wtorek, 10 października 2017

Ulubieńcy i rozczarowania | wrzesień 2017

Wrzesień obfitował w trochę naprawdę świetnych produktów, ale niestety znajdzie się też aż 5 rozczarowań. Zapraszam!

ULUBIEŃCY


Pierwszym ulubieńcem jest kolekcja jesienna Realac (Femme Fatale). Rzadko się zdarza, żeby jakakolwiek kolekcja, jakiegokolwiek produktu zachwyciła mnie w 100%. Jakiś czas temu zapisałam sobie listę kolorów z Realac, które podobają mi się najbardziej, taka mała wishlist. Uwierzycie, że 5 z 6 kolorów kolekcji było na tej liście? Zabrakło tylko tego szaraczka (drugi od lewej, numer 21), ale na żywo też mi się bardzo podoba. Bardzo udana, typowo jesienna kolekcja. Oczywiście piszę to subiektywnie (wszystko jest kwestią gustu), ale wiem, że większość dziewczyn też się nią zachwyca :) Jakość lakierów Realac jest mi dobrze znana i jestem z niej zadowolona. Całą kolekcję na pewno pokażę szerzej na blogu, ale macie szybki preview kolorów :)




We wrześniu jechałam na chrzciny i nie da się ukryć, że paznokcie (numer 82) pasowały mi perfekcyjnie <3 


Tusz Max Factor Masterpiece Max jest mi już dobrze znany. Miałam go już kilka razy, więc to taki mega ulubieniec. Za każdym razem mnie zachwyca! Uwielbiam tą silikonową szczoteczkę i nie za mokrą konsystencję (jest gęstszy od L'Oreali). Dwie warstwy robią WOW na rzęsach, a jedna warstwa (tak jak mam dziś) delikatnie je podkreśla i rozdziela, dając subtelny, dzienny i nienachalny efekt. Nie jest to więc żadna skrajność, że rzęsy zawsze będą "dramatyczne" - spokojnie można efekt stopniować. Tusz jest długo zdatny do użytku, nie wysycha za wcześnie i warto go kupić w promocji! Choć online jest chyba nawet tańszy ;) Pokazywałam go już lata świetlne temu tutaj. Za każdym razem, gdy kupuję go ponownie, czuję, że to jest TO :)



Rzęsy na moim lewym oku (na zdjęciu z prawej) zawsze się gorzej układają :P Też macie takie nieposłuszne rzęsy na jednym oku? :D


W przypadku odżywki do włosów Balea Oil Repair muszę się posłużyć starą fotką ;) Byłam nią zachwycona - byłam, bo na zdjęciu zbiorczym ulubieńców widzicie rozciętą już tubkę :D Zużyłam dwa opakowania i... smutno mi, że nie mam więcej :P Właśnie zerknęłam na paragon i jestem w szoku! Zapłaciłam ponad 10 zł (za opakowanie), więc wcale nie tak mało! A online widziałam za 9 zł (no ale jeszcze wysyłka)! A wydawałoby się, że u źródła, czyli w DM będzie najtaniej. Może zależy od kraju (kupowałam w Chorwacji). Włosy po jej użyciu były bardzo mięciutkie i błyszczące. Tak zdecydowanie bardziej niż zwykle i efekt był wyraźny, ponadprzeciętny. Na tyle ją polubiłam, że starałam się po nią sięgać przed większymi wyjściami, a nie np. przed dniem spędzonym w domu ;). Dodatkowo ładnie pachniała i była w miarę wydajna, mimo rzadkiej konsystencji, którą lubiłam mniej. Na pewno kupię ponownie - albo jak będę kiedyś za granicą, albo zamówię online hurtem :P. 


W sierpniu dotarła do mnie przesyłka od eZiko, w ramach której wybrałam 4 produkty, które mnie interesowały od dawna. I aż dwa z nich okazały się hitami (kulka Vichy, filtr LRP)!!! Dwa pozostałe nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia. Nie są na tyle słabe, by trafić do rozczarowań, ale też nie planuję powrotu.

 4 nowości z apteki eZiko (dermokosmetyki)

Kulkę Vichy kojarzy już chyba każdy, choćby z widzenia ;) Mam ją po raz pierwszy, ale jak na razie jestem nią niezmiennie oczarowana! Poziom ochrony jest po prostu niezaprzeczalny, mogę ganiać cały dzień i załatwiać wszystko, a wieczorem nadal czuć się pewnie. W sobotę o 5:50 wstawałam, a o 22 wróciłam do domu, miałam bardzo aktywny dzień (spotkanie Remingtona w Warszawie, relacja niebawem) i do samego końca czułam się pewnie!!! Nie używam jej codziennie, jest mi... trochę szkoda :P Ma długie PAO bo aż 12M, więc używam jej wtedy, gdy wiem, że czeka mnie długi dzień. I zawsze jestem zachwycona - a innymi antyperspirantami niekoniecznie. Ma specyficzny zapach, trochę męski, trochę morski, taki unisex. Nie przeszkadza mi, ale też nie zachwyca.


Suchy żel krem La Roche-Posay Anthelios XL również jest raczej dobrze znany wśród osób ceniących sobie ochronę przeciwsłoneczną. I jestem nim oczarowana do granic możliwości! Wchłania się do SUCHA i umożliwia nałożenie bezproblemowo drugiej warstwy (nieco rolujący się Vichy matujący nie daje tego pełnego komfortu). Makijaż na nim to czysta przyjemność, jak na zwykłym kremie matującym. Również nie używam codziennie - jest mi go szkoda, trochę kosztuje, więc na co dzień sięgam po tańsze, przyjemne, ale nie tak dobre filtry, zaś tego zostawiam na większe okazje. WOW. Dla mnie jest nawet trochę lepszy od fluidu ultralekkiego (tego w śmiesznym opakowaniu z długim dzióbkiem z boku), ale tamten też lubię. 


Gdy zobaczyłam puder Bell Hypoallergenic SPF50 wiedziałam, że muszę go mieć i sprawdzić co to za cudo. W zasadzie ciężko mi go nazwać pudrem! Dla mnie to jest podkład w pudrze i... to taki naprawdę nieźle kryjący podkład! Jak nałożę go bardziej zbitym pędzlem, to mam naprawdę super ujednoliconą buzię, jak z warstwą podkładu! Muszę tu jednak dodać, że matuje słabiuteńko, więc jeżeli na to liczycie, to niestety nie. W strefie T warto by było go przypudrować (puder :D). Ale za to ładnie wygładza pory! Dla mnie to ideał w dni "no makeup" - nakładam filtr, chcę go przypudrować by zniwelować ewentualne bielenie i zmatowić buzię (doraźnie), a gratis dostaję gigantyczną porcję krycia. I jakąśtam dodatkową ochronę przeciwsłoneczną. Szybki sposób na piękną buzię ;) Dodam jeszcze, że nieco osadza się na włoskach i może trochę podkreślać suche skórki. 01 jest BARDZO jasny i pomagał mi nawet rozjaśnić ciut za ciemny podkład (taka jasność i takie krycie!). A 02 jest ciut ciemniejszy, choć nadal jasny (ale już nie "bardzo" jasny), żółty. Dziś kupiłam 02 w promocji w Rossmannie.


Góra (od lewej do prawej):
Manhattan 2in1 Perfect Teint Powder&Make up 15 porcelain
Bell Hypoallergenic Compact Powder SPF50 01 Alabaster
Rimmel Lasting Finish 001 Light Porcelain

Dół (od lewej do prawej):
Kobo Brightener Matt Powder 313 Banana Cream
Rimmel Stay Matte 001 Transparent
Catrice Prime and Fine Waterproof Mattifying Powder Transparent


1 - Kobo Brightener Matt Powder 313 Banana Cream
2 - Rimmel Stay Matte 001 Transparent
3 - Catrice Prime and Fine Waterproof Mattifying Powder Transparent
4 - Manhattan 2in1 Perfect Teint Powder&Make up 15 porcelain
5 - Bell Hypoallergenic Compact Powder SPF50 01 Alabaster
6 - Rimmel Lasting Finish 001 Light Porcelain



Jakiś czas temu na Stories pokazywałam paczkę-niespodziankę od AVON. Pokazywałam ją również w Nowościach września. Postanowiłam zachować z niej 2 produkty - bardzo ładne perfumy Free oraz ten olejek do kąpieli i pod prysznic (Planet Spa, Relaxing Thailand, Coconut Milk & Sandalwood). O rany, jak on bosko pachnie! Mleko kokosowe i drzewo sandałowe to zapach który jest słodki, ciepły i otulający, ale nie mdły. Nie przytłacza. W sam raz na sezon jesień-zima i... mogłabym mieć takie perfumy, uwielbiam go :D Używam go na umytą już skórę ciała - co prawda w kontakcie z wodą emulguje i spłukuje się, ale nie daje mi poczucia, jakby faktycznie mył. Cudnie nawilża, natłuszcza skórę (ale nie mocno, bo w większości się spłukuje) i pozostawia ją bardzo przyjemnie miękką. Zapach jest cudowny i utrzymuje się na skórze. Baaaaardzo relaksujący olejek, prysznicoumilacz. Sięgam po niego z ogromną przyjemnością i z niepokojem obserwuję, że jest go coraz mniej ;) Zawiera parafinę, ale na pierwszym miejscu jest olej sezamowy. Będzie mi smutno, gdy się skończy.


Feedly to ulubieniec niekosmetyczny, ale pozwalający mi ogarnąć kosmetyczne sprawy :) Jestem OGROMNIE wdzięczna Paulinie, że mi go poleciła! Jest to czytnik kanałów RSS, w dużym uproszczeniu - milion razy lepsza lista czytelnicza Bloggera. Pozwala na subskrybowanie blogów i katalogowanie ich w podgrupy. Jeżeli subskrybujecie blogi z różnych kategorii (np. kulinarne, urodowe, modowe...), możecie je sobie podzielić w osobne podgrupy. Takie filtrowanie. Jeżeli macie blogi, do których chcecie zaglądać ZAWSZE, do każdego wpisu, możecie je sobie zgrupować w jednym miejscu, by niczego nie przegapić. A inne podzielić w pozostałych folderach. Mi to ogromnie ułatwia nadrabianie zaległości - jeżeli mam bardzo mało czasu, zaglądam tylko do priorytetowych blogów. Jeżeli mam więcej, buszuję po kolejnych. Już nie muszę czuć się przerażona, że muszę rozwijać listę czytelniczą 5 razy (przecież ja tego nie dam rady nadrobić!), choć część wpisów nie bardzo mnie interesuje. Nareszcie nie muszę się martwić o dodawanie blogów do listy z rozwagą (bo jak za dużo dodam, to nie będę dawała rady tego czytać). Po prostu wrzucam je do innego folderu, by na pewno mi nie umknęły, ale nie generowały regularnego przerażenia. Można też jednego bloga dodać do kilku folderów, jeżeli komuś tak akurat pasuje. W Feedly istnieje mnóstwo możliwości - wyświetlanie samych tytułów wpisów, zdjęcia + fragmentu wpisu i inne. Można oznaczać wpisy jako przeczytane, nieprzeczytane lub wrzucać do przeczytania na później. Używam od niecałego miesiąca, więc jeszcze nie rozpracowałam wszystkich funkcji, ale na razie jestem zachwycona. Jeżeli lista czytelnicza Was wkurza, to Feedly prawdopodobnie rozwiąże wszystkie jej niedogodności. Jakby co - wczytują się zarówno blogi z Bloggera, jak i Wordpressa. Ja już na listę czytelniczą W OGÓLE nie patrzę!


Mniej więcej tak to wygląda, po lewej stronie porobione kategorie. Można kliknąć All i wyświetlą się wszystkie-wszystkie blogi. Po kliknięciu na kategorie (numerki dodałam sama dla porządku) wyświetlą się tylko te blogi, które tam dodaliśmy (jeden blog może być w kilku). Na zdjęciu widok magazynu (zdjęcie + fragment), ale jest też lista bez zdjęć (same tytuły), kafelki... Można wyświetlać wpisy wszystkie, można tylko nieprzeczytane. Ja tu akurat miałam zaznaczone, że wszystkie, ponieważ wpisy są już przeczytane (są na szaro, a normalnie są na czarno). Gdybym zaznaczyła, że same nieprzeczytane, na liście nie wyświetliłoby się nic. Zarówno przy każdej kategorii (po lewej) wyświetla się liczba postów do przeczytania (u mnie nie ma, bo przeczytane), jak i przy ptaszku u góry, którym można oznaczyć wszystkie jako przeczytane. Możliwości jest ogrom, to od Was zależy, jak to sobie uporządkujecie i dostosujecie do siebie :)


ROZCZAROWANIA


Niestety wpadło kilka rozczarowań... Na zdjęciu 3, ale będzie ich aż 5.


W sumie dziwię się, że o tym podkładzie (Ingrid Ideal Face) piszę po raz pierwszy, choć mam go od dawna. Niby super, bo Ingrid zrobiło MEGA jasny i łatwo dostępny podkład. Czar szybko pryska, bo ciemnieje na potęgę! A Ingrid postanowiło wycofać te najjaśniejsze odcienie (informacja niepotwierdzona, tak słyszałam). Pompka z biegiem czasu działa coraz gorzej i muszę się napompować, by cokolwiek wydobyć. Sam podkład jest mega gęsty i szpachlowaty, ale... wcale nie super kryjący! Gęsta szpachla, a nawet mniejsze przebarwienia przebijają! Szybko się świeci i fatalnie się warzy. Już po 3 godzinach od aplikacji wstydzę się za swoją twarz. Dla mnie to BUBEL, zarzutów nie ma końca. 



W regenerującym kremie do rzęs L'Biotica pokładałam ogromne nadzieje. Nie ma bimatoprostu, więc ochoczo stosowałam zarówno na brwi i rzęsy. Jednak odżywka tak bardzo się krystalizuje, a jednocześnie skleja oczy, że budziłam się z efektem zaklejonych i zaropiałych oczu. Wiecie, jak źle się wstaje z czymś takim? Jakbym z dwie noce zarwała. Więc z czasem stosowałam już tylko na brwi, ale potem w moje ręce wpadła odżywka Brow (Orphica), więc L'Biotica odeszła w zapomnienie. Ząbki szczoteczki są mega ostre i kłujące. Więcej pisałam TUTAJ. Bardzo nieprzyjemnie mi się używało i nie zamierzam się męczyć. Po miesiącu na rzęsach, a 2 miesiącach na brwiach nic się nie wydarzyło, tak tylko dodam. Na rzęsach to za krótko, choć na brwiach już coś się powinno dziać dobrego. 


Jakiś czas temu otrzymałam przesyłkę od AUBE, w której znalazły się 4 kosmetyki. Trzy z nich okazały się być przyjemne! Niestety płyn dwufazowy bardzo mnie rozczarował, nie polubimy się. Jest tak tłusty, że po użyciu chcę natychmiast umyć twarz. Nawet, jeżeli wykonuję demakijaż chwilę przed prysznicem, natychmiast myję twarz przy umywalce, tak obciąża skórę. Sprawia wrażenie, jakby zaraz miały mi cieknąć strużki wody po twarzy, dziwne uczucie. Lubię oleje, olejki, tłuste konsystencje mi nie przeszkadzają. Ba, lubię płyny dwufazowe! Ale tutaj to uczucie jest jakby inne, strasznie nieprzyjemne. Gdyby w parze z tłustością szła zabójcza skuteczność, nie byłoby tematu. Umyłabym buzię i przemilczała. Ale ten płyn jest po prostu średni lub nawet słaby. Na oczy ze zwyczajnym makijażem (jasne cienie, niewodoodporny tusz) muszę zużyć 4 waciki i długo je przytrzymywać. No nie, tak nie będziemy się bawić... Teraz zmywam nim swatche i inne takie, żeby zużyć.


Na zdjęciu powyżej jest puste opakowanie, więc dodam jeszcze dodatkowe, robione od nowości. Wahałam się, czy dodać tu ten płyn do demakijażu z micelami witamin Dermofuture, ale uznałam, że jeżeli ogromnie się cieszę, że nareszcie się skończył, to tak - był rozczarowaniem. W pierwszym momencie oczy mi się zaświeciły jak kotu ze Shreka w Pada Shrek, gdy zobaczył dyndający świąteczny pompon przy swojej mordce. Jaaaaakie fajne kuleczki! Jak w takich kulach śnieżnych, w których pada śnieg po obróceniu lub wstrząśnięciu. Na początku też płyn nie piekł mnie w oczy i zrobił dobre pierwsze wrażenie. Z czasem okazało się, że: a) jednak zaczął mnie piec w oczy, b) te kuleczki MEGA mnie denerwowały bo rozmazywały się po skórze i oczach c) wcale nie jest na tyle skuteczny, by chcieć się tak umęczać przy jego stosowaniu. Zużyłam z ulgą, również do swatchy w drugiej połowie i nareszcie już go nie ma. 



Ostatnim rozczarowaniem jest Shinybox. W zasadzie to już od kilku miesięcy pudełka są strasznie słabe i prawie nic sobie z nich nie zostawiam. Albo kosmetyki są fajne, ale stare i na granicy terminu ważności, albo w nietwarzowym odcieniu (pomarańczowy lakier? niebieski cień? czy to jakieś resztki magazynowe, które nie chcą zejść?), albo niezachwycające (zwykłe mydło do rąk?). W zasadzie to jest rozczarowanie kilku ostatnich miesięcy, bo już od jakiegoś czasu czekam na jakieś UDANE pudełko no i tak z miesiąca na miesiąc słabo ;) Liczę na to, że Shiny się w końcu ogarnie i zacznie myśleć JAK stworzyć udane pudełko. A nie wrzucać do popadnie i "może jakoś się uda". Gdybym subskrybowała, byłabym zawiedziona. A jako Ambasadorka z miesiąca na miesiąc czuję coraz większe zażenowanie poziomem tych pudełek, podczas gdy tańsze pudełko InspiredBy (też od Shiny Group) zwykle wypada całkiem fajnie, a ostatnio to nawet super ekstra. Czyli da się... Nie chodzi mi o to, by pudełko było luksusowe, zawierało super-drogie kosmetyki. Tylko o to, żeby były one ciekawe, podążające za trendami... 


Ogromnie polecam chociaż zajrzeć do Feedly, dla mnie to MEGA odkrycie! 
Dzięki Paulina :*

Znacie któregoś? Mamy takie samo zdanie? :)
Dziękuję za odwiedziny! :)

Jeżeli podoba Ci się tutaj - polub mnie na Facebooku oraz Instagramie,
będzie mi bardzo miło, a Ty nie przegapisz żadnych nowości! :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat, zostaw komentarz :)

Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl