piątek, 17 sierpnia 2018

Zużycia | lipiec 2018

Nowy miesiąc, nowe denko :) Nie mogło zabraknąć wrażeń po zużyciu ostatnio wykończonych produktów! Sprawdziły się, czy raczej pożałowałam zakupu?



Ciało:


Nivea Soft Mix Me Charming - jeżeli lubicie krem Nivea Soft, to wersje zapachowe zdecydowanie uprzyjemniają stosowanie! Charming podobał mi się chyba najbardziej (choć wszystkie są ładne), przyjemny słodko-owocowy. 
Le Petit Marseillais, mleczko nawilżające, rozświetlenie - olejek morelowy, biała lilia & masa perłowa - próbkę dostałam od Justyny :) Balsam przyjemnie pachniał, szybko się wchłaniał i miał mnóstwo maluteńkich rozświetlających drobinek. 

Włosy:



Insight Rebalancing to idealny szampon do włosów przetłuszczających się - włosy są lekkie, świeże, nieobciążone. Pierwszy szampon, który wyraźnie wydłużył u mnie świeżość włosów. W dodatku ma wygodną pompkę i jest szalenie wydajny oraz łagodny. Tylko zapach ma kiepski, ale i tak chętnie do niego wrócę!
L'biotica Charcoal Everyday Shampoo to również przyjemny szampon do codziennego oczyszczania włosów. Nie był tak dobry, jak Insight, ale i tak zużyłam go z przyjemnością. 
ECO Lab Balancing Shampoo - z kolei ten był tak łagodny, że aż nie domywał włosów i wzmagał przetłuszczanie :( 

Oczywiście nie zużywam 3 szamponów miesięcznie, po prostu wszystkie były jakoś na wykończeniu ;) 



Isana Professional, odżywka do włosów brązowych - bardzo dobra, przyjemnie pachnąca odżywka do włosów. Wygładza, nabłyszcza, ułatwia rozczesywanie, choć nie odnotowałam żadnej zmiany w kolorze :). Ale chętnie kupię ponownie.
~ Garnier, Botanic Therapy, odżywka miód i propolis - z kolei ta była zupełnie przeciętna. Pięknie pachnąca, ale rzadka, wręcz przelewająca przez palce, koszmarnie niewydajna, a na włosach... nijaka. Ułatwiała rozczesywanie, ale włosy nie miały typowego "good hair day". 
~ Anwen, olejek marakuja do włosów wysokoporowatych - odlewka od Pauliny :) Olejek wystarczył mi na jedno użycie i... nie zrobił totalnie żadnego wrażenia. Włosy nie były ani ładniejsze, ani brzydsze, więc totalnie nie mam pojęcia, co o nim myśleć, dlatego nie napiszę nic ;) Może poza tym, że nie mam włosów wysokoporowatych :)
Delia Cameleo, Liquid Keratin, odżywka w sprayu płynna keratyna - bubel, o którym pisałam w rozczarowaniach lipca

Twarz:



La Roche-Posay, Anthelios XL SPF50+, żel-krem suchy w dotyku - mój mega ulubieniec!
Liqpharm, LIQ CC Light - fantastyczne serum z witaminą C ♥ To moje drugie opakowanie i bardzo możliwe, że nie ostatnie!
~ AVON True, płyn micelarny - taki sobie. Samodzielnie zmywa tylko delikatny makijaż, z tuszem trochę się męczył. Twarz (i oczy rozpuszczone olejkiem) zmywał ładnie.
~ Bielenda, Matt Booster Jelly Mask - ta maseczka jest tak nijaka, że aż nie wiem, co o niej sądzić. Żel, który się nakłada i zmywa (nie zastyga), po czym w sumie efekt jest niewiele odbiegający od normy. Przeciętniak.
Uriage Bariesun, ultralekki fluid SPF 50+ - odlewka od Agaty :) Filtr wydawał się ciekawy i nawet ładnie się wchłonął, ale po jednym użyciu nie chcę za dużo mówić :) Niewykluczone, że kiedyś kupię pełny wymiar :)
Make Me Bio, woda z czystka - bez względu na właściwości, to tak śmierdzący produkt, że NIGDY więcej!
Dermalogica Dynamic Skin Recovery SPF 50 - odlewka od Agaty :) O rany, jaki to jest tłusty filtr!
Pharmaceris, Dermoochronny krem wybielający przebarwienia SPF50 - nie polecam cerom mieszanym i tłustym, bardzo kiepsko się wchłania, pozostawia mocno wyczuwalną warstwę i nie ma szans na komfortowe wykonanie makijażu. Prawie 40 zł za 30 ml tak kiepskiego kremu to dla mnie nieporozumienie.

Jest też próbka kremu przeciw zmarszczkom Bielendy Botanic SPA Rituals, ale poza pięknym zapachem ciężko mi się wypowiadać po jednym użyciu :)

Inne:



Nuxe, Reve de miel, balsam do ust w słoiczku - jeden z najlepszych balsamów do ust (jeśli nie najlepszy), jaki miałam. I tak diabelnie wydajny! Wart każdej złotówki.
Be Beauty, chusteczki do demakijażu - byłam nimi pozytywnie zaskoczona. Kupiłam od niechcenia przed wycieczkami rowerowymi, by zetrzeć filtr z twarzy i dołożyć nową porcję (nie mając możliwości umycia buzi). W tym celu sprawdziły się znakomicie. W zmywaniu makijażu - całkiem nieźle. Ponoć zmywają makijaż wodoodporny i coś w tym musi być, bo jak mężowi spadł łańcuch z roweru i miał całe usmarowane ręce, to nawet z tym dały radę! :) 
~ Organique, Green Clay Soap - mydło glinkowe ;) Jak pokazać zużyte mydło? No cóż, pozostaje tylko opakowanie :) Do twarzy było strasznie przeciętne i choć dobrze oczyszczało, nie przesuszając jednocześnie skóry (ale przy skutecznym tonizowaniu!), to jednak nie odnotowałam żadnego szczególnego działania poza myciem. Ostatecznie zużyłam do pędzli i nie planuję powrotu. 
Ecodenta, czarna pasta do zębów - okropieństwo, nigdy więcej. Nawet nie dałam rady jej całej zużyć. Kiepsko się pieni, ma lekko gorzkawy posmak. Ale tym, co najbardziej zaważyło na jej wywaleniu jest to, jak przekoszmarnie wszystko brudzi, jak gdzieś chlapnie lub się rozpryśnie (mam szczoteczkę elektryczną). Dodatkowo, mimo regularnego stosowania, nie odnotowałam ŻADNEGO wybielenia zębów, nawet najmniejsze przebarwienia nie zostały usunięte, więc nie zamierzam się dłużej męczyć. Zwykle nie daję past do denka, ale ta jest "modna" i kupiona pod wpływem blogosfery, więc musiałam wtrącić swoje trzy grosze. 

Kolorówka:



Z tego zestawienia tylko trzy rzeczy zostały zużyte w całości: próbka Lily Lolo Flawless Silk, odsypka pudru Becca i korektor Wibo Deluxe Brightener. Z resztą się żegnam w wyniku porządków (słabe lub przeterminowane). 

✔ Inglot Duraline - niezastąpiony, ratował zaschnięte kosmetyki, pozwalał na zamianę produktów sypkich w kremowe np. cień do kreski
✔ Maybelline Color Tattoo cień w kremie On and on bronze - piękny odcień, przyjemna konsystencja w przeciwieństwie do matowych Color Tattoo
 Puder Lily Lolo Flawless Silk - piękny, rozświetlający efekt na twarzy i pod oczami, choć dla mnie zbyt ciemny, wolę Translucent Silk
Lumene, rozświetlacz w płynie - to była odlewka od Justyny, niestety zastygła mi w słoiczku na amen, więc nie zrobię już nawet swatcha :( Ale mam pełnowymiarowe opakowanie, to piękny rozświetlacz. 
Hean Stay On baza pod cienie - dobra, tania baza pod cienie. To mój drugi słoiczek. Ulubieńcem jest dla mnie czarny Inglot w tubce, ale ta jest ok :)
Wibo Deluxe Brightener korektor - słabo kryjący, ładnie rozświetlający korektor pod oczy. Daje mokre, zdrowe wykończenie, nie wysusza. Ogólnie byłam zadowolona, ale to jeden z nielicznych korektorów, które naprawdę łatwo zużyć do końca. Nic dziwnego, w końcu ma TYLKO 1,7 g. Opakowanie jest duże, a w środku tyle, co nic. Mogłabym kupić ponownie, ale tylko podczas -49%/-55%
~ Becca, Soft Light Blurring Powder Golden Hour - całkiem przyjemny, choć nie zrobił na mnie większego wrażenia :) Przerażał mnie też jego pomarańczowy odcień, choć po roztarciu robi się transparentny. 
~ Sally Hansen, Insta Dri - notorycznie pękały mi pod nim lakiery... 
~ L'Oreal Lumi Magique korektor - na jakiś czas go odstawiłam i wydawało mi się, że zaczął śmierdzieć, ale później wyczytałam o tym w niemal każdej recenzji, więc może on tak ma :D Wibo był chyba lepszy :) 
Korektory Bell Hypoallergenic (beżowy, zielony) - to naprawdę trudne korektory w obsłudze, niestety. Są ciężkie, mocno kryjące, łatwo z nimi przesadzić i mogą się zwarzyć. Da się je nałożyć ładnie, ale to wymaga uwagi, staranności i super cienkiej warstwy.
Ingrid, Mineral Silk&Lift - bardzo nietrwały, szybko się świeci i warzy. Przyjemny, jasny odcień (280), który niestety oksyduje na potęgę i przestaje być ładny :)

Ufff, to by było na tyle :)

Dziękuję za odwiedziny! :)

Jeżeli podoba Ci się tutaj - polub mnie na Facebooku oraz Instagramie,
będzie mi bardzo miło, a Ty nie przegapisz żadnych nowości! :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz