poniedziałek, 21 listopada 2016

Lumene, baza pod cienie Arctic Cloudberry

Baza Lumene z całą pewnością ma już sporą popularność i jest powszechnie lubiana. Sęk w tym, że ta najpopularniejsza wersja ma lekko różowawy kolor tubki i napis "With Brigtening Arctic Lingonberry", zaś u mnie jest to po prostu "Arctic Cloudberry". Ciężko mi jest się ustosunkować do tego, czy mają takie samo działanie - mogę jedynie zaznaczyć, że ich skład się różni. Mniej więcej do połowy jest taki sam, a później się już rozjeżdża. Najistotniejsze składniki są więc w podobnych proporcjach, a na ile dalsza część wpływa na tę bazę? Nie mam pojęcia :) Zapraszam do recenzji mojej wersji, mimo że to ta mniej popularna :)

Baza znajduje się w kartoniku, na którym znajdziemy wszystkie niezbędne informacje:





Tubka jest estetyczna i higieniczna, jak również praktyczna, ale jak dla mnie - nieco zbyt sztywna. Na początku nie sprawia trudności z wyciskaniem, ale gdy bazy jest coraz mniej (a u mnie zużycie jest już spore), to niestety idzie to coraz trudniej. Tubka ma dozownik zakończony długim "dzióbkiem" z niewielkim otworem, dzięki czemu łatwo można dozować ilość (no i z czasem utrudnia to wyciskanie :P)



Z pewnością plusem tubki jest niezasychanie bazy. Miałam już z nią styczność poprzez próbkę za punkty na eKobieca, była ona wyciśnięta do małego plastikowego słoiczka, ale niestety nie wiem, czy to kwestia zbyt długiego leżenia od momentu wyciśnięcia do wysłania, czy to rzeczywiście tak szybko się dzieje, gdyż niestety była koszmarnie wyschnięta, a jej równomierne rozprowadzenie na powiece było bardzo trudne. Na szczęście się nie zraziłam, zamówiłam pełnowymiarową wersję i nic takiego się nie dzieje. Bazę mam już nieco ponad rok (od września 2015), całe szczęście że ma długi okres ważności wynoszący 24 miesiące od otwarcia, dzięki czemu jeszcze mi trochę posłuży bez obaw o zepsucie, jak również wysychanie.


Baza ma beżowo-cielisty kolor, ale jej krycie jest raczej średnie, więc na wybitne właściwości ukrywania naczynek nie ma co liczyć, gdyż wyrówuje koloryt w nieznacznym stopniu. Jest gęsta i ciut toporna, ale pod wpływem ciepła opuszków nieco się rozpuszcza i łatwiej rozprowadza. Z całą pewnością nie jest to baza w typie śliskich, masełkowatych. Po rozprowadzeniu jest kremowa i znacząco zwiększa przyczepność, ale nie tłusta, nie utrudnia blendowania cieni poprzez nadmierne ich przyklejanie do bazy. 

Po lewej stronie jest cień Lovely Monday z paletki Zoeva Naturally Yours, zaś po prawej stronie Inglot 407. U góry - bez bazy, na dole z bazą Lumene. 






Jak można zauważyć - baza znacząco podbija kolor cieni. Nakładając cienie na gołą skórę czuć, że się o nią ocierają i nie łapią pełnej przyczepności - zostawiają trochę koloru, ale nie jest to ich pełen potencjał. Na bazie przyklejają się zdecydowanie intensywniej, pozostawiając dużo więcej pigmentu, efekt połysku jest również bardziej wyrazisty. 

Baza fantastycznie przedłuża trwałość cieni. Piszę tę recenzję o godzinie 18:30, malowałam się o 6:30, a więc już 12 godzin temu i absolutnie nic nie zebrało mi się w załamaniu powieki. Owszem, kolory nie są już tak wyraziste jak rano, nieco straciły na swej intensywności, ale z całą pewnością mam pełne poczucie komfortu, że nic mi się nie rozpłynęło w szczelinki ;) Dodam również, że moje powieki są raczej z tych bardziej problematycznych (kiedyś wydawało mi się, że tak nie jest), gdyż popularne metody aplikacji cieni na zastygający korektor (Collection, Catrice...) czy też cienie Color Tattoo kończą się u mnie fiaskiem. Tak więc potrzebuję "pewniaka" i tu go mam. 

Cena: ok. 30-35 zł
Pojemność: 5 ml

Z całą pewnością jest to baza godna uwagi - niedroga (ja kupiłam za niecałe 32 zł), wydajna, higieniczne opakowanie, zdecydowanie podbija kolor cieni, polepsza ich przyczepność nie utrudniając blendowania, przedłuża trwałość... Naprawdę jestem z niej zadowolona i przyjemnie mi się jej używa. Ale istnieje ryzyko, że nie sięgnę po nią ponownie. Dlaczego? Bo znalazłam jeszcze lepszą, z Inglota, a w przeliczeniu na mililitry nawet tańszą (Inglot 49 zł/10 ml, Lumene ok. 30-35 zł/5 ml). Niemniej jednak - gdyby (odpukać!) baza z Inglota została wycofana lub była tymczasowo niedostępna - Lumene jest naprawdę dobrym pewniakiem.
Dziękuję za odwiedziny! :)

Jeżeli podoba Ci się tutaj - polub mnie na Facebooku oraz Instagramie,
będzie mi bardzo miło, a Ty nie przegapisz żadnych nowości! :)



35 komentarzy:

  1. wygląda fajnie. ja mam z piere rene i jest do bani, więc w ogóle jej nie używam. zamiast bazy nakładam nowy nabytek - kultowy już chyba korektor z catrice i jest ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam bazy z Pierre Rene, ale będę miała na uwadze, by się jej wystrzegać. U mnie niestety metoda na korektor totalnie się nie sprawdza - cienie szybko się rolują.

      Usuń
  2. Ja mam korektor z Lumene i powiem szczerze, że wszystkie kosmetyki są tak wydajne, że czasem mam go dość :D Chciałby czasem człowiek coś nowego a tu po prawie dwóch latach wciąż mnóstwo kosmetyku :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po dwóch latach to już może lepiej się go pozbyć :)

      Usuń
  3. U mnie zastygajacy korektor też totalnie się nie sprawdza, ale color tattoo dobrze pokryty suchymi cieniami jest ok. Myślę jednak nad zakupem jakiejś typowej bazy i chyba skuszę na Lumene :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie niestety ani jedna, ani druga metoda :( Ale od czego są bazy, nie narzekam :)

      Usuń
  4. Tę markę widziałem tylko w drogeriach Jaśmin a pielęgnację jeszcze w Super Pharm szkoda, że tak mało jej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stacjonarnie jest słabo dostępna, ale online bez problemu :)

      Usuń
  5. Mam tłuste powieki, więc baza pod cienie to dla mnie must have ;) Tej jeszcze nie miałam, ale może kiedyś się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaka sprawdza się u Ciebie najlepiej? :)

      Usuń
    2. Najpierw najlepsza była ArtDeco, a obecnie króluje u mnie Maybelline Color Tattoo w odcieniu Creme de Rose :) Po drodze miałam m.in. bazy: Joko, MIYO, Hean, KIKO, Too Faced, Avon ;)

      Usuń
  6. Fajna baza ;) Zdecydowanie widać różnicę kiedy jest baza a jej nie ma, cienie o wile wyraźniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu chętniej się do niej "przyczepiają", zostawiając więcej pigmentu :)

      Usuń
  7. Wow jak mocno podbija:) Ja jestem wierna Zoevie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chciałam kupić bazę Zoeva, ale wciąż była niedostępna, a teraz mi już trochę przeszło :)

      Usuń
  8. U mnie się niestety nie sprawdziła :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam tą bazę. Ja mam tą drugą wersję i nie znalazłam niczego lepszego. Niestety u mnie w drogerii zauważyłam że kosztuje ona ok. 40 zł, więc cena podskoczyła do góry ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj Inglota :) Szkoda, że cena tak wzrosła :/

      Usuń
  10. Niestety u mnie okazała się być mało wydajna.

    OdpowiedzUsuń
  11. ja miałam tę drugą wersję i u mnie się nie sprawdzała; po okolo 7 godzinach wszystko zaczynało się rolować... a skoro piszesz, że tu początek składu jest taki sam, ośmielam się podejrzewać, że również i z posiadanej przez Ciebie wersji nie byłabym zadowolona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie jest to bardzo możliwe :(

      Usuń
  12. Niestety produkt nie dla mnie. Unikam szkodliwych składników, a ta baza niestety ma ich kilka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że masz świadomość kosmetyczną i konsekwentnie się tego trzymasz :)

      Usuń
  13. Kiedyś moją ulubioną bazą pod cienie było słynne ArtDeco, od dłuższego czasu używam bazy Avon, która jest zadziwiająco dobra. Może nie podbija koloru cieni, ale zapewnia mi ich trwałość na cały długi cień, a to jest dla mnie najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Avon potrafi mieć zaskakujące perełki w kolorówce :)

      Usuń

Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat, zostaw komentarz :)

Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl