piątek, 25 lipca 2014

Annabelle Minerals - Podkład mineralny kryjący (Natural light, Beige light, Golden Fairest) + trochę o korektorze Medium. DUŻO ZDJĘĆ

Do napisania tego posta zbieram się już od bardzo długiego czasu. Przede wszystkim dlatego, że o minerałach kilkakrotnie zmieniałam zdanie - jeżeli miałyście z nimi styczność, to pewnie same dobrze wiecie, jak wiele zmienia zastosowanie innego kremu, innego pudru... Zdarza się też, że to, co sprawdziło się jednego dnia, innego okazuje się fiaskiem ;) Trzeba się ich trochę "nauczyć", potestować i zobaczyć, co się na naszej skórze spisuje najlepiej. Druga sprawa, trzeba było w tym przypadku porobić znacznie więcej zdjęć niż zwykle, czyli dobre światło dzienne jak najbardziej pożądane ;) Na szczęście tego akurat ostatnio pod dostatkiem - pogoda nas od jakiegoś czasu rozpieszcza. Mam 3 odcienie tego podkładu, do mojej cery dobrze pasuje jeden z nich, więc do zrobienia zdjęć dwóch pozostałych musiałam wykorzystać też dni typowo "domowe", bez wychodzenia do ludzi, ewentualnie tylko do sklepu ;) No ale przejdźmy do recenzji... :)


Opakowanie z tego co wiem uległo zmianie, moja wersja jest jeszcze stara, tylko z sitkiem. Nowa wersja ma sitko zasuwane, dzięki czemu podkład się nie wysypuje przez dziurki. Ode mnie ogromny plus za zmianę i żałuję, że mam jeszcze starą wersję ;) W niej niestety lubi się wysypać trochę podkładu do przestrzeni między sitkiem a wieczkiem - trzymam minerały w szufladce, więc zdarza im się przechylić. Na plus eleganckie, czarne matowe wieczko. Jest spore, dzięki czemu możemy bez problemu używać go do nabierania podkładu na pędzel.



Podkład aplikuję wyłącznie pędzlem typu flat top, miałam kilka podejść do pędzla kabuki Sunshade Minerals, wiele osób twierdzi, że łatwiej nim dotrzeć do zakamarków twarzy np. przy nosie, ale nie pracuje mi się zbyt dobrze z takimi kulkami - nie ma to jak płaski flat top. Do niego jestem przyzwyczajona najbardziej i moim zdaniem najlepiej aplikuje podkład. O pędzlach pisałam TUTAJ, używam Annabelle Minerals i Sunshade Minerals naprzemiennie, moim zdaniem nie ma między nimi różnicy, oba są super - miękkie, zwarte i gęste, a włosie nie wypada. Po kilku nieudanych próbach ze zwilżonym pędzlem, na początku nakładałam podkład na sucho, ale wówczas może trochę pylić, szczególnie jeżeli używamy lekkiego kremu - nie przyczepia się tak łatwo do twarzy i trochę fruwa dookoła. Jednak z czasem przekonałam się, że moje próby nakładania na mokro kończyły się źle, bo po prostu pędzel był zbyt mokry. Wystarczy naprawdę lekka mgiełka (ja mam przygotowaną buteleczkę z atomizerem) - jedno, maksymalnie dwa psiknięcia. Gdy pędzel był zbyt mokry, za bardzo rozwadniał i wchłaniał podkład, zastanawiałam się wówczas jak to jest, że każdy pisze o zwiększonym kryciu przy aplikacji na mokro, podczas gdy u mnie nie kryje prawie wcale, tylko na sucho, a w dodatku robi mi się lekkie "ciasto" na twarzy... Ale gdy zaczęłam psikać mniej, czyli 1-2 razy atomizerem z wodą i to z dalszej odległości, od razu zauważyłam różnicę. Przy aplikacji na mokro podkład dużo lepiej łapie przyczepność do pędzla, a potem do twarzy, nie pyli, a także dużo lepiej kryje, gdyż nabiera kremowej konsystencji. Nakładam go w taki sposób, że spryskuję pędzel, nabieram podkład z wieczka, stempluję i "wcieram" w skórę kolistymi ruchami. Co jest bardzo ważne w przypadku podkładów mineralnych - dopiero po chwili zaczynają "łączyć się ze skórą", więc zupełnie inaczej skóra wygląda tuż po aplikacji, niż kilka minut później. To mnie dosyć mocno zaskoczyło, ale na plus - po chwili podkład stapia się ze skórą i wygląda bardziej naturalnie :)


Dopóki nie miałam styczności z minerałami, nie sądziłam, że mogą kryć aż tak dobrze. No bo jak to, trochę proszku ma zakryć moje przebarwienia? Myślałam, że nic nie jest w stanie zastąpić zwykłego, klasycznego podkładu w płynie. A minerały kryją naprawdę dobrze, szczególnie kiedy są aplikowane na mokro, o czym wspominałam przed chwilą. Przekonacie się na zdjęciach. Nie potrafiłam też uwierzyć w to, że zaledwie kilka gram proszku może być aż tak wydajne... Mogę Wam powiedzieć jedno - dopóki nie przekonacie się na własnej skórze, po prostu nie uwierzycie, tak jak ja wcześniej ;) 10 g takiego niepozornego proszku (czyli naprawdę nieduży słoiczek) wystarczy na około 6-9 miesięcy - naprawdę. Przy rzadszym używaniu wystarczy na rok (termin ważności to 12 miesięcy od otwarcia!), a to koszt zaledwie 50 zł, czyli bardzo niewielki. Ja mam wersję 4g + kilka próbek, a ubytek naprawdę maleńki mimo częstego używania!



Trwałość to temat rzeka - wszystko zależy od tego, co użyjemy pod spód. Istnieją specjalne primery pod minerały, które podobno znacząco przedłużają ich trwałość, niektórzy dopiero z primerami zaczynają używać podkładów mineralnych regularnie bo tylko wtedy wyglądają one długo dobrze, ale nie miałam (jeszcze!) z nimi styczności. Są osoby, u których minerały najlepiej trzymają się na filtrach, nawet tych tłustych (bo lepsza przyczepność), a są osoby, u których właśnie na filtrze spływają najszybciej. U niektórych sprawdza się przypudrowanie twarzy, żeby oddzielić podkład od kremu. Trzeba przetestować na własnej skórze. Ja jednak wolę coś lekkiego pod spód, bo tylko wtedy nie świecę się zbyt szybko i trwałość mnie zadowala. Obecnie używam dwóch kremów - Flos Lek matujący z serii Anti Acne oraz nawilżający Decubal - oba są lekkie na twarzy. Na mojej skórze Annabelle Minerals trzyma się różnie, w zależności od intensywności dnia  i temperatury 5-10 godzin. Najlepiej trzyma się na policzkach i czole (o dziwo, mimo że się mocno przetłuszcza), a najgorzej na brodzie i nosie. Nawet podczas obecnych upałów (już od długiego czasu codziennie 25-30 stopni!) trzymają się dzielnie na twarzy. Jeżeli chodzi o świecenie się, tuż po nałożeniu skóra nie błyszczy, ale nie jest też zupełnie matowa. Wygląda w porządku na całości twarzy, ale i tak odczuwam potrzebę przypudrowania się (w strefie T) dla utrwalenia i przedłużenia braku błysku ;). Po kilku godzinach muszę się ponownie przypudrować, ale pamiętajmy, że to wersja kryjąca, a nie matująca. Są osoby, którym podkład w wersji kryjącej warzy się na twarzy (i na ogół sięgają wówczas po formułę matującą, która podobno jest lżejsza), u mnie miało to miejsce wyłącznie na zbyt tłustych kremach lub przy nakładaniu zbyt mokrym pędzlem. W przypadku lżejszych kremów i delikatnie zwilżonego pędzla nic się nie dzieje :) Wiele osób chwali sobie nakładanie kilku warstw minerałów w celu zapewnienia lepszego krycia, ale przyznam szczerze, że u mnie to się nie sprawdziło. Wówczas podkład jest już u mnie zbyt mocno widoczny na twarzy. Jeżeli chodzi o krycie - u mnie najlepiej spisuje się podkład + korektor w odcieniu Medium dodatkowo na niedoskonałości i pod oczy, wówczas jestem baaardzo zadowolona, a mimo mocnego krycia podkład wygląda naturalnie na twarzy, bez efektu tapety jeżeli dobrze dobierzemy odcień :) Efekt pokażę na zdjęciach. Na mojej twarzy nie wchodzi w pory, a jestem na tym punkcie nieco wyczulona, bo mam rozszerzone w okolicach nosa. Bardzo prosty i naturalny skład (Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxide, Ultramarines) sprawia, że szansa na zapchanie jest bardzo niska, tlenek cynku łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie, pomaga skórze trądzikowej, wraz z dwutlenkiem tytanu są naturalnymi filtrami UV (producent pisze na stronie, że SPF15) i mają właściwości antybakteryjne, nie nakładamy mnóstwa chemii na buzię - bardzo niska szansa na uczulenie, dzięki temu polecane są dla alergików i osób o skórze wrażliwej - to są chyba takie główne powody, dla których naprawdę warto zaprzyjaźnić się z prawdziwymi minerałami (a nie płynnymi podkładami "mineralnymi" z całą tablicą Mendelejewa). Skład nie szkodzi skórze, a nawet jej pomaga. Chyba jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to że Annabelle może podkreślać większe suche skórki - mniejszych (u mnie na policzkach) nie widać, ale większe już tak (na brodzie w przypadku właśnie gojącej się wielkiej guli przed @... :/ ). Demakijaż nie sprawia żadnych problemów - myję twarz żelem, a następnie przecieram wacikiem nasączonym płynem micelarnym i na ogół niewiele już na nim znajduję ;)


Jeżeli chodzi o odcienie - ja posiadam trzy, jak na załączonym zdjęciu: Natural light, Beige light, Golden fairest. Ogólnie w ofercie AM są trzy rodzaje wykończeń: matujące, kryjące i rozświetlające, w trzech tonacjach kolorystycznych: Natural, Beige i Golden, a każda z nich posiada pięć odcieni, od najjaśniejszego do najciemniejszego: fairest, fair, light, medium, dark. Łącznie... 45 różnych podkładów :D Każdy znajdzie coś dla siebie :) To na początku może przerazić i zniechęcać, ale na szczęście w Internecie jest już dużo swatchy i można sobie porównać. Takie "żółtki" jak ja (najbardziej pasują mi podkłady jasne i żółte typu Revlon ColorStay 150 Buff/Bourjois HM 51/L'Oreal True Match W1) powinny celować w gamę Golden, niestety w Beige i Natural doszukałam się zbyt wielu różowych podtonów, których staram się bardzo mocno unikać. Myślałam, że Beige będzie mniej różowy niż Natural :( Być może na zdjęciach tego nie widać, ale na mojej cerze różowe tony lubią podkreślić to, co wolałabym ukryć ;) No i powodują odznaczanie się kolorystyczne od szyi. 


Dodałam na dole trochę podkładu Revlon ColorStay w odcieniu 150 Buff dla porównania, jak widać Golden Fairest jest zdecydowanie najbardziej zbliżony kolorystycznie 

Specjalnie dałam u góry większą "plamkę" minerałów, żeby pokazać Wam, że trochę inaczej wygląda, kiedy jest w formie proszku (bardziej beżowo), a zupełnie inaczej zachowuje się już roztarty w kontakcie ze skórą, uwydatniają się wówczas różowe tony :( Oczywiście na swatchu jest przesadzona, dużo większa ilość podkładu, niż się zwykle nakłada.
Od lewej: Revlon ColorStay 150 Buff, Golden Fairest, Beige Light, Natural Light

No to teraz trochę zdjęć na twarzy:

Natural light:

Niestety ten odcień jest dla mnie zbyt ciemny i zbyt różowy, ale nie widać tego aż tak na zdjęciach.



Od lewej: oko "bez niczego", sam podkład, podkład + korektor w odcieniu Medium, na ostatnim zdjęciu z korektorem można już uzyskać pełne krycie :)

A tu efekt końcowy, jak dla mnie trochę zbyt różowo na twarzy, podczas gdy szyja żółciutka ;)
Na policzkach róż w odcieniu Romantic AM

Beige light:

Tutaj niestety jest również znacznie bardziej różowo na twarzy niż się tego spodziewałam po odcieniu Beige :( Na zdjęciu tego aż tak nie widać

Od lewej: bez niczego, tylko podkład, podkład + róż w odcieniu Sunrise
Niestety to była wersja "domowa" bo w odcieniu Beige nie czuję się zbyt dobrze, no i zapomniałam o korektorze pod oczy, stąd takie sińce :D

Golden fairest:

Tutaj będzie zdecydowanie bardziej pochlebnie, bo to odcień, który pasuje mi po prostu najlepiej ;) Bardzo dobrze się w nim czuję - jasny, żółty - to jest to.

Odsłona pierwsza:



Na policzkach róż w odcieniu Nude AM

Odsłona druga:

W tym czasie akurat wyskoczyła mi jakaś paskudna wysypka (mimo że nigdy mi takie cholerstwa nie wychodzą!), tutaj akurat czoło już czyste - wcześniej całe było w czerwonej "kaszce", ale poliki jeszcze pełne czerwonych plamek :/ Podkład dość dobrze je zakrył.

 Na policzkach róż w odcieniu Rose AM

Na tym zdjęciu następny przykład tego, jak dobrze kryje korektor mineralny w odcieniu Medium - po lewej oko z korektorem, po prawej bez. Twarz pokryta podkładem, więc i on wcześniej trochę zakrył. Do tego wspaniały przykład moich okrutnie niesymetrycznych oczu :P 


Odsłona trzecia (i ostatnia, bo Was zanudzę :P) :

Zdjęcia z przedwczoraj (robione w środę) :)



Kolejny dobry przykład silnego krycia korektora Medium - po lewej skóra z podkładem, niestety wielka gula nadal jest widoczna, a po prawej już z korektorem, nie rzuca się w oczy :) 

 Na policzkach róż w odcieniu Sunrise AM, który bardzo przypadł mi do gustu :)

I efekt końcowy - można wyjść do ludzi :)

Cena minerałów na początku wydawała mi się przerażająca - no bo jak to, 30 zł za 4 g proszku? 50 zł za 10 g? I faktycznie, dopóki nie ma się styczności z minerałami, cena wydaje się wygórowana. Ale to nieprawda, gdyż są po prostu szalenie wydajne! Mi nawet próbki 1 g potrafią wystarczyć na 1-2 miesiące (nie maluję się codziennie), a co dopiero takie 4, czy nawet 10 gram. Kolejna sprawa - to są najtańsze gotowe minerały, jakie znam. Z całą pewnością BARDZO polecam zamówić sobie próbki, zanim dobierzecie sobie podkład idealny (ja na przykład teraz nie za bardzo wiem, co zrobić z całym opakowaniem Natural light i testerem Beige light, bo są zbyt różowe dla mnie, może pokombinuję z pigmentem - żółcią żelazową?). Ceny próbek nie są wysokie, a uwierzcie mi, że 1g to sporo:
  • 7,50 zł za 1g podkładu w zakręcanym słoiczku (tak jak moje dwa na zdjęciach)
  • 6,90 zł za 3 próbki korektorów w woreczkach strunowych, ale te akurat łatwo dobrać do swoich potrzeb, napiszę o tym innym razem - w skrócie: Light jest bardzo jasny i zielonkawy, Medium jasny i beżowo-żółtawy (tak jak u mnie na zdjeciach), a Dark wcale nie jest taki dark, jest jasny ale różowawy.
  • 9,90 zł za wszystkie odcienie róży w woreczkach strunowych - jest ich 6
Oprócz niskiej ceny Annabelle Minerals zawdzięczają swoją popularność dzięki temu, że są po prostu bardzo łatwo dostępne. W Polsce nie mamy aż tak dobrego dostępu do szerokiego przekroju minerałów, a tutaj po prostu wchodzimy sobie na stronę internetową, wybieramy i zamawiamy, a minerałki same pukają do naszych drzwi :P W przypadku innych firm bywa znacznie trudniej (i często znacznie drożej). 

Podsumowując - mnie Annabelle Minerals naprawdę oczarowało. Moje pierwsze minerały, a jestem nimi szczerze zachwycona, porównując do płynnych, drogeryjnych fluidów. Niska cena (w stosunku do szalonej wydajności!), dobra dostępność (nie trzeba sprowadzać z zagranicy, bawić się w Paypal itd., co niektórych, w tym mnie, przeraża i zniechęca), bardzo dobre krycie (szczególnie wraz z korektorem), a mimo silnego krycia naturalny efekt na twarzy bez maski i tapety, nie wchodzi w pory, zadowalająca trwałość, prosty, niezapychający, a wręcz pomagający skórze trądzikowej - łagodzący, antybakteryjny skład z naturalnymi filtrami UV (SPF15), szeroka gama kolorystyczna wraz z idealnym jasnym żółtkiem dla mnie (Golden Fairest), łatwy demakijaż, no i praktyczne opakowanie z zasuwanym sitkiem (o czym ja akurat niestety nie miałam okazji się przekonać). Do tego piękne, wspaniale współgrające róże do policzków (poświęcę im notkę innym razem) i rewelacyjnie kryjące korektory... Czego chcieć więcej? Jedyny minus to możliwe podkreślanie większych suchych skórek, ale taki mały minus ginie w morzu plusów :P

U mnie się sprawdziły i polecam :) Mimo posiadania podkładów płynnych, to właśnie po minerały od jakiegoś czasu sięgam najchętniej :)
Dziękuję za odwiedziny! :)

Jeżeli podoba Ci się tutaj - polub mnie na Facebooku oraz Instagramie,
będzie mi bardzo miło, a Ty nie przegapisz żadnych nowości! :)



37 komentarzy:

  1. Wydajnośc mnie zachęca a ten Golden ślicznie pasuje dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować :) Dziękuję, w nim się czuję zdecydowanie najlepiej :) Właśnie dzisiaj też miałam go na twarzy i w ogóle nie odznacza się od szyi :)

      Usuń
  2. Mam minerały AM, stosuję je już od jakiegoś roku i jestem w nich po uszy zakochana :) nie zamienię na żadne płynne podkłady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się w nich zakochałam :) Skuteczne i dobre dla skóry!

      Usuń
  3. Mam Golden Fairest w wersji matującej i prawdopodobnie będzie to pierwszy,od dłuższego czasu podkład, który zużyję w całości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz :) Czyli również Tobie pasuje :)

      Usuń
  4. Wszystko świetniej opisane i pokazane ;) Mam ten podkład ale w próbce i skuszę się na pełnowymiarowy produkt jak moje cera się troszkę polepszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi :) Warto zdecydować się na pełnowymiarowy, bo to bardzo dobry podkład :)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Nic nie stoi na przeszkodzie :)

      Usuń
  6. Z minerałów stosowałam jedynie Earthnicity, które wychodzą jednak drożej. Rzeczywiście podkład mineralny daje świetnie krycie, jest bardzo wydajny i nie nakładamy zbędnej chemii. Jestem za:) Świetnie pokazałaś te odcienie na zdjęciach:) Ja też mam koloryt skóry bardziej żółty, nie cierpię różowych tonów, wyglądam wtedy jak świnka pigi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie Annabelle było moim pierwszym wyborem również ze względu na cenę :) Po prostu są najtańsze, a jak się okazało, nie przekłada się to w żadnym stopniu na niewłaściwą jakość ;) Witam w gronie "żółtków" :D Ja też nie znoszę różowych, totalnie źle się w nich czuję...

      Usuń
  7. właśnie niedawno zamówiłam 5 próbek podkładów anabelle, tyle że w wersji matującej. Najbardziej pasują mi odcienie z gamy golden, golden medium to mój ideał :) rozprowadzam je pędzlem hakuro H54 bo używając typowego flat topu (hakuro H50S) nie byłam do końca zadowolona z efektu. Teraz chyba zamówię próbki róży i korektorów skoro mówisz, że są dobre:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co osoba, to upodobania :) Ja nie lubię takich kulkowych pędzli akurat do nakładania podkładu :) Róże i korektory są super, róże wszystkie przypadły mi do gustu (nie mam tylko Coral), korektor jeden lubię najbardziej (Medium), ale jak zamówisz próbki to będziesz mogła porównać :)

      Usuń
  8. Zamówiłam próbki podkładów w różnych tonacjach i o różnym wykończeniu. Beige jest makabrycznie różowy, Natural fairest nieco mniej różowy, ale za to prawie biały, dla mnie tylko na zimę, za to golden fairest jest w sam raz. No prawie:/
    Idealnie jest dopiero jak połączę Natural Fairest z Golden Fairest, najlepiej w dwóch różnych wykończeniach:D I jeszcze lepiej jak najpierw lekko przypudruję twarz, wtedy nie spływa (codziennie używam kremu z wysokim filtrem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, no to musisz się nakombinować :(

      Usuń
  9. ciekawe czy u mnie by się sprawdziły, szczególnie z tą wydajnością:)

    OdpowiedzUsuń
  10. szkoda że u mnie nie sprawdza się ten podkład, no może jako korektor :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty, dlaczego? Za ciężki?

      Usuń
  11. I najważniejsze że minerały są naturalne i skóra w nich oddycha! :) Ja też mam problematyczną cerę i bardzo cieszę się że kilka lat temu odkryłam minerały! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się tym ekscytuję :) Super są :)

      Usuń
  12. kusi mnie odcień Golden Fairest :) świetny post - przydatny i wyczerpujący :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Odpowiedzi
    1. Warto, tanie, łatwo dostępne i bardzo dobre :)

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale to nie tablica reklamowa.

      Usuń
  15. U mnie niestety wersja kryjąca się nie sprawdziła.. ale generalnie moja skóra chyba nie lubi się z minerałami. Jeśli znajdę już nawet niezly podkład mineralny to i tak zawsze wypada dużo gorzej od zwyczajnego podkładu w płynie. Kusi mnie jeszcze jedynie żeby wypróbować wersję matującą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno jest znacznie lżejsza na twarzy i wiele osób, które nie polubiły się z wersją kryjącą, chwali właśnie matującą :)

      Usuń
  16. Ja chyba sięgnę po wersję matującą golden fairest. Widzę u Ciebie blizny po trądziku. Jak go wyleczyłaś? Bo ja nadal nie mogę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, no niestety trądzik to paskudna sprawa... Tak do końca go nie wyleczyłam, zawsze jak mi hormony wariują, to mam wysyp na twarzy (teraz też...), ale ogólnie jest znacznie lepiej. Zawsze trzeba znaleźć przyczynę, pisałam o tym tutaj: http://basia-kosmetyki.blogspot.com/2014/02/jak-poradziam-sobie-z-tradzikiem.html.

      Pozdrawiam ciepło i powodzenia w walce!

      Usuń
  17. golden fairest prezentuje się ślicznie, dla mnie też jest idealny:)

    OdpowiedzUsuń

Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat, zostaw komentarz :)

Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl