Róż do policzków Bourjois 33 Lilas D'or

Róż do policzków Bourjois 33 Lilas D'or

Wiem, że wygląda to dziwnie, że za każdym razem mam inne tło do zdjęć, ale czasem korzystam ze zdjęć "archiwalnych", robionych wcześniej (zazwyczaj od nowości), a czasem robię nowe zdjęcia na bieżąco :) Mam nadzieję, że mi to wybaczycie :)

Róż do policzków Bourjois można już bez wątpienia nazwać produktem kultowym. Któż o nim nie pisał, któż się nim nie zachwycał? No ale właśnie, czy aby na pewno są to tak cudowne róże, by do nich wzdychać? Zaraz się przekonamy :)


Depilacja z Byly - kremy i plastry, seria Teens oraz Duo

Depilacja z Byly - kremy i plastry, seria Teens oraz Duo

Byly to hiszpańska firma produkująca kosmetyki do depilacji od 1942 r., jest wiodącym producentem (obok Veet) w Hiszpanii, Grecji, Portugalii i we Włoszech. Do Polski dopiero wchodzi - widziałam już te produkty w Drogeriach Natura. Dziś pragnę Wam przedstawić dwa kremy do depilacji oraz plastry.

Co prawda u nas ta nazwa może brzmieć zabawnie, jak "były", ale oglądając reklamy na YouTubie (z ciekawości jak to się wymawia :P) wszędzie mówili "bili" więc tego się trzymajmy :)

Zacznę od kremów do depilacji, posiadam dwie wersje - Teens oraz Duo


Invisibobble - niby tylko gumka, a wstrząsnęła blogosferą!

Invisibobble - niby tylko gumka, a wstrząsnęła blogosferą!

Gdy na blogach zaczęły się pojawiać gumki Invisibobble, byłam nastawiona bardzo sceptycznie. Po pierwsze nie byłam przekonana, czy taki wygląd gumki mi odpowiada (no jak to, kablem od telefonu związywać włosy? :P), a po drugie powstrzymywała mnie cena - 15 zł za 3 dziwne gumeczki, w dodatku niedostępne stacjonarnie? Nie ma mowy! 

No ale właśnie... ;) Któregoś dnia składałam zamówienie w MintiShop i postanowiłam dorzucić je "przy okazji", choćby z czystej ciekawości, skąd się bierze ich fenomen... No i przepadłam, uwielbiam te gumki :) Choć nie są bez wad, ale o tym za chwilę.


Cleanic, dezodorant w chusteczce (wersja fresh)

Cleanic, dezodorant w chusteczce (wersja fresh)

Przeglądając (w poszukiwaniu inspiracji) katalog zdjęć produktów obfotografowanych już dawno, ale nadal czekających na swoją recenzję, trafiłam na te chusteczki i od razu wiedziałam, że to o nich chcę dziś napisać :) Mowa o dezodorancie w chusteczkach firmy Cleanic. Jest to gadżet, który wylądował w mojej torebce z powodu sytuacji podbramkowej i właśnie w takich chwilach warto po niego sięgnąć :) W dużym skrócie - zaspałam pewnego ważnego dnia (było to w maju lub czerwcu), więc poranny tryb paniki osiągnął 100%, a ogarnianie nastąpiło w trybie ekspresowym. Na szczęście udało się dotrzeć na czas, ale nie zdążyłam nawet użyć antyperspirantu, nie wspominając już o mojej "pięknej", bezmakijażowej facjacie :D Byłam potem jeszcze w Rossmannie po kilka rzeczy i w moje oczy wpadły te chusteczki - stwierdziłam, że to idealny dzień, by ich spróbować :)

Nudziak idealny? Lakier hybrydowy Semilac 138 Perfect Nude

Nudziak idealny? Lakier hybrydowy Semilac 138 Perfect Nude

Słowem wstępu...

Lakiery i cała okołopaznokciowa tematyka pojawia się na moim blogu baaaaaaardzo rzadko. Przyczyna jest bardzo prosta - nienawidzę malować paznokci ;) Oprócz tego nie lubię ich kształtu w moim przypadku - każdy jest inny, a płytka krótka, więc nawet przy długich paznokciach wygląda na krótką :/ Lubię mieć je pomalowane, ale nie lubię tego robić. Być może bierze się to stąd, że generalnie do wszelkich prac manualnych, DIY i innych technicznych aspektów mam dwie lewe ręce (nic mi nie wychodzi i nie sprawia mi żadnej przyjemności), więc i tym nie lubię się zajmować. Są osoby, które mogą zmieniać kolor na paznokciach codziennie, ale dla mnie to syzyfowa praca :) Sterczeć nad paznokciami dobre pół godziny, odsuwać skórki, malować, położyć się spać, rano obudzić z pięknymi wzorkami z kołdry, a wieczorem przy zmywaniu zobaczyć pierwsze odpryski, więc trzeba ponowić te kroki... Nieeee, to stanowczo nie dla mnie. 

Jest jednak coś z tematyki paznokciowej, co mnie w sobie totalnie rozkochało - a gdyby mi ktoś powiedział jeszcze w zeszłym roku, że moim ulubieńcem stanie się coś do paznokci, to bym parsknęła śmiechem. Są to lakiery hybrydowe Semilac, które uwieeeeelbiam!

Manicure hybrydowy to dla mnie wybawienie. Pół godzinki i mam paznokcie z głowy na pół miesiąca (po 2 tygodniach ściągam z powodu odrostu). Można zmywać, sprzątać, gotować, NIC się z lakierem nie stanie, wygląda jak świeżo pomalowany i błyszczy do samego końca!!

No i do rzeczy :)


Dziś chcę Wam pokazać mojego najmłodszego Semilaca - bardzo uroczego nudziaka nr 138 Perfect Nude. Nie do końca jestem przekonana co do tego, że jest to nudziak idealny, ale z całą pewnością (w moim odczuciu) bardzo ładny. Byłabym ciut bardziej zadowolona, gdyby był mniej brązowy, a bardziej ciepło-beżowy. Ale i tak go lubię :)



Na zdjęciach mam bazę Semilac + 2 warstwy 138 Perfect Nude + top Semilac.

Lakier ma w sobie zatopione maaaluteńkie drobinki, które połyskują dopiero w słońcu - bez padającego bezpośrednio na paznokcie światła kompletnie tego nie widać. Starałam się to uwiecznić, ale chyba tylko na kciuku coś widać :)



Jakość oczywiście świetna, jak na Semilac przystało. Lakier trzyma się aż do ściągnięcia - ja to robię po dwóch tygodniach tylko ze względu na widoczny odrost. Jestem bardzo zadowolona, obecnie mam 5 kolorów i wszystkie uwielbiam, a ciągle mam ochotę na więcej :) Na pewno będę je Wam stopniowo pokazywać :)



Też uległyście hybrydom? 
Starting Over TAG - top kosmetyki do makijażu - same perełki :)

Starting Over TAG - top kosmetyki do makijażu - same perełki :)

Zazwyczaj nie robię TAGów, nie przepadam za nimi, gdyż w większości dotyczą życia prywatnego. Nie o wszystkim chcę mówić, ale też nie o wszystkim chcę czytać (wolę posty typowo urodowe), więc rzadko kiedy odwiedzam posty z TAGów ;) Ale ten dotyczy ściśle kosmetyków do makijażu, przeczytałam go u Optymistycznej (KLIK) i spodobał mi się na tyle bardzo, że zrobiłam go z ogromną przyjemnością i również tak samo chętnie przeczytam Wasze TAGi! :) 

TAG polega na opublikowaniu 10 kosmetyków do makijażu, które kupiłybyśmy w pierwszej kolejności, gdybyśmy straciły caaaaaałą naszą kosmetyczkę (brzmi jak najgorszy koszmar :D) :) Czyli po prostu takie perełki, bez których nie możemy się obyć :D Niestety nie udało mi się zmieścić w liczbie 10, w moim wydaniu będzie to 15 kosmetyków. Bardzo chciałam się regulaminowo zmieścić, wyciągnęłam przed siebie gromadkę ulubieńców i drogą eliminacji pozbywałam się aż do liczby 10. Ale ciągle czułam niedosyt "ale jak to, przecież nie może zabraknąć tego i tego!" więc ostatecznie zmieściłam się w liczbie 15 :D Mam nadzieję, że przymkniecie na to oko :)

Podeszłam do tematu na tej zasadzie, że gdyby brakowało mi wszystkiego, potrzebowałabym po (przynajmniej) jednym produkcie z każdej kategorii.

TWARZ:


Jako podkład, niewątpliwie wybrałabym Annabelle Minerals w formule matującej (tutaj: Sunny Fairest, zimą podejrzewam że sięgnę po posiadany również Sunny Cream). Po pierwsze dlatego, że na próżno mi szukać odpowiedniego odcienia w drogerii (wszystko takie ciemne albo różowe...), ale po drugie również dlatego, że minerałki AM bardzo dobrze mi służą i mają naturalny skład :)

Jeśli podkład, to i puder - ostatnio moim ulubionym jest Kryolan, anti-shine powder. Jest to transparentny puder ryżowy, który naprawdę bardzo polubiłam. Najbardziej za to, że trzyma mat najdłużej ze wszystkich znanych mi pudrów. Co prawda tuż przy przypudrowaniu efekt matu jest oszałamiający, wręcz płaski, ale nie ma problemu - wystarczy spryskać twarz wodą termalną/wodą różaną i znika ta przesadna pudrowość. A nawet jeśli nie spryskam, to i tak pierwsza fala sebum i wszystko wygląda normalnie :D 

Na cienie pod oczami polubiłam korektor Astor Perfect Stay. Ma bardzo jasny odcień (001 Ivory), ładnie rozświetla i dość dobrze kryje (choć na pewno nie jest to full cover ;)). Lubię go za wykończenie - jest dość mokry (to da się przypudrować), nie daje efektu zasychającej skorupy pod oczami, jak to czasem bywa. Nie wysusza też skóry pod oczami. 

Nie wyobrażam sobie makijażu twarzy bez różu, nawet na wyjeździe, na przypudrowany filtr musiałam nałożyć odrobinkę różu, bez tego twarz wydaje się taka bez życia... Wybrałam AM w odcieniu Romantic - idealny, zgaszony odcień dla mojej bardzo bladej cery, nie da się zrobić nim krzywdy, choć u osób z ciemniejszą karnacją może być kompletnie niewidoczny. Trwały, dobrze napigmentowany i piękny!

Mogłabym się za to obyć bez bronzera, choć lubię makijaż z jego użyciem. Moim ulubieńcem jest Kobo w odcieniu Sahara Sand - jasny, zgaszony odcień brązu, świetnie się nakłada i rozciera, trwałość bez zarzutu. Przebił The Balm Bahama mama, głównie odcieniem :)

Rozświetlacz to również wariant opcjonalny, ale makijaż z jego użyciem od razu wygląda tak promiennie :) Moim ulubionym stał się My Secret, Face Illuminator - w pięknym, ciepłym odcieniu, bez wędrujących drobinek. Wygląda bardzo subtelnie i świeżo!


OCZY:


Moją ulubioną i niezastąpioną do tej pory bazą pod cienie jest Hean, Stay on. Ilekroć ją zdradziłam, zawsze żałowałam zakupu ;) Ale to się może niedługo zmienić - mam dwa nowe nabytki do przetestowania, więc kto wie...? Hean ma przyjemną, masełkowatą konsystencję, wspaniale podbija kolor cieni i sprawia, że trzymają się u mnie naprawdę cały dzień bez rolowania. Najulubieńsza, w dodatku tania i o ogromnej pojemności nie do zużycia - poprzedni słoiczek wylądował koszu z racji upływu terminu ważności, nie udało mi się jej zdenkować :) 

Największy dylemat w tym rankingu miałam pod względem cieni do powiek. Umieścić jakąś paletkę (Makeup Revolution? Freedom? Sleek?), którą można wyczarować różnorodne makijaże, czy jednak 2 sprawdzone cienie, po które sięgam ostatnio zdecydowanie najczęściej? Wybrałam tę drugą opcję :) Najczęściej sięgam ostatnio po Annabelle Minerals Vanilla oraz Chocolate - mam próbki 1g, które przesypałam do słoiczków z sitkiem z Kolorówki. Są bardzo napigmentowane, więc malowanie w pośpiechu odpada, łatwo o plamy, trzeba się przyłożyć do blendowania (i koniecznie na zmatowioną bazę). Ale za to mają bardzo ładne kolory (szkoda, że z drobinkami, nie są to maty!) i bardzo dobrą trwałość. Nie są to dla mnie cienie idealne, ale ostatnio mam na nie fazę, mam nadzieję, że mnie rozumiecie :D Marzy mi się jeszcze odcień Cappuccino i na pewno prędzej czy później go sobie sprawię ;)

Niezastąpionym eyelinerem od lat jest Wibo. W międzyczasie spróbowałam wielu formuł (kałamarze z pędzelkiem/gąbeczką, pisaki, eyelinery w żelu), ale tylko przy Wibo wiem, że kupię ponownie na 100%. Nie jest wodoodporny, ale dostatecznie trwały, żeby wytrzymać cały dzień w sprzyjających warunkach atmosferycznych. Ma baaaardzo wygodny, dość sztywny pędzelek (jak na pędzelek :P) i dostatecznie nasycony, czarny kolor. A w jednej z niesieciowych drogerii w małym mieście widziałam go za... 3 złote!!! Czego chcieć więcej? Nie jest ideałem, ale za tą cenę warto!

Uwielbiam cielistą kredkę na linii wodnej, obecnie sięgam po Oriflame Kohl Pencil. Bardzo ładnie odświeża spojrzenie, sprawia że oczy wyglądają na wypoczęte. Mam też "cielaczka" Rimmel Exaggerate, ale jest strasznie ciemny, wygląda pomarańczowo i nienaturalnie :( Polećcie mi proszę jakąś cielistą kredkę w jasnym, beżowo-żółtym odcieniu!

Najświeższym nabytkiem z tej gromadki jest żel do brwi L'Oreal Brow Artist Plumper. Niemniej jednak skradł moje serce na tyle, że Wibo i Catrice trzymam już chyba tylko dla swatchy :) Mam zarówno wersję barwioną (medium/dark - chłodny, choć trochę za ciemny dla mnie), jak i od niedawna transparentną. Ma małą, mega wygodną szczoteczkę, wspaniale ujarzmia i utrwala, a wersja barwiona wychwytuje każdy najmniejszy włosek, dzięki czemu brwi wydają się znacznie gęstsze! 

Niesamowitym zaskoczeniem okazał się dla mnie tusz do rzęs Maybelline Lash Sensational. Z tuszami Maybelline moja przygoda bywała różna, zazwyczaj zła lub bardzo zła, czasem dość dobra :) Ten tusz totalnie skradł moje serce - jest fantastycznej jakości, ani trochę się nie kruszy, nie rozmazuje (tak jak mają w zwyczaju tanie tusze), a oprócz tego szczoteczka świetnie rozdziela rzęsy i fantastycznie je wyciąga w górę, są super podkręcone! Jedyny minus jest taki, że dłuuuugo był zbyt mokry by go używać.

Znalazło się tu dwóch ulubieńców do ust - wersja matowa i błyszcząca :) Matowym ulubieńcem do ust okazała się pomadka Bourjois Rouge Edition Velvet w naturalnym, jasnym odcieniu Don't pink of it (mam ją na ustach na zdjęciu w pasku bocznym bloga). Wygląda elegancko, naturalnie, niewyzywająco, a oprócz tego jest piekielnie trwała :) Wymaga jednak dobrze wypielęgnowanych ust, a z tym bywa u mnie różnie, wysychają na potęgę. Błyszczącym ulubieńcem okazał się upiększający balsam do ust Catrice - zawsze mam go w torebce, szczególnie odcień 030 Cake Pop (mam wszystkie i wszystkie lubię, ale ten najbardziej) - ładny, subtelnie różowy kolor który rozprowadza się równomiernie, połysk na ustach i walory pielęgnujące. Trwałość nie powala, ale i tak jestem na tak :)

I to już wszystko z ulubieńców, myślę że taki zestaw by mnie zadowolił na start po utracie wszystkiego, choć myślę że rozpaczałabym miesiącami, gdyby mnie dopadło takie nieszczęście :D

Dajcie znać, czy miałyście coś z moich ulubieńców i czy podzielacie moje zachwyty :)
Chętnie też przeczytam, bez jakich kosmetyków Wy nie mogłybyście się obejść! :)


Do TAGu zapraszam wszystkie osoby, które mają ochotę go zrobić :)
Filtry SPF50 - emulsja Lirene czy Pharmaceris hydrolipidowy?

Filtry SPF50 - emulsja Lirene czy Pharmaceris hydrolipidowy?

Zdaję sobie sprawę z tego, że temat filtrów przeciwsłonecznych po wakacjach dla większości osób odchodzi w niepamięć ;) Ale jest też sporo osób, które z różnych względów chcą lub muszą filtrować się cały rok - w tym ja. Filtruję się z powodu przebarwień na twarzy, z którymi wciąż walczę, ale również dlatego, że mam już za sobą 2 peelingi kwasem glikolowym, więc tym bardziej muszę tego pilnować. Dlatego mam nadzieję, że ten post się komuś przyda nawet teraz, po sezonie, albo chociaż zanotujecie w pamięci te wrażenia przed przyszłymi wakacjami :)


Nie jest tajemnicą, że Pharmaceris i Lirene to dwie marki tego samego producenta (Laboraturium Kosmetyczne Dr Irena Eris). W związku z tym możliwe są pewne podobieństwa między nimi, w tym przypadku uderzająco podobny jest skład, który różni się naprawdę nieznacznie!!! Mimo to, formuły tych kremów różnią się odczuwalnie, więc nie jestem w stanie ich wrzucić "do jednego worka", zrecenzować zbiorczo i napisać, że to to samo ;)

Chciałabym tu jeszcze dodać na wstępie, że moje odczucia różnią się od dotychczasowo przeczytanych recenzji na innych blogach, mam nadzieję że nie spowoduje to u Was mętliku w głowie "to co jest w końcu prawdą?!", lecz skłoni do wypróbowania na własnej skórze co i jak :) U mnie te filtry sprawdziły się po prostu inaczej, być może to kwestia innego rodzaju cery.

Zdjęcia były robione innego dnia, stąd różnica w temperaturze kolorów - takie uroki polegania na świetle dziennym :) Nadal zbieram na lampę pierścieniową, mam nadzieję, że w końcu uda mi się to spełnić.
Ecotools, pędzel do pudru chowany w metalowym etui (retractable kabuki)

Ecotools, pędzel do pudru chowany w metalowym etui (retractable kabuki)

Przypudrowanie noska w ciągu dnia to nie taka prosta sprawa, jak mogłoby się wydawać :) Puder sypki (a taki jest mój ulubiony Kryolan Anti Shine) do torebki się nie nadaje, więc trzeba zaopatrzyć się w prasowany (obecnie króluje Essence transparentny, o którym pisałam TUTAJ). Do tego trzeba jeszcze wziąć pędzel (ewentualnie puszek, ale za tymi nie przepadam), no ale jak go transportować, żeby go nie zniszczyć? Do tej pory posiłkowałam się foliowymi etui, które są czasem dołączane do pędzli bądź... ciasnym woreczkiem strunowym, który zapobiegał zniszczeniu włosia. Jest to jednak rozwiązanie prowizoryczne, raczej tymczasowe niż stałe ;) Miałam kiedyś pędzel chowany w metalowym etui, pochodził bodajże z Avonu, ale z upływem czasu zrobiła się z niego taaaaaka szczotka, że bardziej przypominał pędzel do drapania niż do pudru :D Co tu dużo mówić, był fatalny i już dawno temu wylądował w śmietniku. Ciąąągle jednak chodził mi po głowie bohater dzisiejszej notki. Mam 3 pędzle Ecotools (do pudru, do różu i języczkowy do cieni) i żadnemu z nich nie mogę niczego zarzucić, są naprawdę w porządku. Wierzyłam więc, że i ten nie okaże się lichy. Powstrzymywała mnie jednak cena - ok. 35-45 zł, w zależności od sklepu. Dość sporo, ale po kilku miesiącach dumania, wreszcie dorzuciłam go do koszyka na ezebra (najtaniej spośród polskich sklepów). I wiecie co? To była świetna decyzja!!

Eyeliner w pisaku Eveline Professional Art Make-up ultra lasting formula 24h

Eyeliner w pisaku Eveline Professional Art Make-up ultra lasting formula 24h

Dziś nie będzie pochlebnie, a mowa o eyelinerze w pisaku Eveline Professional Art Make-up ultra lasting formula 24h w odcieniu Deep Black. Celowo wymieniłam tu całą nazwę, bo ani to professional, ani ultra lasting, na pewno nie 24h i na pewno nie Deep Black. Cała ta nazwa jest absolutnym zaprzeczeniem tego, co otrzymujemy, kupując ten eyeliner. I właściwie na tym mogłaby się skończyć ta recenzja bo wszystko już napisałam :D Ten post pewnie niektórych zaskoczy, bo eyeliner zbiera dużo dobrych recenzji, niestety u mnie się nie sprawdził w ogóle. 

Maska do włosów Kallos Vanilla

Maska do włosów Kallos Vanilla

Jak dotąd miałam styczność z zaledwie trzema Kallosami, czwarty czeka w kolejce. Na razie żadna z tych masek mnie nie zachwyciła jakoś szczególnie, choć żadna z nich nie okazała się również bublem. Są po prostu w porządku - jedne lepsze, inne gorsze, ale generalnie w porządku. Bohater dzisiejszej notki niestety nie znajdzie się u mnie ponownie, zaraz się dowiecie dlaczego :)


Maybelline Lash Sensational tusz wodoodporny

Maybelline Lash Sensational tusz wodoodporny

Teoretycznie post nie w porę, bo wakacje mają się ku końcowi, a tusze wodoodporne rozchwytywane są raczej w sezonie letnim, ale niedługo nadejdzie deszczowa jesień, potem doskwierać będą śnieżyce (pocieszające, prawda?) , więc okazji do rozmazania tuszu będzie jeszcze wiele i być może komuś się to przyda :D

Tuszu używałam już przed wyjazdem, ale podczas wyjazdu towarzyszył mi codziennie przez miesiąc, także sytuacja podobna, jak w przypadku świeżo recenzowanej kredki Catrice.


Kredka do brwi Catrice Eyebrow Stylist 20 Date With Ash-ton

Kredka do brwi Catrice Eyebrow Stylist 20 Date With Ash-ton

Witam Was ciepło po powrocie! Niestety tym razem wyjazd nie okazał się w pełni udany, o czym wciąż dotkliwie przypomina mi moja noga i nadgarstek. Mieliśmy wypadek, trochę się potłukliśmy, do pełni sił jeszcze mi trochę brakuje... No ale nic, cieszę się, że jestem już w domu i wracam do Was z recenzją. Już prawie udało mi się odgrzebać skrzynkę i wiadomości, jeśli jeszcze Wam na coś nie odpisałam, to proszę o jeszcze odrobinę cierpliwości - miesiąc poza domem to naprawdę dużo :) 

Będąc jeszcze w domu używałam tej kredki raczej sporadycznie, ale z konieczności minimalizacji bagażu zabrałam ją ze sobą na wyjazd (żeby nie brać osobno cieni, pędzelka, żelu do brwi, spiralki itd.) - wystarczyła mi w zupełności. Towarzyszyła mi dzień w dzień przez miesiąc w skrajnych temperaturach, więc mam już o niej wyrobione zdanie w 100%, teraz pewnie znowu będę po nią sięgać sporadycznie :P Zaraz dowiecie się dlaczego.

Copyright © 2016 BASIA-BLOG.pl , Blogger