środa, 8 listopada 2017

Ulubieńcy i rozczarowania | październik 2017

W tym miesiącu było dość stabilnie. Nadal towarzyszy mi wielu ulubieńców z poprzednich miesięcy, poznałam trochę produktów "przeciętnych", ale dwa rozczarowania też się niestety trafiły :) Zapraszam!

hity i kity buble

Ulubieńcy

Jeżeli nadal nie wierzycie, że w pół godziny można mieć piękne zdobienia na paznokciach (bez zdolności manualnych!), które utrzymają się nawet do dwóch tygodni i naprawdę pięknie wyglądają (zero kiczu czy tandety!!!), to znaczy, że nie czytaliście mojego wpisu o ozdobach termicznych Manirouge. Koniecznie zerknijcie, bo warto! Dla mnie największym atutem Manirouge (oprócz szybkości wykonania i trwałości) jest również mnogość wzorów i fakt, że... naprawdę nie niszczą paznokci. Świetna sprawa!

Manirouge naklejki ozdoby termiczne

Odżywka Orphica BROW uzupełniła moje ubytki w brwiach i zagęściła je oraz przyciemniła już w 6 tygodni! Jestem ogromnie ciekawa, jak sprawdzi się dalej :) Jeżeli chcecie zobaczyć efekty, to zapraszam do recenzji. Nie muszę o niczym przekonywać, zdjęcia mówią same za siebie!

odżywka do brwi Orphica BROW

O Oleokremach czytałam wiele dobrego w okolicach marca-kwietnia, po promocji 1+1 z okazji Dnia Kobiet. Dużo osób je wtedy kupiło i nastąpił wysyp pozytywnych recenzji. Ja swój Oleokrem Diamond kupiłam podczas promocji -49% w Rossmannie w sierpniu. Jego cena regularna to 18,99 zł, na początku wydawało mi się, że to sporo, bo tubka jest mała (125 ml) w odniesieniu do klasycznych odżywek. Rany, w jakim ja byłam błędzie. Z perspektywy faktu, ile tego się używa - naprawdę ociupinkę (!!!), pojemność jest gigantyczna, a nawet cena regularna niska. Jeżeli zużyję (na szczęście termin jest dość długi), to bez wahania kupię również w cenie regularnej. Wersja Diamond pachnie bardzo ekskluzywnie, perfumowo, trochę kwiatowo-pudrowo, słodko. Przepiękny zapach! Oleokrem ma konsystencję gęstego kremu, który nakładamy na włosy. U mnie najlepiej sprawdza się metoda nakładania na jeszcze wilgotne włosy, po ściągnięciu turbanu. Wydobywam odrobinę, dokładnie rozcieram w dłoniach i wmasowuję we włosy na długości. Na moich długich włosach zwykle powtarzam tę czynność jeszcze raz, by wszędzie dokładnie dotrzeć. Efekt? Cudownie miękkie, błyszczące, pięknie pachnące i lekko dociążone włosy. Z ilością naprawdę trzeba uważać, bo przegięcie skończy się przyklapem ;) Ciężko mi określić, jaka to ilość, bo główka szpilki to stanowczo za mało, a ziarno grochu to dużo za dużo, a nic innego nie przychodzi mi na myśl :D Zachwycający produkt!

Oleokrem Biovax Diamond odżywka do włosów

Lactacyd Precious Oil przyszedł do mnie w jednej z najpiękniej zapakowanych paczek, jakie kiedykolwiek widziałam, zobaczcie w nowościach września! Generalnie sprawdzają się u mnie wszystkie płyny do higieny intymnej (Facelle, Intimea, Venus...), więc nie przywiązuję do tego ogromnej wagi. Niemniej jednak miło czasem poznać coś przyjemniejszego, a używanie olejku Lactacyd to czysta przyjemność. Ma specyficzną formułę, bo w buteleczce to wodnisty olejek, w kontakcie ze skórą robi się dziwnie gęstszy, jakby żelowy, a po połączeniu z wodą staje się emulsją i spłukuje prawie w 100%, pozostawiając na skórze przyjemną, otulającą, ale nietłustą warstwę. Dzięki temu sprawia wrażenie, jakby pielęgnował skórę, a do tego jest łagodny. Zapach neutralny, olejkowy. Mogę się przyczepić jedynie do opakowania, bo choć zatrzask generalnie jest ok, to przy tak rzadkiej, olejkowej formule mimo wszystko lepiej sprawdziłaby się pompka (łatwo wydobyć za dużo). Nie jestem przekonana, czy dałabym aż 20 zł za produkt do higieny intymnej, skoro równie dobrze sprawdza się u mnie Facelle za 5-6 zł, ale nie da się ukryć, że używam go z przyjemnością i cieszę się, że mam jeszcze drugie opakowanie w zapasie!

Lactacyd Precious Oil olejek do higieny intymnej

Rozczarowania

Macie tak czasem, że wszystkie znaki na niebie mówią "nie, to się nie sprawdzi", ale idziecie dalej w zaparte? Miałam tak z żelem do mycia twarzy i demakijażu oczu Isana. Czytałam o nim bardzo pochlebne słowa na blogu, którego czytam od lat (ach, ta kusicielska blogosfera :D). Zły znak numer jeden: nie ufam jakoś szczególnie pielęgnacji twarzy Isana, ale ok, zobaczymy, nie będę się uprzedzać bezpodstawnie. Numer dwa: alkohol (alcohol denat.) na czwartym miejscu! Numer trzy: bardzo silny, cukierkowy zapach, który aż zatyka intensywnością! Numer cztery: specyficzna piana, ale nie taka przyjemna, kremowa, tylko dająca duże, napowietrzone bąbelki. Tego dnia widziałam się też z Kasią i jej spojrzenie po obejrzeniu tego żelu było wymowne :D. Wszystko dawało mi sygnał ostrzegawcze "nie, Ty tego żelu nie polubisz", ale cały czas z tyłu głowy miałam tamtą dobrą opinię i upierałam się "na pewno polubię!". Nie polubię. To silny, mocno perfumowany pieniacz, który nie jest łagodny dla skóry. Gdy osuszę skórę ręcznikiem, czuję... jak się kurczy, a ściągnięcie z każdą sekundą jest coraz silniejsze. Pragnę jakiegokolwiek kremu, natychmiast. Ok, nie podrażnił oczu (ryzykantka ze mnie z tym alkoholem), więc domywanie resztek makijażu może się udać, ale nie mam na to ochoty. Tęsknię za pianką Tess, która naprawdę była łagodna i mam coraz większą ochotę na powrót. Od niedawna używam też żelu-mleczka Alverde (ale to na noc) i również łagodność jest na wysokim poziomie. Isana łagodna nie jest, niestety, a moja skóra traktowana kwasami boleśnie to weryfikuje. Dobrze, że zapłaciłam tylko 5,99 zł w promocji ;) W chwili obecnej Isana wylądowała w dozowniku na mydło w płynie, by się nie męczyć. No cóż.

Isana Young żel do mycia twarzy i demakijażu

Produkt poniżej to nie bronzer. To podkład Bell Hypoallergenic 5 in 1 Makeup Foundation w absurdalnie ciemnym (najjaśniejszym!!!) odcieniu 01 Natural. Chyba natural solara. Dostałam go do testów od portalu KobietaMag. Ja wiem, że jestem bardzo blada i wybiegam poza normę, ale ten podkład jest absurdalnie ciemny. A to tylko jedna z jego wad. Jest obrzydliwie tłusty, szybko migruje w pory skóry osadzając się w nich i ma koszmarnie słabe krycie, ledwie ledwie wyrównuje koloryt. Podobno jest to 5w1: filtr SPF25 (miło, że ma filtr, ale nie uzyskamy takiej ochrony przy używanej ilości), baza przedłużająca trwałość makijażu (no ciekawe), korektor (fajnie, bo w ogóle nie kryje), podkład (powiedzmy), puder matujący (to dlaczego świeci się jak psu jajca na Wielkanoc?). Ten podkład to tragedia na całej linii. Nawet nie wiem, komu miałabym go polecić. Chyba mocno opalonym posiadaczkom cery suchej, które nie mają rozszerzonych porów, mają bardzo niewiele do ukrycia i chcą tylko wyrównać koloryt. Jest ktoś taki? :)

podkład 5w1 w kompakcie Bell Hypoallergenic najjaśniejszy

Najjaśniejszy podkład Bell w porównaniu z najjaśniejszym pudrem Bell SPF50

podkład 5w1 w kompakcie Bell Hypoallergenic najjaśniejszy

Znacie któregoś z moich ulubieńców lub rozczarowań? 
Macie podobne, czy inne zdanie? :)
Dziękuję za odwiedziny! :)

Jeżeli podoba Ci się tutaj - polub mnie na Facebooku oraz Instagramie,
będzie mi bardzo miło, a Ty nie przegapisz żadnych nowości! :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat, zostaw komentarz :)

Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl