Przegląd (swatche) 24 pomadek na co dzień typu nude/brudny róż

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Przegląd (swatche) 24 pomadek na co dzień typu nude/brudny róż

Rola swatchy na blogach jest nie do przecenienia. Uwielbiam je oglądać i są szalenie przydatne, gdy czegoś szukam - idealnego odcienia podkładu, różu, czy innych kosmetyków kolorowych. Najbardziej lubię jednak swatche w zestawieniu porównawczym - wówczas mogę się odnieść do innego, znanego mi produktu i wstępnie ocenić, czy mi się podoba, czy nie. Dziś zapraszam Was na zbiór swatchy pomadek w typie nude, a więc delikatnych, subtelnych, eleganckich i idealnych na co dzień. Osobiście w takich czuję się najlepiej i w sumie tylko takie mam w swoich zbiorach. Wszelkie intensywniejsze, zwykle otrzymane w prezencie, od razu puszczam dalej w obieg ;) 

Dzisiejsi bohaterowie prezentują się następująco - na zdjęciu zabrakło numer 24, ponieważ dopiero po zrobieniu swatchy stwierdziłam, że zmieści się jeszcze jedna ;) Nie jest zbytnio nude, ale też chciała się tu znaleźć ;) 

Mimo, że sztyfty pomadek wyglądają niemal tak samo i sprawiają wrażenie 12 takich samych odcieni, na swatchach zobaczycie, że tak nie jest :)






W końcu zebrałam się do natemperowania wszystkich konturówek :P


1 - Rimmel Lasting Finish Lipstick 070 Airy Fairy
2 - Rimmel The Only One Matte Lipstick 200 Salute
3 - Golden Rose Vision Lipstick 105
4 - Oriflame Pure Colour Vintage Rose
5 - Wet n wild E912C In the flesh
6 - Golden Rose Velvet Matte Lipstick 02
7 - Essence Longlasting Lipstick 07 Natural Beauty
8 - Soap & Glory Sexy Mother Pucker Lipstick Blush pink
9 - Sensique Satin Touch Lipstick 230 Purple class
10 - Maybelline Color Sensational 250 Mystic Mauve
11 - Essence Longlasting Lipstick Barely there
12 - Wibo Glossy Nude 3
13 - Bourjois Rouge Edition Velvet 10 Don't pink of it
14 - Kobo Matte Liquid Lipstick 405 passiflora tea
15 - Lovely Extra Lasting 1
16 - Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick 03
17 - Astor Soft Sensation Lipcolor Butter 008 Hug me
18 - Golden Rose Matte Lipstick Crayon 10
19 - Golden Rose Matte Lipstick Crayon 13
20 - Golden Rose Classics Waterproof Lipliner 305
21 - Essence Lipliner 06 Satin Mauve
22 - Lovely Perfect Line 1
23 - My Secret I love my style Lip liner 02 Nude lips
24 - Bourjois Rouge Edition Velvet 09 Happy Nude Year

Całość prezentuje się następująco:



A tutaj nieco bliżej - góra i dół:



A teraz zdjęcia bardziej "pod kątem", żeby pokazać wykończenie:






Jeżeli chodzi o recenzję tych pomadek - niestety nie tym razem :) Zrecenzowanie 24 produktów przy mojej obecnej ilości czasu wolnego zajęłoby mi ze dwa tygodnie, a przyznam szczerze, że i do stworzenia tego posta długo się zbierałam. Niestety lampa pierścieniowa nieco przekłamuje kolory, więc musiałam czekać na możliwość zrobienia zdjęć w świetle naturalnym, dziennym. Czekałam również na odpowiednią pogodę, gdyż w pochmurne dni zdjęcia wychodzą koszmarnie ponure :) 

Jeżeli jednak chcecie się czegoś dowiedzieć pokrótce o konkretnej pomadce, pytajcie w komentarzach :) 

Mam nadzieję, że wpis będzie dla Was przydatny :)

Evree, płyn micelarny do demakijażu twarzy

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Evree, płyn micelarny do demakijażu twarzy

Płyny micelarne na dobre zagościły w mojej łazience - zawsze muszę mieć przynajmniej jeden w użyciu. Zwykle jest to różowy Garnier, z uwagi na relację cena-pojemność, a przy tym jest dla mnie zadowalająco skuteczny i łagodny. Czasem jednak mam ochotę na odrobinę odmiany i sięgam po coś innego. 


Etykieta jest estetyczna i trafia w mój gust. W przeciwieństwie do tej z olejku do demakijażu, trzyma się dobrze i nic się nie odkleja - tu butelka nie ma się od czego tłuścić ;). Dozownik jest dosyć wygodny - dobrze, że ma wypukłość dookoła, dzięki temu chlupnięcie jest bardziej kontrolowane. Pojemność jest średnia - zwykle płyny micelarne mają 200 ml lub 400 ml, a ten ma 300 ml ;)


Zapach tego płynu micelarnego jest bardzo intensywny i niestety przez to mnie bardzo męczy. Jest to zapach czystości/mydła/bańki mydlanej, która rozbiła się na twarzy, uwalniając swój zapach :P I choć brzmi to raczej dobrze - świeżo i czysto - to niestety jest dla mnie zbyt intensywny i duszący. 


Płyn z jednej strony zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, z drugiej - negatywnie. Jest zaskakująco skuteczny, mam wrażenie że makijaż od razu czepia się nasączonego wacika i znika ze skóry, zamiast się rozmazywać, jak to czasem bywa. Zarówno makijaż twarzu, jak i oczu w mig się rozpuszcza i przenosi na wacik, jednocześnie dając poczucie bardzo czystej skóry. Zgadzam się również z obietnicą kojenia i nawilżania - po przetarciu twarzy pozostawia bardzo przyjemne uczucie miękkiej, nieściągniętej, uspokojonej skóry. Zdecydowanie jest to płyn skuteczniejszy od Garniera i tu mnie zaskoczył bardzo na plus. Jest jednak jeden zasadniczy minus, który niestety jest dla mnie istotny - piecze w oczy... Niestety natychmiast pojawia się odruch silnego zamknięcia oka i ciekną mi łzy, w związku z czym używanie tego płynu do oczu mija się u mnie z celem - można sobie narobić więcej szkody niż pożytku. Ale czytałam, że nie u wszystkich tak się dzieje (pozdrawiam Cię, Kingo :)), więc nie chciałabym Was tu zniechęcać. Z przyjemnością zużywam go do twarzy, choć wolałabym coś uniwersalnego.



Podsumowując, dla mnie jest to płyn, który posiada zarówno plusy, jak i minusy. Opakowanie jest wygodne i estetyczne, a płyn zadziwiająco skuteczny, z makijażem radzi sobie bardzo dobrze. Niestety jest również bardzo perfumowany, a zapach zdecydowanie męczący, w dodatku piecze mnie w oczy, a to dla mnie akurat bardzo ważne. Gdyby nie to pieczenie, przymknęłabym oko (nos?) na zapach, a tak to raczej nie skuszę się ponownie, wypalanie oczu to nic miłego ;)

Cena: około 15 zł
Pojemność: 300 ml
For Your Beauty, przyrząd do czyszczenia szczotek

poniedziałek, 16 stycznia 2017

For Your Beauty, przyrząd do czyszczenia szczotek

Dziś krótko, kilka słów o koszmarnym bublu. Do tego "przyrządu" byłam nastawiona bardzo pozytywnie, gdy pojawił się w nowościach, od razu zaczęłam poszukiwania. Okazało się, że w pobliskich mi Rossmannach był niemal nieuchwytny (wykupiony lub niedostępny w ofercie), aż któregoś dnia udało się! Podekscytowana wróciłam do domu, jednak już podczas rozpakowywania mój entuzjazm osłabł do zera (albo i poniżej zera...)


Ulubieńcy i buble w 2016 - podsumowanie roku

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Ulubieńcy i buble w 2016 - podsumowanie roku

Chciałabym Was zaprosić na kosmetyczne podsumowanie roku - uwielbiam czytać takie posty u Was! :) Post będzie się składał z trzech części składowych: ulubieńcy grudnia, ulubieńcy roku, buble roku :)

Ulubieńcy grudnia
są to produkty poznane pod koniec roku (w listopadzie/grudniu), które nie zasłużyły jeszcze na miano ulubieńców roku (może za rok? ;)), ale muszę koniecznie o nich wspomnieć!


Bronzer i rozświetlacz My Secret to dość nowe produkty, kupiłam je niedługo po wejściu na rynek. Wypiekany bronzer wydaje się bardzo chłodny, ale w rzeczywistości ociepla się na skórze. Jest jednocześnie satynowy, więc wygląda bardzo subtelnie. Nie jest mocno napigmentowany, więc nie ma obaw o efekt brudnej skóry. Rozświetlacz również jest wypiekany, jest to druga wersja kolorystyczna My Secret, tym razem Sparkling Beige. Jest zdecydowanie chłodniejszy od Princess Dream, ale największa różnica jest, gdy zestawię je obok siebie - wtedy wybija różowe tony. Gdy użyję nowej wersji samodzielnie - wygląda po prostu beżowo. Piękny odcień, bardzo subtelny! Kobo White Brightener to również produkt młody - rozjaśniacz do podkładu. Wystarczy niewielka ilość, by rozjaśnić zbyt ciemny podkład. Dla mnie atutem są również jego właściwości matujące - zdecydowanie podkręca mat w mieszance z podkładem, dzięki czemu przedłuża również trwałość makijażu! :) Szminka Rimmel The Only 1 w odcieniu 200 Salute nie jest może ideałem jakościowym - to po prostu przyzwoita, komfortowa pomadka na co dzień, ale daje piękny efekt - mat nie jest płaski, lecz raczej subtelny, a w dodatku odcień jest dokładnie taki, jakiego szukałam od dawna, a to nie lada wyczyn! O hybrydach Hyco pisałam niedawno TUTAJ - jest to zdecydowanie zaskakujące odkrycie, jakością powalają na łopatki, a ich cena jest niższa, niż Semilac. 


W grudniu pojawiła się u mnie również lampa pierścieniowa - moja ma moc 40W i jeszcze się "docieramy" - zdjęcia twarzy zwykle są na maxa prześwietlone, a zdjęcia kosmetyków (prawie wszystkie z tego posta :)) muszę niestety doświetlać. Ale może się z czasem dogadamy - nie ukrywam, że i tak dużo mi ułatwiła, ponieważ pracując w tygodniu i studiując w weekendy, po prostu nie mam możliwości korzystania ze światła dziennego - każda z Was pewnie doskonale wie, jak wygląda robienie zdjęć zimą po 17 ;)

Ulubieńcy roku:

twarz:


Podkład Lumene Natural Code zaskoczył mnie baaaardzo jasnym odcieniem, bardzo dobrą trwałością i długotrwałym matem. Minusem jest słabe krycie, więc zwykle musiałam budować je warstwami, ale i tak bardzo często po niego sięgałam, bo z uwagi na trwałość i mat stał się moim pewniakiem! Z kolei podkład MAC Pro Longwear waterproof okazał się być wyborem idealnym na... mój własny ślub. Jest nie do zdarcia i ma genialne krycie. Obecnie muszę go rozjaśniać, ale jest to jeden z lepszych podkładów, jakie kiedykolwiek miałam. Golden Rose Terracotta Mineral Powder w odcieniu 04 to hit YouTube i blogosfery chyba dzięki maxineczce ;) Skusiłam się i ja, nie żałuję - pięknie ożywia, ociepla twarz, a satynowy efekt dodaje świeżości. Róż Freedom w odcieniu Banish to był najczęściej lądujący róż na twarzy w tym roku - sięgałam po niego zawsze, gdy nie mogłam się zdecydować, czego dziś użyję, a gonił mnie czas i nie chciałam się bawić w proszki (kto ma za dużo czasu rano?). W rzeczywistości jest bardziej różowy niż brzoskwiniowy, a odcień subtelny i twarzowy. Z kolei róż mineralny Neauty w odcieniu Magnolia Bud jest po prostu przeeeeecudowny, ale wymaga ciut większej ilości czasu niż prasowaniec. Jest cudownie różowo-brzoskwiniowy, świeży, bardzo ożywia twarz. 

Dowodem na to, że jestem "stała w uczuciach" jest to, że sporo ulubieńców z 2015 roku powtórzyło się w 2016 i towarzyszyło mi przez cały rok, byli nimi:


Świetnie kryjący i długotrwały podkład kryjący Neauty, intensywnie matujący puder Kryolan Anti-Shine, idealny dla mnie puder brązujący Kobo, bajecznie piękny rozświetlacz My Secret Princess Dream oraz piękny, subtelny róż Annabelle Minerals Romantic

oczy:

Ze smutkiem muszę przyznać, że w kategorii oczy mam mało ulubieńców. Owszem, malowałam się praktycznie codziennie, ale zabrakło mi pewnej dozy zachwytu, więc skromnie tylko trzy produkty:


Baza pod cienie Inglot jest absolutnie warta swojej ceny - kosztuje 49 zł, ale tubka jest duża, baza wydajna i naprawdę świetna. Łatwo się rozsmarowuje, zapewnia trwałość cieni przez cały dzień i podbija ich kolory. Wodoodporny top coat Bell jest hitem przede wszystkim dlatego, że na rynku brakuje takich produktów. Mało który tusz wodoodporny się u mnie sprawdza, a tusze zwykłe... nie są wodoodporne, a czasem tego potrzebuję ;) Top coat jest bezbarwny i wystarczy pokryć nim wytuszowane rzęsy, by uzyskać wodoodporną warstwę ochronną. Działa! Cień mineralny Neauty w odcieniu Sandy Beach to mój cielisty ideał, o którym mogłyście przeczytać TUTAJ :) Pigmentacja, trwałość, odcień, poziom zmielenia, cena... Wszystko na piątkę z plusem :)

Ponownie, powtórzyli się ulubieńcy z 2015 roku i towarzyszyli mi wiernie w 2016:


Korektor Astor lubię za jasny odcień, świeży wygląd pod okiem i ładne rozświetlenie. Odżywka Eveline sprawdza się wyśmienicie w roli bazy pod tusz (nie wiem, które to już opakowanie), a cielista kredka Max Factor... na razie nie poznałam lepszej - ma świetny odcień i zadowalającą trwałość :)

usta:

Podobnie, jak w przypadku oczu - ciężko mi było się czymś zachwycić. Formuła mogła się okazać świetna, ale odcień nie bardzo. I na odwrót. Na wyróżnienie zasługuje tylko konturówna Lovely w odcieniu numer 1, która nie należy do najtrwalszych, ale uwielbiam jej odcień!


Tak naprawdę bardziej mogłam liczyć na ulubieńców z 2015:


Bourjois Rouge Edition Velvet 10 Don't pink of it to mój ideał kolorystyczny, a dodatkowo jest bardzo trwała. Odnoszę wrażenie, że świetnie pasuje do mojej bladej karnacji, użyłam jej na własnym ślubie. Masełko Astor w moim ulubionym odcieniu Hug Me - jest słabo napigmentowane, ale bardzo komfortowe i świetne na co dzień. No i mój ukochany EOS, tym razem Pomegranate Raspberry - uwielbiam za zapach, posmak, wydajność i działanie - wbrew wielu negatywnym opiniom co do jego skuteczności.

paznokcie:

Na paznokciach zdecydowanie dominowały hybrydy, z drobnymi skokami w bok. Nie mogło tu jednak zabraknąć mojego ulubionego preparatu do skórek Sally Hansen:


Jest bardzo wydajny i bardzo skuteczny, przyznam szczerze, że nie mam ochoty na eksperymenty, bo w 100% spełnia moje oczekiwania. Trzymam go jednak 2 minuty, a nie 15 sekund, jak zaleca producent. Nigdy mnie nie podrażnił, a właśnie tyle potrzebuje u mnie, by zadziałać jak powinien.


Z 2015 roku wiernie towarzyszyły mi hybrydy Semilac, które dopiero pod koniec 2016 zdradziłam z Hyco. Cenię Semilac za łatwą dostępność, dobrą jakość i popularność - praktycznie każdy odcień można zobaczyć u kogoś na paznokciach, zdjęć jest mnóstwo, dzięki czemu zakup zawsze jest przemyślany. Na pewno kupię jeszcze niejeden odcień, ale już bez poczucia ich monopolu ;)

inne/akcesoria:

Tu będzie zdecydowanie więcej pozycji - poznałam w 2016 roku mnóstwo fantastycznych gadżetów i akcesoriów , które ułatwiły mi codzienną, kosmetyczną rzeczywistość!


Pędzel Super Kabuki Lily Lolo, w przypadku którego wysoka cena jest uzasadniona świetną jakością. Gwarantuje bardzo naturalny wygląd podkładu mineralnego, jest też duży, więc przyspiesza aplikację. Ma też swoje minusy (przeczytacie o nich TUTAJ), ale i tak jest hitem :) Gąbeczki Blend it! są dla mnie idealne - niedrogie (około 25 zł), trwałe, bardzo mięciutkie, świetnie rozprowadzają podkłady płynne. To już mój trzeci egzemplarz (+ mam jeszcze dwie małe)! Pełna recenzja TUTAJ. Metalowa szpatułka Kryolan również okazała się być hitem - sprawdza się do nabierania różnych produktów (kremowych, sypkich) ze słoiczków. Sięgam po nią prawie codziennie. Jest bardzo porządna i niezniszczalna, a w dodatku spora i ciężka więc trudno będzie ją zgubić ;) Recenzja TUTAJ. O bibułkach matujących Marion jeszcze napiszę, ale lubię je za niską cenę i skuteczność, ciągle mam je w torebce, sprawdzają się świetnie, a 100 szt. kosztuje kilka złotych ;)


Odkąd mam też pędzle Zoeva (Luxe Complete Set + kilka pojedynczych), sięgam już głównie po nie. Moje odczucia co do ich ceny są mieszane, nadal nie do końca jestem przekonana, czy są tego warte, gdyż taki sam efekt uzyskiwałam pędzlami Hakuro lub innymi. Niemniej jednak, Zoevy używa się o wiele przyjemniej. 


Woski Yankee Candle towarzyszyły mi przez cały rok, w różnych wersjach zapachowych. Niska cena, świetna jakość, różnorodność zapachów... :) Perfumetki Neness znam również nie od dziś, ale ulubieńcem w 2016 roku był zapach inspirowany Paco Rabanne Olympea - sięgałam po niego baaaaaardzo często. 


Stojak do suszenia pędzli wygrałam w rozdaniu i muszę przyznać, że świetnie się u mnie sprawdza! Wygodnie można suszyć pędzle włosiem w dół, czyli w pozycji najbardziej wskazanej, stojak jest również łatwy w utrzymaniu czystości, a poszczególne elementy składają się w kilka sekund, więc nie zajmują miejsca w domu. Jedynie plastik jest lichy, więc moje drzewko (jego "nogi") jest już klejone :D O stojaku pisałam TUTAJ. Myjka do pędzli For Your Beauty to bardzo wygodny gadżet, ułatwiający pranie pędzli. Różne rodzaje wypustek sprawdzają się do pędzli większych, mniejszych, czy też do wypłukiwania piany. Jest duża, więc wygodnie się z niej korzysta i kosztuje niecałe 13 zł. Patyczki do korekty makijażu Clinique to świetny gadżet! Z jednej strony to zwyczajny patyczek kosmetyczny, ale z drugiej jest szpiczasty, więc dociera w trudno dostępne zakamarki, jeżeli gdzieś wyjedziemy z makijażem i musimy dokonać poprawki. 


Z 2015 roku towarzyszyły mi genialne puszki do pudru Inglot oraz alkohol izopropylowy, który świetnie oczyszcza i dezynfekuje pędzle pomiędzy myciami.

pielęgnacja:


W 2016 roku na szczególne wyróżnienie zasługują: woda termalna Uriage, która świetnie koi i regeneruje skórę oraz zastępuje mi tonik. Sprawdza się również do scalania makijażu i ściągania nadmiernej pudrowości. Olejek Isana to geniusz w wymywaniu podkładu z gąbeczek Blend it! ;) Zaś maseczki Bania Agafii w różnych wersjach (każdą już miałam przynajmniej raz zużytą od a do z) to bardzo wygodne rozwiązanie na co dzień - są odpowiednio wilgotne, saszetki wygodne w użyciu (wielorazowe, zakręcane), mają dość dobre składy, niskie ceny... Super sprawa!


Z 2015 roku towarzyszyli mi: płyn micelarny Garnier, który cenię za delikatność, wydajność, niską cenę i przyzwoitą, choć nie idealną skuteczność, odżywka Garnier Goodbye Damage, którą moje włosy po prostu kochają, krem do rąk Evree Instant Help, który moje dłonie uwielbiają za treściwość i brak mocznika, filtr matujący Vichy, który jest jednym z najbardziej komfortowych wysokich filtrów na rynku oraz mydło Dudu Osun, które nie ma sobie równych w oczyszczaniu cery problematycznej i jak dotąd nie znalazłam niczego lepszego :)


Nadal uwielbiam również krem Lynia Plum, który przeszedł metamorfozę szaty graficznej, ale zawartość jest nadal fenomenalna, o czym możecie poczytać TUTAJ. Dla mnie to najlepszy krem do twarzy, jakiego kiedykolwiek używałam.

Buble roku:

Niestety w 2016 roku znalazło się również nieco rozczarowań, o których pokrótce poniżej ;)


Bibułki matujące z pudrem Marion okazały się być wścieklepomarańczowe ;) Napiszę o nich niebawem. Eyeliner Flormar, który miał być czarny, okazał się szary (KLIK). Z kolei przyrząd do czyszczenia szczotek FYB okazał się być bardziej destrukcyjnym narzędziem tortur i napiszę o nim niebawem ;) Niszczy wszystko, co stanie mu na drodze. Tusz L'Oreal Volume Million Lashes wodoodporny to mistrz grudek i oblepienia rzęs, efekt jest fatalny. Zawiodły mnie również cienie Maybelline Color Tattoo - wersja Nude jest pomarańczowa, gęsta, plastelinowata i wygląda nieświeżo na oku. Rose jest pod tym względem lepszy jakościowo, ale kolor jest totalnie nie mój. Żaden z nich nie jest u mnie trwały, wymagają dodatkowej bazy, więc zapewnienia, że te cienie sprawdzają się jako baza, mogę włożyć między bajki. 


Serum Be Organic nie sprawdziło się ani na noc (za lekkie), ani na dzień (korektory się rolowały), pełna recenzja TUTAJ. Z kolei serum Dermofuture nie robiło praktycznie nic, a obietnice były kuszące ;) Recenzja TUTAJ. O serii korygującej Bielendy również można było przeczytać cuda, a u mnie nie wydarzyło się praktycznie nic, na uwagę zasługuje jedynie maseczka z tej serii. Recenzja TUTAJ


Szampon Gliss Kur miał dodawać objętości, a oblepiał włosy na potęgę, po spłukaniu miałam okropne uczucie niedomycia. Pędzle Kavai niestety nie spełniły moich oczekiwań, ich jakość nie jest warta uwagi, szczególnie, że nie są bardzo tanie. Recenzja TUTAJ. Mgiełka olejkowa Garnier Fructis miała być super odżywką, a okazała się jedynie pachnącym gadżetem o zerowym działaniu, recenzja TUTAJ

Spore to podsumowanie, ale w końcu obejmuje cały rok :) Używałyście czegoś z powyższych? Macie podobne odczucia do moich? Koniecznie podzielcie się tym w komentarzach! :) 
Zużycia | listopad/grudzień 2016

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Zużycia | listopad/grudzień 2016

Nie wiem, jak to się dzieje, ale moje ostatnie denka są naprawdę spore ;) Może dlatego, że obejmują okres dwóch miesięcy? W każdym razie - zapraszam na zbiór minirecenzji :)

Legenda brzmi następująco:

Dobry produkt, warto kupić
Taki sobie, bez szału
Nie warto zaprzątać nim sobie głowy


Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl