Filtry SPF50 - emulsja Lirene czy Pharmaceris hydrolipidowy?

środa, 16 września 2015

Zdaję sobie sprawę z tego, że temat filtrów przeciwsłonecznych po wakacjach dla większości osób odchodzi w niepamięć ;) Ale jest też sporo osób, które z różnych względów chcą lub muszą filtrować się cały rok - w tym ja. Filtruję się z powodu przebarwień na twarzy, z którymi wciąż walczę, ale również dlatego, że mam już za sobą 2 peelingi kwasem glikolowym, więc tym bardziej muszę tego pilnować. Dlatego mam nadzieję, że ten post się komuś przyda nawet teraz, po sezonie, albo chociaż zanotujecie w pamięci te wrażenia przed przyszłymi wakacjami :)


Nie jest tajemnicą, że Pharmaceris i Lirene to dwie marki tego samego producenta (Laboraturium Kosmetyczne Dr Irena Eris). W związku z tym możliwe są pewne podobieństwa między nimi, w tym przypadku uderzająco podobny jest skład, który różni się naprawdę nieznacznie!!! Mimo to, formuły tych kremów różnią się odczuwalnie, więc nie jestem w stanie ich wrzucić "do jednego worka", zrecenzować zbiorczo i napisać, że to to samo ;)

Chciałabym tu jeszcze dodać na wstępie, że moje odczucia różnią się od dotychczasowo przeczytanych recenzji na innych blogach, mam nadzieję że nie spowoduje to u Was mętliku w głowie "to co jest w końcu prawdą?!", lecz skłoni do wypróbowania na własnej skórze co i jak :) U mnie te filtry sprawdziły się po prostu inaczej, być może to kwestia innego rodzaju cery.

Zdjęcia były robione innego dnia, stąd różnica w temperaturze kolorów - takie uroki polegania na świetle dziennym :) Nadal zbieram na lampę pierścieniową, mam nadzieję, że w końcu uda mi się to spełnić.




Oba filtry znajdują się w tubkach stojących na zatrzasku - jest to rozwiązanie jak najbardziej wygodne i higieniczne. Odrobinę tęskno mi do pompki, ale chyba mam za duże wymagania :) Pojemność różni się znacząco - Lirene to aż 150 ml (+25 ml gratis), zaś Pharmaceris to 50 ml, czyli 3 razy mniej. 




Zapach jest w obu przypadkach subtelny, kremowy, ale ledwo wyczuwalny. Różni się, ale jest na tyle "nijaki" i słaby, że nic więcej nie umiem o nim powiedzieć ;) W żaden sposób mi nie przeszkadza. 



Największą ciekawostką jest skład - niemal identyczny. Różni się tylko 2 razy - okrokrylen zamieniony kolejnością z glikolem propylenowym (to na początku), a w filtrze Lirene jest jeszcze dodatkowo witamia E (końcówka). To wszystko :) Niemniej jednak, formuła się różni.



Zdaję sobie sprawę z tego, że ten swatch tak naprawdę nic nie pokazuje - ot, biała roztarta plama. Postaram się więc opisać najlepiej jak potrafię różnice między formułami. 

Filtr Pharmaceris jest bardziej zwarty, gęsty, podczas rozprowadzania widocznie bieli skórę. Nie można poświęcić za dużo czasu na rozcieranie bo wtedy smuży - lepiej go rozprowadzić równomiernie, a potem wklepać. Początkowo wygląda fatalnie i robi ze mnie trupa :) ALE już po chwili (kilku minutach) zaczyna się pięknie wchłaniać, a efekt bielenia twarzy znika do tego stopnia, że mogłabym wyjść z samym filtrem i raczej nikt by się nie przestraszył. Zastyga w znacznym stopniu, dzięki czemu makijaż na nim wygląda super i można bez problemu nakładać podkład płynny lub sypki (minerałki). Nie skraca trwałości makijażu i nie powoduje szybkiego świecenia. 

Filtr Lirene jest zdecydowanie rzadszy, lżejszy, łatwiej się rozprowadza i bieli naprawdę nieznacznie (dużo mniej niż Pharmaceris), a po chwili to bielenie i tak znika. Również warto najpierw go rozprowadzić, a potem wklepać. Wchłania się gorzej niż Pharmaceris i nie zastyga do tego stopnia, co on, pozostawia wyczuwalną warstwę na skórze, ale nie jest ona uciążliwa - z całą pewnością nie jest to poziom typu filtra "matującego" firmy Ziaja, który był dla mnie smalcem absolutnym. Lirene da się przypudrować i po problemie :) Skóra zaczyna się szybciej świecić, kiedy mam Lirene pod makijażem. 

Więcej informacji o Pharmaceris:





Więcej informacji o Lirene:



Podsumowując, na twarzy lepiej sprawdził się u mnie krem Pharmaceris, a na ciele Lirene. Pharmaceris jest bardziej gęsty, więc nawet gdyby występował w większej tubie, to rozsmarowanie go na ciele nie byłoby łatwe. Lirene jest rzadszy, więc nawet smarowanie nim ciała podczas wyjazdu było szybkie i sprawne. Uchronił mnie przed niechcianą opalenizną, mimo kilkugodzinnej ekspozycji na słońce dzień w dzień przez miesiąc!! (w ramach ciekawostki dodam, że gdy na wakacjach bluzka mi się przesunęła i odsłoniła kawałek nieposmarowanego ramienia, to ten właśnie nieposmarowany kawałek spalił mi się na raka, podczas gdy cała reszta ciała pozostała nietknięta!! to najlepszy dowód, jak skuteczny jest to filtr!!). Na twarzy Pharmaceris wypada lepiej, ponieważ zastyga w znacznym stopniu (choć nadal nie jest to formuła dry touch jak w filtrze Vichy :)) i makijaż lepiej się na nim trzyma. Na wyjeździe miałam jednak tylko filtr Lirene i używałam go również do twarzy, nie czułam w związku z tym żadnego dyskomfortu (da się przypudrować), więc to nie jest tak, że się nie nadaje zupełnie, bądź pływa na twarzy, absolutnie nie :) Po prostu w moim rankingu jest ciut za kremem Pharmaceris. Warto tu jeszcze dodać aspekt cenowy (ceny pochodzą z Apteki Gemini bo stamtąd je zamawiałam) - Pharmaceris kosztuje 29,69 zł za 50 ml, zaś Lirene 23,89 zł za 150 ml. Lirene nie dość, że jest tańszy o te 6 zł, to jeszcze 3 razy większy!!! Także warto się tu zastanowić, czy faktycznie filtr Pharmaceris jest wart swojej ceny - jest odrobinę lepszy, ale jednak 3 razy droższy :) 

Myślę, że warto kupić oba kremy i przekonać się na własnej skórze, jak się sprawdzą. Bądź co bądź żaden z nich nie jest drogi, a oba są warte uwagi :) 

Filtrujecie się regularnie, czy raczej tylko w wakacje? 
Dajcie również znać, jaki jest Wasz ulubiony filtr :)

Inne posty

20 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że służy Ci równie dobrze :)

      Usuń
  2. Nie używałam żadnego z nich:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może recenzja okaże się przydatna na przyszłość :)

      Usuń
  3. Filtr Pharmaceris to absolutny hit, nie zamienię go :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jesteś z niego zadowolona :)

      Usuń
  4. Mam oba produkty i uważam, że są porównywalnie dobre;).

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe :) Wiedziałam, że to ten sam producent, ale składowi nigdy się nie przyglądałam, bo po prostu ich nie miałam ;) Chętnie wypróbowałabym na sobie, też mam problematyczną skórę, która jest bardzo wrażliwa na negatywny wpływ słońca :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co ciekawe, mimo tego uderzająco podobnego składu, formuła różni się odczuwalnie. Może po prostu składniki są w tej samej kolejności od największej do najmniejszej zawartości, ale jednak w ciut innych stężeniach :) W takim układzie zdecydowanie powinnaś się zabezpieczać przed słońcem!

      Usuń
  6. Muszę przetestować Pharmaceris! Vichy matujący jest niestety drogi, po zachwalanej na bogach Ziai miałam dokładnie takie odczucia jak Ty (masłoooo!). Najważniejsze dla mnie jest to, żeby filtr porządnie się wchłaniał i zastygał - dojeżdżam do pracy na rowerze, krem musi to przetrwać. Różnica w cenie jest spora, ale niecałe 30 zł za 50 ml to i tak znacznie mniej niż kosztuje Vichy ;)
    Lirene stosowałam w poprzednich latach, byłam zadowolona, ale przed tegorocznym wyjazdem coś mnie podkusiło i kupiłam Vichy do ciała (wielka tuba 300 ml, dość korzystna cena, dobra marka) i za rok z podkulonym ogonem wracam do polskich kremów. Smarowałam się od serca co 1,5 godz. - wróciłam opalona. I jeszcze alkohol w składzie.... Nigdy więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie powinnaś nadrobić zaległości! :)) Uwielbiam Vichy matujący, kupiłam ostatnio kolejną tubkę żeby mieć w razie czego w te dni, kiedy chcę wyglądać "lepiej niż zwykle", ale tak do codziennego użytku niestety rzeczywiście jest za drogi :( Zachwytów nad Ziają kompletnie nie rozumiem. Ja wiem, że na innych cerach może się sprawdzać lepiej (ja mam mieszaną), ale kurczę, jakoś nie chce mi się wierzyć, że ten smalec się u kogoś wchłania :D U mnie makijaż dosłownie pływał... Jeżeli krem musi się dla Ciebie dobrze wchłaniać, koniecznie spróbuj Pharmaceris. Nie jest aż tak dobry jak Vichy, no ale różnica w cenie jest odczuwalna. Kurczę, to niesamowite że tak się opaliłaś przy filtrze :/ Widocznie jest po prostu kiepski :( Będę pamiętać, żeby trzymać się od niego z daleka, nie kombinować tylko trzymać się sprawdzonych produktów :) Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Ja aktualnie uzywam Ziaji, "matujący" to pomyłka :|. Zastanowię się nad nimi, bo filtr nakładam cały rok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z matującym nie ma on nic wspólnego... Męczę dziada i zużyć nie mogę :/ Mądrze :)

      Usuń
  8. Na co dzień stosuję znacznie niższe filtry, ale faktycznie w tym przypadku raczej nie warto przepłacać, skoro składy są praktycznie identyczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo niemal identycznych składów, formuła różni się odczuwalnie ;)

      Usuń
  9. Nie miałam ani jednego ani drugiego, natomiast ja bardzo chwalę sobie filtr Biodermy 50+ - jest naprawdę dobry, nie bieli i ma całkiem lekką jak na takie kremy konsystencję :)

    Ps. Wpadnij do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biodermy nie miałam, tzn. miałam kiedyś jakiś barwiony SPF50 od nich, ale kolor jasny okazał się idealny dla ciemnoskórych :)

      Usuń
  10. fajnie. że filtr Pharmaceris się u Ciebie sprawdził, bo za jakiś czas będę go testować. udało mi się dorwać ostatki w aptece :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będziesz z niego równie zadowolona :)

      Usuń

Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat, zostaw komentarz :)

UWAGA! Komentarze z reklamami i linkami do blogów SĄ KASOWANE!!! Wystarczy wejść w profil użytkownika, by trafić na bloga osoby komentującej.