Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory

poniedziałek, 18 marca 2019

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory

Jakiś czas temu ten podkład był hitem. Mocno zastanawia mnie, dlaczego tak nagle zawładnął blogosferą, wszyscy się nim zachwycali, a teraz cisza, już nikt o nim nie pamięta. Ja podchodziłam do niego dość sceptycznie, a kusił mnie głównie jego jasny odcień. Gdy nadarzyła się okazja, by go przygarnąć od zoili, nie protestowałam ;). Już od pierwszego użycia moje wrażenia były mieszane. Każde późniejsze podejście utwierdzało mnie w przekonaniu, że miłości między nami nie będzie. W końcu podjęłam decyzję - robię tygodniowy test, notuję spostrzeżenia, publikuję recenzję i decyduję, co dalej z tym gagatkiem.

O założeniach serii podkładowej przeczytacie TUTAJ (tekst w ramce).
Testowałam go z różnymi kremami i pudrami, aplikowałam palcami i gąbką.

Wet n wild Photofocus Foundation Soft Ivory


Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Po lewej podkład po kilku minutach, po prawej świeża porcja.

Generalnie nie ciemnieje, może delikatnie pomarańczowieje przy zastyganiu.

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback



Plusy:

  • dosyć lekka formuła 
  • krycie - zadziwiająco dobre, pomimo rzadkiej konsystencji świetnie radzi sobie z zaczerwienieniami i niedoskonałościami 
  • odcienie - szeroka gama kolorystyczna, warto dodać, że Soft Ivory nie jest najjaśniejszym odcieniem w gamie - jest nim Porcelain (w Polsce niedostępny)
  • ideał do zdjęć i nagrywania - mocno wygładza skórę, nie robi flashbacku
  • cruelty free, vegan friendly
  • cena - ok. 30 zł/30 ml


Plusy/minusy:

  • opakowanie - z jednej strony eleganckie i szklane, z drugiej - ciężkie, niepraktyczne, trudno będzie wydobyć produkt do końca, a gwint jest zawsze uwalony
  • rozprowadzanie - zastyga dość szybko, ale na szczęście pozwala się przez chwilę rozprowadzić. Niemniej jednak warto pracować z nim dość sprawnie, a najlepiej stopniowo, partiami twarzy. Gdy spróbowałam go nałożyć na przypudrowaną skórę (trick przedłużający mat i trwałość), miałam nie lada problem, ponieważ kropeczki podkładu błyskawicznie zastygły (na kremie jest łatwiej)
  • forma aplikacji - najlepiej wygląda nałożony gąbką - wtedy jest rozprowadzony równomiernie, ładnie pokrywa rozszerzone pory, wygląda gładko. Nałożony palcami nie wyglądał ładnie - za sucho, osadził się też w porach :( 
  • nie ciemnieje, ewentualnie lekko pomarańczowieje przy zastyganiu...
  • wykończenie matowo-pudrowe, dla mnie to raczej plus, choć minusem jest podkreślanie niedoskonałości. Jest to typowo zastygający podkład. 
  • utrzymywanie matu - całkiem niezłe, choć nie wybitne, po całym dniu mocno się wyświeca, a użycie bibułki źle się kończy
  • trwałość/warzenie - najbardziej problematyczna cecha tego podkładu... Jako minus zakwalifikowałam słabą odporność na ścieranie i niestety, po całym dniu potrafiłam wrócić z koszmarnie powycieraną twarzą - bo gdzieś się dotknęłam, bo dmuchałam nos. Ale bywały też takie dni, kiedy po powrocie do domu wyglądałam nadal bardzo dobrze (pod warunkiem niedotykania!). Podobnie z warzeniem - ten podkład jest potwornie kapryśny, nie lubi się z zastygającymi kremami (roluje się), nie lubi się z bogatymi kremami (warzy się), nie lubi się z łagodnymi, delikatnymi pudrami (Laura Mercier, Kobo Brightener) - albo inaczej, może i wygląda pięknie, ale tylko przez chwilę, a po kilku godzinach zaczyna się warzyć. Najlepsze rezultaty uzyskiwałam, nakładając go gąbką na lekki krem, utrwalając porządnie matującym pudrem. Zdarzało mu się zebrać w dziwne plamy w okolicach brody/żuchwy - takie pomarańczowe, zwarzone placki, odznaczające się od reszty twarzy. Trudno jest mi go ocenić - potrafi być trwały i się nie warzyć, a potrafi też być nietrwały i się warzyć :D Tadaaam, recenzja roku ;)
  • dostępność - w czasach hype'u był niemal nieuchwytny, teraz chyba jest lepiej (dostępny w Drogeriach Natura)


Minusy:

  • zapach - śmierdzi jakimś klejem/farbą, fuj...
  • jest widoczny na skórze - jakby się na niej osadzał, nie chciał się wtopić, podkreśla suche skórki, meszek na twarzy, osiada na brwiach, robi skorupkę na gojących się niedoskonałościach. Wymaga perfekcyjnie przygotowanej skóry, wypeelingowanej, wypielęgnowanej, a najlepiej jeszcze wydepilowanej z meszku (no bez jaj :P)
  • nie jest odporny na ścieranie, użycie bibułki matującej sprawia, że się "rozjeżdża" i migruje, nie polecam dotykania twarzy, nie polecam dmuchania nosa

Efekt na skórze:


Kolejne 4 zdjęcia: przed / sam podkład / wykończony makijaż / po 10 godzinach
Tego dnia nie było może źle, ale mogło być lepiej

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback
na ustach Golden Rose Crayon 11

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Druga strona:
przed / sam podkład / wykończony makijaż / po 10 godzinach

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Inne zdjęcia - mix:

tuż po aplikacji - meszek strasznie podkreślony, skóra wygląda sucho, zbyt pudrowo

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

po całym dniu - zwarzona broda...
(na żywo wyglądało to gorzej)

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

po całym dniu - zwarzona broda...

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

po całym dniu - zwarzona broda i brzydkie odcięcie pomiędzy rejonem brody, a policzkiem, jakby plama...

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

to również nie jest efekt, którego oczekuję po całym dniu

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Tuż po wykończeniu makijażu / po 10 godzinach
Nos się wytarł, a rejon brody i nosa spomarańczowiał, wytłuścił się i nieco zwarzył. 

Wet n Wild PhotoFocus Soft Ivory, wetnwild, wet'n'wild, photo focus, jasny i żółty podkład bez flashback

Podsumowując, jest to podkład bardzo kapryśny, którego zazwyczaj oceniałam na 3/5, rzadko się zdarzało 4/5. Dla mnie nie jest ani jednoznacznie zły, ani jednoznacznie dobry. Wymaga perfekcyjnie przygotowanej skóry (dzień wcześniej peeling, dobra pielęgnacja), idealnego kremu (niezastygający, lekki, nie za tłusty) i idealnego pudru (porządnie utrwalający). Nie wybacza dotykania twarzy, użycie bibułki natychmiast pogarsza wygląd skóry. Bardzo trudno jest mi go ocenić, ponieważ bywały dni, gdy po powrocie do domu nadal wyglądał pięknie (gdy zrealizowałam wszystkie punkty powyżej), a bywały takie dni, kiedy marzyłam, by to wszystko zmyć. Pięknie wygląda w kamerze i na zdjęciach (miałam go na sobie w tej relacji), robi efekt super gładkiej "baby face", nie robi flashbacku. To może być świetny podkład do nagrywania lub sesji zdjęciowych, jednak do używania w codziennym życiu jest moim zdaniem zbyt kapryśny. Nie wiem też, jakiej cerze miałabym go polecić... Na suchej będzie nieprzyjemnie ściągał i podkreślał suche skórki. Na tłustej będzie robił takie przygody, jak u mnie (przypominam, że ja mam tłustą). Na mieszanej może być combo problemów :D. Chyba tylko normalne mogą czerpać z niego ciągłą radość, ale to tylko moje gdybanie. Ja bym go nie kupiła, wolę moje pewniaki. 

Jeżeli go znacie, chętnie poznam Waszą opinię! :) 
Jak ograniczyć zapasy kosmetyczne?

wtorek, 12 marca 2019

Jak ograniczyć zapasy kosmetyczne?


Podobno ulubionym sportem blogerki kosmetycznej są zapasy :D (by Agata :*). Muszę przyznać, że kiedyś sama w nich tonęłam i choć nadal jestem daleka od minimalizmu, to jednak udało mi się już jakiś czas temu wyjść na prostą i je opanować :). Myślę, że większość z nas przez to przechodziła, przechodzi lub dopiero nadejdzie taki moment przytłoczenia nadmiarem produktów :) 

Dziś chciałabym się podzielić sposobami, które pomogły mi okiełznać ilość posiadanych kosmetyków. 

1. Tabela zapasów i porządek


Taka tabela najlepiej pomogła mi zrozumieć, na czym stoję. Wyjęłam wszystkie kosmetyki z zapasów i rozłożyłam je na podłodze. U mnie część była pochowana w łazience z tyłu na półkach, część w szufladach, część w plastikowych pudełkach. To ważne, żeby dotrzeć do każdego skitranego produktu :). Zrobiłam sobie najprostszą tabelkę w edytorze tekstu z podziałem na kategorie produktów, wydrukowałam ją i każdą rzecz wpisałam do tabeli. Takie zobrazowanie stanu rzeczy było świetne, ponieważ natychmiast zrozumiałam, czego mam stanowczo za dużo - więcej, niż jestem w stanie zużyć (maseczki do twarzy), a co powinnam kupić, ponieważ niebawem się skończy, a ja nie mam niczego w zapasie (np. żel do higieny intymnej). Punkty krytyczne = szlaban na zakupy. Jestem wzrokowcem, uwielbiam wszelkiego rodzaju tabelki i to rozwiązanie bardzo mi pomogło. 

Kolorówki nie ewidencjonuję, ponieważ tam praktycznie nie mam zapasów, jakieś pojedyncze sztuki. Gorzej będzie, gdy zrobię listę produktów otwartych jednocześnie - byłoby słabo... Ale kiedyś opanuję i to!

Jeszcze jedna ważna rzecz - warto trzymać wszystkie zapasy w jednym miejscu. Nie, jak ja kiedyś - trochę tu, trochę tam. Wszystko powinno być razem - tylko wtedy naprawdę wiemy, co mamy. Gwarantuję, że chowając coś na dnie szuflady, znajdziemy to za rok czy dwa z przekroczoną datą ważności. 


Taką tabelę trzymam w koszyku z zapasami - gdy coś wkładam, od razu dopisuję. Gdy wyciągam, od razu wykreślam. Dzięki temu, zajmuje mi to dosłownie kilka sekund ;)

MOJĄ TABELĘ ZAPASÓW UDOSTĘPNIAM WAM TUTAJ - jeżeli chcecie, możecie pobrać i wydrukować, a jeżeli chcecie nieco inną, możecie się na niej wzorować i zrobić samodzielnie po swojemu.


2. Nie otwieraj za dużo na raz 


To rozwiązanie złudne i niestety zgubne. W końcu produkt z zapasów wędruje do produktów w użyciu, zapasy się zmniejszają i jest cacy, no nie? Noooo... nie ;). O ile posiadanie otwartego peelingu mechanicznego i enzymatycznego, maseczki nawilżającej i oczyszczającej, szamponu łagodnego na co dzień i mocniejszego raz na jakiś czas jest zrozumiałe, tak już otwieranie 5 produktów do zabezpieczania końcówek, 4 kremów pod oczy itd. jest zupełnie bez sensu. Ani nie zapoznamy się dobrze z produktem (bo co chwilę zmieniamy), ani nie będzie nam łatwo w razie uczulenia/podrażnienia/wysypu odnaleźć winowajcę, ani zużycie tego w terminie nie będzie łatwe. Wierz mi, zużywanie kilku otwartych produktów przypomina walkę z czasem, zamiast przyjemności z używania. Najpierw zużyj, później otwórz kolejny. 

3. Naprawdę używaj (i zużywaj)


W przypadku produktów pierwszej potrzeby (żel pod prysznic, antyperspirant, żel do mycia twarzy itp.) sytuacja jest dosyć prosta bo i tak ich używamy codziennie, więc prędzej czy później zejdą. Gorzej w przypadku produktów stosowanych okazjonalnie (np. peeling do ciała) lub do codziennego użytku, ale czasem pomijanych (np. serum na końcówki). No cóż - jak nie będziesz używać, to nie zużyjesz. Mi bardzo pomogło wystawianie takich rzadko używanych produktów na pierwszy plan. Schowane z tyłu szafki/na dnie szuflady prawdopodobnie będą tam leżeć, aż się zepsują. Wyciągnięte na wierzch, cały czas przypominają o swojej obecności. Jeżeli punkt drugi zawiódł i mamy kilka otwartych produktów jednocześnie, warto ustalić priorytety, co zużywamy w pierwszej kolejności i tego się uczciwie trzymać. Gdy już zostanie tylko jeden, sytuacja zostaje opanowana ;)

4. Pilnuj terminów ważności + sposób przechowywania


Produkty zazwyczaj mają dwa terminy ważności - konkretną datę np. 04.2020 oraz PAO (period after opening), oznaczony symbolem otwartego słoiczka. Data informuje o maksymalnym terminie ważności zamkniętego produktu (kosmetyk leży w zapasach, zegar tyka pomału), zaś PAO - w takim terminie należy zużyć produkt po otwarciu (bomba zaczyna odliczanie :D). PAO to np. 12M (12 miesięcy), 36M (36 miesięcy), 3D (3 dni). 

Posiadanie zbyt wielu produktów - zamkniętych czy otwartych - to krótka droga do ich przeterminowania i utraty kontroli. Czy zdarzyło Ci się kiedyś wyrzucić nowy, nieotwierany produkt bo tak długo czekał, że aż zdążył się przeterminować? Mi się zdarzyło, wyrzuty sumienia bezcenne. I strata pieniędzy, oczywiście. Sprawa jest szczególnie trudna na początku, zanim się człowiek wygrzebie z zapasów. Wtedy warto oznaczać sobie takie produkty - niektórzy notują sobie daty otwarcia i daty ważności w Excelu, inni oznaczają markerem opakowanie, są też takie naklejki (w KIK), które mogą pomóc. Ogarnięcie tego w głowie może być za trudne :). Z czasem będzie tylko łatwiej, bo posiadając mało kosmetyków, łatwo nad nimi zapanować. 

Daty ważności to z jednej strony temat bardzo ważny - kto chciałby się smarować przeterminowanym kremem? Można sobie zrobić krzywdę, a tego, co się dzieje w produkcie, bez mikroskopu nie zobaczymy. To, że nie widzimy pleśni, zapach się nie zmienił, jeszcze nie znaczy, że w środku nie dzieje się grzyb party. Dlatego samodzielne diagnozowanie "z tym się jeszcze nic nie dzieje" w wielu przypadkach jest po prostu błędne. Z drugiej strony - PAO jest czasem określane jako dupochron dla producenta, który gwarantuje minimalną trwałość, w czasie której nic nie powinno się wydarzyć. Ale czy rzeczywiście wyrzucimy po 12 miesiącach paletę cieni, która kosztowała 100-200 złotych? A co z minerałami, które w swojej czystej postaci (bez dodatkowych składników!) są uważane za bezterminowe pod warunkiem higieny użycia, a jednak mają PAO na opakowaniu? Jedno jest pewne, w przypadku produktów płynnych zalecam zwiększoną ostrożność, a w przypadku pudrowych/sypkich jest większe prawdopodobieństwo, że termin będzie dłuższy. Ale też nie zawsze - naturalne kosmetyki prasowane, choć pudrowe, mogą zawierać np. naturalne oleje, które szybciej zjełczeją. Pamiętajcie też o właściwym przechowywaniu kosmetyków - nigdy nie trzymam kolorówki w łazience (wilgoć, zmiana temperatury), tylko pielęgnację i też tylko w niezbędnym zakresie. 

5. Czy naprawdę tego potrzebujesz?


Przed nabyciem produktu warto się zastanowić, czy NAPRAWDĘ tego potrzebujemy. Gdy miałam włosy do pasa, zużywałam dwie odżywki tygodniowo, więc nawet posiadanie sześciu w zapasach było dla mnie ilością akceptowalną. Teraz, gdy mam włosy ledwie za ramiona, zużywanie idzie mi znacznie wolniej, więc jedna odżywka w zapasie to moje maksimum. Nie mam ani jednego balsamu do ciała i ani jednego peelingu do ciała, ponieważ... rzadko używam. To są kwestie bardzo indywidualne i nie ma tu jednej, uniwersalnej recepty - każdy zna swoje potrzeby najlepiej. Po prostu zastanów się, czego TY naprawdę potrzebujesz i w jakiej konkretnie ilości (dzięki tabeli zapasów wiesz, ile masz już w tym momencie). I tego się trzymaj. Ale tak na poważnie - wmawianie sobie, że "potrzebujemy" 20 żeli pod prysznic to oszukiwanie samych siebie :). 

W tym punkcie chciałabym też zawrzeć silne chciejstwa pod wpływem blogosfery. Ile wszechobecnych hitów już Cię rozczarowało? Ile okazało się zbędnym, piątym korektorem, dziesiątym podkładem, czwartym tuszem do rzęs? Ile kosmetyków było polecanych tylko dlatego, że marka zrobiła masową kampanię, a produkt niemal wychodził z lodówki? Czy naprawdę tego potrzebujesz? Zazwyczaj nie... Dobrze jest mieć w głowie polecany produkt "na kiedyś", ale dopiero wtedy, gdy faktycznie będzie potrzebny i nadejdzie jego pora.

Niektóre produkty bardzo łatwo można zastąpić innymi. Na przykład, zamiast peelingu do ciała, można kupić rękawicę Kessa, która może posłużyć nawet kilka lat (ja swoją piorę w pralce) lub zrobić sobie peeling cukrowy bądź kawowy DIY. 

6. Pozbądź się


Realizacja punktu 1 (tabela zapasów) umożliwia też łatwe zrobienie porządków. Jeżeli produkt nie spełnia Twoich oczekiwań, jest bublem lub po prostu przeciętny - po co się męczyć? Ma zajmować miejsce na półce? Jeżeli dostaniesz coś, co nie jest dopasowane do Twoich potrzeb (bo nie używasz tego rodzaju produktu, bo nie ten rodzaj cery lub włosów, bo nie ten skład, bo nie ten zapach) - po co używać na siłę? Zrób rozeznanie w zapasach oraz produktach otwartych (!) i zastanów się, czego nie chcesz. A później się tego pozbądź :). Pierwsza tura może być przytłaczająca, ponieważ pewnie będzie tego sporo, ale później będzie tylko łatwiej. 

Teraz mam taką zasadę, że jeżeli wpada w moje ręce coś, czego nie chcę (np. w paczce PR, prezencie na święta/urodziny), natychmiast się tego pozbywam. Póki produkt jest jeszcze świeży, póki nie zdążył zapuścić korzeni na półce. Nie warto odkładać tego na później - za pół roku produkt się przeterminuje i będzie się nadawał już tylko do wyrzucenia, bez sensu. Taka rotacja produktów jest naprawdę super, bo nie gromadzą się nam rzeczy zbędne. Coś przychodzi i jeśli jest niechciane, to natychmiast wychodzi i znika z oczu. Polecam! 

Sposobów pozbycia się jest naprawdę mnóstwo:

- oddaj rodzinie, znajomym lub wystaw za same koszty wysyłki
- wymień się z kimś na coś, co się faktycznie przyda (koleżanki, OLX)
- sprzedaj (OLX, allegro...) - przy założeniu, że produkt jest jeszcze świeży, przynajmniej odzyskasz część pieniędzy
- zużyj alternatywnie (np. odżywka do włosów zamiast pianki do golenia, krem do rąk wsmaruj w ciało)
- oddaj na licytację charytatywną/do domu samotnej matki/do domu dziecka - produkty nowe
- zorganizuj konkurs - produkty nowe 
- wyrzuć - jeśli coś faktycznie jest mega bublem i nie chcesz tego nikomu podarować lub jest po terminie, to już i tak nic z tym nie zrobisz. Trochę boli, nie lubię tego robić, ale czasem trzeba. 

7. Nie ulegaj promocjom


Dobre promocje nie są złe, ale wszystko z głową. Przede wszystkim, promocje są co chwilę. Jak nie w Rossmannie, to w Hebe. Jak nie w Hebe, to w SuperPharm. Walentynki, Dzień Kobiet, Wielkanoc, Dzień Matki, Dzień Dziecka, Black Friday, Boże Narodzenie... Serio, promocje są cały czas. Zakup produktów bieżącej potrzeby w promocji jest super - to rzeczywiście oszczędność pieniędzy. Ale robienie zapasów, jakby świat miał się za chwilę skończyć, totalnie nie ma sensu. Kolejna sprawa - tego typu promocje często sprawiają, że kupujemy coś bez sensu (bo w promocji...). Coś ładnego, kuszącego, co wcale nie jest nam potrzebne. Cieszymy się, że kupiliśmy w promocji, ale... 10 zł wydane w promocji, a 10 zł niewydane wcale, to przecież nadal 10 zł w plecy. Nie zaoszczędziliśmy, straciliśmy. Jeszcze jedna ważna rzecz - większość z nas raczej ma bezpośredni dostęp do sklepów - za rogiem Biedronka, Lidl, czy Rossmann. Nie przesadzajmy, jeżeli nagle skończy się żel pod prysznic, to można go dorzucić do zakupów przy najbliższych zakupach spożywczych. Może nie za 3 zł z Isany, ale za 5 zł z BeBeauty ;). Do czasu zakupów można się poratować żelem do higieny intymnej czy nawet szamponem do włosów. A jeżeli nagle skończy się peeling do twarzy, balsam do ciała czy coś innego... przecież to nie koniec świata, może poczekać kilka dni do wizyty w drogerii. Do większości produktów naprawdę mamy dostęp, a poza odbierającymi rozum -55%, 2+2, są też zwyczajne, gazetkowe promocje na bieżąco. Szczególnie, że rynek jest już tak fajnie rozwinięty, że pojawia się naprawdę dużo tanich, dobrych marek, dzięki czemu nawet zakup w cenie regularnej (tak, powiedziałam to!) nie boli portfela. 

Kiedyś korzystałam z prawie każdej promocji w Rossmannie (-49%, -55%, 2+2), kupując kosmetyki na zapas. I wtedy wydawało mi się to korzystne. Dopiero gdy odpuściłam raz, drugi i trzeci, poczułam się uwolniona od tej "potrzeby" i w tym momencie zupełnie na mnie te promocje nie działają - no chyba, że faktycznie mam coś na liście lub coś mi się kończy. Tylko wtedy jest to korzystne. Gwarantuję, że jeśli kilka razy odpuścisz (tak po prostu, zaciśnij zęby i NIE KUPUJ), później będziesz podchodzić do tych promocji z zupełną obojętnością.

Bieżące kupowanie produktów, które naprawdę są potrzebne, nawet w cenie regularnej, generuje większe oszczędności niż wychodzenie z pełnymi siatami podczas -55% czy 2+2. Dzięki temu kupujemy jeden peeling, jeden szampon, czy jedną odżywkę dokładnie wtedy, kiedy tego potrzebujemy, zamiast całej torby zbędnych rzeczy.

Wyjątek mogą stanowić promocje na produkty/marki, które rzadko są objęte rabatem, szczególnie gdy są to produkty droższe. Wówczas zakup ulubionego, sprawdzonego lub długo wyczekiwanego produktu na zapas faktycznie ma sens. 

8. Nie przeglądaj ofert bez sensu 


To się trochę wiąże z poprzednim punktem. Przeglądanie najnowszych gazetek promocyjnych (z nudów) może powodować, że kupimy coś bez sensu - bo wpadło w oko, bo w promocji. Zdecydowanie lepsze będzie podejście "potrzebuję szamponu, przejrzę gazetki, czy może jest gdzieś fajny w dobrej cenie" niż "poprzeglądam gazetki, zobaczę co jest w promocji, a nuż coś mi wpadnie w oko". Na początku detoksu lepiej nie przeglądać ich wcale.

Jeżeli masz słabą wolę, nie zapisuj się na newslettery drogerii i sklepów internetowych ;)

Jeżeli nie pamiętasz, że czegoś potrzebujesz, to znaczy, że tego nie potrzebujesz. Tworzenie listy zakupów na siłę zawsze prowadzi do zbędnego wydawania pieniędzy.

9. Zrób zestawienie nowości


Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile kupujemy/dostajemy. Jeżeli ilość otaczających nas kosmetyków zaczyna przytłaczać, warto zacząć notować wszystko, co wpada w nasze ręce. Wiecie, jak to jest, tu jeden szampon, tu jeden tusz, tam dwie odżywki na zapas, a gdzieś jeszcze paczka PR, prezent urodzinowy. I bach, nowości miesiąca pękają w szwach ;). Gwarantuję, można się zdziwić. Sama się czasem dziwiłam, tworząc nowości, ile tego jest. A przecież nic nie kupowałam ;). Zestawienie nowości i oszacowanie wydanych pieniędzy to niezły kubeł zimnej wody. Dopiero wtedy można zdać sobie sprawę ile nowości przybyło, a ile pieniędzy ubyło z portfela. I nagle okazuje się, że to przesada i nie potrzebujemy aż tyle.

Nie jestem fanką wprowadzania sztywnego limitu wydatków na zakupy. Są takie miesiące, gdy można nie kupić nic, a są takie, że nagle wszystko się skończy i nie ma wyjścia, trzeba wydać więcej. Osobiście skupiłabym się bardziej na konkretnych potrzebach (czego mi brakuje) i konkretnych produktach. 

10. Daj czas na wishliście 


Tworzenie wishlist jest niemal tak samo ekscytujące, jak kupowanie :D. Wielokrotnie złapałam się jednak na tym, że umieściłam coś na wishliście (bo przecież tak bardzo tego chcę!), trochę poleżało i... przeszło mi. Czasem wpadło w oko coś jeszcze fajniejszego, czasem zmieniłam schemat pielęgnacji/makijażu i już tego nie potrzebuję, czasem uznałam, że to mi w ogóle nie jest potrzebne. Wtedy to się dopiero robi człowiekowi wewnętrznie wstyd z powodu własnego konsumpcjonizmu i takiego chcenia bez sensu. Zdecydowanie warto dać "odpocząć" wishliście i po jakimś czasie, już bez emocji i pierwszej ekscytacji, podejść do tematu na chłodno. 

11. Może samo wpadnie? ;) 


Wielokrotnie zdarzały mi się sytuacje, że akurat czegoś potrzebowałam, właśnie miałam kupować, ale dałam na wstrzymanie i... dobrze, bo samo wpadło :). Chciałam kupić paletę cieni, ale poczekałam cierpliwie, poprosiłam o nią na urodziny i jest. Chciałam kupić odżywkę do włosów, ale okazało się, że koleżanka chciałaby jedną oddać i mam (wymieniłyśmy się - ja oddałam szampon, którego nie chciałam). Chciałam kupić tusz do rzęs, ale przyszła paczka PR z fajnym tuszem, więc problem rozwiązany. Czasami warto dać na wstrzymanie do samego końca bo istnieje szansa, że jednak zakup nie będzie konieczny :). 

Bardzo polecam w szczególności właśnie wymianki z koleżankami, które pozwalają obu stronom na porządki :)

12. A może przejdzie...?


Nigdy nie zapomnę sytuacji, w której polowałam na pewien szampon w promocji, cieszyłam się ze zdobyczy, po czym wylądował w zapasach na tak długo, że gdy w końcu przyszła na niego pora to... już nie miałam na niego ochoty. Przeszło mi, w tamtym momencie chciałam już używać innego. Brzmi strasznie? Bo jest straszne, ale prawdziwe. Zmieniają się nasze potrzeby, oczekiwania. To normalne, że dziś mamy ochotę sięgać po inne produkty, niż sięgałyśmy 2 lata temu - bo pojawiły się nowsze, lepsze, ciekawsze. I jest to jeden z powodów, dla których naprawdę nie warto robić zapasów. Bo kupowanie na bieżąco umożliwia używanie tego, czego chcemy właśnie teraz. Skończyło się, idę kupić to, na co mam ochotę, otwieram, używam. Nie ma potrzeby męczenia się z zapasami z przeszłości, na które nie mamy już ochoty... Szampon ostatecznie wystawiłam na OLX - w międzyczasie został wycofany, więc ktoś ogromnie się ucieszył, że zdobył jeszcze jakąś butelkę, a ja odetchnęłam z ulgą, że nie muszę go używać. Ale było mi wewnętrznie wstyd, po prostu wstyd, za mój własny konsumpcjonizm. I już do tego nie dopuszczam. 

13. Zastanów się nad innymi potrzebami


Zanim kupisz piątą paletę cieni do powiek, zastanów się, czy nie masz innych pilnych wydatków w tym miesiącu. Może kończy Ci się OC, może przydałaby się wizyta u dentysty (która nie zawsze kończy się na jednej...), może kurtka, którą nosisz od lat, wymaga wymiany? A może po prostu chcesz odłożyć pieniądze na inne przyjemności, np. wakacje lub koncert ulubionego zespołu? Czasami naprawdę warto zastanowić się nad swoim budżetem i realną oceną sytuacji - jeżeli niczego nam nie brakuje, to te pieniądze zazwyczaj naprawdę można wydać lepiej :) Lub zostawić w postaci oszczędności.

To może brzmieć śmiesznie, że ktoś zamiast wizyty u dentysty, kupuje sobie kolejny kosmetyk, ale to nie jest śmieszne, raczej jest oznaką dość poważnego problemu...

14. Proś o próbki i odlewki 


Próbka czy odlewka nie zagwarantują Ci zakupu kosmetyku idealnego - po jednym czy kilku użyciach trudno wywnioskować coś więcej. Często uratuje Cię jednak od niepotrzebnego zakupu bubla pod względem fatalnej konsystencji, zerowego wchłaniania czy zapachu, którego nie zdzierżysz na dłuższą metę. W przypadku kolorówki jest to często ratunek przed nietrafionym odcieniem. Takie produkty często leżą niekochane, aż się zepsują i zostaną wyrzucone, niefajnie. Jeżeli siedzicie w blogosferze, na pewno macie wokół siebie sporo koleżanek, z którymi łączy Was zamiłowanie do tego samego. Wymiana próbek/odlewek to naprawdę super sprawa i już kilka razy uchroniła mnie przed zakupem bubla :). Nie bój się też pytać o próbkę lub odlewkę testera w drogerii/perfumerii do własnego słoiczka. Te testery właśnie po to są - a co za różnica czy wyciśniesz pompkę na dłoń (testując z oddechem ochroniarza na plecach, w świetle drogeryjnym, z zerowym komfortem podejmowania decyzji), czy do słoiczka (z możliwością przetestowania na spokojnie w domu). Ja wiem, że niektóre ekspedientki krzywo patrzą, ale tak nie powinno być, walczmy z tym.

15. Nie przetestujesz wszystkich kosmetyków świata


Przeglądanie blogosfery jest zgubne pod tym względem, że osoba A poleca 3 produkty, osoba B poleca 1 produkt, osoba C 2 produkty... i w ten sposób kusi nas 6 produktów. Ale to niemożliwe, by przetestować wszystkie polecane kosmetyki świata, im więcej osób, tym więcej kuszenia, nie ma innego wyjścia - trzeba się opanować. I choć to niełatwe do powstrzymania się, gdy kolejny puder ma się okazywać wybawieniem i najcudowniej wyglądającym pudrem świata, to niestety, ale naprawdę trzeba powiedzieć stop. Warto wpisać taki produkt na wishlistę, dać mu tam posiedzieć (patrz: punkt 10), zużyć to, co mamy (patrz: punkt 3) i dopiero wtedy kupić, ponieważ gdy mamy za dużo rzeczy otwartych (patrz: punkt 2) to łatwo przekroczyć terminy ważności (patrz: punkt 4) i pozamiatane. Przekonałam? :D 

Naprawdę nie ma sensu testować wszystkiego, co wychodzi na rynek, nie jesteśmy królikami doświadczalnymi, mamy tylko jedną twarz, to jest zwyczajnie niemożliwe. I po co, żeby przetestować, zrecenzować? Liczy się przyjemność z używania, a nie bicie rekordów.

16. Stać Cię na więcej!


Myślenie nie stać mnie na pomadkę MAC, puder Laura Mercier, czy korektor Tarte Shape Tape, to nie do końca prawda. Osoby o mniej zasobnym portfelu często robią tak, że kupują tanie marki (Wibo, Lovely, Eveline itp.), ale dużo więcej i dużo częściej. Często są to też mało przemyślane zakupy - a, wezmę tę pomadkę, jak się nie sprawdzi, to nie będzie mi szkoda tych 10 zł. A prawda jest taka, że gdyby te wszystkie tanie wtopy (i nie tylko wtopy) zsumować, to już dawno uzbierałoby się coś konkretnego. Szczególnie podczas promocji typu -20% w Douglas czy Sephorze. Zamiast tych pięciu nietrafionych pomadek można było mieć jedną świetną. Często nie zwracamy też uwagi na gramaturę produktów i w ten oto sposób korektor Tarte Shape Tape jest zaledwie 2x droższy (na 1 ml) od korektora Golden Rose HD o absurdalnie małej pojemności ;). I z pudrem Laura Mercier jest podobnie, okazuje się, że kupiony w promocji (a bywa regularnie) jest tylko około 2,5x droższy od Wibo Fixing w przeliczeniu na 1g. <Badum tss>

Odnoszę też wrażenie, że stawiając na produkty droższe i lepszej jakości (choć to oczywiście nie zawsze idzie w parze!!), jednak bardziej je szanujemy, bardziej się z nich cieszymy i jest większe prawdopodobieństwo, że zużyjemy je do ostatniej kropelki, niż w przypadku produktów tanich, które w sumie "można olać, bo było tanie, kupię inne, może będzie lepsze". 

17. Makijaż nie ma metek


Nieco antagonistycznie w stosunku do punktu poprzedniego, nie zawsze jest sens kupowania nie wiadomo jakich marek oraz gromadzenia zbyt dużych zapasów w kolorówce. Makijaż nie ma metek i naprawdę nikt nie zauważy, że wczoraj miałaś na sobie korektor z Wibo, dziś z Tarte, a jutro z Kobo. I posiadanie dziesięciu korektorów na własny użytek będzie raczej bez sensu (oczywiście nie mówię o wizażystach). Z własnego doświadczenia wiem, że poszukiwanie ideału jest trudne i często kończy się nadmiarem produktów poznawanych po drodze, ale w takim wypadku warto natychmiast puszczać "te gorsze" dalej (patrz: punkt 6). 

To kwestia bardzo indywidualna, ale warto się zastanowić, jakie naprawdę mamy potrzeby i na jakie produkty jesteśmy w stanie wydać więcej, a na jakie mniej. Ja na przykład jestem w stanie wydać na puder dobrej jakości 150 zł, jeżeli ma dużą pojemność i będę go używać przez wiele miesięcy, może rok, może dłużej. Jestem w stanie wydać więcej na podkład, ponieważ moja problematyczna cera mało który znosi. Ale nie wydam dużo na tusz do rzęs, skoro można uzyskać piękny efekt tuszami za 10-15 zł ;). Ale to kwestie bardzo indywidualne.

18. Kwestie ekologiczne


Najbardziej przytłaczające są denka - te wielkie torby pustaków, niekończące się wpisy. Zgadzam się, dokładam do tego swoją cegiełkę, ale pracuję nad tym i mocno się staram, by było tylko lepiej. Tyle plastikowych butelek, tyle produktów, które wylądowały gdzieś w odpływie wraz z myciem twarzy, demakijażem, myciem rąk, myciem ciała. Ała... Produkty pierwszej potrzeby zużywane na bieżąco to jeszcze pół biedy (no myć się musimy :)), ale te wszystkie buble, które wylądowały w śmietniku, kosmetyki, które nie doczekały się użycia bo zdążyły się przeterminować, produkty wyrzucone w ramach porządków w kolorówce... I na co to wszystko było? Myślę, że warto rozważyć ograniczenie zbędnych zakupów :) 

19. Ogranicz współprace


Coś dla influencerów :). Współprace są fajne, ale tylko pod warunkiem, że są fajne. Gdy dostajemy produkty, z których się cieszymy, gdy współpracujemy z markami, które lubimy. I gdy nie przytłacza nas ich ilość, przede wszystkim. Są takie e-maile, które sprawią, że chciałoby się skakać pod sufit z radości. Są takie e-maile, na które w zasadzie od razu można odpisać z podziękowaniem za propozycję. Ale są też takie, które powodują stan "no nie wiem..." i to właśnie do nich warto podejść na chłodno, najlepiej odpisać na wiadomość dopiero na drugi dzień, przespać się z tym. Zastanowić się, czy te produkty na pewno nas uszczęśliwią (w większości przypadków pewnie nie - wolelibyśmy teraz używać czegoś innego). Jeżeli mamy otwarte 2 kremy pod oczy, to otrzymanie trzeciego sprawi, że któryś pójdzie w odstawkę (a zegar PAO tyka), bez sensu się tego podejmować. 

Nie jesteśmy królikami doświadczalnymi, mamy tylko jedno ciało, naprawdę miło jest używać dokładnie tego, na co mamy ochotę my, a nie tego, czego by chciała marka po drugiej stronie monitora :). W miarę upływu lat zmienia się też moje podejście do kosmetyków ogólnie i coraz mniejszą radość sprawia mi poznawanie nowych produktów, zwykle wolę bazować na już sprawdzonych lub takich, których jeszcze nie znam, ale naprawdę mnie zainteresowały - testerką to ja nie jestem z pewnością. Dodatkowo, mając niewiele czasu, staram się mieć jak najmniej tego typu zobowiązań.

Gdy zaczęłam kurczyć zapasy, zużywać produkty na bieżąco i dążyć do zmniejszenia ilości posiadanych kosmetyków, jednym z niezbędnych elementów było ograniczenie współprac do absolutnego minimum. I to naprawdę pozwala złapać oddech!

20. Odpocznij od blogosfery


Jeden z najważniejszych elementów dzisiejszego wpisu. Blogosfera trochę... uzależnia i jest samonakręcającym się kołem chciejstw. Im więcej w tym siedzimy, tym więcej chcemy poznać nowych produktów. Nowych, jeszcze lepszych, tych będących remedium na wszystkie nasze bolączki beauty. I zapisujemy te super-produkty na nasze wishlisty, czytamy/oglądamy jeszcze więcej, kupujemy coraz to nowsze. Nowy puder, potem nowy-jeszcze-lepszy-puder i tak w kółko. STOP.

Zupełnie serio, ale wyjść z tego diabelskiego młyna najłatwiej można, robiąc sobie przerwę. Ja też w pewnym momencie zrobiłam sobie mały odwyk. Przestałam czytać blogi, oglądać YouTube, przeglądać gazetki promocyjne, robić wishlisty. Całkiem wyizolowałam się od nowinek beauty na jakiś czas. Pomogło! Gdy wróciłam, kręciłam głową z niedowierzaniem na ilość bodźców wokół nas i sygnałów zewsząd musisz to mieć. To ciekawe doświadczenie, czytać wszystkie kosmetyczne wpisy z zupełną olewką i odpornością na kuszenie. Przeczytać, pomyśleć że fajny produkt, wyłączyć i nic więcej z tym nie zrobić (nie dopisać na wishlistę, nie kupić).

21. Naprawdę coś zrób 


Nie lubię poradników, a coachingowy ton wypowiedzi działa na mnie odpychająco. Ale niestety, jeżeli tylko ten wpis przeczytasz/przelecisz wzrokiem po nagłówkach, nic się nie zmieni. Dopiero, kiedy naprawdę wdrożysz konkretne działania, Twoje zapasy się zmniejszą. No chyba, że nie chcesz - to spoko :)

Wiem, że to oklepane, ale najgorszy jest pierwszy krok. Z czasem te działania weszły mi w nawyk i już się nad tym zupełnie nie zastanawiam, to się dzieje naturalnie i regularnie.

Zdaję sobie również sprawę z tego, że niektóre porady z tego wpisu są absurdalnie oczywiste (jak nie będziesz używać, to nie zużyjesz - no shit, Sherlock), ale świadomość to jedno, a praktykowanie to drugie.

Każdy ma swojego bzika 


Wpis absolutnie nie ma na celu przemiany wszystkich w minimalistki :) Jeżeli czujesz, że Twoja aktualna sytuacja jest ok, to dobrze. Ale jeżeli czujesz się przytłoczona nadmiarem produktów, to zmień to.

Nie obwiniaj się też nadmiernie - każdy ma swojego bzika. Jedna będzie miała 300 lakierów, inna 15 podkładów, jeszcze inna 20 rozświetlaczy. Jeżeli faktycznie masz fioła na jakimś punkcie, to ok :). Jeżeli naprawdę czegoś chcesz, to nie katuj się na siłę. Ale jednocześnie wmawianie sobie, że wszystkiego potrzebujemy w ilościach drogeryjnych, to czasem usprawiedliwianie swojego problemu. Zastanów się realnie w jakim punkcie jesteś, a czego tak naprawdę chcesz.

Od czego warto zacząć?


Natychmiastowe wdrożenie dwudziestu punktów będzie nie tylko trudne, ale też może być zbyt gwałtowne i poskutkować szybkim zniechęceniem. Zdecydowanie lepsza będzie metoda małych kroczków i stopniowe wdrażanie kolejnych etapów. Moim zdaniem, najlepiej zacząć od:

1 - Tabela zapasów - żeby dokładnie dowiedzieć się, które kategorie wymagają interwencji i bezwzględnego szlabanu na zakupy w punktach krytycznych. Wzór mojej tabeli podlinkowałam w punkcie 1.
2 - Pozbądź się - porządki w produktach niechcianych
3 - Ustalenie priorytetów w zużywaniu (szczególnie, jeśli jest po kilka otwartych produktów)

Opcjonalnie, również od zestawienia nowości, jeżeli przybywa nam podejrzanie za dużo i trzeba zlokalizować źródło ;). A jeżeli odporność na kuszenie jest bardzo niska, może mały odwyk od sfery beauty?

Jaki jest mój stan zapasów?


Wbrew pozorom, całkiem fajny! Ale nie zawsze tak było. Obecnie mam tylko jeden punkt krytyczny w moich zapasach, nad którym staram się zapanować. Moje całe zapasy mieszczą się w plastikowym koszyku (Rattan Curver, rozmiar M). Produkty nie są upchnięte do granic możliwości, jest jeszcze sporo luzu, mam też tam powrzucane różne próbki i kilka rzeczy z kolorówki (gąbeczki do makijażu, 1 podkład, 1 puder, 2 tusze do rzęs, kilka opakowań bibułek matujących). Wszystko wkładam pionowo - wtedy lepiej widać, co gdzie jest i łatwiej wyciągnąć konkretny produkt, nie trzeba grzebać po dnie.


Żele pod prysznic - 1 sztuka (na zdjęciu dwie Isany, ale w międzyczasie już jedną wzięłam w obroty)
Higiena intymna - 0
Peelingi do ciała - 0
Balsamy do ciała - 0
Antyperspiranty - 0
Inne - 2 sztuki (krem do rąk, olejek Isana)
Szampony do włosów - 0
Odżywki do włosów - 1 sztuka
Włosy - inne - 1 sztuka (wcierka)
Mycie twarzy - 2 sztuki + 1 mydło
Demakijaż - 2 sztuki (w tym jedna miniaturka, więc w sumie 1,5 szt. :))
Toniki - 3 sztuki + 1 mini hydrolat + 1 woda termalna (ilość spora, ale do opanowania maseczkami w tabletce)
Kremy do twarzy - 0
Kremy pod oczy - 0
Serum do twarzy - 0
Filtry - 1 sztuka
Peelingi - 1 sztuka
Maseczki - 5 sztuk dużych opakowań - tubki/słoiczki (w tym jedna miniaturka) - mój punkt krytyczny. Saszetek jednorazowych nie mam dużo (może z 15 szt.), ale nad dużymi opakowaniami muszę zapanować.
Inne - 3 sztuki (peeling do ust, preparat do skórek, patyczki O'Linear)


Korzyści płynące z ograniczenia zapasów 


  • Brak uczucia przytłoczenia nadmiarem rzeczy, oszczędność miejsca
  • Oszczędność pieniędzy - kupujesz dokładnie wtedy, kiedy potrzebujesz, dokładnie tyle, ile potrzebujesz, bez kupowania bez sensu, bez marnowania produktów
  • Przyjemność z kupowania na bieżąco i używania tu i teraz tego, na co mamy ochotę i dostosowania do bieżących potrzeb skóry (nowy schemat pielęgnacji, pora roku), bez walki z czasem i terminami ważności
  • Ulga wynikająca z odporności na kuszenie, brak poczucia "muszę to mieć", zupełnie neutralne podejście do blogów i filmów na YT
  • Łatwość zapanowania nad kosmetykami - gdy jest ich mniej, jesteśmy w stanie pamiętać orientacyjną datę ważności, czego ile mamy itd. Tabelki, Excele i inne wspomagacze stają się zbędne.
  • Korzyści dla skóry - nie używamy zbyt wiele produktów na raz, mniejsze ryzyko uczulenia/podrażnienia (i łatwość znalezienia winowajcy), większe prawdopodobieństwo, że pielęgnacja faktycznie zadziała, jeżeli sumiennie trzymamy się określonych produktów, bez ciągłego skakania po różnych

♥ Jeżeli wpis jest dla Ciebie przydatny, będzie mi miło, jeśli go udostępnisz ♥
Kobieca siła | Blogerska akcja z okazji Dnia Kobiet

piątek, 8 marca 2019

Kobieca siła | Blogerska akcja z okazji Dnia Kobiet


Z okazji Dnia Kobiet wraz z innymi blogerkami przygotowałyśmy dla Was wspólną akcję - każda z nas porusza dziś temat kobiecości na swoim blogu :). 

Gdy byłam mała, nieszczególnie zastanawiałam się nad tematami kobiecymi. Nie przeczytacie dziś u mnie zabawnych historii, jak to mała Basia podkradała mamie kapelusze, szpilki czy kosmetyki - zdarzyło się to parę razy, ale byłam wtedy już raczej nastolatką :). Mama malowała się tylko na większe okazje, na co dzień wcale, a na półce stało zaledwie kilka produktów. Zawsze stawiała na wygodę i praktyczność - ubioru (luźne, wygodne), obuwia (sportowe), ogólnego wizerunku :). Makijaż nie miał więc dla mnie większego znaczenia.

Dziś nadal nie rozpatruję kobiecości pod względem atrybutów urody - tak samo kobieca jest dla mnie kobieta we włosach długich i krótkich, szpilkach i obuwiu sportowym, z paznokciami pomalowanymi czy "golasami", z makijażem czy bez, nosząca rozmiar XS i XXL.

Muszę jednak przyznać, że jako dziecko zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, jak będzie wyglądać bycie dorosłą kobietą w XXI wieku. A to nie lada wyzwanie!


Jest pewna cecha, która nas - kobiety - wyróżnia. Wewnętrzna siła, którą z każdym rokiem dostrzegam coraz wyraźniej. Współczesna kobieta to dla mnie superbohater - aktywna zawodowo, coraz częściej prowadząca własną firmę, nierzadko dokształcająca się (kursy, dodatkowe studia, literatura specjalistyczna, samodzielne zdobywanie wiedzy np. z tutoriali), mająca na głowie dom, w czasie wolnym realizująca swoje pasje, często aktywna fizycznie (na siłowni, w domu, czy gdziekolwiek indziej), pielęgnująca przyjaźnie, troszcząca się o bliskich. Przypominająca mężowi o wizycie u lekarza, pamiętająca, że w domu kończy się proszek do prania, a w pracy kawa, kto ma urodziny, a kiedy kończy się polisa. Służąca dobrą radą oraz wsparciem dla przyjaciół. W międzyczasie ogarniająca gazetki promocyjne bo może trafi się fajna rzecz w rozsądnej cenie dla siebie, do domu lub dla bliskich. Dodajmy do tego macierzyństwo - mamy, naprawdę Was podziwiam, jak Wy to wszystko ogarniacie! I pomimo pracowania nawet po kilkanaście godzin dziennie (prace domowe również traktuję jako pracę), nadal pamięta, by zadbać też o siebie - makijażem, ubiorem, małym domowym SPA czy manicure. Tak, bez wątpienia współczesna kobieta to dla mnie superbohater - nawet jeśli dotyczy jej "tylko" część z powyższych, to nadal jest to dużo. Chylę też czoła tak wielu kobietom silnym psychicznie - pomimo przeciwności losu, niepowodzeń, chorób i innych kłód rzucanych pod nogi, nie poddają się, lecz dzielnie walczą, wyciągają wnioski i stawiają czoła wyzwaniom. Tak często zastanawiam się, czy ja dałabym radę, będąc na ich miejscu! Ta siła objawia się też w licznych protestach i publicznych akcjach przeciwko złemu traktowaniu. Współczesna kobieta jest świadoma swoich praw i nie godzi się na ich łamanie.



Podziwiam naprawdę wiele otaczających mnie kobiet - wśród znajomych, wśród rodziny. Moje mądre, ciepłe i serdeczne, ambitne bohaterki, które mijacie codziennie w autobusie, sklepie czy na chodniku. Zwykłe kobiety, które dla mnie są niezwykłe. A czym dla Ciebie jest kobieca siła?

♥ Zajrzyjcie też do pozostałych dziewczyn, biorących udział w tej kobiecej akcji ♥

Promocje - Dzień Kobiet 2019

czwartek, 7 marca 2019

Promocje - Dzień Kobiet 2019


Już jutro Dzień Kobiet, zatem pojawiło się mnóstwo promocji i rabatów. Jeżeli planujecie coś kupić od dłuższego czasu, to może być dobra okazja. Przed skorzystaniem z promocji sprawdź jej warunki (czy się nie pomyliłam, czy nadal jest aktualna). 

Jeżeli wpadnie mi coś nowego w oko, zaktualizuję jutro wpis (z dopiskiem, że aktualizacja, żeby było wiadomo, co jest nowe) 


DOUGLAS - Lady Shopping Week do -70% - Ladies Shopping Week z rabatami aż do -70% na wybrane perfumy i kosmetyki: pomadki, kremy, maseczki, cienie do powiek, pędzle i wiele innych, które każda z nas musi mieć w swojej kosmetyczce. Promocja ważna do 8 marca 2019 lub do wyczerpania zapasów. Dotyczy wybranego asortymentu. Promocje i rabaty nie łączą się.
Puder Laury Mercier jest teraz za 159 zł!

SEPHORA -30% na wybrane bestsellery do 10.03.2019
DNI VIP -20% na zakupy z wyłączeniem wybranych produktów do 16.03 w perfumeriach, do 17.03 na e-store. Kod: VIPBM19 (dla kart Black)

MAC COSMETICS - POMADKA W PREZENCIE - Złóż zamówienie za min. 179 zł i odbierz w prezencie pełnowymiarową pomadkę o wartości 86 zł. Promocja obowiązuje w dniach 04-10 marca 2019 r. lub do wyczerpania zapasów w sklepie online i salonach firmowych. Nie łączy się z innymi ofertami poza bezpłatną dostawą od 139 zł. 

EKOBIECA -  rabaty do -35% - TYDZIEŃ KOBIET, czyli 7 dni wypełnionych po brzegi promocjami na topowe marki, takie jak m.in. Ecocera, Nabla, Lumene, Missha, Nacomi, Elisium, NeoNail, Holika Holika, Yankee czy Jessup (rabat obejmuje około 30 marek), kod: tydzienkobiet

MINTISHOP - 20% taniej: 12 marek (Clochee, Hagi, Lumene, Make Me Bio, MIYA, Nature Queen, Nuev, Orientana, Resibo, Swederm, Tołpa, Your Natural Side), kod: DZIENKOBIET20, ważny do 20 marca, nie łączy się z innymi promocjami

EZEBRA - m.in. -25% na Lirene (kod ezebralirenePicodi), wybrane perfumy do -45%, wybrane produkty Max Factor do -40%, do -40% na L'Oreal, do -30% na Makeup Revolution, wybrane produkty Nabla -20%, Nivea do -35%, Sanctuary Spa -20%, Paese -20% (wybrane), Kavai -20%, Biocosmetics -15%, Nature Queen -20%, Artdeco do -45% (wybrane), mokosh do -20% + oferty promocyjne za 1 grosz

DROGERIA PIGMENT - w dniach 8-10 marca kosmetyki Nabla -20%

LADYMAKEUP -20% na marki: L'Oreal, Maybelline, Ardell, Karaja, Makeup Revolution, I love Makeup, Bingo SPA, Ibra, Bomb Cosmetics, Glazel - do 11.03.2019

COCOLITA - kod rabatowy "DK12"-12% na wszystko w Cocolita do 10.03.2019

NYX -25% na wszystko 05.03-11.03, darmowa dostawa od 50 zł 08.03-11.03

DROGERIE NATURA - wszystkie zapachy do -60%

ESTYL - Stwórz dowolny zestaw: szampon + odżywka z produktów z tej kategorii i odbierz 8% rabatu! Wpisz kod rabatowy w koszyku: DK2019. Wyłącznie online, do 08.03.2019

STREFAURODY - do -40% na markę Makeup Revolution

GLOV - zestaw bestsellerów Glov 50 zł taniej - specjalny zestaw na Dzień Kobiet

WIZAZ24 - Kup produkty jednej z marek: Nacomi, Elisium lub Fitlovers. Wpisz kod KOBIETA, a maskę algową Nacomi dostaniesz za darmo. Ardell -10% taniej. 

NATINATI - Z okazji Dnia Kobiet otrzymaj prezent za 1 grosz. Dotyczy zamówień od 70 zł. Oferta ważna do 08.03.2019. Produkty do wyboru za 1 grosz pokazują się w koszyku :)

YVES ROCHER - wszystkie pomadki 24,90 zł (tylko w sklepach stacjonarnych) - do 09.03.2019 (nie wiem, czy nie dotyczy tylko członków klubu YR - dostałam e-mail z tą informacją)

NEAUTY MINERALS - w dniach 6-10 marca -20%, darmowa wysyłka powyżej 100 zł, kod: marzec2019

LILY LOLO - z okazji Dnia Kobiet -15% na mineralne pudry sypkie, naturalne kremy BB oraz pędzle do makijażu Lily Lolo (do 11.03)

SENELLE -15% z kodem SENELLEWOMAN, od 6.03 do 8.03.2019

FRIDGE -15% na wybrane kremy do twarzy (6-8 marca)

SEMILAC - 2+1 gratis - Przy zakupie dwóch lakierów hybrydowych objętych promocją – trzeci lakier za 1 grosz. Lista lakierów objętych promocją oraz lakierów za 1 grosz została określona w regulaminie dostępnym na stronie internetowej. Promocja obowiązuje w dniach 7-9 marca lub do wyczerpania zapasów.

D'ALCHEMY -20% z kodem 8MARCA, promocja trwa do 10 marca

PUROBIO - Zrób zakupy za minimum 109 zł, odbierz gratis paletę Desert Dream o wartości 109 zł. Promocja obowiązuje do 09.03.2019. KOD: PALETAGRATIS

EMPIK - wybrane kosmetyki L'Oreal, Maybelline, Garnier, Mixa 2 za 1, depilatory Braun -20%

BONPRIX - darmowa dostawa do 08.03.2019 (przy zakupach za min. 99 zł) - kod 4803

ELECTRO.pl - 20% taniej na Dzień Kobiet z kodem rabatowym w Electro!
20% taniej na telewizory, słuchawki, smartwatche, AGD i wiele więcej! Promocja obowiązuje do 11.03.2019 r. "EL19K1134"

GLAM-SHOP -10% na wszystko w dniach 7-8 marca (aktualizacja 8.03)

DOZ -15% przy zamówieniu za minimum 50 zł, kod 15WDAY2019 ważny do 8 marca / kod DERMOWOMAN -20% na dermokosmetyki do godz. 18 (aktualizacja 8.03)

MISUN -10% z kodem KOBIETA w dniu 8 marca (aktualizacja 8.03)

ANWEN -20% w dniu 8 marca na wszystkie kosmetyki (aktualizacja 8.03)

RESIBO -20% na zestawy, darmowa wysyłka powyżej 100 zł do 10.03.19 (aktualizacja 8.03)

WILLOW ORGANICS - promocje dostępne w sklepie do końca tygodnia (aktualizacja 8.03)

PIXIE - kupując dwa produkty drugi (w tej samej cenie lub tańszy) 50% taniej. Promocja trwa do końca weekendu (aktualizacja 8.03)

AMILIE -10% na wszystko, a przy zakupie 3 produktów dowolnie wybrany cień gratis. Kod WOMEN19 działa do 10 marca do północy (aktualizacja 8.03)

ANNABELLE MINERALS -10% z kodem AM0803 do godziny 23:59 dnia 08.03.2019 roku (aktualizacja 8.03)

MAZIDLA -20% na wszystko, kod rabatowy: 8 marca. Promocja trwa 8 i 9 marca 2019 r. (aktualizacja 8.03)

NACOMI -30% na wszystko (aktualizacja 8.03)

MANIROUGE -10% na zestawy Marble Box/Maxi+ Box z kodem "SGXQJPDN" do 10 marca (aktualizacja 8.03)

Jeżeli kojarzycie jeszcze inne ciekawe promocje, dajcie znać w komentarzu :)