Wady i zalety produktów mineralnych (podkłady, korektory, róże)

Z minerałami mam styczność już od wakacji 2012, ale przyznaję szczerze - totalnie nie wiedziałam, jak się do nich porządnie "dobrać", po kilku nieudanych próbach poszły w odstawkę (używanie zwykłych, drogeryjnych podkładów jest jednak znacznie łatwiejsze ;)), a do łask wróciły dopiero 1,5 roku później, na przełomie 2013/2014. Obecnie są nieodłącznym elementem codziennego makijażu, więc mogę o nich co nieco napisać ;)


Moje rozważania powstały na podstawie trzech podkładów mineralnych - Annabelle Minerals we wszystkich trzech formułach, Amilie (dzięki Zoili z bloga Czasami kosmetycznie, która tego podkładu nie polubiła - klik), oraz własnorobnego podkładu mineralnego z Kolorówki. Od niedawna mam też styczność z Era minerals dzięki odsypce od Patrycji z bloga Skleping mode: ON (dziękuję :)) Być może moje odczucia zmienią się, gdy przetestuję więcej formuł różnych firm - podkład podkładowi nierówny :) Mam też róże mineralne AM w prawie wszystkich odcieniach (prócz Coral) oraz ich wszystkie korektory (Light, Medium, Dark). 



Zalety:
  • przede wszystkim - podkłady mineralne (te prawdziwie mineralne, a nie minerałopodobne z drogerii, które obok minerałów nigdy nie stały) mają genialny, naturalny skład, który nie tylko nie powinien szkodzić skórze, ale świetnie nadaje się dla skóry trądzikowej -  tlenek cynku łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie, pomaga skórze trądzikowej, wraz z dwutlenkiem tytanu są naturalnymi filtrami UV (producent AM pisze na stronie, że SPF15) i mają właściwości antybakteryjne. Czytałam niejedną analizę składu podkładów drogeryjnych i to, co w nich siedzi, to jakiś koszmar, prawie cała tablica Mendelejewa :( Oczywiście trochę przesadzam, bo gdyby było aż tak źle, to nie zostałyby dopuszczone do obrotu, ale jednak można im wiele zarzucić... Podkład mineralny to genialna alternatywa na co dzień.
  • produkty mineralne nie powinny zapychać oraz uczulać - właśnie ze względu na ten świetny skład, chociaż są to kwestie mocno indywidualne. Skóra może oddychać, nie dusi się pod warstwą podkładu, minerały są po prostu świetne dla alergików i osób z podrażnioną cerą :)
  • podkłady mineralne potrafią naprawdę dobrze kryć - to był dla mnie największy szok, no bo jak to, trochę proszku (prawie jak puder) ma zakryć moje przebarwienia? Myślałam, że nic nie może się równać z podkładem drogeryjnym, a tu miłe zaskoczenie :) Oczywiście wszystko zależy od podkładu, znajdą się te bardziej i mniej kryjące, a także od sposobu aplikacji i rodzaju pędzla (to naprawdę ma duże znaczenie i planuję napisać o tym posta w przyszłości bo to kolejny temat rzeka :)) Dzięki temu kryciu minerały nadają się dla każdego, nie tylko dla osób, które potrzebują jedynie ujednolicenia kolorytu :))
  • korektory mineralne kryją rewelacyjnie, ale niestety jak na razie nie udało mi się dobrać odpowiedniego odcienia do mojej skóry, będę szukać dalej. Okazuje się, że to jednak nie stanowi problemu, bo odrobina podkładu nałożona punktowo zdecydowanie zwiększa krycie - to tak jakby kolejna warstwa w jednym miejscu, a do tego brak różnicy kolorystycznej - rewelacja :)
  • dobrze dobrany podkład mineralny jest równie trwały, co podkład drogeryjny, a może nawet być trwalszy ;))
  • dobrze dobrane i nałożone podkłady mineralne wyglądają bardzo naturalnie na skórze - taka lepsza wersja skóry naturalnej, bez efektu szpachli, jak to często z płynnymi bywa! Czuję się wówczas bardzo komfortowo - nie trzeba nosić na skórze kilograma tapety, a wyglądam jakbym naturalnie miała ładniejszą buzię :)) Warunkiem jest tu przede wszystkim właściwy dobór podkładu, metody aplikacji (ale o tym innym razem) no i nakładanie cienkich warstw. Lepiej kilka cienkich niż jedna gruba :)
  • produkty mineralne są coraz lepiej dostępne - jeszcze kilka lat temu trzeba by było je sprowadzać z zagranicy, a obecnie można je już bez problemu kupić w wielu sklepach internetowych
  • nie wszystkie są drogie - tak myślałam na początku, ale biorąc pod uwagę stosunek ich wydajności do ceny, to naprawdę wychodzi to korzystnie. Na przykład takie Annabelle Minerals - 34,90 zł/4g, 59,90 zł/10g, duże opakowanie powinno wystarczyć nawet na pół roku! Amilie 35,90 zł/5g, Lily Lolo 69,90 zł/10g, 
  • istnieje bardzo szeroki wybór firm, więc każdy znajdzie coś dla siebie - oprócz tych, z którymi miałam styczność, czyli Annabelle Minerals, Amilie, Kolorówka i odrobinę Era minerals, mamy też bardzo znane Lily Lolo (planuję niedługo się zapoznać bliżej z LL;)), Everyday Minerals, Neauty, Earthnicity, Pixie, Meow (te akurat gorzej dostępne)... i wiele innych :) 
  • firmy dbają o szeroką gamę kolorystyczną - każdy może znaleźć swój odcień idealny, począwszy od tonów żółtych, beżowych, oliwkowych, przez różowe aż do pomarańczowych ;) Nawet osoby z naprawdę bladą skórą znajdą coś dla siebie, co przecież w podkładach drogeryjnych wcale nie jest takie proste! :) Niestety producenci podkładów płynnych chyba myślą, że Polki mają ciemną karnację :P
  • dodatkowo, firmy oferują możliwość zakupu próbek, dzięki czemu nie trzeba marnować pieniędzy na pełnowymiarowy produkt, który okaże się niewypałem - wystarczy zamówić kilka próbek w różnych formułach i zawsze da się coś dobrać  :)
  • nawet jeżeli coś w odcieniu nie pasuje, zawsze można... zmieszać dwa podkłady ze sobą, żeby uzyskać swój odcień idealny :))
  • istnieją różne formuły do różnych rodzajów cery - na przykład Annabelle Minerals posiada trzy formuły: matującą, kryjącą i rozświetlającą. Do wyboru, do koloru.
  • minerały mają długi termin ważności - Red Lipstick Monster w swoim filmiku (klik) podaje, że prawidłowo przechowywane minerały, nie mające styczności na przykład z naszym naskórkiem (tylko wysypujemy na pokrywkę i nic więcej, nie dotykamy ich bezpośrednio) nie są pożywką dla bakterii, więc są długowieczne ;) Tego akurat nie mogłam sprawdzić empirycznie z przyczyn wiadomych, ale Ewa jest moim zdaniem rzetelnym źródłem informacji, więc wierzę w to, co mówi :) Przepisy wymagają, żeby produkty miały podany termin ważności, ale jeżeli będziemy się prawidłowo obchodzić z naszymi minerałkami, to można na ten termin spojrzeć z przymrużeniem oka
  • o tym, że podkład mineralny jest wydajny wspominałam przy okazji ceny, ale muszę tu również wspomnieć osobno, że róże mineralne to najbardziej wydajny kosmetyk, jaki znam! Opakowanie 4g jest dla mnie nie do zużycia (szczególnie, że nie trzymam się jednego odcienia różu, tylko używam kilku naprzemiennie), więc najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby kupowanie na spółkę z koleżanką, ale raczej będą bitwy o to, która będzie miała opakowanie, a która odsypkę :D Róże mam tylko z AM, ale polubiłam je taaaaak bardzo, że na razie nie planuję zdrady - rewelacyjna pigmentacja, trwałość, świetne kolory... Po prostu uwielbiam, spełniają wszystkie moje oczekiwania :)
  • edit: dodano o 20:05 - SexiChic w komentarzu wspomniała o jeszcze jednej, bardzo ważnej kwestii - bardzo łatwo da się kupić gotowe bazy kolorystyczne i pigmenty, dzięki którym możemy ocieplić/ochłodzić podkład, trochę go rozjaśnić lub przyciemnić :) Są niedrogie i znajdziecie je również na Kolorówce :) Z doświadczenia jednak wiem, że z Color Blendami należy obchodzić się ostrożnie - mocno zmieniają kolor, więc dodajemy ich tylko odrobinkę ;))


Wady:
  • aplikacja podkładu mineralnego trwa znacznie dłużej, niż płynnego - wszystko bierze się z wieloetapowego działania - najpierw trzeba wysypać na pokrywkę, obtoczyć pędzel, strzepać nadmiar proszku, nałożyć cieniutką warstwę na skórę (ja wysypuję najpierw trochę na jedną połowę twarzy, a potem trochę na drugą połowę twarzy, więc wszystkie czynności x2), a następnie powtarzać wszystko aż do uzyskania pożądanego efektu. Ja nakładam 1 warstwę na całą twarz, a potem dokładam drugą wszędzie poza czołem, gdzie nie potrzebuję dużego krycia. To wszystko zajmuje znacznie więcej czasu niż podkład płynny. A jeżeli dodamy jeszcze do tego róż mineralny i korektor mineralny, no to trzeba się liczyć z tym, że samo umalowanie twarzy zajmie ładną chwilę
  • stanowisko malarskie ( ;)) ) lubi się brudzić przy minerałach. Fakt, są metody, żeby to zminimalizować (strzepywanie nadmiaru proszku, ostukanie pędzla o np. stolik włosiem do góry, żeby podkład wszedł mocniej we włosie i nie pylił na boki), ale ja mam rano taki tryb zombie, że minerały zawsze kończą się choćby odrobiną proszku na biurku - a ponieważ mam ciemne, tym bardziej mnie to denerwuje :D Bądź co bądź to są proszki i należy się z tym liczyć. Dlatego też maluję się w piżamie, a nie w ubraniach "do wyjścia", żeby nie wpadać rano w panikę "bo już muszę wyjść, skm mi zaraz odjedzie, a właśnie się pobrudziłam"
  • podkład mineralny ma postać proszku i niestety każdy, z którym miałam styczność, w większym lub mniejszym stopniu podkreśla suche skórki - pielęgnacja przy minerałach to podstawa. Dobry krem (u mnie filtr Vichy - link do recenzji) pod minerały i spryskanie twarzy np. hydrolatem lub wodą termalną po aplikacji zmniejszają tą suchość, ale jednak jest ona obecna. Podczas kwasowej wylinki znacznie lepiej wyglądają podkłady płynne, które te skórki "przyklepują/ulizują", ale gdzie tu sens? Złuszczać skórę, dbać o nią, żeby zaraz jej dostarczyć dawki całej zawartości tablicy Mendelejewa...
  • "obsługa" minerałów zajmuje trochę czasu, zanim się ich nauczymy - przy aplikacji minerałów ma znaczenie WSZYSTKO ;) To, w jakim stanie jest nasza cera, co nałożymy pod spód (jaki krem), czy spryskamy je hydrolatem/wodą termalną na koniec, czy nałożymy je na sucho czy na mokro, jakiego pędzla użyjemy - o jakim kształcie włosia (flat top/kabuki), czy będzie ono bardziej lub mniej zwarte... To wszystko powoduje, że konfiguracja możliwości jest ogromna, a wypracowanie własnego sposobu, żeby minerały wyglądały najlepiej, zajmuje sporo czasu. To po prostu ciągła metoda prób i błędów, nic innego. A jak jeszcze dojdą do tego inne formuły, które lubią się trochę inaczej zachowywać, to o matko :)))
  • konieczność zamawiania minerałów online może być problematyczna - fakt, wybór kolorystyczny jest ogromny, a firmy udostępniają możliwość zamówienia próbek, ale dobieranie koloru zza monitora zawsze będzie trudniejsze niż na żywo, więc może się okazać, że i tak nic nie pasuje nam aż tak dobrze i trzeba zamawiać dalej... I potem leży w szufladzie milion próbek w różnych odcieniach i różnych formułach :D Do tego dochodzą również koszty przesyłki.
  • źle dobrany lub za grubo nałożony podkład lubi się warzyć, na przykład wersja kryjąca AM ma ku temu spore skłonności, zaś matująca już nie. Ale za grubo nałożony podkład zawsze będzie wyglądał źle, więc umiar to podstawa - tylko cienkie warstwy!

Podsumowując, produkty mineralne mają zarówno zalety, jak i wady, dlatego częste używanie minerałów tak czy siak nie wykluczyło u mnie sporadycznego sięgania po produkty drogeryjne. Mimo wspaniałego składu i dobrego krycia, jeszcze żadne minerały nie dały u mnie tak "Photoshopowego" krycia i wygładzenia skóry, jak na przykład Revlon Colorstay, więc ten z całą pewnością pozostanie stałym elementem mojej kosmetyczki. Sięgam po niego głównie na większe wyjścia, kiedy chcę wyglądać w 100% dobrze od rana do wieczora. Minerały zaś są dla mnie idealnym rozwiązaniem na co dzień - żeby nie katować nadmiernie skóry i nie chodzić codziennie ze "szpachlą" na twarzy, lepiej wyglądać naturalnie :)) Problematyczne było dla mnie długie dochodzenie do ulubionej metody aplikacji i znalezienie odpowiedniego odcienia, ale o tym planuję napisać szerzej innym razem. Teraz już mniej więcej wiem, co lubi moja skóra, więc mogę się w pełni cieszyć minerałkami :))

Przydatne linki:
Lubicie produkty mineralne? Jakiej firmy?

A może Wam przez myśl jeszcze inne wady i zalety, o których nie wspomniałam...?
Dajcie znać w komentarzach :)

108 komentarzy:

  1. A u mnie niestety podkład mineralny to był jedyny produkt tego typu który mnie uczulił i miałam po nim pełno drobnych krostek. Bardzo żałowałam bo efekt po nałożeniu tego produktu był świetny i bardzo naturalny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, no coś Ty? Jeszcze nie słyszałam o takiej reakcji, ale w takim razie lepiej omijaj z daleka. Który podkład miałaś?

      Usuń
  2. Nie uzywałam jeszcze minerałów, czas to zmienić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak spróbujesz, to przepadniesz :)

      Usuń
  3. Na raz\ie najlepsze dla mnie Pixie z resztą sie nie polubiłam:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pixie na pewno kiedyś spróbuję :) A które się u Ciebie nie sprawdziły?

      Usuń
  4. Ja otrzymałam minerały AM i z aplikacja nie miałam żadnego problemu. Szybko i sprawnie wygląda u mnie aplikacja.
    Minusem jest znaleźć odpowiedni kolor i oczywiście w moim wypadku pylenie. Noszę soczewki kontaktowe i przy nakałdaniu mam problem, bo muszę przymykać oczy.
    Moja cera przestała być zaczerwieniona po zmyciu i jakby wyrównał się jej koloryt dzięki minerałom.
    Odstawiałam wszystkie podkłady i nie zamierzam do nich wrócić.
    Na pewno wypróbuję jeszcze innych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku też tak myślałam, ale im więcej sposobów próbowałam, tym lepszy był efekt :) Też noszę soczewkę (jedną) i znam ten problem :( Super, że Twoja cera przy minerałach ma się lepiej, moja też :)) Stała się mniej kapryśna :)

      Usuń
  5. Nidy nie miałam jeszcze takie produktu i boję się że nie będę umiała się nim obsłużyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Polubiłam podkłady mineralne i odkąd ich używam moje cera ma się znacznie lepiej :) Pozostałych kosmetyków (róże, korektory) używam sporadycznie, bo jednak łatwiej oraz szybciej używa się tych w tradycyjnej formie. Dlatego tak bardzo lubię wypiekane kosmetyki mineralne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, moja cera też ma się znacznie lepiej :) Mnie kuszą róże prasowańce Lily Lolo - wygoda stosowania i mineralny skład :)

      Usuń
  7. ja minerałków jeszcze nie używałam :) póki co mam sporo płynnych podkładów i najpierw je muszę zużyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem :) Ale warto wypróbować i pamiętać o minerałkach :)

      Usuń
  8. Ja chcę zacząć używać minerałów, na moją trądzikową cerę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To idealne rozwiązanie dla trądzikowej cery, znam ten ból i szczerze polecam :)

      Usuń
  9. Zapomniałaś dodać, że wielką zaletą kosmetyków mineralnych jest to, że można je bez problemu rozjaśnić/przyciemnić i ocieplić/ochłodzić za pomocą odpowiedniej bazy kolorystycznej bez utraty właściwości, więc nawet jak mamy dużo próbek czy pełnowymiarowych opakowań w różnych niepasujących kolorach to zawsze można je z łatwością przerobić. Ja dzięki takiemu mieszaniu i rozjaśnianiu zużywam nawet pseudo-mineralny za różowy podkład z Avon, któremu oprócz koloru poprawiłam też skład ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, masz rację :) Też mam bazy, ale trochę się boję o dodawanie do gotowców bo przy modyfikowaniu podkładu z kolorówki jego właściwości się mocno zmieniały. Super, że udało Ci się poprawić ten podkład z Avonu :)

      Usuń
    2. Dodałam informację w poście, pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
    3. Ja modyfikowałam właśnie gotowce i mam wrażenie, że przy rozjaśnianiu Color Blend White jedynie odrobinę zwiększyło się krycie co zaliczam na plus ;) Poprawianie podkładu Avon to była jedyna możliwość, żeby go zużyć bo wbrew temu co mówił katalog kolor był okropny a do tego wybłyszczał się na twarzy szybciej niż go nakładałam.
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Color Blend White i dwutlenek tytanu istotnie zwiększają krycie, ale u mnie również ciastolenie na twarzy, niestety. Ale za pomocą Yellow można fajnie przyżółcić, tylko trzeba ostrożnie z ilością, łatwo przesadzić :D

      Do Avonu mnie w ogóle nie ciągnie na szczęście :)

      Usuń
    5. U mnie na szczęście nie - wszystko się ciastuje zawsze tak samo ;)

      Ja czasami coś tam kupuję, głównie kredki SuperShock, jakieś żele i zapachy a ten podkład to chyba wynik jakiegoś zamroczenia albo opętania ;)

      Usuń
    6. U mnie AM matujący się nie ciastuje :))

      mam jedną kredkę SuperShock, absolutnie nie mogę o niej powiedzieć złego słowa, to akurat bardzo dobry produkt :)

      Usuń
    7. O to może kiedyś się skuszę, jak zużyję co mam a potem dam upust swojemu pragnieniu używania BB kremów.

      Te kredki to mistrzostwo. Jako jedyne radzą sobie z moimi tłustymi powiekami i wiecznie wylewającymi się z kącików łzami.

      Usuń
    8. Polecam :)

      Rzeczywiście są bardzo trwałe, a jak mi o nich przypomniałaś, to nabrałam ochoty na kolejne odcienie, ale to innym razem :) Jak już zaschnie to nie do zdarcia :)

      Usuń
    9. W poprzednim katalogu były po 13zł: fiolet, niebieski, czerń i srebro. Strasznie brakuje mi wśród nich brązu i inne kolory też by nie zaszkodziły. Straszna szkoda, że tak mocno trzymają się tych samych barw.

      Usuń
    10. Ja mam akurat przedwojenną blackberry :D No szkoda, szkoda. Przydałyby się inne - nawet biała, jako baza pod kreskę robioną cieniem...

      Usuń
    11. Ja ostatnio wykończyłam Violet (mam jeszcze jej truchło) a poza tym posiadam Flash (pół-transparentna, szampańska i błyszcząca idealna jako baza lub solo jako cień w kremie), Blackberry, Black i najnowszą Raw Plum (śliczny fiolet). Niebieskości i turkusy zawsze mnie kuszą ale to nie moje kolory więc szkoda kasy. Srebro nosiłam za nastolatki i już jestem świadoma, że niekoniecznie mi w nim ładnie.
      Podobno kredki Zoeva Graphic Eyes + zachowują się tak samo i mają 17 odcieni więc trzeba wypróbować.

      Usuń
    12. Dziękuję za informację :) Wygooglowałam sobie i rzeczywiście wyglądają super, nawet cena nie zwala z nóg aż tak bardzo :)

      Usuń
    13. Proszę bardzo :) Ja się zafiksowałam na Good Karma choć to nie do końca mój kolor i zamierzam go nabyć przy najbliższych zakupach :)

      Usuń
    14. Wyszukałam sobie Good Karma - ładny, ale na swatchu obok zauważyłam Female Attraction, ten to dopiero piękny!! W 100% mój ulubiony kolor :D

      Usuń
    15. W takim razie polecam Ci wykręcaną kredkę Ingrid w kolorze Rich Navy. Są Bardzo trwałe i przyjemne w użytkowaniu a kolor jest śliczny. Do tego kosztują grosze i łatwo je dostać bo teraz szafy Ingrid są w wielu drogeriach.

      Usuń
    16. Faktycznie bardzo ładna :)) Szkoda, że nie mam zbytnio dostępu do Ingird - jak mieszkałam w mieście rodzinnym (takie malutkie miasteczko) to miałam dostęp do wielu niesieciowych drogerii, w których można było znaleźć istne perełki za grosze ;)) Większość polskich firm bezproblemowo dostępna. Teraz mieszkam w Gdyni i wszędzie same sieciówki...

      Jak dobrze, że do mnie trafiłaś :D Przynajmniej poznałam kilka nowości, a szczególnie te kredki Zoeva mnie zaciekawiły :)))

      Usuń
    17. Ingrid jest już w wielu sieciówkach. W na przełomie roku 2013 i 2014 mieli wielką kampanię wchodzenia do drogerii i oferowali darmowe makijaże. Nawet dla nich malowałam i dzięki temu mam wielkie pudło ich kosmetyków ;) Wystarczy więc, że dobrze poszukasz. Jeżeli masz drogerie sieci Jasmin albo Kosmeteria to możesz uderzać w ciemno ;)

      Obserwuję Cię już od dawna tylko jakoś mało skłonna byłam do komentowania ;)

      Usuń
    18. Jasmin nie mam, a Kosmeteria słyszę po raz pierwszy - okazuje się, że mam, ale na drugim końcu miasta :) Jechać po jedną kredkę przez całą Gdynię to raczej kiepsko :D Może kiedyś będę w okolicy :)

      U mnie to tylko Rossmann blisko, Naturę i Hebe mam w centrum :)

      Usuń
    19. A wierzysz w to, że wyszłabyś z niej tylko z jedną kredką? Bo ja nie bardzo... ;)

      O to i tak masz dobrze. Ja do najbliższego Rossa mam jakieś 20km, do Natury 21 a do Hebe to ze 40 ;)

      Usuń
    20. Wierzę :) Ja raczej mam budżet ustalony co miesiąc - co na ile mogę przeznaczyć, więc spontaniczne zakupy są u mnie bardzo sporadyczne :) Nawet zaraz jadę do Rossmanna ze ściśle wyznaczoną listą czego mi brakuje i jestem pewna, że wyjdę tylko z tymi czterema drobiazgami :)

      Współczuję bardzo! Wszędzie masz daleko :/

      Usuń
    21. U mnie ostatnio też marnie ze spontanicznymi zakupami. Jakoś mnie już nie cieszy kupowanie miliona kosmetyków bo nowe i w promocji. Kupuję to co mi trzeba a zachcianki odkładam na Wish Listę a potem i tak jej nie realizuję.

      Ma to swoje zalety ;)

      Usuń
    22. O tak, znam to... Kiedyś wchodziłam do drogerii i oczy jak sroka, teraz jakoś mi to zbrzydło, przede wszystkim zmieniły się moje oczekiwania - kiedyś bym się śliniła do różów My Secret, Wibo i tak dalej, teraz dostaję ślinotoku na widok minerałów, więc to sklepy internetowe są dla mnie zabójcze :/

      Miałam dziś pokusę, by chwycić Color Tattoo, który jest na mojej chciejliście od ho-ho i jeszcze dłużej, ale odłożyłam. Był w promocji za 17,99 zł zamiast 23,99 zł - niby 6 zł to dużo, ale 18 zł za jeden cień to dla mnie nieporozumienie :( Kupię kiedyś przy okazji -40% albo teraz w Hebe 2+1 gratis 3-4 lutego :)

      Też tak mam z wishlistą, jak leży dłużej to sporo z niej wykreślam.

      Na pewno - mniej kuszenia :) Jak już jedziesz to po coś konkretnego a nie po pierdółki co chwilę

      Usuń
    23. Ja dokładnie tak samo. Wbio, Lovely, My Secret czy Sensique kusiły jak złoto ale największym killerem było dla mnie Essence. Te ich edycje limitowane, wyprzedaże i nowości 2 razy do roku robiły masakrę w moim portfelu, bo przecież dojazd też kosztuje. Na szczęście teraz mi już przeszło. Zbyt wiele razy się sparzyłam na "tanich perełkach" i teraz sięgam tylko po droższe, ale też pewniejsze kosmetyki. Na dodatek wyleczyłam się też z kupowania dla samego posiadania, a że ogromne zapasy zostały to rzadko coś kupuję dla ich uzupełnienia. Wiem, już jak chciałabym żeby wyglądała moja prywatna kosmetyczka oraz mam ostateczną wizję kufra i tego się trzymam. Sklepy internetowe odwiedzam rzadko a jakoś nie jestem podatna na blogowe kuszenia i modne kosmetyki (np. MUR) więc nie mogę narzekać. Jedynie pędzle Zoeva robią wyrwę w moim sercu i jak już coś kupuję w sieci to zazwyczaj są to kolejne egzemplarze.

      Pokusę na Color Tattoo mam również i to chyba odkąd weszły na rynek. Ostatecznie kupiłam biały z przeznaczeniem na bazę i udało mi się ściągnąć z DE różowy na wyjazdy, a pozostałe oglądam przy każdej promocji i zawsze, ale to zawsze dochodzę do wniosku, że szkoda mi kasy bo jednak te kolory nie są dokładnie takie jakie bym chciała.

      Chyba każdy tak ma. Jakiś czas temu ja swoją WL przeniosłam poziom wyżej i teraz mam 2 wersje:
      1. To taka PRO, czyli droższe kosmetyki, kolorówka i pędzle dostępne tylko w sieci, kosmetyki selektywne albo profesjonalne - jest bardzo krótka, praktycznie się nie zmienia a z realizacją czekam aż coś skończy się w kufrze albo wykończę wszystkie zapasy własnego użytku i nie mam nic upatrzonego w drogerii.
      2. Zachcianki drogeryjne, czyli kosmetyki które bym chciała ale zawsze szkoda mi kasy oraz apteczna pielęgnacja twarzy. Jest bardzo długa i kupuję z niej rzeczy do bieżącego użytku jak wykończę zapasy i muszę je uzupełni,ć a nie mam kasy na coś selektywnego i nie chcę poddać się szałowi promocji. Wykorzystuję ją także jako "poprawiacz humoru" - czyli jak mam wielkie parcie żeby po prostu coś kupić bo wtedy nie sięgam po byle co oraz najważniejsze, jako podpowiedź prezentów, które bym chciała dostać (mam koleżankę, która ma gust bardzo różny od mojego i jej prezenty zazwyczaj były skrajnie nietrafione, a wysłanie jej takiej listy zachcianek rozwiązuje problem: ona ma duże pole do wyboru a ja nie muszę się bać o to co dostanę).

      Oczywiście że mniej, bo zanim się wybiorę to dokładnie wszystko przemyślę, a jak już jadę raz na czas to mam długa listę rzeczy niezbędnych i moja potrzeba kupowania zostaje zaspokojona zanim zacznę wrzucać do koszyka zachcianki.

      Usuń
    24. Ale komentarz, matko jedyna :D Jak go wczoraj zobaczyłam, to odłożyłam odpisywanie na dzisiaj bo już nie miałam tyle czasu :)))) Ale bardzo mi miło :*

      To rozumiemy się doskonale. Mnie jakoś ten szał na limitki Essence ominął, chociaż siedziałam na wizażu i śledziłam na bieżąco co kto gdzie kupił, to nigdy nie miałam Natury na tyle blisko, żeby jechać tam po jedną rzecz (najlepiej z samego rana, bo po południu wymiecione :D) Dopiero teraz, po przeprowadzce, mam blisko, ale teraz mnie już to nie interesuje :) Wiesz, tanie perełki też istnieją, a przynajmniej ja tak uważam, ale trzeba sporo przetestować i wiele razy się sparzyć, by na nie trafić :D W każdej półce cenowej znajdą się lepsze i gorsze produkty. Taka wizja swojej kosmetyczki wiele daje - niedawno dokonałam dużej rewolucji w moim arsenale, po prostu przy okazji denka wyrzuciłam bardzo wiele rzeczy, których szczerze nie znosiłam lub były po terminie a "szkoda wyrzucić". Tak, wiem że to zupełnie nielogiczne, dlatego potrzebowałam takiej odmiany. To był dla mnie taki przełomowy moment, w którym moje chciejlisty mocno uległy zmianie, a portfel odpoczął :) Pisałam o tym tutaj:
      http://www.basia-blog.pl/2014/12/najodwazniejsze-denko-i-wyrzutki-na-tym.html#more

      Potem skupiłam się na organizacji kosmetyków, czego dowodem jest moja nowa cudowna komoda :D Pokazałam ją tu (w komentarzu):
      http://pieknoiminimalizm.blogspot.com/2015/01/toaletka-wykorzystaj-100-potencjau.html
      Mam jeszcze kilka rzeczy w planach, właśnie dla zaprowadzenia porządku

      Z Makeup Revolution mam dwie paletki i nie narzekam - jak na moje niewielkie umiejętności "malarskie" wystarczają w zupełności :D Ale do większości ich produktów mnie nie ciągnie. Zoeva mi się marzy, może kiedyś :P

      Myślałam nad tym białym, właśnie jako baza - sprawdził się chociaż? Jeszcze w oko wpadł mi on and on bronze, ale jakiś taki dziwny kolor ma :/ I permanent taupe.

      Bardzo mądre podejście z tymi wishlistami :) Rozsądne, kupujesz wtedy, kiedy potrzebujesz, a nie wtedy kiedy "chcesz" :) Też informuję otwarcie moje otoczenie o tym, co chciałabym dostać, mimo to na święta i urodziny (ten sam miesiąc) dostałam 4 balsamy do ciała, z czego żaden mnie nie kusi do otwarcia, same jakieś Avony, cholera jasna :D

      Usuń
    25. Przyganiał kocioł garnkowi :P

      Mnie nie ominął, ale na szczęście nie nakupiłam góry kosmetyków więc część zużyłam, a resztę udało mi się wymienić na coś czego rzeczywiście używałam.
      Wiem, że istnieją ale ciężko na nie trafić. Poza tym u mnie nie zawsze dobre okazują się kosmetyki ogólnie zachwalane więc często jest tak, że mam duże oczekiwania a dostaję średniaka/przeciętniaka, a mi się już nie chce szukać i testować. Wolę coś sprawdzonego.
      Tak, daje to ogromnie dużo. Ja zaczęłam odwrotnie niż Ty. Najpierw przeorganizowałam komodę (mam w domu 2 to po prostu jedną przeznaczyłam na kosmetyki i kupiłam koszyczki plastikowe). Tak trwałam chyba rok. Teraz w grudniu kupiłam Zucę i takie plastikowe szufladki więc znowu zrobiłam reorganizację: do szufladek trafiły moje kosmetyki, zapasy do nich i moje prywatne pędzle a do Zuca poszła reszta. Na koniec w ramach porządków wywaliłam i rozdałam masę kosmetyków. Część z tego można zobaczyć na blogu:
      http://sexi-chic.blogspot.com/2015/01/mega-dno-czyli-zuzycia-i-wyrzutki.html
      ale jeszcze więcej wywaliłam bez pokazywania na blogu (czubaty wielki plastikowy koszyk) bo to były starocie, które teoretycznie stanowiły wyposażenie kufra a w praktyce nigdy po nie nie sięgałam.
      Doskonale rozumiem to Twoje "szkoda wyrzucić". Sama się z tym latami zmagałam ale teraz osiągnęłam już spokój ;)
      Mi już taka komoda nie jest potrzebna. Zuca, szufladki i 2 szuflady komody na jakieś dodatkowe rzeczy w zupełności wystarczą :)

      Zoeva jest świetna. Nazwałabym ją średnią półką ale zdecydowanie warto w nią inwestować. Co prawda mam tylko pędzle ale są fantastyczne. MUR kiedyś kupię bo mam te markę w kufrowych planach ale to jeszcze nie teraz. Najpierw muszę po zużywać co mam.

      Tak, sprawdził się (choć solo nie zachwycają trwałością ale też nie są złe) tylko on jest błyszczący i nadaje połysk każdym cieniom. Matowe stają się błyszczące a błyszczące dają mocno połyskliwy wręcz imprezowy efekt. Na co dzień do matów uważam, że jest OK. Mnie też kusiły oba brązy i oba zdyskwalifikowałam z tych samych powodów co Ty. Niby są OK ale coś mi w nich nie leży. Błyszczący jest za ciemny i nie nadaje się na całą powiekę (kremowymi cieniami nie bawię się w podkreślanie załamania) a matowy jest zbyt błotnisty i nie bardzo wierzę, w to że na powiekach okazałby się fantastyczny w związku z tym wolę nie ryzykować.
      Pupa ma jeszcze kremowe cienie (50 czy 60zł kosztują) w ładnych odcieniach ale gdyby Cie kusiły to mówię od razu: nie polecam. Są bardziej kremowe niż MNY a trwałość praktycznie żadna,

      Dokładnie. Poza tym jak już kupuję "bo chcę" to sięgam po coś co rzeczywiście było w planach a nie byle co, które później ląduje w szufladzie "bo szkoda wyrzucić a kasa poszła".
      Uuu niedobra rodzinka ale lepsze balsamy, bo ich i tak się używa sporo, niż nietrafione perfumy czy kolorówka albo jakieś niepasujące do niczego i niepraktyczne gadżety domowe ;)

      Usuń
    26. Też tak mam, że to, co wychwalane, nie zawsze się u mnie sprawdza :) Część tak, część nie - niestety, dopóki człowiek nie spróbuje, to się nie przekona ;) W takich chwilach zaczynam wątpić w sens istnienia blogów kosmetycznych no bo jak można powiedzieć czy coś będzie dla kogoś dobre - kup, przekonasz się sama :D Oczywiście z tym sensem istnienia trochę wyolbrzymiłam ;))

      Pierwszy raz słyszę o Zuca, wygooglowałam - fajny mobilny bajer :) Też poczyniłaś niezłe wyrzutki, skoro jeszcze dodatkowo poza blogiem się sporo pozbyłaś ;)) Ja w tej komodzie na dole mam zapasy, potem 2 szuflady to półprodukty kosmetyczne, których też mam dużo, potem same minerały a wyżej to już twarz (drogeryjne), oczy (eyelinery, kredki, tusze), oczy (cienie), usta :)

      Eee to jak nabłyszcza maty, to ja nie chcę, dzięki :) Bardzo lubię mat na oczach i nie będę tego psuć. Pupa mnie w ogóle nie kusi (jakkolwiek to brzmi :D), więc nie brałam pod uwagę :) Dla mnie ten błyszczący brąz był taki pomarańczowo-żółty i to mi się w nim nie spodobało, za ciepły.

      Ja niestety nie mam systematyczności do smarowania ciała, TŻ skutecznie mnie do tego zniechęca ciągłym jęczeniem, że "znowu się czymś posmarowałam, bleee". Ale masz rację, prędzej zużyję taki balsam niż nietrafiony perfum/kolorówkę itd :)

      Usuń
    27. Właśnie, właśnie. Dlatego ja rzadko się sugeruję blogami i opiniami na KWC. Wychodzę z założenia, że w necie ludzie prędzej coś skrytykują niż w rzeczywistości, a na blogach kosmetyki są bardziej chwalone niż zasługują, dlatego jak już coś sprawdzam to raczej ogólny odbiór danej marki a w poszczególnych recenzjach doszukuję się konkretnych określeń, które mogą mi coś zasugerować niż samej opinii. Na przykład przy bazach do powiek zwracam uwagę na konsystencję. Jak ktoś napisze ze jest maślana to już wiem, że u mnie się nie sprawdzi bo moje powieki wolą te bardziej zwarte jak np.ArtDeco.
      Jakby blogów nie było to nie miałybyśmy co czytać i komentować długaśnymi wypowiedziami ;)

      Jest super! W porównaniu do takiego kufra do noszenia to prawdziwe objawienie dla kręgosłupa.
      Ja w moich szufladkach:
      http://1.bp.blogspot.com/-lGUMliMJNc4/TjRVM1SjgII/AAAAAAAAAWI/sRs2Kcc-5fA/s1600/IMG_0005.jpg
      trzymam: górna szuflada - pędzle, środkowa - kosmetyki do oczu i ust, dolna - kosmetyki do twarzy. Poza tym to co używam codziennie leży w plastikowym koszyczku na komodzie, która służy mi na toaletkę żebym miała łatwy dostęp.

      Skoro masz jakiekolwiek wątpliwości to sobie odpuść. Sama tak robię i tylko na dobre mi to wychodzi. Lepiej dłużnej szukać ideału niż kupować nie do końca takie odpowiedniki.

      Mój mężczyzna też początkowo narzekał ale już mu przeszło bo wie, że i tak nic nie wskóra ;)

      Usuń
    28. KWC to ja się prawie w ogóle nie sugeruję, mam wrażenie że tam siedzi banda małolat totalnie nie znających się na rzeczy i recenzujących kosmetyki po jednym użyciu, z nielicznymi wyjątkami ;) Mało które recenzje są tam dla mnie wiarygodne.
      U mnie maślana konsystencja sprawuje się znakomicie :D Kolejny przykład tego, że u każdego sprawdzi się coś innego (nie czuję, że rymuję).

      Oooo mam dokładnie te same szufladki, dwie sztuki :) Ale mam na takim ogólnym regale w pokoju, na którym jest WSZYSTKO ;) Niestety nie dorobiliśmy się jeszcze szafy w przedpokoju, więc na półkach mam buty, trochę ciuchów, książki, perfumy, koszyczki z lakierami, art. higieniczne w koszyczkach no i właśnie te wspomniane szufladki. W nich akurat trzymam drobne pierdółki typu gumki do włosów, spinki, klamry i tak dalej. Więc jak widać moje regały to istny róg obfitości :D :D Niestety... ;)

      Też muszę zawalczyć "o swoje" ;)

      Usuń
    29. Nie zapominaj jeszcze, że większość z kosmetyków tam recenzowanych jest używana niezgodnie z przeznaczeniem i stąd ma złe opinie. Kiedyś rzuciły mi się w oczy negatywne recenzje emulsji nawilżającej Clinique (tej z 3 kroków), w których dziewczyny pisały że niedostatecznie nawilża. Szkoda tylko, że stosowały ją solo i nie wzięły pod uwagę że ją stosuje się jako serum a nie jako krem...

      Też mam 2 sztuki. W drugiej trzymam pędzle do użytku na klientkach i pędzlowe niewypały, które kiedyś zamierzam powymieniać na wyprzedażach w Sephorze.
      He he he. Już widzę, że ciekawie byłoby się zagłąbić w te regały ;)

      Walcz, walcz bo faceci zawsze robią co chcą. My też możemy! ;)

      Usuń
    30. To też prawda...

      Nawet nie wiedziałam, że są takie akcje wymiany wyprzedażowe :) Kiedyś w Douglasie wymieniałam stary tusz Essence na miniaturki Clinique :D
      Taaak, regały są super ciekawe. Mam nadzieję, że jak przyjdzie duża szafa, to się wszystko unormuje...

      Coś w tym jest :/ Na wielu płaszczyznach...

      Usuń
    31. Są gdzieś tak w marcu czy w kwietniu. Zanosisz swoją starą (ale nie zniszczoną)/nielubianą rzecz (kosmetyk do makijażu lub pędzel) a w zamian otrzymujesz 40% zniżki na kosmetyki i akcesoria marki Sephora. Ja staram się skrzętnie z tego korzystać i wymieniam stare/beznadziejne pędzle na nowe. Rzadziej wymieniam kolorówkę choć w tym roku będę polowała na bazę silikonową.
      Tusze można wymieniać co jakiś czas zamiennie w Sephorze i w Douglasie. Jak akurat jestem w Krakowie to zawsze staram się wymienić choć 1.
      Pewnie nawet sama nie wiesz co tam masz. Nowa szafa = więcej miejsca do chomikowania ;)

      Usuń
    32. Dzięki wielkie :) Może mi się przyda :)

      Usuń
  10. Mam w planach wziąć się za mineralne podkłady:) jeszcze nie zdecydowalam do końca z jakiej firmy, ale plan jest:) dziekuje Ci za ten post. Czekam na kolejne zawierajace np. Jakiego pędzla najlepiej używać. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy :) Postaram się napisać jak najszybciej, jak znajdę dłuższą chwilkę :) Polecam AM w wersji matującej - niedrogie, świetne minerałki. Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Posiadam puder mineralny, kosztował ok 120zł, ale faktycznie jest fenomenalny! Recenzowałam go na blogu 'Everyday Minerals' i jestem bardzo z niego zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w przyszłości Anabelle Minerals także trafi do mojej kosmetyczki ;)

      Usuń
    2. Hmmm pewnie będziesz zadowolona :))

      Usuń
  12. Basiu wkradł się błąd: "dobrze dobrane i nałożone podkłady drogeryjne wyglądają bardzo naturalnie na skórze" - chyba chodziło Ci o minerałki:)

    Ja je uwielbiam, a pędzlem super kabuki z Lily Lolo aplikacja jest błyskawiczna, na dzień dzisiejszy umiem się nimi szybciej obsłużyć niż podkładem/ czy kremem BB w płynnej formie. A moja cera jest mi wdzięczna za używanie minerałów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Bogusiu :*

      Rzeczywiście wkradł się chochlik, ale przy tak obszernym poście mogło się coś wydarzyć - milion myśli na minutę, które trzeba jakoś ubrać w słowa :))) A teoretycznie czytałam kilka razy przed publikacją ;))

      Ten pędzel kusi mnie niesamowicie i na pewno kiedyś go kupię, przy odrobinie wolnej gotówki :P Pamiętam, jak o nim pisałaś. Moja cera też się bardzo cieszy z minerałów, więc piąteczka :))

      Usuń
  13. Jak dotąd małam tylko jeden, lata temu. Nie sprawdził się u mnie więc nie szukałam dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj kochana coś Ci się trzy razy kliknęło :)) Podkład której firmy miałaś?

      Usuń
  14. Jak dotąd małam tylko jeden, lata temu. Nie sprawdził się u mnie więc nie szukałam dalej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak dotąd małam tylko jeden, lata temu. Nie sprawdził się u mnie więc nie szukałam dalej.

    OdpowiedzUsuń
  16. No i tu mnie zaskoczyłaś! O niektórych plusach kosmetyków mineralnych już kiedyś czytałam ale jakoś nigdy nie mogłam się do nich przekonać - głównie dla tego, że uważałam, ze słabo kryją (a Ty piszesz, że nie, a dla mnie to niespodzianka :D). Mam bardzo jasną cerę i zazwyczaj trudno dobrać mi kolor i boję się, że to może być problem :/ Chyba, ze znacie jakieś miniatury albo wiecie gdzie można kupić próbki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam zmienić Twoje wyobrażenia :D Minerały minerałom nierówne, niektóre kryją lepiej, inne gorzej. Warto próbować i testować co się sprawdzi najlepiej :) AM kryjące świetnie zakrywają wszystko, ale podkład lubi się warzyć na twarzy po kilku godzinach, za to wersja matująca kryje niewiele słabiej, a wygląda perfekcyjnie przez długi czas, warto mieć to na uwadze :) Próbki da się kupić pod wskazanymi w poście linkami :) Ja tak robiłam

      Usuń
  17. wcześniej cięzko było mi się przekonać że sypki produkt może mieć właściwości podkładu. zainteresuję się tym. Mam jednak pytania, czy jeśli użyłabym podkładu mineralnego jego też trzeba przypudrować jak to zwykle po nałożeniu podkładu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy od podkładu mineralnego - ja wersji matującej z AM nie muszę przypudrować, dopiero po kilku godzinach :) Pudry mineralne też istnieją, bo szkoda na coś naturalnego nakładać chemię, to się trochę mija z celem :) Taki niepozorny puder sypki Jadwiga ma genialny skład, a jest niedrogi :)

      Usuń
  18. Mam cerę trądzikową i jestem alergiczką. Odkrycie minerałów to był strzał w 10!!! nie dość, że nie zapychają to jakby leczą moją cerę - jestem z nich mega zadowolona.
    Tak, jedyny minus minerałów to właśnie dłuższy etap ich aplikacji co rano może być problemem ale za efekt jaki dają na mojej cerze jestem w stanie wstać te 10-15 minut wcześniej by móc wykonać ulubiony makijaż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą w zupełności - nie zapychają, leczą, pięknie wyglądają :)
      Ja też jestem w stanie wstać szybciej, by ich użyć :) Warto :)

      Usuń
  19. Ja jeszcze nie miałam okazji stosować podkładu mineralnego, ale nie powiem ciągle mam nadzieję, że kiedyś wpadnie w moje ręce. Mam skórą mieszaną, trądzikową i zwykłe podkłady często zapychają mi cerę i zatykają pory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto to zmienić i zamówić pierwszy :) Na początek najlepiej próbki :)

      Usuń
  20. największą ochotę mam na kosmetyki Lily Lolo!

    OdpowiedzUsuń
  21. uwielbiam podkład matujący Annabelle Minerals! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. naprawdę świetny wpis! obszerny,ciekawy, pełen przydatnych informacji

    jak na razie znam tylko podkład lily lolo, ale mam zamiar trochę pobawić się z minerałami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Bardzo, bardzo mi miło :) Chodził mi po głowie już od dawna...

      A jesteś z niego zadowolona? Ja jeszcze LL nie miałam... :)

      Usuń
    2. owszem. wygląda naturalnie na buzi i nie ciastkuje się :)

      Usuń
  23. Kurczę zamierzam się i zamierzam bo jaram się jak Rzym za Nerona naturalnym składem, ale nie wiem czy bym sobie poradziła, oprószona mąką twarz chyba nie jest w modzie a u mnie to tak właśnie mogłoby wyglądać. A na zdjęciu mój ukochany pędzel ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hakuro H54 :)) Jak nie spróbujesz, to się nie przekonasz. Na pewno nie będzie to efekt twarzy oprószonej mąką :)

      Usuń
  24. Nie używam żadnych pudrów ani tym bardziej podkładów, bo wszystkie mnie zapychają lub powodują wysypki. Bez nich moja cera jest w bardzo dobrym stanie, pomijając rozszerzone pory i wchodzące w nie zanieczyszczenia. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinnaś spróbować minerałów, nie powinny zapchać :) Chyba, że dobrze się czujesz bez makijażu, w takim razie lepiej nic nie nakładać na buzię :)

      Usuń
  25. Przekonuje mnie mineralny podkład, ale nie potrafię się zaprzyjaźnić z różami; za dużo zabawy, wolę kamienne wersje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, a ja uwielbiam mineralne róże, choć rzeczywiście obsługa prasowanych jest dużo prostsza. Może dlatego tak je polubiłam, że znalazłam w AM swój idealny odcień, w którym czuję się świetnie + 2 inne bardzo lubiane :) A dzisiaj miałam na sobie Twój Sesame :D

      Usuń
  26. Ja właśnie dziś wypróbowałam z AM rozświetlającą wersję i w sumie byłam zadowolona (wrzuciłam foto na FB :)), więc kto wie, może się skuszę na pełne opakowanie ;) wygląda bardzo naturalnie, twarz jest gładziutka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z rozświetlającej jestem średnio zadowolona, zbyt mocno błyszczy :)) Może zużyję jako korektor pod oczy :) Lecę zobaczyć Twoje foto :)

      Usuń
  27. absolutnie uwielbiam Annabelle w wersji matującej, odcień Golden Light jest teraz dla mnie idealny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w zupełności :) Tyle, że u mnie Golden Fairest :)

      Usuń
  28. Niestety nie miałam nic z mineralnych ale tak dużo osób je chwali, że odłożę grosz i chyba się skuszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Lubię minerały - aktualnie mam podkład LilyLolo.
    Świetne podsumowanie ich wad i zalet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :)) Do LL mnie ciągnie bardzo :)

      Usuń
  30. Ja jeszcze mineralnego nie miałam ale jak wykończę jakiś jeden ze swoich zapasów to może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto :) Jak spróbujesz, to przepadniesz :)

      Usuń
  31. największa zaleta podkładów mineralnych: twarz spocona po siłowni, a minerały pięknie się trzymają :) po paru chwilach wyglądam tak samo jak przed ćwiczeniami! tradycyjny podkład zawsze spływał i odkrywał wszystkie niedoskonałości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A który to podkład jest u Ciebie taki trwały? :))

      Usuń
    2. samoróbka z Kolorówki :) chociaż AM matujący też się nieźle trzyma

      Usuń
    3. Samoróbka z Kolorówki się u mnie nie sprawdziła, ale AM matujący uwielbiam :)

      Usuń
  32. Świetny, bardzo przydatny post:-) Mam podobne odczucia dotyczące minerałów jak Ty Basiu, lubię je za naturalne krycie, genialny skład ale denerwuje mnie trochę ich bardziej czasochłonna aplikacja, zwłaszcza że rano śpieszę się do pracy i szczerze mówiąc nie chce mi się bawić z odkręcaniem słoiczków. Z wygody sięgam po zwykły podkład, raz dwa i makijaż gotowy. Tak samo z różami mineralnymi, są dla mnie zbyt mocno na pigmentowane i często robią mi się plamy, które potem muszę rozcierać pędzlem. Dlatego zwykle wybieram te w kamieniu, bo są łatwiejsze w obsłudze, mimo gorszego składu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :))) No niestety aplikacja jest znacznie bardziej czasochłonna, choć ja wolę wstać kilka minut szybciej i nałożyć te minerałki niż męczyć twarz na co dzień normalnymi podkładami - tych używam już rzadziej. Ale rozumiem poranny pośpiech :) Jeżeli chodzi o napigmentowane róże - spróbuj pędzla Hakuro H24, to jedyny pędzel, którym udaje mi się prawidłowo i szybko nałożyć róż bez konieczności rozcierania, taka rozproszona miotełka :)

      Usuń
  33. Hej Basiu, mam dwa testery AM, oba odcienie są OK, jeden trochę zbyt żółty, ale po nałożeniu nie widać. Ćwiczę z nimi do grudnia, ale efekt końcowy nadal dla mnie jest taki, że z daleka twarz wygląda miękko i pięknie, ale z bliska widać nierówną fakturę cery i że coś na niej przesiaduje. Nie mam problemów z cerą - jest czysta, nie mam przebarwień, nawet te nierówności pojawiają się tylko po minerałach. To co chciałam zrobić, to wyrównać koloryt twarzy, troszkę ją rozświetlić. Płynne podkłady odpadają, bo co by to nie było i tak je widać. A jest to efekt, którego nie potrafię zaakceptować... Być może mam złe oczekiwania? Nawet najmniejsza warstwa AM nie chce mi się stopić z twarzą i odznacza się. Dodam, że jedyne z czym mogę wyjść na zewnątrz to krem BB Misha nr 21, którego naprawdę nie widać. Czy z minerałami już tak musi być?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wiem, co masz na myśli. Rozwiązaniem problemu może być spryskanie twarzy hydrolatem/wodą termalną po nałożeniu, wtedy minerałki przestają być takie "suche" na twarzy, może to również kwestia niedostatecznego nawilżenia, że tak Ci wszystko podkreślają? Pamiętaj też, że minerały minerałom nierówne, może inna firma sprawdziłaby się lepiej. Masz wersję matującą czy kryjącą?

      Usuń
    2. Basiu, próbowałam i z wodą różaną, tonikiem, kremem, nawet nakładałam na Mishę - nic to nie daje. Właśnie problem jest taki, że nie mam suchej skóry, skórek ani nawet jakichś nierówności. Nawet zmarszczek jeszcze nie mam widocznych, a po AM mogę sobie obejrzeć, jak skóra będzie wyglądać za 10 lat. Mam wersję kryjącą (dwa odcienie) i rozświetlającą (jeden). Już dowiadywałam się, że te kryjące są naprawdę kryjące. Rozświetlający rzeczywiście jest trochę lżejszy. Ale po wszystkich wychodzą mi rozszerzone pory i skóra z bliska (bo z daleka wygląda to wszystko bardzo ładnie) wygląda staro. Jest jeszcze może takie wyjaśnienie, że ja nie lubię mocnego makijażu, mocnych podkładów, że widać na twarzy te warstwy, nie mogłabym się tak pokazać. Może w ogóle wybrałam nieodpowiedni produkt do moich potrzeb, może wystarczy mi krem BB.

      Usuń
    3. Jeżeli ten krem BB tak Ci służy, to może rzeczywiście lepiej przy nim pozostać, szkoda się męczyć jeśli te minerałki nie wyglądają na Tobie dobrze w każdej kombinacji :( Może inna firma sprawdziłaby się lepiej, ale to znowu kupowanie, testowanie i sprawdzanie czy będzie ok czy nie będzie ok... Na Twoim miejscu zostałabym przy kremie BB :)

      Usuń
  34. Ponieważ ogólnie ja taka niedomalowana jestem :D to zapytam Cię: może z bliska jednak te wszystkie kryjące produkty ma prawo być widać? Może przesadzam po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, troszeczkę ciężko mi się wypowiedzieć, mam ogromne problemy skórne, których nienawidzę i strasznie z nimi walczę (bardzo widoczne przebarwienia i blizny), więc dla mnie podkład musi być mocno kryjący, nie przeszkadza mi to, że widać go na skórze (byleby tylko zakryć te mankamenty! no i odcień musi być dopasowany dobrze), więc nie dążę do maksymalnej naturalności :)

      Ale jeżeli chcesz, możesz napisać do mnie na maila i wysłać fotkę swojej twarzy z makijażem (najlepiej z dość bliska i żeby było widać łączenie z szyją), to ocenię czy mocno widać, czy przesadzasz :* Wiesz, zupełnie człowiek inaczej podchodzi do samego siebie (bardziej krytycznie), a inaczej do drugiej osoby :) Jeżeli piszesz, że czujesz się w podkładzie staro, to chyba tak być nie powinno, powinnaś czuć się w nim lepiej a nie gorzej :)

      Ściskam mocno :)

      Usuń
  35. Od kilku miesięcy używam podkładu z linii Surreal od Era Minerals. I chyba stosowania kosmetyków mineralnych trzeba się po prostu nauczyć. Moje pierwsze próby z pędzlem w dłoni były żenujące :) ale w końcu udało się osiagnać oczekiwany efekt i teraz każdego ranka nie ma to dla mnie problemu. Wydaje mi się, ze sam podkład Era Minerals jest całkiem dobrze kryjący, koloryt cery wyrównany, a to co miałoby zostać ukryte też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że trzeba się ich nauczyć :) Ja kilkakrotnie podczas używania minerałków myślałam, że znalazłam swój sposób idealny, a potem próbowałam czegoś innego i całkowicie zmieniałam zdanie :) Dobrze, że doszłaś już do momentu, w którym jesteś zadowolona z efektu :) Mam próbkę Era Minerals, ale nie pasuje mi kolorystycznie, więc nie używam :)

      Usuń
  36. Tej marki nie miała. Ale odkąd kupiłam podkład i puder od Earthnicity Minerals to zakochałam się w minerałach :) super kryją i są bardzo trwałe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że jesteś zadowolona :) Masz chrapkę na kolejne firmy? :)

      Usuń

Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat, zostaw komentarz :)

Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl , Blogger