Be Organic, serum pod oczy

Be Organic, serum pod oczy

Podejrzewam, że już o tym serum słyszałyście, gdyż jakiś czas temu było o nim głośno. Jest łatwo dostępne (apteki sieci DoZ, dostępne w wieeelu miastach), więc postanowiłam wypróbować. Niestety moje odczucia są mieszane :(

Catrice, cień do powiek 350 Starlight Expresso

Catrice, cień do powiek 350 Starlight Expresso

Zakup cienia, o którym dziś mowa, niesie ze sobą dłuższą historię niż "poszłam, kupiłam i mam". Najpierw dorzuciłam go do koszyka podczas zamówienia internetowego w drogerii eKobieca, niestety podczas realizacji okazało się, że jednak nie mają go w magazynie i zwrócono mi za niego pieniądze. Chciałam więc dorzucić go podczas zakupów w Naturze, ale nie mieli ;) I tak czasem zerkałam w Naturze czy jest i w końcu się udało (chyba nawet podczas dobrej promocji, więc zapłaciłam za niego dosłownie kilka złotych). Czy było warto tak się starać, by go zdobyć? Niestety chyba nie :)

Garnier, płyn micelarny z olejkiem arganowym

Garnier, płyn micelarny z olejkiem arganowym

Różowy płyn micelarny Garnier bez wątpienia podbił rynek kosmetyczny - prawie każdy go zna i choć raz spróbował. I wcale się nie dziwię, sama go bardzo lubię i zawsze mam w zapasie. Czasem zdradzam, ale zawsze wracam :) Jest skuteczny, bardzo tani i nie piecze mnie w oczy - czego chcieć więcej? Po sukcesie wersji różowej (do cery wrażliwej), Garnier wypuścił jeszcze wersję zieloną (do cery normalnej i mieszanej), która jednak przyjęła się z umiarkowanym entuzjazmem. Tej z kolei celowo nie próbowałam, gdyż zawiera alkohol w składzie - a przy produktach do oczu mi się to nie uśmiecha, podziękowałam. Z upływem czasu nadeszła pora na kolejną odsłonę płynu micelarnego - tym razem jest to płyn micelarny z olejkiem arganowym, a tak w zasadzie dla mnie jest to po prostu płyn dwufazowy. Jak się sprawdził? Zapraszam do recenzji :)


Butla jest w zasadzie identyczna, jak w przypadku płynu różowego, ogromna, o pojemności 400 ml, z dozownikiem zamykanym na zatrzask. Moim jedynym zastrzeżeniem jest tylko to, że płyn jest nalany prawie "pod korek" i przy pierwszych użyciach ciężko jest go dobrze wstrząsnąć w celu wymieszania faz, trzeba się namachać. Z upływem czasu, gdy płynu w butelce jest coraz mniej, staje się to coraz łatwiejsze, gdyż płyn ma więcej miejsca do obijania się o ścianki w celu wymieszania ;)


Dobrym pomysłem firmy Garnier było stworzenie dozownika z lekkim wybrzuszeniem naokoło, dzięki czemu płyn wylewa się w dość kontrolowany sposób. Pamiętam, że płyn micelarny L'Oreal miał po prostu wklęsłą dziurę, która powodowała rozlewanie się produktu na wszystkie strony, tylko nie na wacik (a to przecież ten sam koncern!) ;) 


Płyn ma dwufazową formułę, w związku z czym dla mnie jest już bardziej płynem dwufazowym niż micelarnym. Przed użyciem należy go porządnie wstrząsnąć. Na zdjęciu powyżej można zauważyć, że na początku niełatwo jest dobrze zmieszać fazy (dół jest jaśniejszy od góry), właśnie dlatego, że płyn nie ma zbytnio miejsca w opakowaniu na wymieszanie. Dość szybko się też rozwarstwia, więc jeśli chcecie nalać ponownie płyn na wacik, trzeba zamknąć opakowanie i wstrząsnąć ponownie. Jedno szczęście, że jest zatrzask - pamiętam płyn dwufazowy, bodajże z Bielendy (?), który miał zakrętkę i za każdym razem trzeba było zakręcać, wstrząsać, odkręcać, nalewać, zakręcać, wstrząsać... ;)



Choć nie jest to dla mnie kwestia kluczowa, płyn ma piękny zapach! Gdyby nie pachniał wcale (jak różowy Garnier), też by mi to nie przeszkadzało, ale z całą pewnością jest to czynnik uprzyjemniający użycie. Pachnie słodko, ale bardziej otulająco niż świeżo. Niemniej jednak - podoba mi się bardzo. 

Dość istotna jest w tym przypadku konsystencja. Nie jest on równie lekki, jak klasyczny płyn micelarny, ale nie jest też tak tłusty, jak typowy płyn dwufazowy. Jest czymś pomiędzy. Po użyciu na oczy i całą twarz, czuć wyczuwalną warstwę, która z upływem czasu wchłania się, choć nie w 100%. Ja i tak myję jeszcze twarz po demakijażu (moim ulubionym mydłem Dudu Osun), więc tego nie odczuwam.



Dzięki zawartości "fazy tłustej", płyn fantastycznie rozpuszcza makijaż. I tak - nawet wodoodporny i bardzo trwały! Rozprawia się z nim w mig, z całą pewnością skuteczniej od różowego micela. Jeżeli nosicie lżejszy makijaż, to już dwa waciki wystarczą na pełny demakijaż oczu. Jeżeli cięższy, to trzeba będzie wykonać czynność dwukrotnie, ale i tak całość idzie szybko i sprawnie. Z makijażem twarzy rozprawia się bez najmniejszego problemu. 

Generalnie, do tej pory, recenzja jest bardzo pozytywna. Jest jednak pewna istotna kwestia, której nie mogę pominąć. Jeżeli obficie nasączę wacik, a w związku z tym trochę płynu dostanie się do oczu, niestety potrafi zapiec. Nie jakoś mocno uciążliwie, znam bardziej piekące płyny, ale jednak. Dość ciężko jest mi stwierdzić, który konkretnie składnik tak robi, gdyż skład tego płynu jest dużo bardziej obszerny od różowego Garniera. 

W cenie regularnej płyn kosztuje 20,99 zł za 400 ml w Rossmannie, ale w promocji można go dorwać oczywiście taniej (za mniej niż 15 zł). Jest też dostępny w innych popularnych drogeriach ;) Cena w promocji jest zdecydowanie świetna, więc warto się skusić. Ogólnie - bardzo go polubiłam ;)
Kobo, cienie do brwi 302 Ash i 303 Brunette

Kobo, cienie do brwi 302 Ash i 303 Brunette

Lubię mieć wybór w podkreślaniu brwi rano. I tak to mniej więcej wygląda:
  • jeżeli się bardzo spieszę, używam cienia tylko na końcówki brwi (gdyż tam mi niestety nie chcą rosnąć...) + przyciemniam całość żelem barwiącym (obecnie - Essence Make me brow lub L'Oreal Brow Artist Plumper Medium/Dark)
  • jeżeli się umiarkowanie spieszę, używam cieni do brwi - właśnie Kobo (o nich dziś mowa) lub kredki Maybelline Brow Satin
  • jeżeli mam rano dużo czasu, używam pomady Inglot w żelu (nr 12) i opcjonalnie bezbarwnego żelu utwalającego (L'Oreal Brow Artist Plumper Transparent)
Oczywiście uzyskiwany efekt jest różny, w zależności od użytych produktów, ale jak widać - lubię mieć w czym wybierać :) Dużym problemem na rynku produktów do brwi są ich kolory - niestety wiele popularnych zestawów do brwi (np. Catrice czy Essence) ma odcienie, które są ciepłe (wpadają w rude tony) lub wydają się być chłodne, ale na skórze się ocieplają. Kobo świetnie uzupełniło tę lukę, wypuszczając serię cieni do brwi, w których można znaleźć odcienie chłodne.

Cienie do brwi, o których dziś będzie mowa, ratują mnie właśnie wtedy, kiedy mam mało czasu, gdyż są najszybsze i najłatwiejsze w obsłudze. W związku z tym polecam je szczególnie zabieganym lub początkującym (nie sposób zrobić sobie nimi "krzywdę").

(303 Brunette)
Earthnicity Minerals puder Velvet HD

Earthnicity Minerals puder Velvet HD

Pudry HD cieszą się dobrą sławą w sesjach fotograficznych, makijażach ślubnych i innych okolicznościowych, kiedy aparat ma przedstawić skórę jako wygładzoną i zmatowioną, ale jednocześnie rozpraszającą światło. I dziś o jednym takim cudotwórcy ;)

Collistar Infinito - osławiony tusz do rzęs :)

Collistar Infinito - osławiony tusz do rzęs :)

O tym tuszu słyszałam już wielokrotnie - zawsze w samych superlatywach - że czyni cuda. Cały czas owiany był jednak nutą niedostępności i luksusu (które podsycały ciekawość), głównie za sprawą nienajniższej ceny. Nareszcie miałam jednak okazję przekonać się, jak jest naprawdę - a jeśli jesteście ciekawe jak się u mnie sprawdził, to zapraszam :)


Blend it! rewelacyjna i niedoceniana gąbeczka do makijażu

Blend it! rewelacyjna i niedoceniana gąbeczka do makijażu

Gąbeczki do makijażu od kilku lat robią furorę - i wcale się temu nie dziwię. Moją pierwszą gąbeczkę poznałam dzięki wymianie odsypek minerałów (dziewczyna, z którą się wymieniałam, dorzuciła mi też gąbeczkę, która pochodziła z ebay). Już wtedy, po pierwszym użyciu gąbeczki byłam zachwycona efektem zupełnie odmiennym od pędzla! Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że tamta gąbeczka no name była koszmarnie złej jakości, ale zapoczątkowała moje zainteresowanie tematem - z uwagi na ten zupełnie inny efekt aplikacji podkładu. Później kupiłam niebieskie jajko z firmy Vipera, które okazało się być jeszcze większym bublem. Następnym zakupem była gąbeczka Real Techniques, z której byłam bardzo zadowolona, służyła mi dzielnie przez ponad pół roku, po czym zaczęła pękać i się kruszyć, więc następnym zakupem, z polecenia Mileny na YouTube (link do filmu - KLIK), była gąbeczka Blend it!. Okazała się być strzałem w dziesiątkę, jest fantastyczna!


Semilac 004 Classic Nude + 094 Pink Gold

Semilac 004 Classic Nude + 094 Pink Gold

Zdaję sobie sprawę z tego, że to połączenie kolorystyczne jest już nieco "oklepane", gdyż Pink Gold jest bardzo często wykorzystywany w tego typu konfiguracji z subtelnym różem, ale połączenie to tak bardzo mi się spodobało, że nie mogłam go sobie odmówić :)


Copyright © 2016 BASIA-BLOG.pl , Blogger