poniedziałek, 5 marca 2018

Nowości | luty 2018

Po ostatnim zbiorczym podsumowaniu miesiąca pojawiło się sporo głosów, że jednak było stanowczo za długie, więc postanowiłam wrócić do podziału na nowości, zużycia i ulubieńców/rozczarowania. 

Zatem zapraszam na prezentację nowości, które pojawiły się u mnie w lutym ;) 

zakupy eZebra, Pixie Cosmetics, Marion peel off, szczotka The Wet Brush

Po tym, jak szczotka Tangle Angel trafiła do rozczarowań roku i poświęciłam jej nawet osobny wpis (Dlaczego nie polubiłam szczotki Tangle Angel?), poczułam potrzebę zakupu nowej. Wiele głosów skłaniało się ku The Wet Brush i gdy zobaczyłam darmową dostawę w eZebrze 31 stycznia (tam jest za ok. 22-23 zł) - nie zastanawiałam się długo. Jak na razie jestem z niej bardzo zadowolona - dobrze czesze, nie elektryzuje włosów, wygodnie się trzyma. Jeśli tak dalej pójdzie, trafi do ulubieńców. Do koszyka wpadły też dwie maseczki - czarna peel off Marion typu Pilaten (z polecenia Moniki) i nawilżająca peel off Bielendy. Trafiłam ostatnio na dwie świetne maseczki peel off Bielendy (kokosowa i zielona herbata) więc nie mogę się doczekać użycia. Wraz z Justyną zrobiłyśmy wspólne zamówienie w sklepie Pixie i skorzystałam z wyprzedaży starej gramatury podkładów - kupiłam drugi odcień do mieszania ze zbyt jasnymi. 

Adidas Climacool, plastry do depilacji Isana, waciki Be Beauty, maseczka nawilżająca Rival de Loop

Dalej - zakupy bardziej przyziemne :D Ostatnio sięgam po antyperspiranty w kulce (poprzednio Vichy, obecnie Uriage), ale zdarza się, że nie mam czasu czekać na wchłonięcie, stąd zakup wersji w sprayu (Adidas Climacool). Jak na razie jestem bardzo zadowolona z poziomu ochrony i niedominującego zapachu. Plastry do depilacji Isana okazały się dużo lepsze od Joanny (rozczarowania stycznia). Maseczka nawilżająca Rival de Loop wpadła mi sama ;). A waciki tym razem chwyciłam w Biedronce - Be Beauty, duże. Jeszcze nie otworzyłam, mam je po raz pierwszy. Podpaska gratis do zakupów w Rossmannie - tak w ramach ciekawostki, nie kryję zaskoczenia, bo gratisów u mnie nigdy nie dawali ;). U Was czasem dają?

pędzle GlamBrush T100 i T101

Korzystając ze zniżki w GlamShopie, wraz z Justyną i Bogusią poczyniłyśmy małe zakupy - ja się skusiłam na dwa pędzle, które od dawna wisiały na mojej wishliście (już usunęłam), czyli T100 i T101. Oba są wykonane z włosia syntetycznego, ten biały również. Wiem, że o pędzlach GlamBrush krążą różne opinie, ale negatywy dotyczą zwykle pędzli z włosiem naturalnym. Do tych jak na razie nie mam zastrzeżeń, a cena po rabacie (-20%) była bardzo korzystna. Wstępnie jestem zadowolona z zakupu, mam nadzieję, że długo mi posłużą (oby) ;). 

Korektor Makeup Revolution Conceal&Define C2 zamiennik Tarte Shape Tape

Korektor Makeup Revolution Conceal&Define to "hit" blogosfery, znany jako zamiennik dla Tarte Shape Tape, przez co jest obecnie wszędzie wykupiony. Inga miała akurat na zbyciu, więc postanowiłam go nabyć. Na razie to wstępne wrażenia, ale są mieszane - czasem wygląda ok, czasem źle. Nigdy nie jest w 100% tak, jak bym tego chciała. Ma dobre krycie, ale nie pełne. Wygląda pod oczami sucho... Niby nie jest ideałem, a i tak zabrałam go na wyjazd ;). Ma zarówno zalety, jak i wady, takie trochę love-hate relationship. Planuję stworzyć na jego temat osobny wpis za jakieś 2-3 tygodnie, gdy go lepiej przetestuję. 

Swatche odcienia C2 wrzucałam tutaj: Przegląd jasnych korektorów i kamuflaży

odżywki do włosów Garnier

Nieprzewidywalna Agata (hellojza) :* sprezentowała mi trzy niedostępne w Polsce odżywki do włosów - wiedząc, że moje kłaczki lubią Garniera :) W paczce znalazłam również dwie mini maski do włosów w trójkątnych saszetkach i maseczkę do ust (na pewno wykorzystam <3). Jak zawsze - w 100% trafiona zawartość!!! Agato, jesteś niesamowita :)

wygrana w Kontigo karta podarunkowa

Szkoda mi już pary na moje przeboje z Kontigo... Żaliłam się Wam już w nowościach grudnia i na Stories, coś gdzieś jeszcze mogło się przewinąć. Po ponad trzech miesiącach nareszcie dotarła moja nagroda w konkursie wygranym w październiku na ich FanPage (karta podarunkowa o wartości 100 zł do wykorzystania w Kontigo). Przypominałam się wiele razy w wiadomościach prywatnych, zawsze bardzo grzecznie i uprzejmie, ciągle słyszałam obietnice, które nigdy nie doszły do skutku (wyślemy jutro, wyślemy w poniedziałek itd.). W końcu wystosowałam im bardzo mało przyjemnego e-maila, z którego nie jestem dumna i... kurier na drugi dzień był u mych drzwi. Gdyby nie to, prawdopodobnie nadal nie dostałabym mojej nagrody. Poczułam się, jakbym chciała coś wyłudzić, takie upominanie się było dla mnie upokarzające. Brak słów. A jeszcze jak widzę napis na tej kartce, to mam ochotę im to wsadzić w zęby... To taka nagroda, która sprawiła chyba więcej przykrości niż radości. 

Resibo tonik mgiełka nawilżająca, płyn micelarny

Od marki Resibo dotarła do mnie przesyłka z tonikiem-mgiełką nawilżającą oraz płynem micelarnym. Toniku używam 2 razy dziennie i jestem z niego bardzo zadowolona (no, poza fatalnym atomizerem...), dotychczasowy łagodzący Vianek poszedł troszkę w odstawkę. Pozostawia na skórze przyjemną, nawilżającą warstewkę i skutecznie odświeża. Ma przyjemny, delikatny i subtelny zapach różany, w przeciwieństwie do Vianka, którego zapach był trochę kwaskowaty, gryzący i zbyt intensywny, taki... "spocony" :P. O płynie micelarnym jeszcze się nie wypowiem - zużywam dotychczasowy, więc ten czeka na swoją kolej. 

Nivea pop ball miętowy do ust

Z Klubu Przyjaciółek Nivea dotarł do mnie miętowy balsam do ust - rany, ale smuteczek. Tak strasznie chciałam wersję malina-jabłko, a trafiła mi się mięta ;). A ja tak bardzo nie lubię miętowych kosmetyków ;). Na szczęście wiem, kto przygarnie miętkę z chęcią, więc się nie zmarnuje :). Być może kupię kiedyś wersję owocową, ale na razie mam za dużo otwartych mazideł do ust, by to uczynić. 

Skin79 Dark Panda BB Cream SPF50 PA+++ Brightening

W konkursie u Interendo wygrałam zwierzakowy zestaw Skin79 *o* Skakałam z radości, gdy trafiła mi się Dark Panda, której bardzo pragnęłam! Ba, chodziłam nawet za nią i sprawdzałam w Hebe, ale nie było testerów. Nie chciałam klikać w ciemno online, stwierdziłam, że poczekam na okazję do pomacania. A potem udało się wygrać - to jest dopiero radość! Zachwyt minął dość szybko, gdy okazało się, że krem (uwaga, to wstępne wrażenia):
a) wcale nie jest tak jasny, jak niektórzy piszą na blogach - niewiele jaśniejszy od Orange + oksyduje
b) świeci się BARDZO już na dzień dobry (ale to nie jest lekki, świeży glow, tylko mokra tafla na całej twarzy), a po przypudrowaniu nie trzyma długo matu
c) ma tendencję do warzenia... 
Z całą pewnością jest to krem gęsty, tłusty, ciężki, mocno kryjący. Wymaga nałożenia cieniuteńkiej warstwy i nie ma tu żadnych ustępstw (za pierwszym razem nałożyłam za dużo i zaraz leciałam zmyć :D). Wstępne wrażenia są bardzo mieszane. Być może z czasem będzie lepiej, zobaczymy. Pokombinuję. Na pewno wielkim atutem jest piękna tonacja kolorystyczna, dzięki której nawet fakt, że krem jest trochę za ciemny, to i tak pięknie wygląda. 

Swatche wrzuciłam tutaj: Swatche kremów BB

Lumene Matte Oil Free Foundation 00 Ultra Light podkład trwały

Z kolei podkład Lumene Matte pochodzi z WizazSklep.pl i... jak na razie jest zachwyt, zachwyt, zachwyt! Którym dzielę się wszędzie wokół - na forum Wizaż, z koleżankami blogerkami oraz na Stories :D. Oczywiście to nadal wstępne wrażenia bo podkład mam od dwóch tygodni, ale używam go prawie codziennie i... za każdym razem zachowuje się dokładnie tak samo. Bez żadnych zmiennych, gorszych czy lepszych dni, więc zapowiada się hicior. Mam szczerą nadzieję, że trafi do ulubieńców marca! Po pierwszym użyciu tak mnie zachwycił, że zaczęłam go testować z wzmożoną siłą i... zabrałam go na wyjazd, na którym chciałam wyglądać super-dobrze. Mając w szufladzie wiele innych, sprawdzonych podkładów, zabrałam dokładnie TEN, będący u mnie nowością - to jest chyba najlepszy komplement? I nie zawiódł!!! Gdy go testowałam przed wyjazdem, zwykle nosiłam około 9 godzin. Na wyjeździe wytrzymał 12 GODZIN w dniu pełnym aktywności, zmiennych temperatur (mróz/gorąco), wielogodzinnego chodzenia i ściskania się z różnymi znajomymi. Przez ten cały dzień nie miałam żadnej możliwości poprawki i poza porannym przypudrowaniem, ani razu nie pudrowałam go w ciągu dnia i nie ściągałam sebum bibułkami. Po 12 godzinach nadal wyglądał świetnie (!), nic się nie zwarzył, nie wszedł w moje rozszerzone pory przy nosie i nie powycierał nawet z kilkukrotnie dmuchanego nosa. Jedynie trochę na brodzie od szalika, ale to wybaczam. To chyba najtrwalszy podkład, jaki znam, choć chcę go jeszcze porównać z wodoodpornym MAC Pro Longwear (ten w tubce) w teście pół na pół twarzy. W dodatku odcień 00 jest bardzo jasny i bledzioszki powinny się nim zainteresować, choć jest to odcień dość neutralny - po wyciśnięciu na dłoń wydaje się beżowo-żółty, ale już po rozprowadzeniu na twarzy pigment gdzieś troszeczkę zanika i jest po prostu blado-beżowy, nie dominuje aż tak mocno kolorem. Jest też mega wydajny - trzeba go nakładać z umiarem, bo to bardzo mocno kryjący podkład (wg skali Lumene - 5/5, czyli pełne krycie) i w nadmiarze może wyglądać ciężko i sztucznie. Przy nałożeniu cienkiej warstwy za pomocą gąbeczki wygląda świetnie. Moje jedyne zastrzeżenie kieruję do jego głównej funkcji :D Otóż miał to być podkład matujący, a... matuje średnio. Tuż po aplikacji jest satynowy, ale nie trzyma sebum ryzach w ciągu dnia. Po 4 godzinach czuję silną potrzebę sięgnięcia po bibułki. Ale co jest niesamowite - on jest tak trwały, że po odciśnięciu sebum bibułkami... wygląda jak nowy! Nawet po wielu godzinach makijaż wygląda tak, jakby został wykonany chwilę temu, w ogóle nie przenosi się na bibułki, nie odciska się na chusteczce przy dmuchaniu nosa, w ogóle się nie ściera, jak przyspawany do skóry! W związku z tym wszystkim - moim zdaniem podkład nie powinien nosić nazwy Matte, lecz Coverage. Z gigantycznym napisem longlasting na froncie. Wtedy byłoby 100% prawdy. Niemniej jednak jestem nim na razie tak zachwycona, że wow! Nawet się odrobinę "odobraziłam" na firmę Lumene, która wycofała mój ulubiony Natural Code. Ale szykuje mi się nowy ulubieniec (jeżeli nic się po drodze nie zmieni!), co pozwala wnioskować, że Lumene robi świetne podkłady :D 


Be Organic krem do twarzy

Załapałam się do testów kremu do twarzy Be Organic na portalu KobietaMag - co prawda trochę bardziej liczyłam na płyn micelarny lub żel pod prysznic, ale krem też jest ok, a marka Be Organic zasługuje na uwagę ;). Z pewnością jest to krem bardzo bogaty, gęsty, wyłącznie do stosowania na noc. Wstępne wrażenia są pozytywne, odczuwalnie odżywia skórę, szczególnie moją traktowaną kwasem i retinolem. Trzeba jednak nakładać z umiarem - w nadmiarze smuży. Bardzo przyjemnie pachnie ;).

Realac Sharm Effect

Od marki Realac otrzymałam nowość - bazę Sharm Effect do mokrych, rozpływających się wzorków + 2 lakiery kolorowe oraz cieniutki pędzelek do zdobień (zakamuflował się pod lakierami :D). Czytałam na stronie Realac, że wzorki wykonuje się zwykłymi lakierami (świetnie, bo mam sporo kolorów!) właśnie na takiej bazie (są dwie - biała i czarna, trochę żałuję, że nie trafiła mi się biała... kupię przy najbliższej okazji :)). Jestem bardzo ciekawa, co mi z tego wyjdzie, bo w tym zakresie jestem całkowitym nowicjuszem. Ale pooglądam tutoriale, nauczę się :). Miłym dodatkiem były również 3 saszetki do ciała Dermaglin w przesyłce :). 

AVON Mark Epic Lip Lipstick

Prawie zapomniałabym o pomadkach Avon Epic Lip, które dotarły do mnie na samym początku lutego! W przesyłce znalazłam również jeden z najciekawszych i najbardziej praktycznych prezentów ever :) Poświęciłam im osobny wpis wraz z efektem na ustach, także nie będę się tu rozwodzić :). 

Coś wpadło Wam w oko? :)
Dziękuję za odwiedziny! :)

Jeżeli podoba Ci się tutaj - polub mnie na Facebooku oraz Instagramie,
będzie mi bardzo miło, a Ty nie przegapisz żadnych nowości! :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl