Vita Liberata, samoopalająca pianka (Fabolous Self Tan Mousse Medium)

Vita Liberata, samoopalająca pianka (Fabolous Self Tan Mousse Medium)

Na mojej twarzy zawsze pojawia się uśmiech, gdy widzę na blogach kolejną recenzję Vita Liberata. Powiem szczerze, że nie spotkałam się jeszcze z żadną negatywną opinią i choć osoby, które nigdy nie próbowały tych produktów mogą niesłusznie pomyśleć "dostały, to chwalą!", to ja dokładnie wiem, skąd się biorą te pozytywne recenzje - bo te produkty są po prostu świetne. Uwierzcie mi. Na początku wydawało mi się - "matko, liczba trzycyfrowa za samoopalacz, w życiu nie dałabym tyle!!", ale wystarczyło spróbować (recenzja mojej pierwszej pianki Vita Liberata TUTAJ - ta jest moją drugą), by przekonać się, że ta cena bierze się po prostu z bardzo wysokiej jakości. Pianki samoopalające nijak mają się do popularnych balsamów brązujących/samoopalaczy, a miałam styczność z wieloma - SunOzon, Lirene, Dove, Garnier, Johnson's, Nivea... O czymś na pewno jeszcze zapomniałam ;) Więc na brak porównania narzekać nie mogę, choć ciężko porównywać produkty Vita Liberata do tych popularnych balsamów - bo to jak niebo, a ziemia.


Odżywka do włosów Garnier Oleo Repair

Odżywka do włosów Garnier Oleo Repair

Osoby, które śledzą mojego bloga dłużej pewnie pamiętają już, że moim odżywkowym ideałem jest Garnier Goodbye Damage - rozpływałam się nad nią TUTAJ, a od tamtej pory w każdej możliwej recenzji odżywki/maski do włosów jest dla mnie idealnym punktem odniesienia (i jak na razie żaden produkt jej nie przebił!). O tym, jak bardzo ją uwielbiam, świadczyć może fakt, że odkąd spróbowałam jej po raz pierwszy - nie było dnia, kiedy by mi jej zabrakło. Zawsze muszę mieć kolejną tubkę w zapasie, a obecnie mam dwie. I choć na co dzień sięgam po Kallosy ze względów ekonomicznych (włosy do pasa = zużywanie odżywek litrami), to odżywka Garnier GD jest dla mnie produktem już tak sprawdzonym, że zawsze przed ważnym wyjściem sięgam właśnie po nią, bo już totalnie wiem, czego się spodziewać. Jest też dla mnie pierwszą pomocą gdy widzę, że moje włosy potrzebują zastrzyku odżywienia. Od jakiegoś czasu czytałam jednak również pozytywne opinie o wersji Oleo Repair i postanowiłam się przekonać, czy jest równie dobra :)


Dzień Darmowej Dostawy 2015

Dzień Darmowej Dostawy 2015

Już za tydzień Dzień Darmowej Dostawy :) Jest to doskonała okazja, by zrobić przedświąteczne zakupy, a dla osób, którym nie udało się skorzystać z promocji -49% w Rossmannie - na nadrobienie braków bez ponoszenia kosztów przesyłki, gdyż ceny w drogeriach internetowych bywają zbliżone do tych promocyjnych.


EOS Summer fruit

EOS Summer fruit

O tym uroczym jajeczku mogłyście już przeczytać w ulubieńcach października (KLIK). Pisałam tam również, że byłam do niego uprzedzona z góry - naczytałam się wcześniej, że słabo działa, że nie jest warte swojej ceny. I po raz kolejny sprawdza się reguła, że co osoba, to inne odczucia, gdyż ja to jajeczko bardzo polubiłam ;)


Konkurs - wygraj zestaw kremów pod oczy Floslek Eye Care Expert (do 19.12.2015)

Konkurs - wygraj zestaw kremów pod oczy Floslek Eye Care Expert (do 19.12.2015)

Witam Was serdecznie :)

Przychodzę do Was z niespodzianką, a dokładniej z konkursem, w którym możecie wygrać zestaw dwóch kosmetyków pod oczy Floslek z serii Eye Care Expert:

  • kojący żel-maseczka na okolice oczu 15 ml (szczegółowy opis TUTAJ)
  • dermonaprawczy przeciwzmarszczkowy krem pod oczy 15 ml (szczegółowy opis TUTAJ)


Aby wziąć udział w konkursie należy:
  • być publicznym obserwatorem bloga 
  • wypełnić poniższy formularz i odpowiedzieć na krótkie pytanie konkursowe :) 

Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jestem ja - autorka bloga www.basia-blog.pl
2. Za wysyłkę nagrody odpowiedzialne jest Laboratorium Kosmetyczne Floslek. Nagroda jest wysyłana tylko na terenie Polski
3. Nagrodą jest zestaw dwóch kosmetyków pod oczy Floslek z serii Eye Care Expert (kojący żel-maseczka oraz dermonaprawczy krem przeciwzmarszczkowy)
4. Konkurs trwa od 19.11.2015r. do 19.12.2015r. do godziny 23:59 (zgłoszenia wysłane po tym czasie nie będą brane pod uwagę)
5. Aby wziąć udział w konkursie, należy:
- być publicznym obserwatorem mojego bloga
- wypełnić poniższy formularz i odpowiedzieć w nim na pytanie konkursowe "W jaki sposób dbasz o skórę pod oczami?"
6. Zgłaszać się należy poprzez poniższy formularz - zgłoszenie oznacza akceptację regulaminu
7. Zestaw kosmetyków wygra osoba, która udzieli najciekawszej odpowiedzi. Można się zgłosić tylko jeden raz
8. Wyniki ogłoszę w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu. Wtedy też skontaktuję się ze zwycięzcą drogą e-mailową. Jeśli nie uzyskam odpowiedzi w ciągu 3 dni, wybiorę innego zwycięzcę
9. W wyjątkowych sytuacjach zastrzegam sobie prawo do zmiany regulaminu

10. Niniejszy konkurs nie jest grą losową w rozumieniu Ustawy o grach hazardowych (Dz.U. 2015 poz. 612).




Życzę wszystkim powodzenia!
Perfumetki Neness

Perfumetki Neness

Temat odpowiedników perfum jest nieco drażliwy. Spotykają się tu dwie strony - jedni cenią sobie możliwość posiadania ładnych zapachów za niewielkie pieniądze, inni zaś uważają, że to brak szacunku do twórców danego zapachu. Moje poglądy są gdzieś po środku - z jednej strony uwielbiam oryginalne perfumy, ich piękne flakony i wielowymiarowe, trwałe zapachy. Z drugiej jednak jest mi ich zwyczajnie szkoda stosować na co dzień, bo do tanich nie należą, a moja studencka jeszcze kieszeń nie może sobie pozwolić na taką rozrzutność. Trzymam je na szczególne okazje i właśnie wtedy po nie sięgam. Na co dzień wolę coś tańszego, tutaj z pomocą mogą przyjść właśnie odpowiedniki. Dziś chciałabym napisać co nieco o perfumetkach z Perfumerii Neness.


Perfumetki przychodzą w kartonikach z wysuwaną od boku jakby "szufladką".



Flakoniki są niewielkich rozmiarów (22 ml), podłużne, bez problemu zmieszczą się nawet w kopertówce. Na flakonie nie ma nigdzie napisane co to za zapach, jedynie zatyczki mają nadrukowany numer (otrzymujemy również kartkę z numeracją który numer odpowiada jakiemu zapachowi). Więc jeżeli macie kilka zapachów, to ostrożnie z zatyczkami, by ich nie pomieszać ;) Ja sobie wydrukowałam małe etykietki i przykleiłam na flakony, tak na wszelki wypadek.



Perfumetki posiadają atomizer, więc wygodnie się z nich korzysta. Szkło jest dosyć porządne - już kilka razy zaliczyły opadek z wysokości ponad 1 metra na panele i nic się nie stało (ufff :P). 

Wybrałam 5 zapachów:
14 - Hugo Boss Femme (nie mam porównania z oryginałem, spodobały mi się wskazane nuty zapachowe i w ten sposób wywnioskowałam, że może mi się spodobać)
78 - Versace Bright Crystal (taka sama sytuacja jak wyżej)
136 - Lancome La vie est belle (mam porównanie z oryginalnym zapachem)
107 - Bruno Banani Pure Woman (mam porównanie z oryginalnym zapachem)
36 - Calvin Klein Euphoria (mam inny odpowiednik, z Yodeymy)

Jeżeli chodzi o relację oryginał-odpowiednik, to wyraźnie czuć, ze są to zapachy inspirowane. Można poczuć te same nuty zapachowe, są do siebie naprawdę podobne. Odpowiednik La vie est belle z Neness jest jednak znacznie słodszy, nieco mdlący na początku, dopiero potem, gdy lekko zwietrzeje, staje się przyjemniejszy. Na początku daje też alkoholem dość mocno, ale na szczęście alkohol szybko wietrzeje. Bruno Banani Pure Woman to jeden z moich ulubionych zapachów, więc odpowiednik z Neness miał nie lada wyzwanie :P Tu jestem bardziej zadowolona z podobieństwa, czuć je bardzo wyraźnie. Jeśli chodzi o Euphorię - tu nie mogę odnieść się do oryginału (ale planuję sobie kiedyś sprezentować, ponieważ ten zapach jest naprawdę piękny), ponieważ mam 2 odpowiedniki - Yodeyma i Neness. Zapach Yodeymy wydaje się być bardziej słodki, głęboki, Neness bardziej świeży. 

Femme i Bright Crystal również mi się bardzo spodobały, są znacznie lżejsze w odbiorze od trzech poprzedników, bardziej słodko-świeże. Nie mam jednak porównania z oryginalnymi wersjami.



Jeżeli chodzi o trwałość, nie można wrzucić wszystkich wersji do jednego worka. Wszystko zależy od wykorzystanych nut zapachowych. Pure Woman i La vie est belle, które są zapachami intensywnymi i dość ciężkimi, potrafią się trzymać nawet 10 godzin (a na szaliku kilka dni...), Euphoria do 8 godzin, zaś lżejsze, bardziej świeże Femme i Bright Crystal około 4-5 godzin. Wszystko więc zależy od tego, jaki zapach wybierzecie.

Najlepsze zostawiłam na koniec - cena. To był jeden z kluczowych elementów, dlaczego chciałam wypróbować perfumetki Neness. Otóż perfumetka o pojemności 22 ml kosztuje... 12 złotych. Można więc bez wyrzutów sumienia dorzucić sobie kilka zapachów i nie wydać przy tym fortuny. Przykładowo Yodeyma kosztuje prawie 94,20 zł za 100 ml i niestety nie dałabym tyle za odpowiednik, wolę już dołożyć trochę i mieć oryginał. 

Fakt, oryginalne perfumy są bardziej wielowymiarowe, stopniowo uwalniają się na skórze, pokazując się kolejno w różnych odsłonach, perfumetki tego nie zaoferują. Oryginalne perfumy mają fantastyczne flakony, tutaj jest całkowita prostota. Ale one kosztują grosze, a zapachy są naprawdę przyjemne, dlatego ja bardzo chętnie sięgam po nie na co dzień, bez obaw o rozrzutność, a oryginalne perfumy zostawiam na większe wyjścia. W ogólnym rozrachunku jestem naprawdę zadowolona, czego potwierdzeniem jest to, że wczoraj z narzeczonym składaliśmy zamówienie w Neness.

Strona internetowa Neness: - https://neness.pl/

Jakie jest Wasze zdanie na temat odpowiedników? 

Dajcie znać :)


PS. Szablon przeszedł w ciągu ostatnich kilku dni ogromną metamorfozę, jednak nie wszystkie elementy udało mi się zmienić z uwagi na to, że jest to szablon bezpłatny, ściągnięty z Internetu, a w związku z tym niektóre funkcje są zablokowane. Spróbuję jeszcze trochę "powalczyć", ale mimo wszystko mam nadzieję, że się Wam podoba :) Potrzebowałam takiego odświeżenia, a najbardziej podobają mi się te rozwijane etykiety na górze :)
Maska do włosów Kallos Chocolate

Maska do włosów Kallos Chocolate

Na początku niechętnie podchodziłam do masek Kallos, obecnie darzę je znacznie większym entuzjazmem (choć i tak określenie "maski" to dla mnie ciut zbyt dużo powiedziane). Na początku zraziła mnie do siebie maska Latte, która później okazała się nie Kallosem (tak jak twierdzi wizaż), lecz Serical. Potem chwyciłam za maskę Kallos Vanilla, której moje włosy niestety nie polubiły (nadal próbuję zdenkować ten wielki słój pełen bublowatej zawartości...), więc następna wtopa na początek. Nie zrażałam się jednak, a w moich zasobach wylądowała maska Kallos Blueberry (polubiłam bardzo!), Latte (tym razem naprawdę Kallos, nie Serical, o dziwo polubiłam), Chocolate (również polubiłam, bohater dzisiejszego posta), a także Cherry, Banana i Argan (czekają na wypróbowanie :P). A to tylko kropla w morzu, wersji jest tyle, że można się pogubić, serio.


Isana, krem do rąk Harmony z panthenolem i masłem shea

Isana, krem do rąk Harmony z panthenolem i masłem shea

Używam tego kremu od kilku miesięcy, stąd inne tło niż ostatnio bywało ;) Krem wpadł w moje ręce w Rossmannie, chyba był akurat w promocji, ale głównym powodem zakupu była... pompka, która zawsze działa na mnie przyciągająco :P Ładne opakowanie również mnie zachęciło. Nie brzmi to rozsądnie (i rozsądne nie jest), ale taka jest prawda :)



Jeden cień, który czyni cały makijaż - Rimmel Scandaleyes 006 Rich Russet

Jeden cień, który czyni cały makijaż - Rimmel Scandaleyes 006 Rich Russet

Bohater dzisiejszego posta to cień, który chodził mi po głowie już od dawna, a konkretniej od ponad roku. Wówczas przeczytałam jego pozytywną recenzję, zachwyciłam się swatchami i... nigdzie nie udało mi się go już dorwać, seria kremowych cieni Scandaleyes została po prostu wycofana z szaf Rimmel. Byłam przekonana, że cienie te nie są już produkowane, a tu proszę - okazuje się, że bez problemu można je kupić przez Internet (i to za dosłownie parę złotych). 


Cień znajduje się w błyszczykowym opakowaniu z błyszczykowym aplikatorem w formie gąbeczki. Ma ona po prostu podłużny kształt bez żadnego profilowania/zagięcia/ścięcia, rozwiązanie wydaje się być wygodne, ale dla mnie średnio, wolałabym, żeby ta gąbeczka była bardziej ścięta, wygodniej byłoby dotrzeć bezpośrednio do powieki. W związku z tym aplikuję cień na opuszek palca i dopiero wtedy nakładam go na powiekę. 


Cień Rimmel Scandaleyes Rich Russet bywa często porównywany do Maybelline Color Tattoo On and on bronze, nie bez powodu. Co prawda podczas klasycznego swatchowania, prosto z aplikatora na skórę, cień Rimmel wydaje się mieć zupełnie inny odcień - głębszy, ciemniejszy, chłodniejszy, ale po roztarciu zbliża się do Maybelline coraz bardziej, w związku z tym niektóre swatche mogą być mylące. Po roztarciu są do siebie bardzo podobne, choć oczywiście nie identyczne :) Wstawiam porównanie - u góry dwukrotnie Rimmel Scandaleyes - nałożony bezpośrednio z aplikatora grubą warstwą oraz roztarty palcem, na dole Maybelline On and on bronze


Odcień ten jest przepiękny i sprawdzi się tak naprawdę na każdą okazję. Z odpowiednio dobraną resztą makijażu potrafi wyglądać bardzo "dziennie", ale też bardzo elegancko i wieczorowo. Pod różnym kątem wygląda inaczej, zależy jak padnie światło. W związku z tym każdy poniższy swatch jest inny i... każdy prawidłowy :D Warto również dodać, że efekt można stopniować. Im mocniej roztarty cień, tym bardziej subtelny. Dokładanie kolejnych warstw daje efekt mocniejszy. Wstawiam również animację, żeby lepiej zobrazować jego wielowymiarowość :)



Z tego typu cieniem należy się "nauczyć" pracować. Moje pierwsze trzy podejścia kończyły się natychmiastowym zmyciem ;) Przede wszystkim należy uważać, co się kładzie pod spód, bo krem może skracać trwałość cienia. Najlepiej nałożyć tylko bazę na oczyszczoną powiekę i nic więcej. Druga sprawa - najpierw produkty mokre, potem suche. Kiedy próbowałam najpierw zaznaczać wewnętrzną stronę powieki jaśniejszym cieniem (prasowanym), kremowy Rimmel nie połączył się z nim prawidłowo i nie dało się tego dobrze rozetrzeć - granica była zbyt widoczna. Kolejna sprawa - jeżeli nie macie wprawy, nakładanie go pędzlem (np. języczkowym) może zakończyć się fiaskiem, ponieważ wówczas nakłada się cienką warstwą i zastyga, nie dając się rozetrzeć. W związku z tym najlepszą opcją jest nakładać go palcem - po prostu nabrać trochę na opuszek i zaaplikować palcem na powiekę. Ciepło opuszka podtrzymuje kremową konsystencję i sprawia, że mamy więcej czasu na roztarcie, wówczas wszystko idzie bezproblemowo. Dopiero potem warto zabrać się za zacieranie granic cielistym cieniem, rozjaśnianie środka powieki bądź przyciemnianie jej zewnętrznej strony. Ja na zdjęciach poniżej użyłam celowo wyłącznie cienia Rimmel. 






Cień, dzięki swojej zastygającej formule, ma bardzo dobrą trwałość. Nie mogę tu jednak pominąć faktu, że moje powieki nie są szczególnie problematyczne. Około 8 godzin na bazie wytrzymuje u mnie w dobrym stanie, później zaczyna się trochę zbierać w załamaniu, nie jest źle (ale Maybelline jest trwalszy).

Wstawiam kilka zdjęć:





Użyte produkty:

Twarz: korektor pod oczy Kobo Modeling Illuminator 101, podkład L'Oreal True Match N1 nowa formuła, puder Rimmel Stay Matte 001 Transparent, róż Essence 90 Summer Dreaming, bronzer Kobo Sahara Sand
Brwi: cień do brwi Kobo 302 Ash
Oczy: cień Rimmel Scandaleyes Rich Russet, odrobina czarnego cienia z paletki Sleek Storm przy linii rzęs, tusz do rzęs Max Factor 2000 Calorie Curved Brush podkręcający oraz na linii wodnej cielista kredka Max Factor 09 Natural Glaze
Usta: kredka Golden Rose Matte Lipstick Crayon 10

Zdjęcia z innego dnia:

(wszystkie użyte produkty są te same, różni się jedynie produkt na brwiach, tutaj jest pisak do brwi Catrice 020 flASHy brows, dodałam też cień Rimmel na zewnętrzną część dolnej powieki, na poprzednich zdjęciach go tam nie było)

Cień Rimmel nie jest już dostępny w szafach makijażowych Rimmel stacjonarnie, można go kupić wyłącznie przez Internet.
Mój pochodzi z E-Glamour.pl za 8,60 zł (KLIK), tak samo jak tusz Max Factor Curved Brush za 18zł (KLIK) oraz cielista kredka Max Factor za... 9,10 zł (KLIK) ;)

PS. Na wszystkie komentarze odpowiem w niedzielę wieczorem lub w poniedziałek, gdyż niestety czeka mnie ciężki weekend.
Udanego weekendu Wam życzę!! :)
Ulubieńcy października

Ulubieńcy października

W tym miesiącu denka raczej nie będzie bo zawierałoby tylko kilka produktów, więc prawdopodobnie połączę je z listopadowym :) Ale za to postanowiłam stworzyć post z ulubieńcami, ponieważ znalazło się kilka produktów, które mnie szczególnie zaskoczyły i zasługują na poświęcenie im kilku słów :) 


Zapraszam :)

Lista produktów objętych promocją -49% w Rossmannie | Promocje kosmetyczne SuperPharm -50%, Hebe tusz za 1 grosz, Natura do -40%

Lista produktów objętych promocją -49% w Rossmannie | Promocje kosmetyczne SuperPharm -50%, Hebe tusz za 1 grosz, Natura do -40%


O promocji -49% w Rossmannie wie już chyba każdy :) Najpierw promocja obejmuje produkty do ust i paznokci (2 do 6 listopada), od 7 do 13 listopada będą produkty do oczu, a następnie produkty do twarzy. 

Z racji tego, że bardzo dużo osób w różnych miejscach zadaje pytania "czy produkt x wchodzi na promocji?" postanowiłam, że opublikuję listę produktów objętych promocją w Rossmannie. Jest to po prostu Regulamin promocji z wykazem produktów :) 

Lista jest dostępna bezpośrednio

Regulamin jest dostępny TUTAJ i pewnie każdy kolejny również będzie tam opublikowany, więc jeżeli będziecie chciały sprawdzić późniejsze listy, to zapraszam pod wskazany link :)

Ale warto też dodać, że w SuperPharm trwa równolegle promocja -50% na wszystkie kosmetyki do makijażu oczu (tylko dla posiadaczy karty LifeStyle).


W Hebe tylko dziś (wczoraj dostałam sms) można kupić 1 tusz, a drugi tej samej marki dostać za 1 grosz. Oferta z kartą Hebe.

Pamiętajcie też, że w Naturze do 10 listopada obowiązuje do -40% na kosmetyki do makijażu, w tym:
-30% My Secret
-40% Kobo
-30% Catrice
i inne :)




Mam nadzieję, że post okazał się przydatny, a szczególnie lista :)
Pozdrawiam :)
Jaka baza pod tusz - Eveline czy Essence?

Jaka baza pod tusz - Eveline czy Essence?

Niedawno recenzowałam słynne serum do rzęs Eveline Advance Volumiere w roli bazy pod tusz, a dziś przychodzę do Was z porównaniem go z bazą Essence. Cały czas miałam ją w pamięci od ponad pół roku - momentu, w którym Marta z bloga Lusterko.net ją bardzo zachwalała (klik). Od jakiegoś czasu mam w swoich zasobach oba produkty, więc mogę je porównać :) Jeszcze jakiś czas temu stosowanie bazy pod tusz było mi całkowicie obce, ale gdy spróbowałam, zdecydowanie zmieniłam zdanie bo to świetny sposób na zwiększenie efektu, szczególnie jeśli ma się w zasobach jakiś tusz, który jest słaby :) Baza jest również przydatna, jeśli macie rzęsy mocno wywijające się na wszystkie strony, pomoże je ujarzmić. 


Główną różnicą między tymi produktami jest to, że baza pod tusz Essence jest produktem przeznaczonym do stosowania właśnie w tym celu. Eveline to po prostu odżywka do rzęs (nazywana przez producenta jako serum), która na nich zastyga w taki sposób, że się świetnie spisuje jako baza. 

Szczoteczki różnią się tym, że Essence ma szczoteczkę klasyczną, z miękkimi włóknami, zaś Eveline silikonową. To akurat będzie kwestia upodobań, która baza sprawdzi się lepiej, choć osobiście preferuję silikonowe i nie inaczej było w tym przypadku.



Baza Essence ma intensywnie biały kolor i jest mocno kryjąca, po pomalowaniu rzęs są one mocno zbielone. Może się ona sprawdzić przy mroźnych, zimowych makijażach artystycznych Z kolei Eveline ma biały kolor, ale tylko na początku - gdy zastyga, zaczyna się robić półprzezroczysta. Gdzieniegdzie biel się ujawnia, ale nie jest to efekt aż tak intensywny, jak w przypadku Essence. Niby jest to szczegół, ale dość istotny - w przypadku bazy Essence należy się dość mocno przyłożyć do malowania rzęs tuszem, żeby nigdzie żadna biel nie przebijała spod tuszu, z Eveline jest to łatwiejsze ;) 

Efekt różni się znacząco i to sprawia, że bazy te sprawdzą się u różnych osób. U mnie lepiej sprawdziła się Eveline, ale będzie wiele osób, które bardziej polubią Essence. 

Baza Essence zdecydowanie mocno pogrubia rzęsy, dość dobrze je rozdziela i znacząco wydłuża, daje wyrazisty efekt "wow". Lepiej sprawdzi się u osób, które oczekują mocnego pogrubienia, mają rzęsy zdyscyplinowane, niewymagające mocnego rozczesywania. Z kolei baza Eveline bardzo dobrze je rozdziela, nieco podkręca i wydłuża, ale niezbyt mocno pogrubia. Lepiej się sprawdzi u osób, które potrzebują mocnego rozczesania rzęs i okiełznania ich przed malowaniem (a ja się właśnie do takich osób zaliczam). 

Zrobiłam testy "połowiczne", na jednym oku Essence, na drugim Eveline. Innego dnia zamieniłam strony, żeby nie było, że któraś baza miała fory bo z jednej strony rzęsy mi się lepiej układają :P Użyty tusz to L'Oreal Volume Million Lashes (ten klasyczny w złotym opakowaniu). 


Innego dnia:


Mój wniosek jest taki, że Essence lepiej pogrubia, a Eveline lepiej rozdziela i podkręca :)

Baza Essence zawiera 9 ml produktu i jest ważna 6 miesięcy od otwarcia, natomiast Eveline 10 ml i również 6 miesięcy. 

Baza Eveline jest dostępna w Rossmannie za 14,49 zł (klik), ale tylko pod warunkiem, że jest tam szafa makijażowa (w przeciwnym razie na stoisku z pędzlami stoi jej "siostra" z niebieską zakrętką 8w1). Ja swój pierwszy egzemplarz kupowałam w małej, niesieciowej drogerii za 12,99 zł, a drugi w eKobieca za 14,79 zł (klik)

Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl , Blogger