Kapsułki Acnex do skóry trądzikowej

Kapsułki Acnex do skóry trądzikowej

Za każdym razem, kiedy pudełeczko Acnex pojawia się w denku dziwię się, że nadal nie napisałam o tym suplemencie pełnej recenzji, więc dziś pora to zmienić ;) Jako posiadaczka skóry trądzikowej, staram się dbać o nią wielokierunkowo, choć nadal uczę się jej potrzeb, dostosowując pielęgnację i makijaż do licznych kaprysów ;) Nie obeszło się też bez leczenia hormonalnego, ale to już inny temat i nie dotyczy tylko trądziku, ale też innych aspektów zdrowotnych. Wiele lat temu piłam codziennie herbatę z bratka i na dłuższą metę bardzo ceniłam sobie jej walory oczyszczające - na początku był wysyp, ale jak już wszystko wyszło na zewnątrz, to skóra była znacznie spokojniejsza. Z czasem jednak smak tej herbaty zaczął mnie przyprawiać o odruch zwrotny, więc ją porzuciłam. Wróciłam po dłuuugim czasie do walorów bratka, ale w postaci suplementów - najpierw Visaxinum, potem CeraNova, od dłuuuuugieeego już czasu (od 1,5 roku!) łykam Acnex i jestem z tego suplementu bardzo zadowolona :)


Suchy szampon Batiste dla brunetek (dark & deep brown)

Suchy szampon Batiste dla brunetek (dark & deep brown)

Uwielbiam suche szampony Batiste - potrafią uratować w nagłych, nieprzewidzianych sytuacjach :) Każda osoba z mocno przetłuszczającymi się włosami wie, że to paskudna zmora. Niestety kwestie tego, jak przetłuszcza nam się skóra twarzy i głowy są bardzo indywidualne i nie zawsze mamy na to większy wpływ, choć są sposoby, by to minimalizować. Myję włosy codziennie wieczorem (nie robię tego rano dlatego, że są bardzo długie i w związku z tym długo schną, a suszarki unikam), a mimo to, na drugi dzień wieczorem są już niewyjściowe. Czasem się jednak zdarza, że niespodziewanie trzeba wyjść, a wtedy suchy szampon sprawdza się idealnie. Używam go również "zapobiegawczo", kiedy wiem, że czeka mnie 12 godzin zajęć na uczelni (czyli 14 godzin poza domem), a wiem, że moje włosy tyle nie wytrzymają ;) Używam wtedy suchego szamponu rano i dzięki temu wiem, że będę się czuć komfortowo przez cały dzień.

Dziś chciałabym Wam napisać co nieco o barwionym suchym szamponie Batiste, stworzonym z myślą o brunetkach, które denerwuje bielenie włosów :)



Szampon Batiste znajduje się w estetycznym opakowaniu, cieszącym oko ;) Wersja brązowa to wersja koloryzowana - dla brunetek. Atomizer chodzi sprawnie i nie mogę mu niczego zarzucić. 



I chociaż kolor wydaje się na dłoni bardzo ładny, to muszę przyznać (ze smutkiem), że szampon zmienia kolor moich włosów na niekorzyść. Sprawia, że stają się takie... szare (włosy mam zafarbowane na ciemny brąz w ciepłej tonacji, więc jeśli na czubku głowy po użyciu suchego szamponu stają się szarawe, to ta różnica jest widoczna). Zatem mimo, że jest to szampon zabarwiony, trzeba naprawdę przyłożyć się do wyczesywania nadmiaru produktu - tak, jak w wersjach klasycznych, białych. Wiele osób skarży się również, że szampon brudzi wszystko dookoła - niestety tak bywa, trzeba się przyłożyć do pryskania, by ciemny pyłek nie osiadł na wszystkim wokół w łazience ;). Zdecydowanie nie polecam używania go w białej bluzce. A jeżeli dotkniecie skóry głowy w ciągu dnia, palce będą zabarwione!

Zapach  jest słodki, mdły, jakby kakaowy, początkowo wydawał mi się przyjemny, niestety z czasem zaczął mnie męczyć i chyba już wolałabym, żeby nie pachniał wcale :P Niestety jest męczący.




W kwestii działania szampon spisuje się bardzo dobrze, tak jak pozostałe wersje Batiste. Widocznie odświeża włosy, ale również unosi je u nasady, dzięki czemu dodaje trochę objętości. Jest trochę wyczuwalny na włosach i skórze głowy, osobiście za tym uczuciem nie przepadam, dlatego sięgam po ten "ratunek" wyłącznie w sytuacjach awaryjnych. Włosy stają się lekko tępe w dotyku, jakby usztywnione i matowe. Czuć też charakterystyczny "pyłek" pod palcami na skórze głowy, który brudzi po dotknięciu.

Cena: ok. 15 zł
Pojemność: 200 ml

Podsumowując, moje odczucia w stosunku do tej wersji są mieszane. Z jednej strony cenię sobie jego skuteczność i unoszenie włosów u nasady, ale z drugiej przecież każda wersja Batiste to robi. A barwiony szampon dla brunetek ma swoje zasadnicze wady - może brudzić łazienkę oraz ubrania, po dotknięciu skóry głowy w ciągu dnia brudzi też palce. Podczas mycia włosów też trzeba się przyłożyć, ponieważ barwnik ścieka ochoczo po ściankach prysznica i trzeba go dokładnie wypłukać. Nie bieli włosów, ale sprawia, że stają się bardziej szarawe, mniej korzystne kolorystycznie, więc i tak trzeba go bardzo dokładnie wyczesać. W związku z tym mam wątpliwości, czy warto po niego sięgać - inne (klasyczne) wersje Batiste nie brudzą wszystkiego wokół, pachną przyjemniej, a jeśli się je porządnie wyczesze, to również nie bielą. 
Bardzo dobre i tanie puszki do pudru - Inglot

Bardzo dobre i tanie puszki do pudru - Inglot

Osoby z cerą tłustą/mieszaną doskonale wiedzą, że zmatowienie skóry to niełatwe zadanie. Pomijając już fakt znalezienia odpowiedniego pudru, pojawia się jeszcze kwestia aplikacji - pędzlem flat top czy kabuki? Zwartym czy luźniejszym? Oprószać czy wklepywać? A może jednak gąbeczką lub puszkiem? 

I właśnie dziś chciałabym Wam napisać co nieco o bardzo dobrych puszkach z firmy Inglot :)


Czarne mydło afrykańskie - Zrób Sobie Krem i Dudu Osun

Czarne mydło afrykańskie - Zrób Sobie Krem i Dudu Osun

Z uwagi na to, że ostatnio na moim blogu pojawiło się sporo narzekań na kosmetyki niewarte uwagi, postanowiłam dziś, dla odmiany, napisać posta bardzo, bardzo pozytywnego o produktach, które mnie zachwyciły ;) Równowaga musi być ;)

Oczyszczanie skóry to jeden z najważniejszych fundamentów właściwej pielęgnacji. Bez tego nie ma co liczyć na piękną, zadbaną skórę. Ale najtrudniej znaleźć produkt, który okaże się złotym środkiem - pomiędzy silnym, inwazyjnym oczyszczaniem, a nadmierną łagodnością skutkującą uczuciem niedomycia. Znalezienie takiego myjadła jest bardzo trudne! Zbyt łagodne oczyszczanie twarzy może nie radzić sobie z codziennymi zabrudzeniami oraz resztkami makijażu, co w konsekwencji doprowadzi do zanieczyszczenia cery, z kolei zbyt agresywne oczyszczanie może naruszyć warstwę ochronną skóry, co sprawi, że będzie się bronić, a w efekcie (między innymi) nadmiernie przetłuszczać. Co w takim razie zrobić? Kupić czarne mydło afrykańskie! :)

Gdy Ewa napisała na swoim blogu o czarnym mydle afrykańskim (klik), poczułam się z jednej strony zaciekawiona, ale z drugiej strony... wygląda ono fatalnie :) Ale postanowiłam dać mu szansę. Post ukazał się w maju 2015, a ja już w czerwcu miałam zamówione mydełko - ach to blogowe kusicielstwo ;) Miałam w sobie dużą dawkę nieufności, ponieważ miałam już styczność z czarnym mydłem - Savon Noir i moje zachwyty były umiarkowane. Z jednej strony fantastycznie oczyszcza, ale stanowczo nie nadaje się na co dzień, gdyż jest zbyt agresywne dla skóry (tak jak wspomniałam w poprzednim akapicie). Muszę tu jednak zaznaczyć, że czarne mydło Savon Noir i czarne mydło afrykańskie to dwa kompletnie różne produkty! Absolutnie nie można między nimi postawić znaku równości, gdyż jedyne co je łączy, to dwa powtarzające się słowa w nazwie :) 

(na zdjęciu powyżej jest połowa zawartości - zostało ono zrobione przed lepieniem drugiej kulki)

Czarne mydło afrykańskie ze strony Zrób Sobie Krem przychodzi w woreczki strunowym, w postaci niejednorodnych grudek. Należy je sobie samodzielnie ulepić :) Polecam podzielić je sobie na dwie porcje i najpierw ulepić mydełko z połowy zawartości, a po zużyciu ulepić drugie. Gwarantuję, że nie trzeba mieć do tego absolutnie żadnych umiejętności i zajmuje to dosłownie kilka minut. Ja to robiłam w ten sposób, że odsypałam połowę zawartości do miseczki, wzięłam trochę mydła w dłonie i z czasem, podczas ugniatania, stopniowo dokładałam kolejne porcje - nabranie wszystkiego na jeden raz może się okazać niełatwe :) Mydełko podczas ugniatania robi się nieco kleiste, dzięki czemu kolejne porcje grudek łatwo się doklejają do reszty, tworząc zwartą, nierozsypującą się bryłę. Po ulepieniu mydełka o dowolnym kształcie (mi najwygodniej było zrobić kulkę i tak też uczyniłam), należy je zostawić w suchym miejscu na co najmniej 2 dni - wówczas jeszcze bardziej ono stwardnieje.


Cóż mogę powiedzieć - mydełko wygląda koszmarnie, ale tylko wygląda. Jest niemal bezzapachowe, dopiero kiedy się wwąchamy, to czuć nieco ziemisty zapach, który nie jest ani trochę nieprzyjemny, czy też uciążliwy. A wiem, co mówię, bo na przykład zapach czystego błota z Morza Martwego jest dla mnie koszmarny ;) Podczas całego okresu użytkowania tego mydełka, ani razu nie poczułam w związku z nim żadnego dyskomfortu, także tylko kwestie wizualne mogą tylko komuś przeszkadzać. Muszę dodać, że mydło tworzy fenomenalną, mega przyjemną piankę. Jest ona bardzo gładka, kremowa, nienapowietrzona. Po spienieniu tak naprawdę mam wrażenie, jakbym myła twarz jakimś przyjemnym, puszystym kremem. Jest to bardzo przyjemne i odprężające :) 


Lakier na zdjęciu służy wyłącznie do pokazania wielkości kulki :)
Z opakowania 100g wychodzą takie dwie :)


Co jeszcze muszę dodać - mydełko jest bardzo wydajne! Do umycia całej twarzy wystarczy odrobinka, gdyż pieni się naprawdę dobrze. Używałam go przez prawie pół roku  a i tak nie udało mi się zużyć do końca (w sensie, że najpierw zużyłam pierwszą kulkę do końca, a z drugiej mi trochę zostało), gdyż później nabyłam Dudu Osun (o nim za chwilę) i poszło nieco w odstawkę. Jak na cenę 11,50 zł... nie można narzekać, prawda? :)

Najbardziej zachwycił mnie jednak efekt, który to mydełko gwarantuje. Po spłukaniu przyjemnej, kremowej pianki, twarz jest cudownie oczyszczona ze wszystkich zanieczyszczeń, sebum, czy też resztek makijażu, ale... nie jest ani trochę ściągnięta, czy też podrażniona. Jest bardzo mięciutka i przyjemna w dotyku i wcale nie odczuwam natychmiastowej potrzeby przetarcia jej tonikiem dla ukojenia. Owszem, zawsze to robię, gdyż tonizowanie jest niezbędnym krokiem w pielęgnacji, ale skóra kompletnie się nie zachowuje jak po użyciu zwykłego mydła w kostce, a to było dla mnie duże zdziwienie. Nie ma mowy o wysuszaniu na dłuższą metę, a nawet rzekłabym, że jest wprost przeciwnie - mydełko oprócz tego, że oczyszcza, to jeszcze pielęgnuje skórę. No bajka, po prostu bajka :) 

Naprawdę, nie spodziewałabym się, że tak brzydka bryła, uformowana z jeszcze brzydszych grudek, może dawać tak świetny efekt na skórze i być tak przyjemna w stosowaniu - niemalże bezzapachowa, o przyjemnej, kremowej piance. Zachwyt za 11,50 zł ;)

Cytując ze strony Zrób Sobie Krem:
"Mydło powstało w Afryce wyłącznie z następujących składników:
nierafinowany olej palmowy z nasion
nierafinowane, organiczne masło shea
nierafinowany olej kokosowy
strąki kakaowca (po suszeniu i wypaleniu tworzą popiół)"

INCI: Butyrospermum Parkii Butter; Elaeis Guineensis Oil; Cocos Nucifera Oil; Theobroma Cacao Ash
Cena: 11,50 zł
Pojemność: 100 g
Dostępność: Zrób Sobie Krem - klik

W grudniu, podczas Dnia Darmowej Dostawy, składałam zamówienie w drogerii ezebra, gdzie jest dostępne mydełko Dudu Osun - również jest to naturalne czarne mydło afrykańskie, choć o nieco bogatszym składzie.





O mydle Dudu Osun nie będę się aż tak bardzo rozwodzić, gdyż napisałabym niemal dokładnie to samo, co przed chwilą, więc nawet jeśli chcecie poznać opinię tylko o Dudu Osun - zachęcam do przeczytania całej recenzji od początku!

Mydełko Dudu Osun przychodzi w postaci kostki, nic nie trzeba samodzielnie lepić. Kosztuje około 15 zł za 150 g, więc cenowo wychodzi w zasadzie tak samo, jak mydełko ze sklepu ZSK. Ma baaaaaardzo intensywny zapach (w przeciwieństwie do poprzednika, który był niemal bezzapachowy), pachnie cytrusowo i świeżo. Już po otwarciu kartonu z przesyłką czuć było to mydełko bardzo, bardzo intensywnie! Obecnie mam zrobiony zapas i kolejna kostka czeka już na mnie w szufladzie - wystarczy, że ją (szufladę) otworzę, a piękny, cytrusowy zapach daje po nozdrzach :)



Ta kostka również wygląda mało apetycznie, choć chyba jednak lepiej niż ZSK :) Po zmydleniu daje niemal identyczną, nienapowietrzoną, kremową i przyjemną piankę. Jeżeli chodzi o działanie - mogłabym zrobić kopiuj-wklej z opisu mydełka ZSK - cudownie oczyszcza, pozostawia skórę mięciutką i gładką, nie ściąga, nie wysusza, nie podrażnia - oczyszcza i pielęgnuje jednocześnie. Wydajność również jest fantastyczna, używam mojej kostki od grudnia 2015 (DDD), a więc prawie 3,5 miesiąca, a nadal jest ona jeszcze spora. 


Cena: ok. 15 zł (14,99 zł iwos.pl - klik, 15,99 zł ezebra.pl - klik)
Pojemność: 150 g

Skład: miód, sproszkowane afrykańskie drzewo sandałowe, olej palmowy, palone strąki drzewa kakaowego, palone liście palmy, gliceryna, aloes, sok z limonki i cytryny, woda, aromat

Podsumowując, choć mydełka te znacząco różnią się składem, to oceniam je niemal tak samo, gdyż efekt jest niemal identyczny - przyjemna, kremowa pianka, świetne oczyszczenie, ale jednocześnie pielęgnacja dla skóry, brak ściągnięcia i wysuszenia nawet przy używaniu 2 razy dziennie! Oba te mydełka uwielbiam, choć gdybym miała wybrać tylko jedno, to bardziej polecam Dudu Osun - przychodzi gotowe w postaci kostki, więc nie trzeba go samodzielnie lepić, ma przyjemny zapach (mydło z ZSK jest niemal bezzapachowe), a cenowo wychodzą w zasadzie tak samo. Mam już kolejną kostkę w zapasie!!

Przypomnę jeszcze raz - czarne mydło afrykańskie i savon noir to nie jest to samo, więc jeśli macie negatywne wspomnienia po tym drugim, to absolutnie nie należy się zrażać do mydeł z tej recenzji :)
Garnier Fructis, odżywka do włosów w sprayu Oil Repair 3

Garnier Fructis, odżywka do włosów w sprayu Oil Repair 3

Podczas składania zamówienia 1 grudnia 2015 (Dzień Darmowej Dostawy), w moje oczy rzuciła się odżywka Garnier w sprayu. Nie jestem już w stanie przypomnieć sobie, w którym miejscu ezebra umieściła ten produkt - bestsellery? nowości? - ale z całą pewnością było to miejsce widoczne i od razu poczułam się skuszona. Odżywka w sprayu kosztowała "aż" 8 zł, podczas gdy mgiełka do włosów (ta bez spłukiwania, z atomizerem) w cenie regularnej kosztuje 25 zł, także tym bardziej żal było nie spróbować. Niestety zachwytów nie będzie.

Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl , Blogger