Cienie mineralne Neauty Minerals - wszystkie 22 odcienie!

piątek, 13 października 2017

Cienie mineralne Neauty Minerals - wszystkie 22 odcienie!

Jestem ogromnie podekscytowana, publikując ten wpis! Ale tak w kategoriach bardzo-bardzo :D Dlaczego? Bo dzięki uprzejmości Neauty Minerals mogę Wam pokazać WSZYSTKIE cienie! Wiem, że wiele z Was czekało na ten wpis, bo gdy pokazałam tę gromadkę w Nowościach, sporo osób w komentarzach nie mogło się doczekać publikacji. No to jest :) 

Swoje pierwsze cienie Neauty kupowałam już w 2015 roku, więc nie da się ukryć, że bardzo je lubię i dobrze znam :) Prawda jest taka, że... piszę ten wpis po raz drugi. Do tej pory miałam 8 odcieni i właśnie je miałam Wam pokazać, ale teraz są wszystkie i jestem z tego bardzo dumna <3 Cieszę się też z drugiego powodu - gdy kupowałam cienie jakiś czas temu (korzystając z dotychczasowych swatchy w internecie), wydawało mi się, że mam już wszystkie kolory, które mi się najbardziej podobają, a reszty pewnie bym użyła tylko raz na jakiś czas, więc w sumie bez sensu. W jakim ja byłam błędzie!!! Niestety swatche, które oglądałam, były dość kiepskiej jakości, a cienie wyglądały na nijakie, bez "tego czegoś", nie chwytały mnie za serce. Gdy rozpakowałam paczuszkę z pozostałymi odcieniami, oniemiałam z wrażenia, bo znalazło się jeszcze kilka odcieni must have (dla mnie) i czułam nawet lekkie rozgoryczenie "dlaczego nie miałam ich wcześniej?! przecież są takie ładne!!!". Mam nadzieję, że mój wpis ułatwi Wam wybór, a swatche nie będą nijakie!! :)


Ulubieńcy i rozczarowania | wrzesień 2017

wtorek, 10 października 2017

Ulubieńcy i rozczarowania | wrzesień 2017

Wrzesień obfitował w trochę naprawdę świetnych produktów, ale niestety znajdzie się też aż 5 rozczarowań. Zapraszam!

ULUBIEŃCY


Nowości | wrzesień 2017

czwartek, 5 października 2017

Nowości | wrzesień 2017

Jeżeli ciekawi Was, co nowego przybyło we wrześniu, to zapraszam! :) 

Zakupy

Na początku września chciałam złożyć zamówienie w EcoSpa, ZróbSobieKrem oraz Kolorówka. Z EcoSpa chciałam tylko jedną rzecz, więc opłacało się średnio... Wiedząc, że zbliża się kolejne spotkanie Realac, zapytałam dziewczyn, czy nie chcą dołączyć do zamówienia. I wiecie co? To był świetny pomysł, bo udało nam się złożyć zamówienie w 4 osoby, koszty wysyłki zrobiły się bardzo niewielkie, a dziewczyny też odwlekały swoje zakupy od jakiegoś czasu, bo nie opłacało im się zamawiać dla jednej czy dwóch rzeczy :D I wszyscy zadowoleni :D Z EcoSpa chciałam tylko glikol roślinny, ale do koszyka tuż przed złożeniem zamówienia wpadł mi jeszcze porządny, szklany słoik. Może zrobię sobie peeling cukrowy :)

-49%/-55% na kolorówkę w Rossmannie - co kupić, co odradzam? Ciekawe nowości :)

poniedziałek, 2 października 2017

-49%/-55% na kolorówkę w Rossmannie - co kupić, co odradzam? Ciekawe nowości :)


Zbliża się kolejna promocja w Rossmannie... Tym razem na kolorówkę. Planuję z niej skorzystać, ale bez fajerwerków, moja lista jest bardzo krótka :) Uwaga! Na razie nie wszystkie informacje są potwierdzone oficjalnie. Jak zawsze, najlepiej poczekać na oficjalny regulamin z listą produktów objętych promocją, który niestety jest publikowany na ostatnią chwilę :)

Zrzut ekranu z październikowego e-wydania Skarbu - ŹRÓDŁO

Informacja, która jest małym druczkiem po lewej stronie:
Promocja obowiązuje w dn. 10-19.10.2017 r. lub do wyczerpania zapasów. Rabat 55% dostępny jest jednorazowo dla zarejestrowanych członków Klubu Rossmann posiadających wirtualną kartę Klubu, przy zakupie minimum 3 różnych produktów do makijażu. Przy kolejnym zakupie w tej promocji obowiązuje rabat 49%. Szczegóły i regulamin na www.rossmann.pl/klub

Warunki promocji

  • promocja będzie trwała od 10 do 19 października 2017 roku
  • wszystkie kategorie będą obowiązywały jednocześnie (twarz, oczy, usta...)
  • jednorazowy rabat -55% będzie obowiązywał przy zakupie minimum 3 różnych kosmetyków z aplikacją mobilną (Klub Rossmann) - przy kolejnych zakupach rabat -49%
  • rabat -49% będzie obowiązywał dla wszystkich (niepotwierdzone)

Jak czytać dzisiejszy wpis?

Przede wszystkim - moje odczucia są subiektywne i to, co okazało się moim bublem, może być Twoim ulubieńcem :) 

Kolejna bardzo ważna sprawa - w Rossmannie jest ograniczony wybór marek kolorowych i w zasadzie coraz mniej mnie już interesuje. Więc to, że polecam jakiś tusz, czy puder, nie oznacza, że to najcudowniejszy kosmetyk świata, bo być może mój hit wcale nie jest dostępny w Rossmannie. To tylko wskazanie produktów, które są mniej lub bardziej godne uwagi. Jeżeli coś jest dla mnie super-ekstra, napiszę o tym w opisie produktu :) 

Napiszę jeszcze, dla przypomnienia, że mam cerę mieszaną, która lubi sobie porządnie popłynąć w strefie T ;) Z kolei moje rzęsy są długie, ale proste. Nie są bardzo gęste. Lubią się mocno krzyżować i ciężko je rozdzielić. Lepiej sprawdzają się u mnie tusze gęstsze od tych długo mokrych. 

Screeny produktów robiłam 28 września, więc ceny mogą nie być aktualne, szczególnie te promocyjne.

Weźcie też pod uwagę, że nie wszystkie wymienione tu produkty mogą zostać objęte promocją - warto zweryfikować to z regulaminem (zawsze zawiera załącznik z listą produktów objętych promocją), który zwykle jest publikowany tuż przed rozpoczęciem promocji, najłatwiej się szuka po kodzie (numerze katalogowym), który jest na screenach, bo nazwy w systemie bywają skrócone lub... dziwne ;). Być może również nie wszystkie nowości zdążą z premierą

Co polecam?






TUSZE DO RZĘS

  • Max Factor 2000 Calorie pogrubiający - lubię go za to, że daje naturalny, dzienny efekt, bardzo szybko się nim maluje, nie skleja rzęs. Raczej nie dla fanek WOW na rzęsach :) Długo jest zdatny do użycia, nie zasycha szybko. Efekt pokazywałam sto lat temu TUTAJ oraz we wpisie z makijażem codziennym. Niedawno miałam go ponownie.
  • Max Factor 2000 Calorie podkręcający - daje jeszcze ładniejszy efekt, unosząc rzęsy i podkręcając je :) Problem jest jeden - ja miałam jakąś zwykłą czerwoną wersję w cienkim opakowaniu. Teraz jest jakaś wersja Curl Addict w grubym opakowaniu z wielką szczotą (taka się wydawała na zdjęciu) i mam zagwozdkę, czy ten tusz wszedł zamiast poprzedniego, czy są teraz oba? Niestety nie znalazłam tego klasycznego czerwonego na stronie. Nie przepadam za wielkimi szczotkami, więc czuję się rozczarowana, bo być może mojego ulubieńca już nie ma.
  • Max Factor Masterpiece Max - miałam go już kilka razy, mam też teraz i za każdym razem jestem nim zachwycona. Ten tusz faktycznie daje mocny efekt i również jest długo zdatny do użycia. Szczoteczka dobrze rozdziela rzęsy. Pokazywałam ostatnio kilka razy na Stories i pisałam o nim dawno temu TUTAJ. Jeden z najlepszych tuszów, jakie kiedykolwiek miałam. 




TUSZE DO RZĘS c.d.

  • Maybelline Lash Sensational - cudownie podkręcał, mocno pogrubiał, robił stanowcze WOW. Należy do tych bardziej mokrych, więc może trochę sklejać.
  • Maybelline Lash Sensational wodoodporny - robił ciut delikatniejszy efekt niż wersja zwykła, ale nadal świetny i wyrazisty. I był mega wodoodporny. Efekt pokazywałam TUTAJ
  • Lovely Pump Up - chyba najlepszy znany mi tani tusz. Świetnie podkręca, rozdziela i pogrubia, rzęsy są wyraziste. Niestety szybko zasycha i zaczyna się sypać :( Ale z uwagi na cenę można mu to wybaczyć. Efekt pokazywałam TUTAJ. Miałam już go kilka razy i chętnie do niego wrócę.
  • Eveline Volume Celebrities - dzięki wyprofilowanej szczoteczce (coś typu klepsydra) bardzo ładnie podkręca rzęsy. Mocno pogrubia. Również dość szybko wysycha, ale daje piękny efekt. Chyba nie mam żadnych zdjęć, aż jestem zdziwiona, bo miałam go kilka razy. Chętnie do niego wrócę.


EYELINERY

Żaden z nich nie doczekał się recenzji, ale swatche całej trójki zobaczycie TUTAJ.
  • eyeliner w żelu Maybelline - był bardzo trwały, wodoodporny, rysował piękne kreski (pod warunkiem dobrego pędzla skośnego, bo ten dołączony był mocno taki sobie). Dość szybko wyschnął, ale reanimowałam go Duraline i nadal było super. Mocno nasycona czerń. 
  • eyeliner w kałamarzu Eveline Celebrities - bardzo precyzyjny pędzelek, łatwo się maluje, trwały i faktycznie jest wodoodporny, choć nie sebumodporny. Planuję kupić ponownie. Bardzo mocno nasycona czerń.
  • eyeliner Eveline 2000 Procent - nie znalazłam go w sklepie Rossmann. Bardzo podobny do Celebrities, również trwały i mocno czarny, ale ma aplikator w formie gąbeczki - jak pisak, tyle że w kałamarzu, dzięki czemu zawsze jest mocno nasączony. Ale dość grubo rysuje. 



KREDKI DO OCZU
  • Max Factor Kohl Pencil 090 Natural Glaze - idealna kredka na linię wodną, miękka, dosyć trwała (ale nie ma mega szału), ma bardzo neutralny kolor, jest lekko różowawa, dzięki czemu nie wygląda sztucznie-żółto na linii wodnej, pięknie odświeża spojrzenie. Raz wylądowała w ulubieńcach miesiąca, raz w ulubieńcach roku, pokazywałam ją również w moim makijażu codziennym. Była też w jednej recenzji cienia Rimmel. Jest absolutnie warta uwagi i ma długie PAO bo aż 3 lata. 
  • Rimmel Exaggerate - mam prawie wszystkie kolory, które pokazywałam TUTAJ. Trwałe, miękkie, dobrze napigmentowane. Bardzo lubię. Tu też długie PAO 30M.





CIENIE DO POWIEK


Od siebie nie polecę żadnych paletek, ponieważ najbardziej lubię cienie Zoeva, Makeup Revolution i Sleek.
  • Maybelline Colot Tattoo, 35 On and on bronze - uwaga! polecam tylko ten odcień! ma piękny odcień metalicznego, lekko miedzianego brązu, który robi cały makijaż i ładnie połyskuje bez tandety :) Dobrze się rozprowadza (w przeciwieństwie do odcieni matowych), ładnie zastyga i jest trwały, ale ja używam go tylko na bazie. PAO 2 lata, ale wcześniej zaczyna wysychać. Swatcha pokazywałam TUTAJ
  • Bell Hypoallergenic, cień w kremie 03 - jestem na 90% pewna, że to odpowiednik popularnego cienia Bell Wanted pochodzącego z limitki w Biedronce. Limitka już dawno jest niedostępna, część osób może tęsknić za tym cieniem, więc warto spróbować. Ten kolor ma piękny odcień neutralnego brązu - w sam raz do podkreślania brwi i do kresek. Nie tak fioletowego jak Permanent Taupe. Swatche tego cienia z Bell Wanted pokazywałam TUTAJ



BRWI

Akurat z brwi nie mam za wiele do polecenia. Cienie najbardziej lubię z Golden Rose i Kobo, a kredkę z Zoevy. Ale ta z Maybelline też jest przyjemna. 
  • Maybelline Brow Satin - z jednej strony ma kredkę automatyczną, z drugiej cień w gąbeczce. Mega wygodna sprawa na wyjazd do uzupełnienia całych brwi. Kredka mogłaby być ciut mniej sucha, ale jest trwała, dobrze rysuje i ma ładny, chłodny odcień brązu (medium brown). Nie posiada szczoteczki do wyczesywania. Swatche pokazywałam TUTAJ. Trafiła też do ulubieńców czerwca
  • L'Oreal Brow Artist Plumper - odcień medium dark to ładny, chłodny brąz. Trzeba uważać, bo jest dość ciemny, mocno napigmentowany i można przesadzić. Dość szybko zastyga, więc trzeba sprawnie wyczesać ewentualny nadmiar. Dobrze usztywnia włoski. Wygodna, mała, stożkowa szczoteczka. Bardzo lubię też wersję transparentną. Pokazywałam TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ





USTA

  • Bourjois Rouge Edition Velvet - numer 10 to mój najcudowniejszy odcień ever i sięgam po niego na każdą ważną okazję. Miałam ją nawet na swoim ślubie, a dwa zdjęcia wrzuciłam na wizażu. Ma piękny, subtelny odcień różu (nie fioletowy!) i jest bardzo trwała, jak dla mnie niezawodna. Niektórzy skarżą się na jej zapach, ale ja go bardzo lubię. Moja jest już po terminie i muszę się jej pozbyć, ale tak strasznie mi smutno! Może kupię ją w promocji? Pokazywałam ją również we wpisie zbiorczym z pomadkami, w ulubieńcach roku, Starting Over TAG 
  • Rimmel Lasting Finish - Airy Fairy to jeden z moich ulubionych odcieni. Jasny, delikatny róż ze złotym shimmerem. Jedna z pierwszych moich ulubionych "lepszych" pomadek i mam do niej mega sentyment. Ostrzegam, że to bardzo jasny odcień i u ciemniejszych karnacji będzie stanowczo za jasny. Ma typowy, lekko babciny, pudrowy zapach ;) Czaję się jeszcze na ciemniejszy kolor Asia. Również pokazywałam ją we wpisie zbiorczym z pomadkami. Nie jest to ultra jakość i trwałość, ale kurczę, to taki przyjemniaczek i mam do niej taki sentyment :D
  • Rimmel The Only One Matte - ma piękny, arbuzowy zapach, jest komfortowa na ustach, ale może wyglądać dość sucho. Odcień 200 to piękny, zgaszony róż. Pokazywałam w wpisie z makijażem codziennym, we wpisie zbiorczym z pomadkami i w ulubieńcach grudnia.





USTA c.d.

  • pudrowymi pomadkami Bell Hypoallergenic zdecydowanie warto się zainteresować. Mają piękne kolory, bardzo zdrowe wykończenie, lekko kremowe i odbijające światło. Ani błyszczące, ani matowe. Pielęgnują usta, nie podkreślają suchych skórek, a trwałość jest przyzwoita. No i po raz pierwszy pokazałam się w czerwieni :D Wszystkie odcienie na swatchach oraz ustach i szerszy opis TUTAJ
  • konturówka Lovely w odcieniu 1 nie jest może super trwała, ale za to dość miękka i ma cudny odcień zgaszonego różu, lubię ją na całych ustach. Swatche są TUTAJ, pisałam o niej również TUTAJ




PUDRY

Swatche całej trójki wstawiałam na wizażu
  • Rimmel Stay Matte transparentny to już tak oklepany puder, że o matko :) Miałam już z 5 opakowań. Dobrze matuje (choć nie super ekstra), jest transparentny, niedrogi i dosyć wydajny. Taki przyjemniaczek na co dzień, po prostu. Również do torebki w celu poprawek. Choć to opakowanie mogliby w końcu ulepszyć. 
  • Rimmel Lasting Finish to puder, który nie gwarantuje mocnego matu, ale za to przyjemnie kryje. Jestem w szoku, jaki on jest teraz drogi (szczególnie, że jest go 2 razy mniej od Stay Matte)! 
  • Bell Hypoallergenic SPF50 to moje niedawne odkrycie! Ten puder ma oszałamiające krycie i sprawdza się wprost idealnie w dni "no makeup" gdy używam tylko filtra i chcę go przypudrować. Nałożony zbitym pędzlem TAK KRYJE, jakbym miała podkład na twarzy (i już nie ma zbytnio no makeup :D)! Jestem w mega szoku. Nie matuje mocno, trzeba mieć to na uwadze. Może też podkreślić włoski i suche skórki. Odcień 01 jest ekstremalnie jasny i neutralny (ostatnio rozjaśniałam nim ciut za ciemny podkład, wyobraźcie sobie jego jasność i krycie, skoro dał radę!), a 02 jest nadal bardzo jasny, ale żółtawy - tak wspominam tester i chcę go dokupić. 




RÓŻE, BRONZERY, ROZŚWIETLACZE

Nie polecę żadnego bronzera, bo w Rossmannie żaden mi się na razie nie podobał, to samo dotyczy rozświetlaczy. Bronzery lubię z Kobo, a rozświetlacze z My Secret, więc to nie Rossmann :) Z kolei moje ulubione róże są z Catrice, Zoevy i Freedom, więc podobnie.
  • mam nieuzasadniony sentyment do różu Bourjois, choć jest to produkt dziwny. Najpierw ma świetną pigmentację, później kamienieje, można zeskrobać wierzchnią warstwę i znowu łatwo się nabiera, ale z czasem znowu kamienieje ;) Nie jest to produkt wybitny, są O WIELE lepsze róże (i często tańsze), ale jeżeli ktoś ma taki sam sentyment, jak ja - do tego opakowania, do tych odcieni i do tego zapachu - to promocja jest okazją do zakupu
  • paletka Rimmel by Kate to bardzo przyjemny produkt z bardzo delikatnymi, dziennymi i twarzowymi odcieniami. Ja swoją paletkę co prawda oddałam, ale nie dlatego, że była zła, tylko dlatego, że "cierpię" na nadmiar wszystkiego i sięgałam po nią za rzadko, by był sens ją trzymać. Wiem, że Delishe jest z niej zadowolona, więc super :) Warto pomacać tester, jeżeli będzie




KOREKTORY

Maybelline Affinitone jest jedynym korektorem z Rossmanna, który znam i mogę polecić. Jest lekki, średnio kryjący i wygląda ładnie pod oczami. Raczej nie na duże cienie - nie da rady. Swatche TUTAJ




BAZY

Wszelkiego rodzaju ;)
  • Eveline Advance Volumiere to świetna baza pod tusz, której zużyłam już kilka opakowań. Gdy zastyga, robi się lekko transparentna, nie tak intensywnie biała jak niektóre bazy (to jest tak naprawdę odżywka do rzęs) więc jej tak nie widać. Ładnie rozdziela, pogrubia i przygotowuje rzęsy na pokrycie tuszem, jeżeli macie je tak niesforne, jak ja. Dzięki niej nawet słabe tusze wyglądają dobrze! Efekty pokazywałam TUTAJ oraz TUTAJ
  • Eveline skoncentrowane serum do rzęs 8w1 to na 99% to samo, co serum Advance Volumiere. Nie miałam, ale skład jest niemal identyczny, tyle że tutaj jest olej arganowy gdzieś na samym końcu składu i nagle z 3w1 zrobiło się 8w1 ............
  • Baza pod cienie Wibo bardzo mnie zaskoczyła! Nie spodziewałam się, że będzie tak przyjemna! Dobrze podbija kolory, a trwałość cieni na niej jest bez zarzutu. W przeliczeniu na gram, jest droga. Ale w sam raz dla osób, które rzadko się malują i nie potrzebują dużego opakowania. Recenzowałam TUTAJ. Uwaga na opakowanie, bo kartonik jest zdradliwy. Raz kupowałam dla koleżanki i na wszelki wypadek zajrzałam do słoiczka (byłam zdecydowana na zakup w 100%), a tam paluch... Kartonik nie powstrzymuje macaczy ;) 




PAZNOKCIE
  • lakiery Rimmel Super Gel - jako zwolenniczka hybryd, a obecnie testująca naklejki termiczne Manirouge, zdecydowanie odchodzę od klasycznych lakierów. Używam sporadycznie, przejściowo pomiędzy hybrydami. Lakiery Rimmel Gel pokazywałam TUTAJ, a teraz mam ich o wiele więcej (minimum 10 kolorów). U mnie są trwalsze od "zwykłych lakierów", ładnie błyszczą i mają piękne kolory. 
  • lakiery Rimmel 60 seconds i Rita Ora też lubiłam :)
  • jeżeli tego typu produkty będą wchodzić w promocji, zdecydowanie warto kupić preparat do usuwania skórek Sally Hansen Instant Cuticle Remover


Czego nie polecam?



TUSZE DO RZĘS
  • Wibo Boom Boom - sklejał, dawał mega pogrudkowany efekt, fuj. Pokazywałam TUTAJ.
  • Rimmel Scandaleyes - wielka szczotka, ciężko się nim malowało, efekt mizerny
  • Rimmel SuperCurler - j.w. 



TUSZE DO RZĘS c.d.
  • zostanę zlinczowana za obecność L'Oreal Volume Million Lashes So Couture, ale co poradzić. Dla mnie był za mokry, co w duecie z mega krótkimi ząbkami gwarantowało posklejanie rzęs na potęgę, musiałam się nieźle nawachlować, by go rozczesać. Gdy stał się zdatny do użytku, był już po terminie (PAO). Pokazywałam TUTAJ
  • L'Oreal Volume Million Lashes waterproof to jeden z najgorszych tuszowych koszmarów. Pokazywałam TUTAJ - wchodzisz na własną odpowiedzialność.  


EYELINERY
  • Eyeliner Eveline Art Make-up to jeden z najgorszych bubli, jakie miałam. Odbijał się na potęgę, próbowałam go gruntować i utrwalać na wszystkie sposoby, zawsze kończyłam z czarnymi ciapkami pod brwiami. Swatche i recenzja TUTAJ
  • L'Oreal Super Eyeliner Slim z kolei był dobrej jakości, ładnie malował, był trwały, ale mega szybko umarł śmiercią naturalną (wysechł na amen), więc zupełnie nie widzę sensu inwestycji w niego. Przechowywałam skuwką w dół, oczywiście. 






CIENIE

Widzicie pewną zależność? Zarówno w produktach, które polecam, jak i w tych, których nie polecam, znalazły się cienie Color Tattoo i Bell Hypoallergenic. Chodzi o to, że ja po prostu nie cierpię matowych cieni w kremie na powiekach. Więc matowych Color Tattoo oraz Bell nie polecam, zaś tam była mowa o metalicznym CT i co prawda matowym Bell, ale do użycia miejscowego (brwi/kreska), a nie jako cień na powiekę. Więcej o moim stosunku do matowych cieni w kremie przeczytasz tutaj i tutaj



BRWI

Skandalicznie droga i słaba paletka L'Oreal Brow Artist Genius Kit - pełen opis i swatch TUTAJ




USTA
  • Pomadki matowe Wibo i Lovely robią furorę - nie ma co się dziwić, są dość trwałe i mają fajne odcienie. Ale to, jaką skorupę robią i jak nieprzyjemne są na ustach, jakieś takie klejące, woła o pomstę do nieba. Jestem trochę hipokrytką, bo mam i używam, ale nie jestem zadowolona. 
  • o bublowatym błyszczyku Eveline pisałam tutaj...





RÓŻE, BRONZERY, ROZŚWIETLACZE
  • Znowu będzie lincz za hit blogosfery, ale co tam. Dla mnie Wibo Diamond Illuminator jest stanowczo zbyt brokatowy i szybko się go pozbyłam. Są inne, tanie i ładne rozświetlacze. Swatche TUTAJ



KOREKTORY
  • Ciężko mi się ustosunkować do tego, jaki jest nowy korektor True Match, bo mam starą wersję. Nie wiem, czy zmieniło się tylko opakowanie, czy zawartość również. Stary był średnio kryjący, bardzo suchy i postarzający skórę pod oczami. Swatche tutaj i tutaj
  • Z kolei Wibo Deluxe Brightener to wodnisty, rozświetlający gadżet o baaaaardzo słabym kryciu. Swatche tutaj



PODKŁADY
  • Z perspektywy mojej mieszanej cery, Bourjois Healthy Mix to zły wybór. Szybko się świeci i ściera. Mocno ciemnieje. Pokazywałam go sto lat temu tutaj i tutaj
  • Tęsknię za starym Revlonem ColorStay sprzed lat, kiedy to legendarne krycie było uzasadnione. Każda kolejna zmiana składu była moim zdaniem coraz gorszym posunięciem i dzisiejszy Revlon niewiele ma wspólnego z tamtym. Nie to krycie, nie ta trwałość. Nie miałam co prawda najnowszej wersji z pompką, ale pamiętam już bodajże dwie zmiany składu i każda kolejna była gorsza. Podobno nowa znowu straciła na kryciu. Śmieszy mnie, jak ktoś mówi o obecnym Revlonie, że to szpachla i tak cudownie kryje. Ludzie, te czasy już bezpowrotnie minęły... Pokazywałam wielokrotnie - tutaj, tutajtutaj, tutajtutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i pewnie jeszcze wiele razy :P
  • Ogromnie żałuję, że krem BB Skin79 Orange się u mnie nie sprawdził, bo pokładałam w nim wielkie nadzieje. Szybko się świeci, mocno się warzy i jest nietrwały. Moje sebum go rozpuszcza, szkoda :( Pisałam o nim tutaj, a swatche tutaj i tutaj

Ciekawostki oraz nowości - NIE MIAŁAM

Nie wszystkie nowości mogą zdążyć wejść do oferty przed promocją!!!


Chyba jestem ostatnią osobą, która nie miała styczności z paletką Wibo Neutral ;) Jeżeli zastanawiacie się nad zakupem, promocja może być dobrym momentem. Sporo osób wyczekuje pojawienia się palety Wibo Modern. Hitem jest puder bananowy oraz fixer Wibo, ale ich jeszcze nie miałam. Jeżeli wiszą na Waszej wishliście od dawna, to może być właściwa pora ;)


Na temat tuszu L'Oreal Paradise Extatic, inspirowanym Better Than Sex od Too Faced krążą różne opinie. Też jestem go ciekawa. Z kolei na premierę słynnego korektora Maybelline Age Instant Rewind czeka pewnie wiele osób, ciekawe czy zdąży przed promocją ;) Na promocję na pewno nie zdąży kredka do brwi Max Factor Brow Shaper (co zauważyłam dopiero teraz), ale zainteresowała mnie na przyszłość.


Wiecie, że Eveline ma swoje lakiery hybrydowe? Ale takie naprawdę hybrydowe, utwardzane w lampie! Bazę Miss Sporty Peel Off poleciła mi Paulina, mam ją, ale jeszcze nie używałam, może się przydać do prezentacji lakierów na paznokciach. Z kolei o istnieniu odżywki do paznokci Eveline bez formaldehydu wie chyba niewiele osób, a to ciekawa alternatywa. Mam ją od jakiegoś czasu, ale ciągle mam coś na paznokciach i nie mam kiedy poddać się "kuracji" ;)


Szał na maty trwa, będą kolejne nowości Wibo i Lovely ;)


Czy coś Wam ten podkład przypomina? ;)

Co ja planuję kupić?


W zasadzie niewiele. Poczyniłam już pewne zakupy online, a z wielu kategorii niczego mi nie brakuje ;) Dodatkowo, w Rossmannie interesuje mnie coraz mniej marek. Planuję kupić matowe pomadki w płynie Deborah - bardzo mi się spodobały na swatchach (01, 02, 08), online nie są zbyt popularne i na tej promocji prawdopodobnie wyjdą najtaniej. Na pewno chwycę puder Bell Hypoallergenic SPF50 bo bardzo go polubiłam, a 02 wydaje się ładniejszy od 01, który mam i kupiłam trochę zbyt spontanicznie :) Być może wezmę Bourjois Rouge Edition Velvet nr 10 bo to moja ulubiona pomadka, a moja jest już trochę stara :( Jeżeli będzie dostępny, na pewno chwycę czarny eyeliner Eveline Celebrities - mój niedawno umarł śmiercią naturalną (wysechł), a tak rzadko robię kreski, że nie chcę niczego drogiego. Ten był tani i dobry :) Z pewnością zerknę w stronę szafy Lorigine (o ile będzie), w szczególności na ich podkłady, bo podobno są jaśniutkie. To wszystko :) 

O czym warto pamiętać podczas promocji? 

Z uwagi na wysokie marże w Rossmannie, nie zawsze cena (nawet w takiej promocji!) będzie najkorzystniejsza. Przykładowo - tusz L'Oreal Paradise Extatic w cenie regularnej w Rossmannie kosztuje 61,39 zł, ale już w drogeriach internetowych (Cocolita, MintiShop) 34,90 zł. A czasem można upolować kody zniżkowe lub darmową dostawę. Albo słynny So Couture - w Rossmannie 60,99 zł, na eZebra 26,29 zł, na Cocolita 25,90 zł. Warto porównywać sobie ceny ;)

Podczas promocji należy spodziewać się dzikich tłumów (szczególnie, że wszystkie kategorie są w tym samym czasie), przepychanek i innych dziwnych instynktów łowcy, które budzą się w niektórych kobietach podczas promocji. Istnieje też duże ryzyko zmacanych produktów, również podczas zakupów online, ponieważ towar brany jest ze sklepu, a nie z magazynu. Warto mieć rękę na pulsie i podejść do tego z dystansem. Mogą wystąpić również braki w szafach.

Nie warto robić gigantycznych zapasów, ponieważ nim się obejrzycie, zaraz będzie jakaś kolejna promocja ;)

Regulamin promocji pojawi się TUTAJ

Planujecie skorzystać z promocji?
Co kupicie? :)
ShinyBox: Beauty School | InspiredBy U.R.O.K. Edycja XVII | wrzesień 2017

piątek, 29 września 2017

ShinyBox: Beauty School | InspiredBy U.R.O.K. Edycja XVII | wrzesień 2017

Najnowsza edycja Shinybox nosi nazwę "Beauty School" - widziałam w prezentacjach pudełek, że sporo osób wspomina swój makijaż z czasów szkolnych - oj, ja bym wolała go nie wspominać :D Gruba warstwa podkładu w celu zakrycia niedoskonałości (oczywiście za ciemnego, bo czego się spodziewać po asortymencie kiosku lub osiedlowej drogerii), korektor był mi obcy (więc na twarzy szpachla, a pod oczami sińce), jakieś nieudolne próby nałożenia różu (czytaj: plama), gruba krecha na powiece i rzęsy mocno wytuszowane (czytaj: posklejane) :D Tak, to była tragedia :D A gdy pierwszy raz usłyszałam o Rossmannie, byłam totalnie zaskoczona - co to jest? Dziś nastolatki mają ogromny wybór, również w tanich markach! A jak jest w pudełku Beauty School?


Zakupy z AliExpress - naklejki wodne, naklejki 3d, szablony, tasiemki ozdobne | AliExpress haul

wtorek, 26 września 2017

Zakupy z AliExpress - naklejki wodne, naklejki 3d, szablony, tasiemki ozdobne | AliExpress haul

Mam w planie opisać wszystkie dotychczasowe zakupy z AliExpress - bo sama chętnie szukam tego typu wpisów na blogach, bo można znaleźć ciekawe perełki :) Dziś wpis mocno tematyczny, poświęcony wyłącznie naklejkom na paznokcie - bo mam ich tyle, że i tak będzie tasiemiec. W przyszłości pojawią się też wpisy z gadżetami (ogólnie, nie tylko paznokciowymi), lakierami, artykułami papierniczymi itd. :) Osoby, które nie chcą zamawiać z AliExpress uspokajam - tego typu wpisy będą się pojawiać tylko raz na jakiś czas, nie zmieniam profilu bloga :)

Słowem wstępu:
  • niektóre linki mogą być już nieaktualne (nieaktywne lub inny przedmiot pod tym samym linkiem, tak też mi się już zdarzyło), dlatego przy każdym przedmiocie podaję nazwę sklepu oraz pełny tytuł aukcji w celu ułatwienia wyszukiwania po słowach kluczowych
  • podane kwoty są w złotówkach - jest to cena przedmiotu przeliczona po kursie z dnia mojego zakupu - pamiętajcie, że aktualna cena może być wyższa lub niższa, zarówno z powodu zmiany kursu walut, jak również po prostu z powodu zmiany ceny przez sprzedającego (na lepsze lub gorsze :)), a ceny potrafią się zmienić i to mocno!
  • jeszcze nie wszystkiego używałam, więc nie zawsze będę w stanie się wypowiedzieć, czy polecam, ale być może już samo rzeczywiste zdjęcie i opis pomogą w podjęciu decyzji i skłonią Was lub zniechęcą do zakupu? ;)
  • wszystkie zdjęcia można powiększyć poprzez: PPM (prawy przycisk myszy) na zdjęciu  Otwórz grafikę w nowej karcie  kliknięcie na zdjęcie (lupa z plusikiem)

Naklejek mam sporo i nie planuję udawać, że jest inaczej :) 
Jeżeli ktoś ma z tym problem, to sugeruję pominięcie tego wpisu dla dobra obu stron :)

Do ich przechowywania wykorzystałam zwyczajny album na zdjęcia. Dzięki temu nie fruwają po szufladzie, cały album łatwo mogę schować i wyjąć, a ja łatwo mogę znaleźć szukany wzór (ułożyłam je sobie wielkością, kolorami i wzorami). Jedynym minusem może być to, że naklejki trochę się przesuwają w środku.

Jak dbam o włosy?

piątek, 22 września 2017

Jak dbam o włosy?


Wstęp 

Do stworzenia tego wpisu zmotywowała mnie pewna sytuacja z sierpnia. Otóż umówiłam się do fryzjera na lekkie wycieniowanie włosów (głównie po bokach) i drobne podcięcie końcówek. Wtedy uświadomiłam sobie, że... moje włosy dokładnie od roku nie widziały nożyczek!! Do tego oczywiście w żaden sposób nie zachęcam :P Kiedyś ścinałam włosy na prosto i w podcinaniu końcówek pomagał mi mąż (co to za filozofia wziąć nożyczki i ściąć włosy na prosto). Ale rok temu w lipcu brałam ślub, a w sierpniu dość mocno ścięłam włosy i je wycieniowałam. Dlaczego aż przez rok od tamtego czasu nie ścinałam włosów?! Po pierwsze - bo w cieniowaniu mąż mi nie pomoże. Po drugie - tak mi ten rok zleciał, że nawet nie zauważyłam! A po trzecie i najważniejsze - moje włosy były w tak dobrej kondycji, że nie miałam żadnego wyraźnego sygnału na zasadzie "ojej, ale mam rozdwojone końcówki, muszę je podciąć!" Włosy miały się super, nie były nawet jakoś wyraźnie suche na końcach, rozdwojonych końcówek było niewiele. Nie było więc żadnego czynnika, który by mi przypomniał "ej, pora iść do fryzjera!". W pewnym sensie zupełnie o tym zapomniałam i nie zaprzątałam sobie tym głowy. Tak wyszło, po prostu ;)


Gdy powiedziałam fryzjerce, że moje włosy podcinałam ostatnio dokładnie rok temu, była w mega, mega szoku. Nie mogła się nadziwić, że wyglądają tak dobrze - nie są sianowate i porozdwajane. Chwaliła, że mam dużo baby hair i bardzo intensywnie wypytywała mnie co ja robię, czego używam i generalnie - jak to jest, że mają się tak dobrze?! :) Dlatego postanowiłam Wam opowiedzieć, jak wygląda moja pielęgnacja włosów.



Zacznę od początku - jakie są moje włosy? 

  • są bardzo długie - ciężko mi je zmierzyć w centymetrach bo zależnie od tego, jakie pasmo chwycę, uzyskuję inny wynik, czasem 69-70 cm, czasem 63-65 cm. Zależy od pasma, maksymalnie 69-70 cm
  • są ciężkie, gładkie, śliskie i błyszczące - przez tą śliskość prawie wszystkie gumki okrutnie szybko zsuwają mi się z włosów, w tym szczególnie Invisibobble
  • zupełnie proste, ciężko je zakręcić z dwóch powodów - po pierwsze ciężar włosów je rozprostowuje, a po drugie są też proste naturalnie. Nawet, gdy byłam dzieckiem, miałam krótsze włosy, mama miała nie lada problem, by mi je zakręcić na jakąś okazję - taka ich natura
  • wydają się zdrowe, nie mam wielu rozdwojonych końcówek, oczywiście jakieś się znajdą, ale bez tragedii :) 
  • niestety są też cieniutkie. Nie mam ich mało, nie są rzadkie, ale cieniuteńkie. W związku z tym "kitka" nie jest imponująca, a raczej żenująca :) Zawsze tak było, również w dzieciństwie
  • nie mam obecnie problemów z nadmiernym wypadaniem, na szczotce co prawda znajduję dość spore kłęby włosów, ale to jest spowodowane ich długością - jak się jeden włos zawinie 10 razy wokół ząbków, to wiadomo, że zrobi sztuczny tłum
  • brak im objętości - tu ponownie są dwa powody, po pierwsze ich długość i ciężar, a po drugie - one po prostu takie są, smętnie wiszące w dół i proste. Nawet jak miałam bardzo krótkie włosy (12 lat temu byłam ścięta na chłopaka!) to były bez życia, a ich stylizacja, pianki, żele, woski nie pomagały na długo. Takie oklapciochy ;) 
  • nadmiernie się przetłuszczają - to już co prawda skóra głowy, a nie włosy, ale ujmę to tutaj. Niestety, mam duży problem z nadmiernym wydzielaniem sebum - to się tyczy zarówno skóry głowy, jak i strefy T. Taki już ze mnie tłuścioszek, to trwa odkąd pamiętam, więc taka moja natura. Myję włosy codziennie. Próbowałam używać łagodniejszych szamponów, próbowałam odzwyczajać je od codziennego mycia i na siłę przedłużać ten czas - nie dało rady, a ja się czułam wybitnie niekomfortowo z nieświeżymi włosami. Nie wspominając już o tym, że w czasach szkolnych byłam z tego powodu okrutnie wyśmiewana i pozostało to moją traumą do dziś. Wolę umyć włosy codziennie i czuć się z tym komfortowo, niż na siłę chodzić w tłustych "bo niezdrowo myć codziennie" i czuć się z tym fatalnie
  • są farbowane - już dawno nie miałam swoich naturalnych włosów, oj kilkanaście lat temu. Farbuję włosy z różną częstotliwością, w zależności od tego, czy akurat czeka mnie coś ważnego w życiu. Czasem w odstępie miesiąca, a czasem w odstępie trzech 

O tym, jak długie są moje włosy, przekonałam się... robiąc te zdjęcia do wpisu ;)))) Do tej pory gdy ktoś mnie pytał jak długie one są, odpowiadałam, że do talii. Ale po wykonaniu tych zdjęć (w szczególności tego z obcisłą bluzką pokazującą, gdzie ta talia się znajduje) trochę się zdziwiłam. Okazało się, że jednak są dłuższe, bo talia jest wyżej :D 



Jak wygląda moja pielęgnacja?

Chciałabym w tym punkcie bardzo wyraźnie zaznaczyć, że moja pielęgnacja nie jest wzorcem. W tym wpisie chciałabym się skupić na tym, w jaki sposób obchodzę się z włosami ogólnie, jak wyglądają moje codzienne rytuały. Dlaczego tak? Bo nie używam szczególnie łagodnych szamponów, odżywek o wybitnym składzie, naturalnych olejków i tak dalej. Moja pielęgnacja nie jest super bio, eko i natural ;) Nie stanowię pod względem pielęgnacji żadnego przykładu, który warto by było naśladować. W skrócie streszczę, czego używam, ale nie o tym jest dzisiejszy wpis, a przynajmniej nie takie miałam założenie :))))

  • szampony - naprawdę nie jestem tu wzorcem, bo używane szampony zawierają silniejsze detergenty. Obecnie używam szamponu Garnier Hydra Fresh, zamiennie z L'Oreal Botanicals z kolendrą i Joanną Naturia pokrzywa i zielona herbata (używam od lat). Co mi w ręce wpadnie, byleby oczyszczało, ale nie nadmiernie (Joanny używam raz na kilka myć). Miło wspominam Petal Fresh Aloe&Citrus i pewnie do niego wrócę. Szampony nawilżające i regenerujące = przyklap. W szamponach unikam silikonów, bo nie chcę obciążać przetłuszczającej się skóry głowy
  • odżywki - po każdym myciu, obowiązkowo! Czyli codziennie :) Dlatego odżywki schodzą przy mojej długości bardzo szybko i nie kupuję drogich - zbankrutowałabym. Bardzo lubię odżywki Garniera (Hydra Fresh, Goodbye Damage, Awokado i karite), polubiłam też Balea Oil Repair (żałuję, że nie mam dostępu do DM). Na co dzień często używam Kallosów, widzicie je w prawie każdym denku. Miałam już: Banana, Blueberry, Cherry, Chocolate, Caviar, Vanilla, Latte, Jasmine, Argan, Multivitamin, Pro-Tox, (a w zapasie Aloe, Color, ponownie Chocolate) i możliwe, że o którejś wersji jeszcze zapomniałam. Schodzą, oj schodzą. Dla mnie to po prostu przyjemne odżywki na co dzień, poza Pro-Tox, ta wersja faktycznie była mocniejsza i bogatsza. W odżywkach silikony mi nie przeszkadzają, nakładam tylko na długości, z zachowaniem odstępu od skóry głowy 
  • maski - nie używam praktycznie wcale, chyba że jako odżywki na 1-3 minuty. Może dlatego, że nie myję włosów z głową w dół (o tym za chwilę), więc musiałabym wejść cała pod prysznic, umyć włosy, nałożyć maskę, wyjść, wysuszyć się, a za ileśtam minut znowu wchodzić pod prysznic, moczyć ciało i znowu je osuszać. Nie mam do tego czasu, cierpliwości i nerwów
  • zabezpieczanie końcówek - nie jestem wierna konkretnym produktom ;) Właśnie kończę serum na końcówki Garnier Goodbye Damage (lubię), w międzyczasie poznałam L'Oreal Mythic Oil (jest ekstra!) i oleokrem Biovax (mam wersję Diamond). Zawsze zabezpieczam końcówki, nie unikam silikonów, bo i tak je zmywam. Ale za to stanowczo unikam alkoholu (alcohol denat.) w składzie - rozumiem jego obecność we wcierkach, ale w produktach do końcówek lub na długości zdecydowanie unikam
  • odżywki w sprayu - oprócz typowego serum na końcówki, lubię też spryskać włosy ładnie pachnącą mgiełką - ogranicza puszenie, wygładza włosy, nabłyszcza i zmiękcza. Na pewno również zabezpiecza. Nie używam codziennie, ale dość często. Głównie sięgam po Gliss Kury :) 
  • olejowanie - trochę mi smutno, ale już dawno nie olejowałam włosów. Mam na myśli regularne olejowanie, bo sporadyczne użycie raz na miesiąc się nie liczy ;) W czasach, gdy olejowałam włosy regularnie, miały się jeszcze lepiej i zbierałam masę komplementów :) 
  • wcierki - kiedyś byłam w tym regularna, obecnie - jak mi się przypomni :< 
  • suplementacja - nie przyjmuję obecnie żadnych suplementów diety, już od prawie roku. Moja codzienna dieta również nie jest w stylu insta food... Nie, żebym wsuwała fast foody (choć raz na jakiś czas - jasne, że tak), ale moja dieta to bardziej schabowy, mielony i grochówka, niż kotleciki z ciecierzycy z karmelizowaną marchewką ;)

Jak widać, moja pielęgnacja nie świeci przykładem. Nie jest wzorem łagodności i zrównoważonej pielęgnacji. Używam również tych silniejszych szamponów, nie wystrzegam się SLS. Nie unikam silikonów w odżywkach i produktach zabezpieczających na długości (ale w szamponach owszem). Unikam jedynie alkoholu w odżywkach i produktach do zabezpieczania końcówek. Staram się oczyszczać włosy przy skórze głowy i odżywiać oraz zabezpieczać na ich długości. Nie zastanawiam się na co dzień nad równowagą PEH (proteiny, emolienty, humektanty), dopiero gdy włosy zaczynają się nadmiernie puszyć, zaczynam szukać winowajcy ;) Mogę więc powiedzieć jedno - nie bierzcie ze mnie przykładu ;)



Jak postępuję z włosami na co dzień?

Głównym aspektem dzisiejszego wpisu jest to, w jaki sposób postępuję z moimi włosami na co dzień. A szczerze mówiąc - obchodzę się z nimi jak z jajkiem ;) I myślę, że to ma największy wpływ na ich dobrą kondycję. 

Myję włosy codziennie wieczorem, stojąc pod prysznicem tyłem do zawieszonej słuchawki, i odchylając głowę w tył - w ten sposób unikam plątania. Nie cierpię myć włosów z głową skierowaną w dół, ponieważ mam później trudności z ich rozczesaniem do tyłu. Dodatkowo wszystkie procesy (mycie, płukanie, nakładanie odżywki, znowu płukanie) tak długo u mnie trwają, że zaczyna mnie wszystko boleć od tak długiego nachylania się. A nie mogę sobie uklęknąć, bo wtedy połowa włosów leży na podłodze prysznica ;)


Myję tylko skórę głowy i przeciągam pianę po długości włosów - unikam zbyt mocnej styczności z detergentem i niepotrzebnego pocierania włosów.

Nakładam odżywkę po każdym myciu, na długości włosów, zachowując odstęp od skóry głowy, by uniknąć przyklapu. Bardzo rzadko zdarza mi się użyć samego szamponu, są to wyłącznie sporadyczne sytuacje, gdy się mega spieszę. Wówczas szampon nie może plątać włosów i koniecznie sięgam po ekspresową odżywkę w sprayu. 

Przed nałożeniem odżywki odciskam delikatnie nadmiar wody - dzięki temu odżywka się nie rozrzedza i ma większe szanse zadziałać, jak powinna ;)


Nakładam odżywkę delikatnie (!) przeciągając ją po długości, nie szarpię i nie trę włosów. 

Staram się nie używać gorącej wody do płukania włosów - raczej letnią. Latem przepłukuję je chłodną, ale zimą nie dam rady, zamarzam :))) Zimna woda zamyka łuski włosa. Pamiętajcie jednak, że aby substancje z odżywki wniknęły w głąb włosa, potrzebują, by łuski się rozchyliły. W związku z tym najpierw myję włosy ciepłą wodą, a dopiero odżywkę spłukuję chłodną. 

Po spłukaniu odżywki delikatnie odciskam dłońmi nadmiar wody przesuwając się powoli od góry do dołu - nie trąc dłońmi o włosy, tylko odciskając delikatnie miejsce po miejscu w dół. Odciskam, puszczam, kawałek niżej odciskam, puszczam i tak do samego dołu. Następnie zakładam bawełniany turban z guziczkiem (nie pocieram włosów ręcznikiem!). Dwa lata temu (sierpień 2015) kupiłam dwie sztuki bawełnianych turbanów polskiej produkcji, o wysokiej gramaturze (kupiłam z tej aukcji - nadal jest aktywna! :)). Jestem nimi zachwycona, cudownie chłoną wodę, są łagodne dla włosów i bardzo wygodne. Nieporównywalne do chwalonych turbanów z mikrofibry, które totalnie się u mnie nie sprawdziły. Jedyną wadą tych turbanów było to, że są dla wielkogłowych, spadały mi z włosów. Wystarczyło odpruć guzik i przeszyć go odrobinę odrobinę dalej i już jest ok :) Polecam i chyba kupię ponownie, na wszelki wypadek - mimo, że po 2 latach codziennego używania nadal są w dobrym stanie (poza tym, że uprałam je z czerwonym ręcznikiem - kupowałam białe, a mam różowe, magia!).

Zawsze zabezpieczam końcówki! Włosy codziennie ocierają się o ubrania, poduszkę, czeszemy je szczotką, plącze je wiatr, osadza się na nich brud i zanieczyszczenia z powietrza, spaliny... Zdecydowanie warto je zabezpieczać przed czynnikami zewnętrznymi i urazami mechanicznymi. Nie unikam silikonów w serum na końcówki - ważne, by pilnować ich nadbudowania i zmyć raz na jakiś czas porządniejszym szamponem. Serum na końcówki nakładam od połowy długości w dół lub na same końce - zależy czy używam dodatkowo mgiełki, czy nie.


Rozczesuję włosy, zaczynając od końcówek i stopniowo idę ku górze. Nie szarpię włosów chaotycznie, staram się je delikatnie "głaskać" szczotką. Kiedyś szczotkowałam włosy od góry w dół i dziwiłam się, czemu mam takie kołtuny... ;)


Używam szczotek typu Tangle Teezer, dTangler, D-Meli-Melo, Tangle Angel. Najbardziej lubię Tangle Teezer, ale niestety mam wersję bez jakiejkolwiek rączki, więc ciężko się jej używa :(. Ale jest świetna, trwała i nie elektryzuje włosów. Na drugim miejscu postawiłabym D-Meli-Melo, to porządna szczotka, dobrze rozczesuje, nie elektryzuje włosów, ma rączkę. Jedynie ząbki są trochę ostre i należy być ostrożnym przy skórze głowy... Tangle Angel to piękna szczotka, ale nie leży najlepiej w mojej dłoni (wbija mi się ta rozszerzana podstawa), strasznie elektryzuje mi włosy i szybko wygięły mi się ząbki po bokach. Najgorzej oceniam dTangler - zniszczyła się w mig... 

Staram się zachowywać możliwie najdłuższy odstęp czasowy przed myciem włosów, a pójściem spać - spanie w mokrych włosach przyczynia się do ich niszczenia (są bardziej podatne na niszczenie poprzez ocieranie o poduszkę). Zwykle gdy kładę się spać, są jeszcze lekko wilgotne, ale już nie mokre. Zdecydowanie gorzej reagują na suszarkę, niż spanie w wilgotnych włosach, więc ich nie dosuszam

Nie używam suszarki, prostownicy, lokówki. Tylko w bardzo wyjątkowych sytuacjach - gdy naprawdę mi się gdzieś wygniotą włosy, przejadę lekko prostownicą. Gdy naprawdę muszę wyjść z domu, a mam mokre włosy (nieprzewidziana sytuacja), to je wysuszę. Ale to są sytuacje bardzo sporadyczne i awaryjne. Moją suszarkę kupiłam w 2012 roku (Remington D3710) i do dziś działa świetnie. Jasne, nie była w tym czasie mocno eksploatowana, bo używam rzadko, ale działa :) Staram się suszyć chłodniejszym powietrzem, a na samym końcu użyć zimnego nawiewu w celu domknięcia łusek włosów. Suszarka ma też funkcję jonizacji, co jest dla mnie ważne.


Do spania związuję włosy w trzygumkowego kitka, używam tylko miękkich frotek, żeby metalowe elementy nie szarpały włosów. Na co dzień czasem sięgam po gumki z metalowym łączeniem (bo akurat mam takie, które w miarę dobrze trzymają moje włosy), ale staram się jak najrzadziej. Niestety gumki typu Invisibobble koszmarnie zsuwają mi się z moich śliskich włosów. Jedynie takie obszyte materiałem jakoś się trzymają, ale w Rossmannie dostałam tylko takie w nieciekawych kolorach (i używam jedynie po domu), a ja do wyjścia z domu uznaję tylko czarne gumki :P Takiego trzygumkowego kitka pokazywałam również we wpisie → 10 tricków kosmetycznych. Frotki są przyjazne dla włosów, dobrze trzymają je w ryzach, nie wyrywam sobie przygniecionych (przeze mnie lub męża) włosów podczas spania i nie denerwują mnie, fruwając wszędzie ;) Nie lubię warkocza, bo po jego rozczesaniu mam mega napuszone włosy (u góry przyklap, a na dole puch...), a przeczesanie palcami to dla mnie za mało.


Staram się nie farbować włosów zbyt często. Bardzo rzadko farbuję w odstępie miesiąca (tylko przed ważnym wydarzeniem), zwykle w odstępie dwóch-trzech. Staram się przedłużać ten czas, jak tylko mogę. Farbuję na kolor nieodbiegający jakoś super-mocno od naturalnego (jest ciemniejszy i cieplejszy), więc odrosty nie są drastyczne. Używam mojej sprawdzonej farby Joanna Multi Cream, po którą sięgam od lat i jest dla mnie niezawodna. Używając w kółko tej samej farby, mogę się skupić na odrostach i tylko raz na jakiś czas zafarbować włosy na długości. 


Pomimo przetłuszczającej się skóry głowy, staram się możliwie jak najrzadziej sięgać po suche szampony. Dla mnie to ostateczność, nie codzienność. Jeżeli mam czas rano, korzystam z tricku pudrowania skóry głowy (→ 10 tricków kosmetycznych), by zapobiegać przetłuszczaniu, ale to również tylko przed ważnym wyjściem, nie codziennie.

Przed wizytą w aquaparku lub na basenie wcieram we włosy trochę olejku, by zabezpieczyć je przed chlorowaną wodą. Dodatkowo zawsze zaplatam warkocza, by się nie plątały (raz tego nie zrobiłam i bardzo żałowałam...) i takiego warkocza jeszcze raz przejeżdżam jakimś zabezpieczaczem. 


To już wszystko, o czym byłam w stanie sobie przypomnieć :) 

Załączam jeszcze dwie animacje:



Jak widać, może i moja pielęgnacja (używane produkty) nie jest wzorem do naśladowania, ale za to z włosami obchodzę się jak z jajkiem. Porad we wpisie jest bardzo dużo, ale do wszystkich się stosuję z wysoką starannością - żeby delikatnie odcisnąć wodę, żeby nie pocierać włosów, nie szarpać ich, zawsze zabezpieczać, zawsze związać do snu i tak dalej. Może się wydawać, że tego jest strasznie dużo (i w sumie jest...), ale wszystkie te czynności tak bardzo weszły mi w nawyk, że się nad nimi zupełnie nie zastanawiam. Ba, ten wpis tworzyłam od kilku tygodni, skrupulatnie notując co ja właściwie robię z włosami ;) Bo na co dzień zupełnie się nad tym nie zastanawiam, te czynności są dla mnie standardowym schematem działania. I dopiero, gdy skupiłam się na tym bardziej, zapisując wszystko po kolei, okazało się, że faktycznie trochę tego jest.


Pamiętajcie, że nie wszystkie rady, które sprawdzają się u mnie, sprawdzą się też u Was. Przykładowo, niektórzy twierdzą, że lepiej wysuszyć włosy chłodnym powietrzem, niż pozwolić im schnąć samoistnie. A ja wolę im pozwolić wyschnąć :) Niektórzy twierdzą, że odżywkę lepiej jest wetrzeć we włosy, a moim zdaniem nie. Próbujcie, szukajcie rozwiązań najlepszych dla swoich włosów :) 

Zdaję sobie również sprawę z tego, że ta fryzura może nie być najkorzystniejsza przy mojej budowie ciała i bardzo niskim wzroście (159-160 cm). Być może mnie przytłacza, a krótsze włosy byłyby korzystniejsze. Niemniej jednak długie włosy to było moje marzenie, które zrealizowałam i napawa mnie dumą. Ba, moją walkę o długie włosy pokazywałam w 2012 roku → Aktualizacja włosów z października. Gdy rok temu mocno ścięłam włosy, bardzo żałowałam i źle się z tym czułam, brakowało mi tego czegoś, co mnie wyróżniało. Na szczęście, jak widać, odrosły i znowu mam +10 do dobrego samopoczucia. A myślę, że właśnie o to w tym wszystkim chodzi :) Jeżeli kiedyś sama poczuję taką wewnętrzną potrzebę - zetnę. Ale to nie jest ten moment :)

Mam nadzieję, że wpis okaże się dla Was przydatny
i powodzenia w walce o piękne włosy!
Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl