiero 1,5 roku później, na przełomie 2013/2014. Obecnie są nieodłącznym elementem codziennego makijażu, więc mogę o nich co nieco napisać ;)


Moje rozważania powstały na podstawie trzech podkładów mineralnych - Annabelle Minerals we wszystkich trzech formułach, Amilie (dzięki Zoili z bloga Czasami kosmetycznie, która tego podkładu nie polubiła - klik), oraz własnorobnego podkładu mineralnego z Kolorówki. Od niedawna mam też styczność z Era minerals dzięki odsypce od Patrycji z bloga Skleping mode: ON (dziękuję :)) Być może moje odczucia zmienią się, gdy przetestuję więcej formuł różnych firm - podkład podkładowi nierówny :) Mam też róże mineralne AM w prawie wszystkich odcieniach (prócz Coral) oraz ich wszystkie korektory (Light, Medium, Dark). 



Zalety:
  • przede wszystkim - podkłady mineralne (te prawdziwie mineralne, a nie minerałopodobne z drogerii, które obok minerałów nigdy nie stały) mają genialny, naturalny skład, który nie tylko nie powinien szkodzić skórze, ale świetnie nadaje się dla skóry trądzikowej -  tlenek cynku łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie, pomaga skórze trądzikowej, wraz z dwutlenkiem tytanu są naturalnymi filtrami UV (producent AM pisze na stronie, że SPF15) i mają właściwości antybakteryjne. Czytałam niejedną analizę składu podkładów drogeryjnych i to, co w nich siedzi, to jakiś koszmar, prawie cała tablica Mendelejewa :( Oczywiście trochę przesadzam, bo gdyby było aż tak źle, to nie zostałyby dopuszczone do obrotu, ale jednak można im wiele zarzucić... Podkład mineralny to genialna alternatywa na co dzień.
  • produkty mineralne nie powinny zapychać oraz uczulać - właśnie ze względu na ten świetny skład, chociaż są to kwestie mocno indywidualne. Skóra może oddychać, nie dusi się pod warstwą podkładu, minerały są po prostu świetne dla alergików i osób z podrażnioną cerą :)
  • podkłady mineralne potrafią naprawdę dobrze kryć - to był dla mnie największy szok, no bo jak to, trochę proszku (prawie jak puder) ma zakryć moje przebarwienia? Myślałam, że nic nie może się równać z podkładem drogeryjnym, a tu miłe zaskoczenie :) Oczywiście wszystko zależy od podkładu, znajdą się te bardziej i mniej kryjące, a także od sposobu aplikacji i rodzaju pędzla (to naprawdę ma duże znaczenie i planuję napisać o tym posta w przyszłości bo to kolejny temat rzeka :)) Dzięki temu kryciu minerały nadają się dla każdego, nie tylko dla osób, które potrzebują jedynie ujednolicenia kolorytu :))
  • korektory mineralne kryją rewelacyjnie, ale niestety jak na razie nie udało mi się dobrać odpowiedniego odcienia do mojej skóry, będę szukać dalej. Okazuje się, że to jednak nie stanowi problemu, bo odrobina podkładu nałożona punktowo zdecydowanie zwiększa krycie - to tak jakby kolejna warstwa w jednym miejscu, a do tego brak różnicy kolorystycznej - rewelacja :)
  • dobrze dobrany podkład mineralny jest równie trwały, co podkład drogeryjny, a może nawet być trwalszy ;))
  • dobrze dobrane i nałożone podkłady mineralne wyglądają bardzo naturalnie na skórze - taka lepsza wersja skóry naturalnej, bez efektu szpachli, jak to często z płynnymi bywa! Czuję się wówczas bardzo komfortowo - nie trzeba nosić na skórze kilograma tapety, a wyglądam jakbym naturalnie miała ładniejszą buzię :)) Warunkiem jest tu przede wszystkim właściwy dobór podkładu, metody aplikacji (ale o tym innym razem) no i nakładanie cienkich warstw. Lepiej kilka cienkich niż jedna gruba :)
  • produkty mineralne są coraz lepiej dostępne - jeszcze kilka lat temu trzeba by było je sprowadzać z zagranicy, a obecnie można je już bez problemu kupić w wielu sklepach internetowych
  • nie wszystkie są drogie - tak myślałam na początku, ale biorąc pod uwagę stosunek ich wydajności do ceny, to naprawdę wychodzi to korzystnie. Na przykład takie Annabelle Minerals - 34,90 zł/4g, 59,90 zł/10g, duże opakowanie powinno wystarczyć nawet na pół roku! Amilie 35,90 zł/5g, Lily Lolo 69,90 zł/10g, 
  • istnieje bardzo szeroki wybór firm, więc każdy znajdzie coś dla siebie - oprócz tych, z którymi miałam styczność, czyli Annabelle Minerals, Amilie, Kolorówka i odrobinę Era minerals, mamy też bardzo znane Lily Lolo (planuję niedługo się zapoznać bliżej z LL;)), Everyday Minerals, Neauty, Earthnicity, Pixie, Meow (te akurat gorzej dostępne)... i wiele innych :) 
  • firmy dbają o szeroką gamę kolorystyczną - każdy może znaleźć swój odcień idealny, począwszy od tonów żółtych, beżowych, oliwkowych, przez różowe aż do pomarańczowych ;) Nawet osoby z naprawdę bladą skórą znajdą coś dla siebie, co przecież w podkładach drogeryjnych wcale nie jest takie proste! :) Niestety producenci podkładów płynnych chyba myślą, że Polki mają ciemną karnację :P
  • dodatkowo, firmy oferują możliwość zakupu próbek, dzięki czemu nie trzeba marnować pieniędzy na pełnowymiarowy produkt, który okaże się niewypałem - wystarczy zamówić kilka próbek w różnych formułach i zawsze da się coś dobrać  :)
  • nawet jeżeli coś w odcieniu nie pasuje, zawsze można... zmieszać dwa podkłady ze sobą, żeby uzyskać swój odcień idealny :))
  • istnieją różne formuły do różnych rodzajów cery - na przykład Annabelle Minerals posiada trzy formuły: matującą, kryjącą i rozświetlającą. Do wyboru, do koloru.
  • minerały mają długi termin ważności - Red Lipstick Monster w swoim filmiku (klik) podaje, że prawidłowo przechowywane minerały, nie mające styczności na przykład z naszym naskórkiem (tylko wysypujemy na pokrywkę i nic więcej, nie dotykamy ich bezpośrednio) nie są pożywką dla bakterii, więc są długowieczne ;) Tego akurat nie mogłam sprawdzić empirycznie z przyczyn wiadomych, ale Ewa jest moim zdaniem rzetelnym źródłem informacji, więc wierzę w to, co mówi :) Przepisy wymagają, żeby produkty miały podany termin ważności, ale jeżeli będziemy się prawidłowo obchodzić z naszymi minerałkami, to można na ten termin spojrzeć z przymrużeniem oka
  • o tym, że podkład mineralny jest wydajny wspominałam przy okazji ceny, ale muszę tu również wspomnieć osobno, że róże mineralne to najbardziej wydajny kosmetyk, jaki znam! Opakowanie 4g jest dla mnie nie do zużycia (szczególnie, że nie trzymam się jednego odcienia różu, tylko używam kilku naprzemiennie), więc najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby kupowanie na spółkę z koleżanką, ale raczej będą bitwy o to, która będzie miała opakowanie, a która odsypkę :D Róże mam tylko z AM, ale polubiłam je taaaaak bardzo, że na razie nie planuję zdrady - rewelacyjna pigmentacja, trwałość, świetne kolory... Po prostu uwielbiam, spełniają wszystkie moje oczekiwania :)
  • edit: dodano o 20:05 - SexiChic w komentarzu wspomniała o jeszcze jednej, bardzo ważnej kwestii - bardzo łatwo da się kupić gotowe bazy kolorystyczne i pigmenty, dzięki którym możemy ocieplić/ochłodzić podkład, trochę go rozjaśnić lub przyciemnić :) Są niedrogie i znajdziecie je również na Kolorówce :) Z doświadczenia jednak wiem, że z Color Blendami należy obchodzić się ostrożnie - mocno zmieniają kolor, więc dodajemy ich tylko odrobinkę ;))


Wady:
  • aplikacja podkładu mineralnego trwa znacznie dłużej, niż płynnego - wszystko bierze się z wieloetapowego działania - najpierw trzeba wysypać na pokrywkę, obtoczyć pędzel, strzepać nadmiar proszku, nałożyć cieniutką warstwę na skórę (ja wysypuję najpierw trochę na jedną połowę twarzy, a potem trochę na drugą połowę twarzy, więc wszystkie czynności x2), a następnie powtarzać wszystko aż do uzyskania pożądanego efektu. Ja nakładam 1 warstwę na całą twarz, a potem dokładam drugą wszędzie poza czołem, gdzie nie potrzebuję dużego krycia. To wszystko zajmuje znacznie więcej czasu niż podkład płynny. A jeżeli dodamy jeszcze do tego róż mineralny i korektor mineralny, no to trzeba się liczyć z tym, że samo umalowanie twarzy zajmie ładną chwilę
  • stanowisko malarskie ( ;)) ) lubi się brudzić przy minerałach. Fakt, są metody, żeby to zminimalizować (strzepywanie nadmiaru proszku, ostukanie pędzla o np. stolik włosiem do góry, żeby podkład wszedł mocniej we włosie i nie pylił na boki), ale ja mam rano taki tryb zombie, że minerały zawsze kończą się choćby odrobiną proszku na biurku - a ponieważ mam ciemne, tym bardziej mnie to denerwuje :D Bądź co bądź to są proszki i należy się z tym liczyć. Dlatego też maluję się w piżamie, a nie w ubraniach "do wyjścia", żeby nie wpadać rano w panikę "bo już muszę wyjść, skm mi zaraz odjedzie, a właśnie się pobrudziłam"
  • podkład mineralny ma postać proszku i niestety każdy, z którym miałam styczność, w większym lub mniejszym stopniu podkreśla suche skórki - pielęgnacja przy minerałach to podstawa. Dobry krem (u mnie filtr Vichy - link do recenzji) pod minerały i spryskanie twarzy np. hydrolatem lub wodą termalną po aplikacji zmniejszają tą suchość, ale jednak jest ona obecna. Podczas kwasowej wylinki znacznie lepiej wyglądają podkłady płynne, które te skórki "przyklepują/ulizują", ale gdzie tu sens? Złuszczać skórę, dbać o nią, żeby zaraz jej dostarczyć dawki całej zawartości tablicy Mendelejewa...
  • "obsługa" minerałów zajmuje trochę czasu, zanim się ich nauczymy - przy aplikacji minerałów ma znaczenie WSZYSTKO ;) To, w jakim stanie jest nasza cera, co nałożymy pod spód (jaki krem), czy spryskamy je hydrolatem/wodą termalną na koniec, czy nałożymy je na sucho czy na mokro, jakiego pędzla użyjemy - o jakim kształcie włosia (flat top/kabuki), czy będzie ono bardziej lub mniej zwarte... To wszystko powoduje, że konfiguracja możliwości jest ogromna, a wypracowanie własnego sposobu, żeby minerały wyglądały najlepiej, zajmuje sporo czasu. To po prostu ciągła metoda prób i błędów, nic innego. A jak jeszcze dojdą do tego inne formuły, które lubią się trochę inaczej zachowywać, to o matko :)))
  • konieczność zamawiania minerałów online może być problematyczna - fakt, wybór kolorystyczny jest ogromny, a firmy udostępniają możliwość zamówienia próbek, ale dobieranie koloru zza monitora zawsze będzie trudniejsze niż na żywo, więc może się okazać, że i tak nic nie pasuje nam aż tak dobrze i trzeba zamawiać dalej... I potem leży w szufladzie milion próbek w różnych odcieniach i różnych formułach :D Do tego dochodzą również koszty przesyłki.
  • źle dobrany lub za grubo nałożony podkład lubi się warzyć, na przykład wersja kryjąca AM ma ku temu spore skłonności, zaś matująca już nie. Ale za grubo nałożony podkład zawsze będzie wyglądał źle, więc umiar to podstawa - tylko cienkie warstwy!

Podsumowując, produkty mineralne mają zarówno zalety, jak i wady, dlatego częste używanie minerałów tak czy siak nie wykluczyło u mnie sporadycznego sięgania po produkty drogeryjne. Mimo wspaniałego składu i dobrego krycia, jeszcze żadne minerały nie dały u mnie tak "Photoshopowego" krycia i wygładzenia skóry, jak na przykład Revlon Colorstay, więc ten z całą pewnością pozostanie stałym elementem mojej kosmetyczki. Sięgam po niego głównie na większe wyjścia, kiedy chcę wyglądać w 100% dobrze od rana do wieczora. Minerały zaś są dla mnie idealnym rozwiązaniem na co dzień - żeby nie katować nadmiernie skóry i nie chodzić codziennie ze "szpachlą" na twarzy, lepiej wyglądać naturalnie :)) Problematyczne było dla mnie długie dochodzenie do ulubionej metody aplikacji i znalezienie odpowiedniego odcienia, ale o tym planuję napisać szerzej innym razem. Teraz już mniej więcej wiem, co lubi moja skóra, więc mogę się w pełni cieszyć minerałkami :))

Przydatne linki:
Lubicie produkty mineralne? Jakiej firmy?

A może Wam przez myśl jeszcze inne wady i zalety, o których nie wspomniałam...?
Dajcie znać w komentarzach :)

FanPage bloga - podejście drugie

środa, 21 stycznia 2015

FanPage bloga - podejście drugie

Już długi czas temu założyłam FanPage tego bloga. Założeniem było informowanie o nowych postach, udzielanie się na innych stronach z profilu blogowego, a nie prywatnego - szczególnie dlatego, że z mojego otoczenia mało osób wie o prowadzeniu bloga ;) "Lubienie" i komentowanie niektórych miejsc mogłoby się wiązać z ujawnieniem tego. Niestety tamten FanPage umarł śmiercią naturalną - zabrakło mi systematyczności do ciągłego przelogowywania się na inne konto (założyłam go na osobnym adresie e-mail) i publikowania postów. Jeżeli nie mam czegoś "pod ręką" to o tym zapominam - to tyczy się nie tylko prowadzenia FanPage ;) Gdy zależy mi na systematycznym używaniu czegoś - musi stać na widoku. 

Niestety im więcej czasu upływa, tym bardziej doskwiera mi jego brak - chciałabym się gdzieś poudzielać z profilu blogowego, a takie ciągłe przelogowywanie się jest bardzo niewygodne. Ponieważ ostatnio mój profil prywatny został wyczyszczony z pewnych przyczyn, podpięłam pod niego FanPage mojego bloga - teraz nie muszę się przelogowywać i mam wszystko pod ręką, ciągle online :) 

W związku z tym - przywracam działalność FanPage, tym razem NAPRAWDĘ postaram się zadbać o jego rozwój i regularność w publikacjach, a Was zachęcam do polubienia, jeżeli macie na to ochotę :)

Likebox znajdziecie również w wersji mini pod obserwatorami ;)
Przepraszam za zamieszanie i pozdrawiam Was ciepło :)
Calcium Pantothenicum - bardzo pomógł na wypadanie włosów :)

wtorek, 20 stycznia 2015

Calcium Pantothenicum - bardzo pomógł na wypadanie włosów :)

Wypadające włosy to zmora wielu kobiet, często nasila się przy zmianie pór roku, choć to kwestia mocno indywidualna. Zauważyłam wzmożone wypadanie włosów jesienią - byłam przerażona, ile ich zostaje na szczotce :/ Nowy Jantar nie przynosił żadnych rezultatów, o czym pisałam TUTAJ, postanowiłam więc sięgnąć po inną formę pomocy - Calcium Pantothenicum, kwas pantotenowy, czyli witamina B5. Skrzyp i pokrzywę zawsze łykam i tak - bo jest już w Acnex (suplement dla skóry trądzikowej), ale nie zauważyłam żeby coś w tym temacie pomagały, więc trzeba było wyciągnąć inną broń ;)

E-naturalne: maska algowa rewitalizująca i olejek z aloesem

sobota, 17 stycznia 2015

E-naturalne: maska algowa rewitalizująca i olejek z aloesem

Dosłownie pół godziny temu zdenkowałam swoje opakowanie maski algowej rewitalizującej z e-naturalne, więc pomyślałam sobie, że to dobra okazja by napisać o niej posta :) Używałam ją samodzielnie oraz z olejkiem z aloesem, więc o nim również co nieco napiszę :)

Alterra, emulsja oczyszczająca Granat BIO

środa, 14 stycznia 2015

Alterra, emulsja oczyszczająca Granat BIO

Jakiś czas temu ta emulsja wstrząsnęła blogosferą - można było o niej przeczytać na wielu blogach, oczywiście w samych superlatywach ;) Przyznam szczerze, że temu nie ulegałam, aż do momentu, w którym mój żel do mycia twarzy sięgał dna (Bielenda Aloes, bardzo go lubiłam) i potrzebowałam czegoś innego, równie łagodnego. Pomyślałam sobie - czemu by nie spróbować Alterry? Wylądowała na mojej liście zakupów i już drugiego dnia była moja ;) Akurat fartem była też w promocji, więc miałam szczęście, że udało mi się ją dorwać (podobno ciągle są po niej puste półki, choć tutaj w Gdyni nie cieszy się aż takim zainteresowaniem ;))



Joanna, seria Oleje Świata

niedziela, 11 stycznia 2015

Joanna, seria Oleje Świata

Trend na olejowanie twarzy, ciała i włosów trwa ;) Firmy doskonale o tym wiedzą, więc na rynku pojawia się coraz więcej tego typu produktów (bardziej lub mniej naturalnych). Czy seria Oleje Świata od Joanny sprawdziła się u mnie? Zapraszam do recenzji :)

Zacznę przyjemniej, a więc od tego, co się u mnie sprawdziło - mowa o olejku do twarzy i ciała z olejem migdałowym:


Zużycia | grudzień 2014

środa, 7 stycznia 2015

Zużycia | grudzień 2014

Dzisiaj miało być coś innego, ale przypomniałam sobie, że nic nie napisałam o zużyciach grudnia! Myślałam, że w tym miesiącu pójdzie mi słabo - bardzo mało miałam czasu dla siebie, ale nie wyszło tak źle.


Tusz Wibo Boom Boom - dla mnie bubel :(

niedziela, 4 stycznia 2015

Tusz Wibo Boom Boom - dla mnie bubel :(

Tusz ten kupiłam w listopadowej promocji wraz z cieniami Silk wear, więc za obie rzeczy zapłaciłam około 10 zł. Cienie również jakością nie powalają, jakoś ujdą w tłumie (ale za to mają piękny fiolet!), ten tusz jest dla mnie jednak jednym wielkim koszmarem :(


Flos Lek, Winter Care - ultraregenerujący balsam do ciała i krem zimowy do rąk i paznokci

czwartek, 1 stycznia 2015

Flos Lek, Winter Care - ultraregenerujący balsam do ciała i krem zimowy do rąk i paznokci

Witajcie w Nowym Roku! Mam nadzieję, że miło spędziłyście Sylwestra :) Z zazdrością wpatrywałam się w Wasze przepiękne propozycje makijażu :) Mam nadzieję, że rok 2015 - zarówno u Was, jak i u mnie - będzie obfitował w regularne notki, same udane kosmetyczne nowości, oby jak najmniej bubli :)

O tym, że skóra zimą domaga się większej dawki pielęgnacji, wspominać chyba nie trzeba :) Co prawda moje ciało nie jest zbyt wymagające, ale skóra dłoni już tak - przesusza się (szczególnie przy kostkach), pęka, a większość kremów (z mocznikiem) strasznie mnie piecze. Jak sprawdziła się ta zimowa seria? Zapraszam do recenzji :)