środa, 4 kwietnia 2018

Ulubieńcy i rozczarowania | marzec 2018

Co zachwyciło, a co rozczarowało w marcu? Bez przedłużania - zapraszam :)

Ulubieńcy

szczotka The Wet Brush Blackout czarna

Szczotkę The Wet Brush kupiłam 31 stycznia z darmową dostawą w eZebra (to dokładnie TA) po tym, jak rozczarowała mnie Tangle Angel (recenzja). Jak dotąd sprawdza się u mnie lepiej od każdej szczotki, jaką miałam (Tangle Teezer, D-Meli-Melo, dTangler, Tangle Angel i inne), więc jestem z niej bardzo, bardzo zadowolona po tych dwóch miesiącach codziennego używania. Dobrze czesze włosy, faktycznie wchodzi między kołtuny, a nie tylko je "głaszcze" (jak robiła Tangle Angel), nie elektryzuje, a wręcz wygładza włosy. Rączka bardzo dobrze leży w dłoni. Chyba jedyną wadą, jaką mogłabym na razie wskazać, jest większa trudność w utrzymaniu jej w czystości - wokół ząbków tworzą się takie "kłębki" kurzu i włosów, które trudniej usunąć przez kuleczkę na zakończeniu. Pewnie znacie to z klasycznych szczotek :) Plastikowe szczotki myło się po prostu łatwiej. Ale wszystkie właściwości związane z czesaniem włosów są na właściwym miejscu i żałuję, że nie kupiłam jej wcześniej.

podkład Lumene Matte 00, Lumene foundation

Znowu kuszę podkładem Lumene Matte, ale nie mogło być inaczej - MUSIAŁ trafić do ulubieńców. Jak na razie to najlepszy podkład, jaki kiedykolwiek miałam. I choć trafił do mnie w lutym, więc stosunkowo niedawno (ok. 1,5 miesiąca temu), to za każdym, absolutnie każdym razem mnie zachwyca. Jego używanie jest tak jednostajne i pewne, że szok - ani razu nie zawiódł, ani razu nie zrobił mi psikusa pomimo stosowania z różnymi kremami i pudrami. Jeżeli chcecie przeczytać o nim więcej, to zapraszam do wrażeń z nowości lutego (klik) - zapewniam, że od tamtej pory nic się nie zmieniło. A nawet lubię go jeszcze bardziej. W skrócie (z perspektywy cery mieszanej, lubiącej popłynąć):
  • jest super-trwały, po kilkunastu godzinach nadal wygląda świetnie (!) - a to u mnie (było) niemożliwe :D
  • w ogóle (!!!) się nie warzy - a to u mnie (było) niemożliwe :D
  • nie wchodzi w pory (a mam rozszerzone i podkłady zwykle to robią)
  • nie podkreśla suchych skórek, mimo że obecnie je mam
  • nie przenosi się na bibułki czy chusteczki - po odciągnięciu nadmiaru sebum skóra wygląda prawie jak tuż po pomalowaniu, a to dla mnie niemal abstrakcja
  • ma bardzo dobre krycie, przy cieniutkiej warstwie wygląda fantastycznie, ale już przy grubszej szpachla murowana, więc ostrzegam :) 
  • paradoksalnie - sam z siebie słabo hamuje wydzielanie sebum w ciągu dnia, po kilku godzinach świecę się odczuwalnie mimo przypudrowania, ale patrz - punkt z bibułkami, zebranie sebum nie jest kłopotliwe
Na co dzień jest trochę za ciężki, ale to dla mnie totalnie niezawodny podkład na każdy "długi dzień" :). Wszelkie okazje, wyjazdy, większe wyjścia należą do niego. Z pewnością użyję go też na ślubie, na który idę za 2 tygodnie. Robiłam na twarzy testy pół na pół z podkładem MAC Pro Longwear (wersja wodoodporna w tubce) i wyglądał sto razy lepiej od MAC już po nałożeniu, a z każdą godziną różnica była coraz większa (na korzyść Lumene). Również słynny ColorStay może mu buty czyścić. Muszę kiedyś poświęcić mu osobną recenzję bo warto! Mój egzemplarz pochodzi z WizazSklep.

Swatche odcieni 00 i 1 zobaczycie TUTAJ

Rozczarowania

NARS Blush/Bronzer Duo Orgasm Laguna, NARS Orgasm, NARS Laguna, bronzer Laguna, róż Orgasm

Spodziewam się reakcji "jak to NARS w rozczarowaniach?!", ale niestety - tak właśnie jest. Wygrałam tę paletkę NARS Orgasm/Laguna w konkursie u Pauliny - nagroda była niespodzianką, więc jak zobaczyłam słynnego NARSa, to skakałam pod sufit z radości :) Niestety już swatchowanie wzbudziło we mnie raczej negatywne wrażenia, a późniejsze używanie na twarzy - jeszcze większe. Róż Orgasm uważam za... poprawny. Ot, ładny róż typu rose gold, na mojej karnacji wygląda poprawnie, wolę ciut inne odcienie, bardziej zgaszone róże, matowe lub satynowe. Nabiera się ok, rozciera się ok, na mojej twarzy trzymał się ok (choć wiem, że u Kingi źle się nabierał i znikał ekspresowo), ale bez żadnej ekscytacji. Nie czuję w nim niczego wysokopółkowego (poza opakowaniem) i w międzyczasie i tak sięgałam częściej po inne róże (typu Catrice, Freedom... :D), no cóż. O ile róż jest dla mnie po prostu zwyczajny, tak bronzer Laguna mogę wrzucić śmiało do rozczarowań. Baaaaardzo słabo się nabiera - czy to na palec do swatchowania, czy to na pędzel. Doszło do tego, że skrobałam wierzchnią warstwę by sprawdzić, czy może zacznie się lepiej nabierać. Nie zaczął. Pigmentacja poniżej jakiejkolwiek krytyki. Jak już coś (łaskawie) nabiorę, to jest to bronzer bardzo ciepły i z wyraźnymi, złotymi drobinkami, więc do konturowania to on się nie nadaje (a w ocieplanie bawię się może 5 razy w roku, więc bez sensu). Efekt tak bardzo mi się nie podobał i tak doprowadzał mnie do szału tym wachlowaniem pędzlem w tę i we w tę, że nie wytrzymałam z nim długo.

Zdjęcie po lewej: róż NARS Orgasm, bronzer NARS Laguna
Zdjęcie po prawej: Sleek Rose Gold, NARS Orgasm, NARS Laguna, The Balm Bahama Mama, Bell Chillout 01
Swatch bronzera musiałam nakładać z 5 razy, żeby cokolwiek było widać :/ 

NARS Blush/Bronzer Duo Orgasm Laguna, NARS Orgasm, NARS Laguna, bronzer Laguna, róż Orgasm, Sleek Rose Gold, The Balm Bahama mama, Bell Chillout 01

Dodatkowy swatch bronzera w zestawieniu z innymi zobaczycie TUTAJ

Tysiąc razy bardziej wolę bronzer z Kobo, czy z Bell (Chillout). Z kolei róże też mam ładniejsze, więc paletka po kilku użyciach leżała i nie miałam ochoty po nią sięgać. Ostatecznie znalazła nową właścicielkę, która (z tego, co mi wiadomo) jest o wiele bardziej zadowolona ode mnie :) Nie chcę zniechęcać, bo grono zwolenników jest ogromne, ale na mnie to duo nie zrobiło żadnego wrażenia. Taki tam zwykły róż i kiepski bronzer... Podejrzewam, że dla wielu osób to będzie bluźnierstwo ;)

Znacie te produkty? Mamy podobne wrażenia?
Dziękuję za odwiedziny! :)

Jeżeli podoba Ci się tutaj - polub mnie na Facebooku oraz Instagramie,
będzie mi bardzo miło, a Ty nie przegapisz żadnych nowości! :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 BASIA-BLOG.pl