Uwielbiam czytać tego typu wpisy, bo zawsze można się dowiedzieć czegoś ciekawego :) Dziś chciałabym się z Wami podzielić moimi 10 sprawdzonymi trickami urodowymi, które stosuję już od dłuższego czasu. Absolutnie nie jest to żadne kopiuj-wklej z innych stron, same sprawdzone porady :) Jesteście ciekawe? :)

Wklepanie toniku dłońmi
Wklepywanie toniku dłońmi pozwoliło mi polubić się z produktem, którego wcześniej spisałam na straty (korygujący tonik Bielendy). Dzięki tej metodzie działanie toniku jest spotęgowane - jest o wiele skuteczniejszy i wydajniejszy - zamiast wchłaniać się w wacik, prawie wszystko ląduje na skórze twarzy :) I tak, na przykład, wspomniany już tonik Bielendy lepiej oczyszcza i rozjaśnia moją skórę, jest teraz bardziej promienna, a kiedyś efekty były mizerne (mam go po raz drugi) :) Przecieranie twarzy wacikiem może również nie sprzyjać cerom wrażliwym, mnie to akurat nie dotyczy, ale być może Was? Dobrym rozwiązaniem jest też korzystanie z atomizera i pozostawianie do wchłonięcia, ale w moim przypadku jest to ryzykowne - Bielenda zawiera kwasy (nie wiem, w jakim stężeniu, ale jednak) i z pewnością nie chciałabym, by lądowały one w okolicy oczu.

Aplikacja pudru puszkiem
Cery borykające się z nadprodukcją sebum doskonale wiedzą, że utrzymanie matu w ryzach nie jest łatwe ;) Warto puder "wpracować" w skórę - pędzlem, ruchami stemplującymi, ale jeszcze lepiej... puszkiem. Nadmiar pudru wystarczy strzepać delikatnie miękkim, puchatym pędzlem. Skóra będzie matowa na dłużej, a jeżeli efekt matu jest dla Was aż za mocny, wystarczy spryskać twarz mgiełką (fixerem, wodą termalną, czy też hydrolatem) - skóra będzie wyglądała świeżo, a jednocześnie sebum będzie długo pod kontrolą. Zdecydowanie polecam wybierać włochate, miękkie puszki (jakby pluszowe), nie gąbczaste i sztywne. Zawsze polecałam czarne z Inglota, były tanie i świetne, ale niestety chyba nie są już dostępne. Puszek ze zdjęcia pochodzi z AliExpress z TEGO linku. Kiedyś były sprzedawane na sztuki, teraz widzę w zestawie 10 szt... Nie są tak świetne, jak Inglot, ale nadal dobre. Jeżeli aplikuję podkład gąbeczką Blend it!, czasem to właśnie nią wklepuję puder. Ale jednak wolę puszki ;)

Puder pod podkład
Ta metoda wydawała mi się abstrakcyjna, dopóki nie spróbowałam. Jeżeli Wasza skóra mocno się przetłuszcza, warto nałożyć odrobinę pudru przed aplikacją podkładu - to działa! Kluczem jest tu jednak minimalna (!) ilość, nie żaden baking ;) Bez obaw, nie robi się żadne ciacho, ale pamiętajcie o umiarze ;) Dodam jeszcze, że podkład jest później ponownie pudrowany w celu utrwalenia i ułatwienia pracy z dalszymi kosmetykami prasowanymi (róż, bronzer, rozświetlacz).

Peeling twarzy pod prysznicem
Jeżeli nie lubicie wypłukiwania peelingu z twarzy bo drobinki pałętają się po prostu wszędzie - w brwiach, przy linii włosów, przy skrzydełkach nosa i we wszelkich zagłębieniach, wystarczy zrobić peeling pod prysznicem (np. po kąpieli) i oszczędzić sobie wody ściekającej po łokciach ;) Nic nie stoi na przeszkodzie, by podczas wypłukiwania nadstawić buzię pod strumień wody i ułatwić sobie tę czynność. Dzięki tej metodzie robię peelingi regularnie, bo wcześniej to różnie bywało z moimi chęciami :)

Lakier do włosów zamiast żelu do brwi
Ta metoda może być Wam dobrze znana, ale myślę, że warto o niej przypomnieć. Jeżeli właśnie skończył się Wam żel utrwalający do brwi lub po prostu potrzebujecie mocnego utrwalenia, wystarczy spryskać spiralkę lakierem do włosów i przeczesać umalowane wcześniej brwi. Uwaga! Nigdy nie pryskamy lakierem bezpośrednio na brwi. To chyba oczywiste, prawda? :))) Utrwalenie przy tej metodzie jest bardzo mocne, na mur-beton (brwi są mocno usztywnione), więc raczej nie sprawdzi się na co dzień. Ale na większe okazje - jak najbardziej.

Patrzenie w dół podczas tuszowania rzęs
Jeżeli często brudzicie powieki szczoteczką od tuszu lub akurat trafiła się Wam jakaś wielka i uciążliwa w stosowaniu szczoteczka, wystarczy patrzeć w dół podczas tuszowania rzęs. Ryzyko ubrudzenia zostanie zminimalizowane (ale nie wyeliminowane :))

Fryzura do spania
Moje włosy mają dużą tendencję do plątania. Niby śliskie, gładkie, a wystarczy chwila nieuwagi, by spędzić najbliższe pół godziny w łazience na ich rozplątywaniu. Kiedyś spałam w warkoczu, ale kończyło się to nieuniknionymi falami (i prostą jak drut końcówką). Nie byłoby w tym może nic złego, gdyby nie fakt, że po ich rozczesaniu kończyłam z efektem pudla na głowie. W grę wchodziło jedynie przeczesanie palcami, ale dla mnie to stanowczo za mało, źle się z tym czułam. Robię więc takiego luźnego kitka w trzech miejscach, by trzymać włosy w ryzach podczas spania. Zdecydowanie warto użyć miękkich gumek-frotek, bez metalowych łączeń, by uniknąć niszczenia włosów od pocierania (podczas snu nieuniknione). Moje akurat w kolorze semafora :D

Pudrowanie skóry głowy
Kolejna abstrakcyjna metoda. Pudrowanie skóry głowy? Czy Ty jesteś normalna, Basia? :) Niestety, ale tak samo jak moja strefa T lubi popłynąć, tak samo moja skóra głowy daje mi popalić. Nie jest wrażliwa, mało co mnie uczula czy podrażnia, nie mam skłonności do łupieżu, tylko ta rzeka sebum płynąca... Pudrowanie skóry głowy sprawdza się u mnie sto razy lepiej od suchych szamponów, ale pod warunkiem, że służy zapobieganiu, a nie doraźnej pomocy nieświeżym już włosom. Aplikuję transparentny puder za pomocą nielubianego, miękkiego pędzla na czystą (!) i suchą skórę głowy. Pudry zwykle są bardzo drobniuteńko zmielone, więc idealnie wtapiają się w skórę i włosy bez bielenia. Nawet, jeżeli na początku widać, że włosy są delikatnie rozbielone, po chwili wszystko się stapia ze skórą. Szczególnie, gdy całość lekko wmasujemy i wyczeszemy nadmiar. Aby zachować pełną higienę, sięgam po pudry sypkie, które mogę bez problemu wsypać do miseczki czy głębszego wieczka. Naprzemienne maczanie pędzla w pudrze prasowanym, a następnie dotykanie skóry głowy stanowczo wybiegałoby poza moje granice komfortu ;) Ta metoda zdecydowanie mniej bieli od suchych szamponów. Przy suchych szamponach mam również ten "problem", że denerwuje mnie pyłek na skórze głowy, jest dla mnie zbyt wyczuwalny. Często się drapię, mimo że mnie nie swędzi, bo po prostu denerwuje mnie to, że coś tam mam i podświadomie chcę się tego pozbyć. Zdecydowanie wolę uczucie czystości i świeżości. Puder jest dla mnie prawie niewyczuwalny. Nie jest to metoda, którą stosuję codziennie. Niestety jest zbyt czasochłonna, aplikacja pudru miejsce po miejscu na całej skórze głowy zajmuje dobrą chwilę. Ale sprawdza się wyśmienicie przed każdym większym wyjściem czy wyjazdem z ograniczonymi warunkami sanitarnymi i pozwala mi przetrwać weekendowe wyjazdy pod namiot :)

Pozostawienie suchego szamponu na 5 minut
W kwestii zapobiegania nadprodukcji sebum, zdecydowanie wolę puder na skórę głowy. Ale gdy już się zdarzy, że trzeba nagle wyjść, a włosy nie wyglądają tak, jak powinny, na ratunek przychodzą suche szampony. Kiedyś po prostu spryskiwałam włosy u nasady i od razu przystępowałam do wmasowania/wycierania ręcznikiem/wyczesywania nadmiaru. Na jednym z blogów przeczytałam kiedyś, że lepiej jest zostawić suchy szampon na kilka minut, żeby skrobia wchłonęła trochę sebum. I faktycznie, jeżeli poczekam chwilę przed wyczesywaniem, włosy są świeższe, ale też jakby mniej rozbielone. Mimo wszystko, suche szampony to dla mnie ostateczność - nie lubię tego uczucia na skórze głowy i zmiany koloru włosów u nasady :)

Zmywanie maseczek gąbeczką
Ten trick pewnie również jest Wam dobrze znany, ale dla mnie tak istotny, że nie mogłam go pominąć :) Jeżeli sięgacie po glinki, to pewnie doskonale wiecie, jak uciążliwe potrafi być ich zmywanie. Dłonie ślizgają się po skórze, woda cieknie po łokciach i niewiele z tego wynika. Po co się męczyć? Żeby sobie to ułatwić, zdecydowanie polecam sięgnąć po gąbeczki do demakijażu Calypso - są dostępne w Rossmannie za 4,99 zł (2 szt.). Gdy wysychają, robią się twarde, po namoczeniu od razu miękną. Dzięki porowatej strukturze świetnie ściągają maseczkę z twarzy, są też na tyle miękkie, że nie drapią i nie podrażniają. Łatwo można je umyć i pozostawić do wyschnięcia. Używałam też innych gąbeczek, ale wracam do Calypso właśnie z uwagi na ich porowatość, cenę i dostępność.

Udało mi się Was czymś zaskoczyć?
Jest tu jakiś trick urodowy, którego wcześniej nie znałyście? A może dobrze je znacie i stosujecie?
Dajcie znać, będzie mi bardzo miło :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz