Ulubieńcy | czerwiec 2017

Uwielbiam czytać takie zestawienia. Wy też? To zapraszam na ulubieńców czerwca :)
W tym miesiącu rozczarowania pojawią się osobno.


Nawilżający płyn micelarny Bielendy był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Z marką lubię się średnio, mają lepsze i gorsze produkty (jak każda marka), ale te ich wszystkie obietnice cudów na kiju mnie skutecznie zniechęcają. Micel kupiłam pod wpływem kilku pozytywnych opinii i... szok :) Zupełnie bez problemu dorównuje różowemu Garnierowi, a może jest nawet lepszy? Ani trochę nie piecze mnie w oczy (a wiele produktów to robi), skutecznie rozpuszcza codzienny makijaż (mocniejszy rozpuszczam uprzednio olejkiem do demakijażu), pozostawia skórę czystą i odświeżoną. Do tego jest duży (400 ml) i tani (ok. 16 zł, ale w promocji znacznie taniej). Benetint miałam przyjemność poznać dzięki Feeling Fancy, u której wygrałam w urodzinowym konkursie. To mój pierwszy tint w życiu, nie mam porównania, więc być może moje zachwyty są nad wyraz (bez porównania nie wiem, jak zachowują się inne produkty z tej kategorii), ale jestem w szoku, jak fantastycznie się sprawdza. Kolor wydaje się być nieco "wściekły", ale nic bardziej mylnego! Na ustach już przy nakładaniu robi się półtransparentny, zaś efektem końcowym są po prostu delikatnie podkreślone, zaróżowione usta. Bez żadnej wyczuwalnej warstwy, po prostu kolor "wgryza się" w wargi, barwiąc je na kilka godzin. Można jeść i pić, a usta nadal są wyraziste. Świetna opcja na lato bo Benetint jest kompletnie niewyczuwalny, przy czym twarz wygląda znacznie zdrowiej, niż w takich bladych wargach :) Warto jednak zadbać o dobrą kondycję ust, bo w przypadku mocnych przesuszeń wgryza się nieco nierównomiernie. Kolejne 3 produkty są związane z tegorocznymi wakacjami - w tym roku byłam w czerwcu pod namiotem na tydzień (spanie przy -1, pozdrawiam...), jechaliśmy motocyklem, więc ograniczał mnie bagaż, ale też potrzebowałam produktów trwałych (na deszcz). Tusz Bourjois Volume 1 seconde sprawdził się znakomicie - daje ładny efekt na rzęsach, a przy tym jest trwały i naprawdę wodoodporny. Nie jest ani zbyt suchy, ani zbyt mokry, choć osobiście wolałabym, żeby szczoteczka miała ciut gęstsze ząbki (byłoby mniejsze ryzyko sklejenia). Niemniej jednak jest to jeden z najprzyjemniejszych znanych mi dotychczas tuszów wodoodpornych. Henna Refectocil jest po prostu znakomita. Bardzo łatwo można łączyć odcienie, by uzyskać pożądany efekt. I tak na przykład ja łączę ciemny brąz (3) z grafitem (1.1) by uzyskać chłodny odcień brązu. W ogólnodostępnych drogeriach albo dostaniemy szarość, albo czerń, albo rudy brąz... Jedna tubka kosztuje ok. 13 zł, a biorąc pod uwagę wydajność, to naprawdę dobrze wydane pieniądze. Kolor trzyma się na moich brwiach na pewno 2 tygodnie, u niektórych podobno nawet 3 tygodnie. Użyłam na wyjazd (nie po raz pierwszy, mam już od jakiegoś czasu) i było to bardzo wygodne rozwiązanie. Mogłam już dokonywać jedynie drobnych poprawek kredką do brwi Maybelline BrowSatin i brwi gotowe :) Ta kredka nie jest może najwybitniejszym produktem do brwi, ale jej uniwersalność polega na zastosowaniu z jednej strony cienia (łatwo można wypełnić brwi kolorem), a z drugiej kredki (można uzupełnić braki). I to akurat bardzo mi się podoba, jeszcze tylko mi brakuje ukrytej spiralki ;) Dodatkowo ma ładny, chłodny odcień brązu. 


Ja wiem, że odgrzewany kotlet i zaraz będzie "ta nas będzie teraz nudzić w kółko tymi samymi ulubieńcami!". Ja wiem, naprawdę. Filtr i lusterko pokazywałam już w ulubieńcach maja, ale tak bardzo chcę pochwalić te dwa produkty, które zasłużyły sobie na to właśnie w czerwcu, że po prostu muszę bo inaczej się uduszę ;) Filtr Lirene SPF50 chronił mnie przed całodziennym przebywaniem na świeżym powietrzu (na wspomnianych już wakacjach) i choć pogoda nie dopisywała (pochmurno, zimno, deszczowo), to bywały też słoneczne momenty (sporadycznie), a i spędzanie kilkunastu godzin na powietrzu bez filtra to dla mnie bardzo czarna wizja. Dodatkowo, w czerwcu w moje ręce wpadł filtr Nivea i za każdym razem, gdy spróbuję czegoś innego, przekonuję się, jak świetnym filtrem jest Lirene. Naprawdę nie czuć, że to SPF50 - lekki, niebielący, szybko się wchłania. Do twarzy znam lepsze, ale do ciała - wybitny. Lusterko LED z Aliexpress to również odgrzewany kotlet z maja, ale BARDZO zasłużyło na to, by pojawić się ponownie w czerwcu. Pod namiotem co chwilę pojawiał się problem oświetlenia - za każdym razem, gdy potrzebowałam latarki, mąż akurat gdzieś z nią poszedł. Dostęp do prądu był daleko, więc korzystanie z tej w telefonie było ryzykowne. Okazało się, że te niepozorne diody naprawdę mają niezłą moc i w zupełności wystarczają do oświetlenia sporego namiotu! Bez problemu mogłam czegoś poszukać, rano się umalować, a wieczorem zmyć makijaż i ogarnąć się do snu bez ciągłego "gdzie jest latarka?". Jeden z najlepszych zakupów poczynionych kiedykolwiek, uwielbiam to lusterko!!!


Znacie któregoś z moich ulubieńców?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat, zostaw komentarz :)

Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl , Blogger