piątek, 8 września 2017

Zużycia | lipiec/sierpień 2017

Nareszcie udało mi się ogarnąć z denkiem :) Muszę przyznać, że wpisy z tej serii są baaaardzo czasochłonne. Też tak macie? 

To denko jest niejako uzasadnieniem moich zakupów sierpnia  Nowości sierpnia. Ktoś mógłby się oburzyć "po co Ci tyle odżywek?", "po co Ci tyle maseczek do twarzy?", ale same zobaczcie - to naprawdę u mnie schodzi. W tym denku są 4 pełnowymiarowe odżywki + 2 miniaturki. Przy włosach do talii i konieczności codziennego mycia włosów, one po prostu schodzą jak szalone. Jest tu również 11 maseczek do twarzy + jedna duża tubka Bania Agafii ;) Także same rozumiecie - nie mogłam odpuścić promocji -49% ;) 


Ciało


Nadal zużywam żele kupione w DM, ale już pomału dobiegam końca ;) Żel pod prysznic Balea limonka i aloes pachniał przyjemnie, rześko, w sam raz na lato. Dobrze mył, nie szkodził skórze, wydajność średnia.


Podobne właściwości miała wersja Mango, ale tu zapach mnie nie zachwycił. Niby lubię mango i jego zapach, ale ten był taki trochę dziwny :) Niby przyjemny, ale bez szału.


Mus do mycia ciała rabarbar malina od Nivea wylądował w  ulubieńcach sierpnia. Pianka była przyjemna, kremowa, otulająca ciało. Zapach przyjemny, ale specyficzny (połączenie klasycznego kremu Nivea z owocami). Używałam go z przyjemnością, ale wydajność średnia - około miesiąca, a mus kosztuje w cenie regularnej 14,99 zł...


Balsam do ciała Dove Silky Shimmer był przeciętny. Bardzo lekki, szybko się wchłaniał. Bardzo wydajny. Walory nawilżające poprawne, bez szału. Zawierał całą masę złotych, maluteńkich drobinek - latem może to i fajne, ale lata w tym roku nie zaznałam, więc czułam się niekomfortowo, nacierając się "brokatem" na czystą skórę po wieczornym prysznicu ;) Zapach klasycznego, kremowego Dove też nie uprzyjemniał smarowania, wolę ciut ciekawsze zapachy. Ogólnie nie jest zły, znajdzie swoich zwolenników, ale nie we mnie :) 


Żel aloesowy GorVita miałam po raz drugi. Zupełnie nie jestem w stanie podzielić zachwytów nad żelem aloesowym, miałam właśnie ten i Holika Holika, żaden nie skradł mojego serca, co poruszałam już w  kosmetycznych rozczarowaniach


Dezodorantu Fa używałam do stóp i sprawdzał się bardzo dobrze - chronił przed nadmiernym poceniem, odświeżał, ładnie pachniał.


Miniaturka aloesowego żelu do higieny intymnej Venus towarzyszyła mi podczas tegorocznego wyjazdu. Zwykle sięgam właśnie po ten, bo jest tani, łatwo dostępny (Rossmann), ładnie pachnie, dobrze odświeża i w żaden sposób nie szkodzi. Żałuję, że to opakowanie PET, więc nie mogę go ponownie wykorzystać. 

Włosy


Bardzo lubię farby Joanna Multi Cream i kupuję je od lat. Akurat ten odcień (Herbaciany brąz) się u mnie nie sprawdził i wyszedł brzydko - jasno, zbyt ciepło (rudo), na pewno nie jak na opakowaniu. Dosłownie wczoraj farbowałam sam odrost Cynamonowym brązem i od razu lepiej :) Przykrył ten nieszczęsny kolor, na szczęście. Lubię też Orzechowy brąz.


Kallosy są stałymi bywalcami w mojej łazience. Miałam już: Banana, Blueberry, Cherry, Chocolate, Caviar, Vanilla, Latte, Jasmine, Argan, Pro-Tox, (a w zapasie Aloe, Color, ponownie Chocolate) i możliwe, że o którejś wersji jeszcze zapomniałam. Lubię je za to, że są tanie i niezłe ;) Nie traktuję ich jak typowych masek do włosów, bo pod tym kątem są za słabe (jedynie wersja Pro-Tox była bardzo konkretna), ale jako odżywka codziennego użytku super. Wersja Multivitamin pachniała wieloowocowo (jak sok wieloowocowy lub takie witaminki do rozpuszczenia w wodzie), ładnie nabłyszczała włosy i ułatwiała rozczesywanie. Lekko dociążała :)


Jeżeli czytacie mnie dłużej, to i Garnier Goodbye Damage Was nie zdziwi, pojawia się w prawie każdym denku i zużyłam już dwucyfrową liczbę opakowań. Świetna odżywka, bogata i konkretna, mocno nawilża, dociąża i nabłyszcza. Nie do codziennego stosowania, jest za ciężka.


Za to do codziennego stosowania polecam Garnier Hydra Fresh, poznałam ją dzięki akcji testowania z wizażem, pojawiła się w  ulubieńcach lipca. Nawilża, nabłyszcza włosy, a jednocześnie jest w miarę lekka, nieobciążająca i pięknie pachnie. W Rossmannowej promocji wzięłam aż dwie sztuki, co mogłyście zobaczyć w  nowościach sierpnia


Odżywkę L'Oreal Botanicals z kolendrą również poznałam dzięki wizażowi. Ogólnie zużyłam z przyjemnością, ale nie była zbyt wydajna, a efekt nie był jakiś zachwycający. Włosy owszem, wyglądały ładnie, były błyszczące i nawilżone, ale... czy dałabym za nią 35 złotych? Nieee, na pewno nie. Jest tyle dobrych i tańszych odżywek ;) Pachniała zadziwiająco przyjemnie jak na ziołowy zapach, w ogóle ta seria cudnie pachnie!


Duet Vis Plantis Basil Element poznany dzięki  czerwcowemu pudełku InspiredBy, przyszedł i wyszedł ;) Szampon nie gwarantował mi tak długiej świeżości, jakiej potrzebuję (ale nie jest to jego zadaniem, więc wybaczam), a odżywka była koszmarnie wodnista, przelewała się przez palce, więc część wylądowała na podłodze pod prysznicem przy aplikacji. Z tego powodu wylądowała w  rozczarowaniach lipca, bo jej używanie to nie była żadna przyjemność. 


Z kolei ta miniaturka micelarnej odżywki myjącej Schwarzkopf BC Bonacure przywędrowała do mnie wraz z  czerwcowym Shinyboxem. Niestety również wylądowała w  rozczarowaniach lipca, ponieważ po jej zastosowaniu moje włosy były nieświeże już drugiego dnia około 13... Masakra... Jako typowa odżywka na długości też się nie sprawdziła, bo tam z kolei jest za lekka, za mało odżywiająca, a moje włosy były suche. Czyli albo tłusta skóra głowy, albo suche włosy. Gdy tylko otrzymałam wielką butlę tej odżywki (wersja niebieska) w  lipcowym Shinyboxie, natychmiast ją oddałam.

Twarz


Właściwości hydrolatu oczarowego idealnie wpasowują się w potrzeby mojej problematycznej skóry twarzy. Niestety, wersja z Biochemii Urody pachniała dla mnie bardzo nieprzyjemnie i zużywałam go mocno na siłę. Częściowo do kremu AZELO/BHA (kręciłam go na tym hydrolacie), częściowo do maseczek, byleby jakoś zużyć. Szkoda, bo ogólnie jest to świetny produkt. Pisałam o nim więcej tutaj  hydrolat hydrolatowi nierówny... Wersja z ZSK pachniała bardzo przyjemnie, więc to raczej do niego wrócę lub spróbuję z innych źródeł.


Żel do mycia twarzy -417 (z luffą :D) trafił do mnie z  kwietniowego Shinyboxa. Bardzo dobrze oczyszczał skórę. Miał w sobie mnóstwo drobinek, które nie peelingowały na tyle, by się obawiać codziennego użycia, ale jednocześnie pomagały w oczyszczaniu skóry. Mimo wszystko trochę mi one przeszkadzały, bo ciężko było je codziennie wypłukiwać z zakamarków twarzy. Pachniał przyjemnie, ale specyficznie. Jestem zaskoczona, bo produkty -417 na pewno były w Sephorze, a teraz ich nie widzę. Czy jest wart 116 zł? Moim zdaniem nie. Ale zużyłam z przyjemnością ;)))


Płyn micelarny Yves Rocher dostałam gratis - nie pamiętam, czy podczas zakładania karty, czy do zakupów... Wiem, że na pewno go nie kupowałam ;) Był fatalny i wylądował w  kosmetycznych rozczarowaniach. Totalnie nie radził sobie z demakijażem.


Krem Sensitive Vegetal Yves Rocher również był gratisem. Używało mi się go bardzo przyjemnie, miał bardzo lekką, jakby żelowo-wygładzającą konsystencję, nawilżał i łagodził skórę. Wydawał się być bardzo łagodny. 


Mydło Dudu Osun to mój ulubieniec, o którym pisałam w jego recenzji  czarne mydło afrykańskie (z porównaniem do mydła ze ZróbSobieKrem) oraz we wpisie z  aktualną pielęgnacją twarzy z lipca. Ba, pojawił się nawet w  ulubieńcach 2015 ulubieńcach 2016, więc nie będę powielać treści, odsyłam Was do linków :) Dość ciężko mi go nazwać zużyciem, bo jeszcze trochę miałam, ale... wpadł mi za regips w łazience! Od kilku lat mam rozwaloną łazienkę po wymianie pionów wodno-kanalizacyjnych w bloku i nadal nie doczekałam się remontu (mężu!). Za lustrem mam dziurę, a za półki służą mi pocięte panele podłogowe, które zostały po remoncie kiedyśtam. Niestety mydło wpadło mi w tą dziurę i nie ma żadnego dojścia, by je wyjąć. Teraz się zastanawiam, czy kupić sprawdzone Dudu Osun (opcja - pewniak), wypróbować słynne Aleppo (opcja - zżera mnie ciekawość) czy może nowość, detoksykujące mydło Sylveco (opcja - łatwo dostępne)? Polecacie któreś?


Krem nawilżający pod oczy Vianek to produkt dziwny. To moje drugie zużyte opakowanie. Niby jest bardzo przeciętny, bardzo słabo nawilża. Ale z drugiej strony jest bardzo lekki i jak dotąd najlepszy pod makijaż. Nic się nie roluje, nie świeci, nie warzy. I z tego powodu kupiłam go po raz trzeci (już jakiś czas temu, choć chyba żałuję, bo w międzyczasie poznałam inne kremy), choć jest przeciętny. Pisałam o nim w  recenzji trzech kosmetyków Vianek aktualnej pielęgnacji twarzy z lipca i w  denku września/października 2016. Lubiłam go brać również na krótkie wyjazdy (max. kilka dni) jako lekki krem do całej twarzy. 


Krem AZELO/BHA pojawia się u mnie po raz kolejny. Pisałam o nim w  aktualnej pielęgnacji twarzy i  zużyciach marca/kwietnia 2017. Używam go w duecie z serum rozjaśniającym EXTRA. Mam bardzo mieszane odczucia co do działania po ponad 7 miesiącach ciągłego stosowania (!!!) i słoiczek, którego używam obecnie (trzeci), prawdopodobnie jest moim ostatnim. Z pewnością stworzę wpis podsumowujący ten czas. Krem jest tłusty, bardzo śmierdzący i nieprzyjemny w stosowaniu. Coraz mniej bawi mnie również procedura tworzenia. A działanie mi tego nie wynagrodziło.


Dzięki Nacomi niektóre naturalne kosmetyki stały się dużo lepiej dostępne. Czarne mydło się u mnie nie sprawdziło, za mocno oczyszcza skórę twarzy i nadawało się jedynie do sporadycznego stosowania (w przeciwieństwie do czarnego mydła afrykańskiego). W związku z tym zużyłam je do ciała z rękawicą Kessa. Zapach specyficzny (smarowo-warsztatowy jak dla mnie), ale mi nie przeszkadzał. Wiem, że sporo osób go nie lubi. Glinka zielona sprawdziła się u mnie znakomicie i zużyłam ją z przyjemnością do maseczek. 

Inne


Patyczki do korekty makijażu Cleanic  to bardzo przydatny gadżet. Dzięki szpiczastej końcówce łatwo można skorygować makijażowe błędy, precyzyjnie docierając tam, gdzie tego potrzebujemy. Zawsze kupowałam je w Rossmannie, ostatnio szukałam, ale nie było. Co ja teraz pocznę? Widziałam podobne patyczki z Isany, ale część "zwykła", nieszpiczasta była taka jakby spłaszczona.


Waciki z Isany, które lubię za gładką stronę, choć lubią się rozwarstwić :(

Saszetki, próbki 


Wszystkie saszetki do stóp pochodzą z kosmetycznych boxów. Sól SheFoot była przyjemna - ładnie pachniała, zmiękczyła skórę. Z Efektimą dałam ciała, bo nie przeczytałam instrukcji, nałożyłam peeling na mokrą skórę, a... okazało się, że jest to peeling enzymatyczny, bezdrobinkowy, należało nałożyć i odczekać... Więc go rozrzedziłam, może dlatego efekty były żadne. Moja wina ;) Część druga (maska) mnie nie zachwyciła. Saszetka Farmony też mnie nie zachwyciła, krem był gęsty i tłusty, ale czy faktycznie aż tak super-regenerujący? Nie zauważyłam.


Miodowa maska do włosów 7th Heaven zawierała bardzo dużo produktu, nawet jak na moje długie włosy. Pachniała starszymi osobami, taki miodowo-kadzidlany zapach. Włosy były lejące, gładkie, błyszczące, łatwo się rozczesywały. Fajna maska, ale ten zapach... 


Oczyszczającą maseczkę do twarzy Bania Agafii baaaardzo lubiłam! Skutecznie oczyszcza skórę twarzy, ogranicza przetłuszczanie, zwęża pory. Świetna, tania i wygodna w użyciu. Mam kolejne opakowanie, ale na razie nie otwieram.


Maseczki AA wspominam miło, ładnie rozjaśniły i oczyściły skórę, ale nie oniemiałam z zachwytu. Po prostu dobre maseczki, które z chęcią kupiłam ponownie w promocji. Maseczki Ziaja znam i lubię od lat, więc też chętnie kupiłam ponownie. Odżywcza maseczka olejek arganowy Farmony trafiła do mnie z jednego z boxów. Faktycznie ładnie odżywiała skórę, ale była nieprzyjemna w stosowaniu (była na dwie aplikacje, stąd rozcięcie u góry i na dole). Należało ją nałożyć na skórę, a po jakimś czasie zdjąć nadmiar, nie spłukiwać. Tyle, że ona trochę zastyga, więc robiły się na skórze takie twardsze farfocle, nie było tak łatwo ze zdjęciem nadmiaru. 


Maseczka L'Oreal Czysta Glinka (detoksykuje, rozświetla) nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia i... nie mam na jej temat żadnego zdania. Musiałabym poużywać dłużej. CONNY nie zrobiła nic, a w dodatku nie zawiera węgla, co poruszyłam tutaj  maseczki węglowe bez węgla w składzie?! Tam ją również bardzo szczegółowo zrecenzowałam.


Z maseczek 7th heaven najlepsze wrażenie zrobiła na mnie wersja aloesowa (Blemish mud), czego się nie spodziewałam! Skóra była mega oczyszczona, rozjaśniona i wygładzona, taka WOW. Reszta była dobra, ale przyszły i wyszły, nie robiąc szału :) Truskawkowa FATALNIE się spłukuje, o czym pisałam już  tutaj

Porządki w kolorówce


Niedawno zrobiłam porządki w kolorówce i wyrzuciłam starą lub nielubianą kolorówkę. Część była fantastyczna, ale z uwagi na ich wiek musiałam się już pozbyć. Balsam Nivea służył jako baza pod makijaż - znany trick, który nie skradł mojego serca, więc balsam się przeterminował. Mogłam oddać mężowi, ale chyba wstydziłam się powiedzieć, że używam męskiego balsamu do golenia pod makijaż, mógłby tego nie przeżyć :P Życia mi nie starczy, by to wszystko opisać :( 

A jak tam Wasze zużycia? :)
PS. Pamiętajcie, że to zużycia z dwóch miesięcy ;)
Dziękuję za odwiedziny! :)

Jeżeli podoba Ci się tutaj - polub mnie na Facebooku oraz Instagramie,
będzie mi bardzo miło, a Ty nie przegapisz żadnych nowości! :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat, zostaw komentarz :)

Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl