Zmiany na blogu! :)

Zmiany na blogu! :)

Witajcie!

Ostatni czas był dość intensywny pod względem blogowym, ponieważ nastąpiło wiele zmian :)

1. Szablon bloga

Pierwszą, największą i najbardziej zauważalną zmianą, jest szata graficzna bloga. Mam nadzieję, że się Wam podoba, mi bardzo! :) Jest delikatnie, subtelnie i kobieco, ale też w miarę minimalistycznie. Pojawiły się dwa paski menu, slider z wybranymi wpisami, jest też nowe logo i masa innych bajerów :) Szablon stworzyła i dostosowała do moich potrzeb Karolina z blogów: Pasje Karoliny oraz Karografia. Myślę, że nie muszę jej przedstawiać - wiele pięknych szablonów w blogosferze to właśnie jej dzieło ;) W tym miejscu chciałabym Karolinie ogromnie podziękować za pełen profesjonalizm (naprawdę zna się na rzeczy!), włożoną pracę i masę cierpliwości (dużo kombinowałam i zmieniałam ;)). Karolinę miałam przyjemność poznać na kwietniowym spotkaniu blogerek w Gdyni (klik) i oprócz tego, że jest profesjonalistką, to jest też ciepłą, sympatyczną osobą :) Jeżeli myślicie nad zmianą wyglądu bloga, to bardzo polecam, a wiosna to najlepszy czas na zmiany :)

Było:


Jest:




2. Disqus

Disqus jest tematem grząskim, gdyż ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników :) Mam naprawdę szczerą nadzieję, że się ucieszycie i potraktujecie to jako ułatwienie, a nie utrudnienie :) Ja muszę przyznać, że jako komentator byłam do tej pory zachwycona możliwością komentowania przez Disqus. Mam nadzieję, że będę równie zadowolona jako autor :) Jego największą zaletą jest dla mnie powiadomienie o odpowiedzi na e-mail - lubię wiedzieć, co mi ktoś odpisał, wtedy wiem, że moje komentarze nie lecą "w kosmos". Wielokrotnie wywiązywała się bardzo ciekawa dyskusja na dany temat. W komentarzach domyślnych Bloggera musiałam albo pamiętać, żeby wrócić (rzadko pamiętam, a jeżeli ktoś mnie o coś w odpowiedzi zapyta, to niestety tego nie zobaczę...), albo ustawić sobie powiadomienie o nowych komentarzach. Tyle, że wtedy otrzymywałam dosłownie wszystko, co ktokolwiek napisał. Zdarza się, że zapomnę wyłączyć powiadomienia, a później dostaję e-maile o nowym komentarzu (skierowanym nie do mnie!) we wpisie sprzed pół roku na innym blogu. W Disqusie domyślnie dostajemy powiadomienie o odpowiedzi tylko na nasz własny komentarz, a jeżeli chcemy, możemy dodatkowo włączyć powiadomienie dla całej dyskusji. Dane logowania są zapamiętywane, więc dopóki nie wyczyszczę danych przeglądarki, to wszędzie jestem automatycznie zalogowana i gotowa do komentowania pod własnym zdjęciem, imieniem i linkiem, więc jest to bardzo wygodne :) Łatwo również zajrzeć na bloga osoby komentującej, wystarczy dodać adres bloga w profilu. Założenie konta do komentowania to naprawdę momencik i (moim zdaniem) warto! Dodałam również opcję komentowania jako gość, więc jeżeli się uprzecie, że nie i koniec, to i tak możecie skomentować wpis :) Instalacja Disqus zajęła mi dosłownie parę minut, więc jeżeli też chcecie, a się boicie, to bez obaw :) Działałam zgodnie z TĄ instrukcją :) Chyba jedynym minusem jest to, że stare komentarze układają się chronologicznie, nie zaś zgodnie z odpowiedziami. Ale nie giną.



3. Etykiety

Wiele godzin zajęła mi zmiana etykiet w ponad 500 postach. Aż żałuję, że nie zrobiłam screena tej gigantycznej chmury bezsensownych etykiet, które zbierały się przez ostatnie 6 lat. Doszło do sytuacji, w której produkt do mycia twarzy miał kilka osobnych etykiet (np. "żel do mycia twarzy", "pianka do mycia twarzy", "emulsja do mycia twarzy"), pojawiały się bezsensowne etykiety zastosowane tylko raz (np. "kreska" - dot. eyelinera). Nawet "woda różana" i "papka" (ta z Jawigi) doczekały się własnych etykiet! Spowodowało to mega śmietnik i utrudniało znalezienie czegokolwiek. Teraz etykiety stanowi kilka kategorii, widocznych na różowym, rozwijanym pasku menu: Akcesoria, Paznokcie, Makijaż (z podziałem na: brwi, oczy, usta, twarz), Pielęgnacja (z podziałem na: ciało, twarz, usta, włosy) oraz Pozostałe (ulubieńcy, buble, zużycia, nowości, pudełka, inne). Pozostawiłam też wszystkie etykiety wg marek na blogu, znajdują się w rozwijanej liście na samym dole :) Jest tam również wyszukiwarka, więc jeżeli szukacie czegoś konkretnego, to śmiało!



4. Instagram

To trochę odgrzewany kotlet, bo o założeniu Instagrama już Was informowałam :) Ale również jest to powiązane z wszystkimi zmianami w ostatnim czasie, więc jeżeli jeszcze mnie nie obserwujecie, a macie taką chęć, to zapraszam - @basia.blog :) Bardzo mi się tam spodobało, to szybka forma pokazania czegoś kosmetycznego i dzieje się tam sporo :) 




Podobają się Wam zmiany? :)
Shinybox: Spełnij marzenia | kwiecień 2017

Shinybox: Spełnij marzenia | kwiecień 2017

Shinybox Spełnij marzenia jest już u mnie, czekałam na niego z niecierpliwością! :)

W kwietniowym Shinyboxie:

  • znajdziemy 5 produktów pełnowymiarowych (w tym 2 premium), 1 upominek (próbkę) i 1 voucher (prezent indywidualny)
  • pojawiły się 4 nowe marki kosmetyczne
  • wartość zestawu wynosi około 240 zł + voucher o wartości 30 zł
Earthnicity Minerals, pędzel kabuki

Earthnicity Minerals, pędzel kabuki

Żeby makijaż mineralny wyglądał idealnie, potrzebne są następujące elementy: właściwie dobrana formuła podkładu, zadbana skóra (pielęgnacja to podstawa!), dobre narzędzie oraz technika nakładania. Zaniedbanie nawet jednej z tych rzeczy może sprawić, że nie będziemy zadowolone z efektu końcowego. Pewnie już dobrze wiecie, że uwielbiam pędzle do makijażu i dziś opowiem Wam o jednym z nich - pędzlu kabuki firmy Earthnicity :)

Poznajmy się: 40 pytań kosmetycznych!

Poznajmy się: 40 pytań kosmetycznych!

Zwykle nie robię TAG-ów, jakoś tak myślę, że mało kto je czyta i sama też większość takich wpisów pomijam ;) Jednak kiedy nominowała mnie przesympatyczna Ania z bloga Kosmeologika (klik), którą miałam przyjemność poznać na tegorocznym MAYbe Beauty, nie mogłam odmówić :) TAG jest ściśle związany z tematyką kosmetyczną, więc jeżeli macie ochotę poznać mnie lepiej - zapraszam!

Soraya, Clinic Clean, peeling potrójnie złuszczający

Soraya, Clinic Clean, peeling potrójnie złuszczający

O peelingu Soraya mogłyście przeczytać kilka słów w denku stycznia/lutego. Dawniej, peeling morelowy Soraya był moim ulubionym. Przechodził zmiany szaty graficznej wraz z drobnymi zmianami składu, niewpływającymi na odczucia ze stosowania. Pewnego razu zniknął, a jedynym dostępnym peelingiem w ofercie Soraya, był właśnie ten potrójnie złuszczający (oraz podwójnie złuszczający, bez kwasu salicylowego). Postanowiłam wypróbować, bo i tak potrzebowałam jakiegoś peelingu. Tym większe było moje zdumienie, że to w sumie (prawie) ten sam produkt ;) Dlaczego więc nie skaczę z radości, gdy okazało się, że mój wieloletni hit wcale nie został wycofany? O tym za chwilę ;)

BASIA-BLOG.pl na Instagramie!

Cześć :) 
Wczoraj wieczorem zmiękłam i założyłam Instagram :D 

Na razie jestem na etapie nauki obsługi oraz zastanawiania się - skąd wziąć dodatkową porcję czasu na bieżące przeglądanie tego, co tam się dzieje? :) Instagram zdecydowanie tętni życiem!

Jeżeli jesteście ciekawe dodatkowej porcji kosmetycznych, pozablogowych smaczków, to zapraszam do śledzenia: basia.blog



Czy jest tu jeszcze ktoś, kto nadal waha się nad założeniem, czy ja już byłam ostatnia? ;) 
Be.Loved, olejek do demakijażu Take the day off (szafran, śliwka)

Be.Loved, olejek do demakijażu Take the day off (szafran, śliwka)

OCM (Oil Cleansing Method) to metoda oczyszczania skóry za pomocą olejów. Oprócz oczyszczania, niesie za sobą również walory pielęgnacyjne - mogą być one różne, w zależności od zastosowanych olejów. Do tradycyjnego, wieloetapowego OCM z użyciem mokrego, ciepłego ręczniczka podchodziłam kilkakrotnie lata temu, jednak nigdy nie wystarczyło mi systematyczności, jest to dla mnie zbyt czasochłonne. Niemniej jednak, oleje są dla mnie must have do demakijażu. ZAWSZE muszę mieć w swojej łazience coś tłustszego (olej/olejek/płyn dwufazowy), gdyż to najszybsza i najskuteczniejsza metoda usuwania trwałego, wodoodpornego, czy też po prostu mocnego makijażu. 

MAYbe Beauty - spotkanie blogerek 02.04.2017 w Gdyni :)

MAYbe Beauty - spotkanie blogerek 02.04.2017 w Gdyni :)

Tydzień temu miałam fantastyczną okazję do chwili relaksu i pogaduch w babskim gronie, gdyż uczestniczyłam w spotkaniu blogerek w Gdyni :) Muszę przyznać, że brakowało mi tego. Sporo się u mnie ostatnio dzieje (dużo stresu i nerwów...) więc ta okazja zdecydowanie poprawiła mi humor, a przez kolejnych kilka dni uśmiech nie schodził mi z twarzy. Był to dla mnie mega zastrzyk pozytywnej energii. Jest to zasługa wszystkich świetnych dziewczyn, które miałam okazję poznać, a w szczególności organizatorek - Kasi (Sklerotyczka) i Moniki (Mix of Life), dzięki którym to spotkanie miało miejsce ;)


RCMA No-Color Powder, puder sypki transparentny

RCMA No-Color Powder, puder sypki transparentny

Puder RCMA na blogach przewija się raczej sporadycznie, ale za to na popularnych kanałach urodowych wielokrotnie było o nim głośno - polecała go Kasia KatOsu, Agnieszka Dressed in Mint, Karolina Zientek MakeUp Artist, Ewa Red Lipstick Monster, Milena Makeup i mnóstwo innych polskich, a jeszcze więcej zagranicznych YouTuberek. Z uwagi na fakt, że jestem fanką sypkich pudrów transparentnych, wiedziałam, że prędzej czy później trafi w moje ręce. Jak się sprawdził? Zapraszam! :)


Baza pod cienie Wibo

Baza pod cienie Wibo

Choć moim ulubieńcem w kategorii baz jest Inglot, a tuż po niej Lumene, zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób liczy na niższą cenę i lepszą dostępność. Na szczęście, w tańszych firmach też można znaleźć bardzo udane produkty (np. baza Hean lub Wibo, o której jest dzisiejszy post).

Kosmetyczka Loveto (Loveto.pl)

Kosmetyczka Loveto (Loveto.pl)

Początkowo miałam chrapkę na zestaw kosmetyczka + pędzle (niecałe 70 zł za 12 pędzli do oczu w kosmetyczce!), jednak opinie o tych pędzlach były tak mieszane, że uznałam, że nie potrzebuję kolejnych nieudanych eksperymentów, w związku z czym pozostałam przy samej kosmetyczce. I to był naprawdę dobry wybór! 

Mój makijaż codzienny

Mój makijaż codzienny

Do stworzenia tego wpisu zainspirowała mnie Color My Way (klik), bardzo mi się ten pomysł spodobał i postanowiłam stworzyć własną wersję tutaj :) Wiadomo, że makijaż bywa różny w zależności od humoru/chęci/ilości czasu, a przy naszych zbiorach kosmetycznych nie da się sięgać codziennie po to samo, prawda? ;) Niemniej jednak, ilość czasu rano jest ograniczona, a do kombinowania potrzeba go więcej, zatem w życiu codziennym wyglądam mniej więcej tak, jak w tym wpisie :) 

Poza pomadką Rimmel, wszystkie użyte tu kosmetyki to moje pewniaki. Znam je od miesięcy (bądź lat!) , więc w 100% wiem, czego się po nich spodziewać.


Ku przestrodze: tusz do rzęs L'Oreal Volume Million Lashes Waterproof

Ku przestrodze: tusz do rzęs L'Oreal Volume Million Lashes Waterproof

O bohaterze dzisiejszego wpisu napiszę niewiele, ponieważ nie miałam zbytnio okazji go używać. Dlaczego więc o nim piszę? Ponieważ bubel tak wybitnie mi się naprzykrzył, że chciałabym Was przestrzec przed jego zakupem. Pomimo najszczerszych chęci, efekt zawsze był wyjątkowo daleki od zamierzonego, nigdy nie wyszłam w nim na ulicę, w związku z czym jest to dla mnie bubel wszech czasów i wyrzucone pieniądze w błoto (na szczęście kupiony w drogerii internetowej, więc dużo taniej).

Zdjęcia takie sobie, ale opakowanie, choć dla mnie piękne, ciężko się fotografuje z uwagi na lustrzany efekt :)










Pomimo, że tusz ma bardzo fajną, dobrze rozdzielającą szczoteczkę, którą znam z klasycznego Volume Million Lashes (lubiłam ten tusz), niestety jego formuła jest tragiczna, więc dobra szczoteczka nic tu nie pomoże. Jest koszmarnie suchy, ciężki, grudkowaty, nie da się go równomiernie rozprowadzić na rzęsach. Skleja, a każda próba rozdzielenia kończy się wystawą grudek. Rzęsy są okropnie obklejone, obciążone i rozprostowane, nie chcą się za grosz unieść w górę. Po podkręceniu zalotką, tusz natychmiast obciąża rzęsy i prostuje skręt. Dla mnie bubel jakich mało! 



Cena: od 28,41 zł do 40,07 zł (klik - porównanie cen), a w Rossmannie 60,99 zł
Pojemność: 10,2 ml

Pomimo mojej ogromnej sympatii do niektórych tuszów L'Oreal (np. klasyczny Volume Million Lashes, wersja czerwona Excess), wersja wodoodporna okazała się być strasznym bublem. 
Nie jest wart złamanego grosza :(
Lady Speed Stick, antyperspirant w sztyfcie Luxurious Freshness, Fresh&Essence

Lady Speed Stick, antyperspirant w sztyfcie Luxurious Freshness, Fresh&Essence

W kwestii antyperspirantów preferuję odmianę. Pomimo, że większość z nich bazuje na tym samym składniku, odnoszę wrażenie, że moja skóra szybko się przyzwyczaja. Uważam też, że każda formuła ma swoje wady i zalety, w związku z czym żadna nie jest idealna i można u mnie spotkać wszystkie możliwe: sztyfty, żele, dezodoranty, kremy i kulki. Najbardziej ufam Rexonie i Lady Speed Stick, a dziś kilka słów o antyperspirancie tej drugiej marki. 

Lancome, Grandiose Wide-Angle Fan Effect - tusz do rzęs

Lancome, Grandiose Wide-Angle Fan Effect - tusz do rzęs

Dziś kilka słów o tuszu zdecydowanie wyróżniającym się na tle innych - Lancome Grandiose Wide-Angle Fan Effect. Według producenta, tusz ma zapewniać efekt wachlarza rozpostartych, podkręconych i wydłużonych rzęs pełnych objętości, zaś zagięta szczoteczka ma docierać do wszystkich, nawet najtrudniej dostępnych rzęs, pokrywając je tuszem od nasady aż po końce. Czy tak jest? Zaraz się przekonamy :)


Jak rozjaśnić za ciemny podkład?

Jak rozjaśnić za ciemny podkład?

Osoby bardzo blade (znacznie bledsze od tych, które mówią "jestem ekstremalnie blada, zimą używam Healthy Mix 51!" ;)) wciąż zmagają się z poszukiwaniami podkładu idealnego. I nie mam tu na myśli formuły, to się często okazuje kwestią drugorzędną (choć nie powinno), poszukiwanie odpowiedniego odcienia to jest dopiero wyzwanie! Na drogeryjnych półkach nie ma w czym wybierać, niestety, pozostają więc podkłady trudniej dostępne, a zarazem mniej znane lub podkłady mineralne. I o ile minerałki uwielbiam, tak czasem mam po prostu ochotę na podkład płynny, gdyż ich wykończenie i efekt się różnią :) 

Na szczęście ostatnio zaczęło się pojawiać coraz więcej możliwości rozjaśniania podkładów w płynie, a ja dziś napiszę o nich kilka słów :) 

Jak przechowuję pędzle, by się nie kurzyły?

Jak przechowuję pędzle, by się nie kurzyły?

Czy jest coś piękniejszego od kolekcji pędzli zdobiących toaletkę? Często w pięknych, ozdobnych szklaneczkach, wazonach, przewiązane wstążeczką lub w popularnych, białych, ażurowych świecznikach Ikea... Tak, mnie też to chwyta za serce ;) Też tak kiedyś przechowywałam pędzle - no dobra, nie mam toaletki, więc stały na parapecie, ale luzem, dzięki czemu mogły prezentować swe wdzięki ;). Niestety pędzle przechowywane w ten sposób zbierają wszelki kurz i zanieczyszczenia z powietrza, a później wszystko to ląduje na twarzy - nie brzmi dobrze. Problem jest tym większy, jeżeli pędzli mamy więcej niż kilka, więc siłą rzeczy nie używamy ich codziennie i nie myjemy regularnie - czekają na swoją kolej, zbierając kurz. Długo myślałam, jak rozwiązać ten problem, szukałam pojemników, pokrywek, czegokolwiek, w czym będę mogła je umieścić, ale żeby też nie szpeciło wnętrza. Myślałam nad chowaniem ich do szuflady, ale nie podoba mi się ten pomysł - musiałyby mieć na czymś uniesioną skuwkę, żeby włosie się nie "spłaszczało" od leżenia w poziomie. 

Obecne rozwiązanie towarzyszy mi od lipca 2015, a więc już od ponad 1,5 roku - jak ten czas szybko leci! Nie powiem, że jestem zachwycona wizualnie, ale nie jest też źle. Funkcjonalność mnie zadowala, a jeżeli pojawi się jakaś lepsza, ładniejsza alternatywa, to chętnie z niej skorzystam. 

Mianowicie, są to pojemniki na żywność z serii Stockholm, firmy Plast Team. Zamówiłam 4 różne rodzaje z myślą o przechowywaniu również innych kosmetycznych artykułów (np. gąbeczki), ale w praktyce wykorzystuję 2 rodzaje. 


Posiadam trzy pojemniki o pojemności 2,6 l (średnica 15 cm, wysokość 22 cm). W jednym z nich przechowuję pędzle Zoeva (na zdjęciu powyżej), w drugim pędzle Hakuro (na zdjęciu poniżej), a w trzecim - mix różności, pędzle do twarzy i oczu, m.in. Real Techniques, Pixie, Ecotools, Sunshade Minerals, Beauty Crew, Kavai, Nanshy, Essence (na zdjęciu na parapecie, w dalszej części posta).

Pędzle przechowuję w organizerach biurowych Ikea (seria DOKUMENT, pojemnik na ołówki, 5,99 zł/2 szt.), ponieważ lubię je za rozłożysty kształt. Początkowo pędzle były w zwykłych, okrągłych szklankach, ale wtedy mieści się ich mniej. W przypadku takiego organizera, włosie ma więcej miejsca u góry. Gdybym miała większe, rozłożyste szklanki, użyłabym ich, wyglądałoby to ładniej :)


Posiadam też jeden pojemnik o pojemności 1 l (średnica 11 cm, wysokość 16 cm), w którym przechowuję krótkie pędzle do kosmetyków mineralnych. Tutaj akurat są one w małej, przezroczystej szklance, którą mam od zawsze i nie mam pojęcia, jak się nazywa :)


Zdaję sobie sprawę z tego, że pojemniki te wyglądają dość zabawnie, jak eksponaty muzealne ;) Ale ich używanie jest w pełni komfortowe, pokrywki zdejmują się łatwo, chronią przed kurzem, a pędzle zachowują swoją czystość na długo. Tak to wygląda w praktyce:




Najbardziej po lewej stronie mam etui z pędzlami Sunshade Minerals, po które obecnie sięgam już dość rzadko. Następnie pędzle do minerałków, pojemnik z mieszanką różnych pędzli, małe lusterko do malowania oczu (łatwo trzyma się w jednej dłoni), pojemnik z pędzlami Zoeva, lustro Ikea KARMSUND (nie pasuje kolorystycznie, ale jest ogromne i bardzo wygodne do malowania), pojemnik z pędzlami Hakuro, szklankę z innymi akcesoriami (grzebyk do rzęs Inglot, szczoteczki do rozczesywania rzęs po zużytych tuszach, szpatułki Kryolan, pęseta), zaś po prawej stronie plastikowy, zamykany pojemnik po Ferrero Rocher, w którym trzymam puszek do pudru Inglot, pędzel Super Kabuki Lily Lolo, oraz 3 gąbki do makijażu Blend it! - jedną dużą (czarną) i dwie małe (niebieskie). Po prawej stronie stoi komoda Alex (Ikea), w której trzymam kosmetyki kolorowe i nie tylko :)

Pojemniki Stockholm nie są drogie. Te duże, o pojemności 2,6 l kosztują około 16-19 zł, zaś mniejsze, o pojemności 1 l, około 11-13 zł. Jeżeli nie sprawdzą się do pędzli, zawsze można wykorzystać je zgodnie z przeznaczeniem, czyli w kuchni :) Są też inne pojemności. Ich dostępność jest zaskakująco dobra - choć sama zamawiałam przez Internet, to któregoś dnia, zupełnie przypadkowo, natknęłam się na nie w Kauflandzie (w ofercie standardowej, nie okazjonalnej), a nigdy wcześniej nie zwróciłam na nie uwagi. Tak więc jeżeli zainteresowała Wa ta metoda, zajrzyjcie do najbliższego hipermarketu, może właśnie tam są?

Marzy mi się własna toaletka, na razie pozostaje mi parapet :D 
A Wy, jak sobie radzicie z przechowywaniem pędzli? 
Również przywiązujecie wagę do tego, by się nie kurzyły?
Hydrolat oczarowy (Biochemia Urody) - hydrolat hydrolatowi nierówny...

Hydrolat oczarowy (Biochemia Urody) - hydrolat hydrolatowi nierówny...

Hydrolat ten zamówiłam niejako "z przymusu", bo choć hydrolaty bardzo lubię, od jakiegoś czasu używałam wody termalnej zamiast toniku. Wzięło mnie jednak na ukręcenie dwóch produktów z Biochemii Urody (serum rozjaśniające EXTRA oraz krem AZELO/BHA), a jeden z nich (krem) wymagał użycia dowolnego wybranego hydrolatu. Oczywiście potrzebna jest niewielka ilość, a reszta zostaje do dyspozycji jako tonik lub do kolejnej porcji kremu. Z uwagi na moją cerę (mieszana, problematyczna) wybrałam hydrolat, z którym miałam już styczność, tyle że z innego sklepu. Swoim działaniem idealnie wpisuje się w potrzeby mojej skóry. Hydrolat oczarowy miałam wcześniej ze strony ZróbSobieKrem, tyle że było to daaaawno, dawno temu, w 2012 roku. Po użyciu tego z BU, dość mocno dały mi się we znaki różnice między nimi ;) 


Przegląd (swatche) 24 pomadek na co dzień typu nude

Przegląd (swatche) 24 pomadek na co dzień typu nude

Rola swatchy na blogach jest nie do przecenienia. Uwielbiam je oglądać i są szalenie przydatne, gdy czegoś szukam - idealnego odcienia podkładu, różu, czy innych kosmetyków kolorowych. Najbardziej lubię jednak swatche w zestawieniu porównawczym - wówczas mogę się odnieść do innego, znanego mi produktu i wstępnie ocenić, czy mi się podoba, czy nie. Dziś zapraszam Was na zbiór swatchy pomadek w typie nude, a więc delikatnych, subtelnych, eleganckich i idealnych na co dzień. Osobiście w takich czuję się najlepiej i w sumie tylko takie mam w swoich zbiorach. Wszelkie intensywniejsze, zwykle otrzymane w prezencie, od razu puszczam dalej w obieg ;) 

Dzisiejsi bohaterowie prezentują się następująco - na zdjęciu zabrakło numer 24, ponieważ dopiero po zrobieniu swatchy stwierdziłam, że zmieści się jeszcze jedna ;) Nie jest zbytnio nude, ale też chciała się tu znaleźć ;) 

Mimo, że sztyfty pomadek wyglądają niemal tak samo i sprawiają wrażenie 12 takich samych odcieni, na swatchach zobaczycie, że tak nie jest :)






W końcu zebrałam się do natemperowania wszystkich konturówek :P


1 - Rimmel Lasting Finish Lipstick 070 Airy Fairy
2 - Rimmel The Only One Matte Lipstick 200 Salute
3 - Golden Rose Vision Lipstick 105
4 - Oriflame Pure Colour Vintage Rose
5 - Wet n wild E912C In the flesh
6 - Golden Rose Velvet Matte Lipstick 02
7 - Essence Longlasting Lipstick 07 Natural Beauty
8 - Soap & Glory Sexy Mother Pucker Lipstick Blush pink
9 - Sensique Satin Touch Lipstick 230 Purple class
10 - Maybelline Color Sensational 250 Mystic Mauve
11 - Essence Longlasting Lipstick Barely there
12 - Wibo Glossy Nude 3
13 - Bourjois Rouge Edition Velvet 10 Don't pink of it
14 - Kobo Matte Liquid Lipstick 405 passiflora tea
15 - Lovely Extra Lasting 1
16 - Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick 03
17 - Astor Soft Sensation Lipcolor Butter 008 Hug me
18 - Golden Rose Matte Lipstick Crayon 10
19 - Golden Rose Matte Lipstick Crayon 13
20 - Golden Rose Classics Waterproof Lipliner 305
21 - Essence Lipliner 06 Satin Mauve
22 - Lovely Perfect Line 1
23 - My Secret I love my style Lip liner 02 Nude lips
24 - Bourjois Rouge Edition Velvet 09 Happy Nude Year

Całość prezentuje się następująco:



A tutaj nieco bliżej - góra i dół:



A teraz zdjęcia bardziej "pod kątem", żeby pokazać wykończenie:






Jeżeli chodzi o recenzję tych pomadek - niestety nie tym razem :) Zrecenzowanie 24 produktów przy mojej obecnej ilości czasu wolnego zajęłoby mi ze dwa tygodnie, a przyznam szczerze, że i do stworzenia tego posta długo się zbierałam. Niestety lampa pierścieniowa nieco przekłamuje kolory, więc musiałam czekać na możliwość zrobienia zdjęć w świetle naturalnym, dziennym. Czekałam również na odpowiednią pogodę, gdyż w pochmurne dni zdjęcia wychodzą koszmarnie ponure :) 

Jeżeli jednak chcecie się czegoś dowiedzieć pokrótce o konkretnej pomadce, pytajcie w komentarzach :) 

Mam nadzieję, że wpis będzie dla Was przydatny :)
Copyright © 2016 BASIA-BLOG.pl , Blogger