Carmexowa rodzinka :)

Nie wszystkie rodzaje Carmexa oceniam tak samo, więc jeśli chcecie się o tym przekonać, zapraszam do dalszej części recenzji :) Carmex klasyczny w słoiczku, a także wiśniowy w tubce kupiłam sama, wersję miętową w tubce otrzymałam w ramach współpracy - to nowość.



Opakowanie

Carmex występuje w trzech opakowaniach: w tubce, w sztyfcie oraz w słoiczku - jak dotąd przetestowałam wersję w słoiczku i 2 tubki, a na pewno w przyszłości kupię jeszcze sztyft dla porównania ;) Carmexy zapakowane są w kartonik, więc mamy pewność, że nikt się wcześniej nie dobierał ;) Obfotografowałam wersję miętową:




Słoiczek: Carmexowy słoiczek jest bardzo porządny, aż się zdziwiłam po rozpakowaniu - nie jest to plastikowe badziewko, to gruby, porządny słoiczek, który na pewno nie pęknie, nie połamie się, spadł mi już wiele razy, a zupełnie nic się z nim nie dzieje :) Mało higieniczny sposób aplikacji, dlatego słoiczek trzymam tylko w domu, gdzie mogę zadbać o czystość dłoni.

Tubka: Tubki są miękkie, z nakrętką na końcu. Bardziej higieniczne niż słoiczek :) Zakręcają się dość porządnie, jeszcze nigdy Carmex nie otworzył mi się w torebce. Łatwo wycisnąć produkt z tubki, nie trzeba się siłować ani gimnastykować.

 Jak widać, słoiczek mam już na wykończeniu :)


Zapach, smak i konsystencja:

Słoiczek klasyczny: intensywny zapach, mentolowo-kamforowy, chociaż po posmarowaniu ust kilkukrotnie usłyszałam od otoczenia, że zapachniało wanilią - być może jak zapach trochę "zwietrzeje", to ma podobny aromat? Nie wiem, ja z bliska czuję coś innego ;) Posmak jest moim zdaniem nieprzyjemny, dlatego skutecznie odwodzi mnie od oblizywania ust :P Carmex w słoiczku jest mocno zwarty, zbity, na początku ciężko było mi go nabrać, aż mój TŻ sobie użył i chyba wbił palucha za mocno, przełamując tą konsystencję - od tej pory nabierał się łatwo.

Tubka wiśniowa: przyjemny, intensywny wiśniowy zapach, przez który przebija się ta mentolowo-kamforowa woń. Podobno zapach miły dla otoczenia, bo często inni chwalili co tak ładnie pachnie ;) Niestety posmak jest równie nieprzyjemny, co wersji słoiczkowej, więc również nie podjadam. Konsystencja nie jest lejąca, więc nie trzeba się obawiać, że coś wypłynie, za to na ustach łatwo się rozprowadza.

Tubka miętowa: bardzo miłe zaskoczenie dla mnie, mimo że nie jestem zwolenniczką mięty w kosmetykach lub jakiejkolwiek innej postaci niż herbata, miętowa pasta do zębów lub cukierki, to ten Carmex naprawdę przypadł mi do gustu - zapach jest przyjemny, uzależniający, taki słodko-miętowy jak zielona guma Orbit, bodajże Spearmint. Nawet smak jest już mniej nieprzyjemny, bardziej czuć miętę niż ten cierpki smak mentolu z kamforą. Konsystencja taka sama jak w tubce wiśniowej.

Tam, gdzie jest błysk, jest napisane "Lanolin"
Działanie:

Wszystkie 3 Carmexy są rewelacyjne, ten wiśniowy w tubce kupiłam przy okazji wypłynięcia w rejs jachtem, a wiadomo z czym to się wiąże - słońce, wiatr i woda naprawdę potrafią wysuszyć skórę, usta i włosy. Sprawdził się genialnie, więc zaopatrzyłam się w słoiczek, który działa JESZCZE LEPIEJ! Przez długi czas używałam Carmexu w słoiczku codziennie na noc i przez ten czas nie miałam żadnych problemów z przesuszeniami nawet w ciągu dnia.

Carmex w słoiczku działa najmocniej - jest gęsty, zwarty, więc nakłada się go trochę więcej, tworzy otulający film, fantastycznie pielęgnuje usta, regeneruje je, a także zmiękcza suche skórki, dzięki czemu szybko przywraca ustom właściwy stan.

Carmexy w tubce działają trochę mniej niż słoiczek, ale również są genialne, szybko regenerują usta i zapobiegają wysuszeniom. Posiadają filtr SPF 15 ;)

W ramach podsumowania - moim zdaniem Carmexy są rewelacyjne, to niezła rewolucja na rynku mazideł do ust, no bo kto ich nie zna? Bardzo dobrze pielęgnują i regenerują usta, są wydajne, ale ten nieprzyjemny posmak jest trochę mało komfortowy... Jednak w przypadku wersji miętowej posmak jest najmniej odczuwalny, bardziej czuć miętę, więc prawdopodobnie skuszę się też na wersję Jaśmin Zielona Herbata, a oprócz tego również w klasyczny sztyft. Gorąco polecam, jeśli jeszcze nie próbowałyście :)

Link do KWC - słoiczek klasyczny
Link do KWC - tubka wiśniowa

Cena: 8,99 zł (często bywa w promocji)
Pojemność: 10 g/tubka, 7,5 g/słoiczek
Dostępność: dobra, dostępny w wielu drogeriach, na pewno w Rossmannie

34 komentarze:

  1. O widzisz, a mnie ten niby miętowy zapach się w ogóle nie spodobał, choć ogólnie miętę uwielbiam...
    Słoiczków nie miałam, ale sztyfty są znacznie mocniejsze niż tubki, wypróbuj koniecznie klasyka jak skończysz słoiczek. Mój też się już kończy i kupię nowy, bo mimo 13 balsamów do ust (sic!) to ten jest niezastąpiony :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Carmexu nie cierpię ale... kupiłam tę wersję balsamu do ust w formie sztyftu, nie pamiętam dokładnie nazwy :P bo jeszcze go nie używałam ale liczę, że będzie się różnić od reszty rodziny ;)
    Robiłam parę razy podejście do klasyka i... nie, to nie moje rejony;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja, ja nie znam :)

    jeszcze nigdy nie miałam carmexu; zniechęca mnie fakt, że, jak pisze wiele osób, mrowi w usta - nie przepadam za tym efektem

    a poza tym moje usta na szczęście nie są szczególnie problematyczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie.. ale muszę w końcu kupić i wypróbować

      Usuń
  4. Miałam ten w tubce wiśniowy i mogłabym się podpisać pod Twoimi słowami - kamfora, mentol i okropny smak :/ Bardzo mnie rozczarował i aż byłam zaskoczona że tyle osob go chwali. Ale kiedy złamałam się i kupiłam wersję w sztyfcie, doszłam do wniosku, że tutaj odczucia mogą się różnić w zależności od zapachu, czy konsystencji. Mam dwa sztyfty - barwiony i bezbarwny i oba uwielbiam. Tam też czuć kamforę i mentol, ale kompletnie mi nie przeszkadzają :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładna rodzinka :). Bardzo pozytywne zmiany na blogu widzę :). Odpoczywaj :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja kupuję tylko w tubce. 2 razy miałam wiśniowy i raz truskawkowy. Uwielbiam te balsamy

    OdpowiedzUsuń
  7. Kusisz ;D ten miętowy dość fajny

    OdpowiedzUsuń
  8. nie znam Carmex'ów, ale mnie nie kuszą, pomimo zachwytów, bo:
    - podobno czuć efekt mrowienia, a ja tego nie cierpię
    - mają okropny smak, a ja jestem nałogowym oblizywaczem
    - nie mam problemów z ustami (nawet opryszczki)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja posiadam ten klasyczny w słoiczku :) Bardzo sobie Go chwalę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. mam wiśniowego, i zużyć go nie moge...Troche mi isę znudził ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja posiadam tylko jaśminowy, ale mam chętkę na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja od zawsze miałam problemy z suchymi, pękającymi ustami i nic mi nie pomagało tylko carmex w słoiczku :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszyscy sobie cenią te kosmetyki, ja ich jeszcze nie używałam ... :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetna recenzja! :) Tego w słoiczku nie miałam. Mam za to w tubce klasyczny i wiśniowy. Mam wrażenie, że wersja klasyczna działa trochę lepiej i dłużej się utrzymuje.
    A jego smak też mnie zniechęca do oblizywania ust ;)

    Buziaki, Magda
    PS.Zapraszam na nową notkę

    OdpowiedzUsuń
  15. Szczerze mówiąc po samym opakowaniu nie skusiłabym się na niego. Po raz kolejny mamy dowód, że nie ocenia się książki po okladce :)

    OdpowiedzUsuń
  16. też mam 3 różne Carmexy i każdy jest inny

    OdpowiedzUsuń
  17. miałam tubkę, sztyft i słoiczek, i jakoś najbardziej polubiłam ten pierwszy :)

    OdpowiedzUsuń
  18. mam carmex w sztyfcie, od roku leży nieużywany w kosmetyczce:/ chyba pora go wyrzucić, zupełnie mi nie podpasował

    OdpowiedzUsuń
  19. muszę koniecznie wypróbować! bo mam problem z przesuszonymi ustami :(

    OdpowiedzUsuń
  20. A mi się wydaje ze przez Carmex porobiły mi się małe krostki wokół ust... ale nie jestem pewna czy to jego wina ;p

    OdpowiedzUsuń
  21. uwielbiam carmex, świetnie sobie radzi z przesuszonymi ustami

    OdpowiedzUsuń
  22. muszę kupić swój pierwszy Carmex :))

    OdpowiedzUsuń
  23. Kocham carmex! mam wersję w sztyfcie i wiśniową w tubce :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja przez zimę używałam zwykłego Carmexa w tubce, dobrze się sprawdzał, chronił wargi a przy okazji zastępował błyszczyk, bo sam ładnie lśni na ustach. Trochę na początku mi śmierdział kamforą, potem jakoś się przyzwyczaiłam.
    Teraz chętnie bym wypróbowała wersję z jaśminem :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja mam tylko wersje w sztyfcie, ale jestem z niej bardzo zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  26. miałam wisniowy,ale nie lubie jego zapach :P

    OdpowiedzUsuń
  27. ja mam i miętowy i ten z jaśminem i zieloną herbatą;)
    Ogólnie lubię Carmexy.

    OdpowiedzUsuń
  28. u mnie odwrotnie, czym więcej balsamów, pomadek itp tym usta wyglądały gorzej i gorzej mi pomogła witamina b compleks i teraz niczego nie używam do ust

    OdpowiedzUsuń
  29. ja mam jaśminowy, bardzo go lubię: jak miałam popękane usta zaleczył to dosłownie po dwóch aplikacjach :)

    OdpowiedzUsuń
  30. zdecydowanie bardziej wolę pomadki z Lovely, to takie moje małe odkrycie :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Mam tylko klasyczną wersję w słoiczku, lubię go, ale szału nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Mam zamiar kupić, ale szczerze mówiąc nie lubię jak jakiś kosmetyk do ust ma nieprzyjemny smak, dlatego jeszcze żadnego Carmexu nie kupiłam ;)

    OdpowiedzUsuń

Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat, zostaw komentarz :)

Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl , Blogger