poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Ulubieńcy i rozczarowania - I kwartał 2019

Może się tego wydawać dużo, ale jest tu sporo produktów poznanych już dłuższy czas temu, które czekały na swoje 5 minut. Zapraszam na ulubieńców i rozczarowania pierwszego kwartału 2019.

Na zdjęciu poniżej akurat sami ulubieńcy :)

duo do konturowania Lily Lolo Sculpt&Glow, paleta cieni Kat von D Shade+Light Eye Contour Palette, kredka do oczu Sephora Long lasting kohl pencil 07 Infinite Beige, tusz do rzęs Eveline Volumix Fiberlast ultra false lash effect, gąbeczka do makijażu Neauty Minerals, pędzel do pudru z Biedronki, suchy szampon Batiste Divine Dark, suchy szampon Batiste Heavenly Volume, lekka normalizująca odżywka do włosów Vianek, maska do włosów Garnier Hair Food Banana, oczyszczający płyn micelarny Pure by Clochee, krem pod oczy Martina Gebhardt z awokado

Zacznę od kolorówki. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem okazało się duo do konturowania Lily Lolo Sculpt&Glow. Paletka ta jest wprost idealna na co dzień! Bronzer jest w neutralnej tonacji (nie za chłodny, nie za ciepły), średnio napigmentowany, więc idealny do subtelnego konturowania, do tego łatwo się rozciera i naprawdę trudno z nim przesadzić. Rozświetlacz delikatny, z możliwością budowania efektu, bez żadnych widocznych drobinek. Więcej w recenzji produktów Lily Lolo

Paleta cieni Kat von D Shade+Light Eye Contour Palette wyszła tutaj nieco za ciepło (zdjęcie z wpisu z nowościami lepiej odzwierciedla kolory). Uwielbiam ją! Ma idealne odcienie nude - ciepłe, chłodne, jasne, ciemne, biel i czerń - dla mnie to idealna matowa paletka. Jestem też zachwycona jej jakością i pobiła na głowę wszystkie inne - dopiero teraz wiem jak to jest, gdy cienie cudownie się blendują i nie tracą na intensywności przy rozcieraniu. Świetna jakość cieni stanowczo przyspiesza sam proces malowania! Wszystkie dotychczasowo poznane cienie mogą się schować... 

Kredkę do oczu Sephora Long lasting kohl pencil 07 Infinite Beige podarowała mi zoila, ale chyba ten produkt jest już niedostępny :( Szkoda, bo to miękka, trwała, cielista kredka na linię wodną o ładnym odcieniu. Używam jej z przyjemnością! 

Tusz do rzęs Eveline Volumix Fiberlast ultra false lash effect daje na rzęsach efekt WOW i bardzo polubiłam się z jego ciekawą szczoteczką. Na początku jest trochę za mokry, ale po 2 tygodniach odpowiednio zgęstniał. Dla mnie to tusz wszystkorobiący - pogrubia, wydłuża, podkręca, rozdziela. Świetny, w dodatku tani. Mówiłam o nim więcej w filmie z minirecenzjami na YouTube

Z gąbeczki do makijażu Neauty Minerals również byłam bardzo zadowolona - na zdjęciu już trochę sfatygowana upływem czasu, ale nic dziwnego, skoro służyła mi od grudnia. Była bardzo mięciutka, skośnie ścięta i dobrze nakładała podkład oraz korektor. Łatwo się również domywała, choć z czasem nieco odbarwiła. 

Wisienką na torcie jest super-tani pędzel do pudru z Biedronki, który dla mnie jest po prostu świetny. Pojawia się raz na jakiś czas w gazetkach, kosztuje wtedy 9,99 zł (7,99 zł przy większej liczbie sztuk). Jest miękki, syntetyczny, ma świetny kształt włosia, można nim zarówno omieść skórę, jak i wcisnąć puder w pory. Świetny pędzel, mam 2 egzemplarze :) 


duo do konturowania Lily Lolo Sculpt&Glow, paleta cieni Kat von D Shade+Light Eye Contour Palette, kredka do oczu Sephora Long lasting kohl pencil 07 Infinite Beige, tusz do rzęs Eveline Volumix Fiberlast ultra false lash effect, gąbeczka do makijażu Neauty Minerals, pędzel do pudru z Biedronki

efekt przed i po - tusz do rzęs Eveline Volumix Fiberlast ultra false lash effect
efekt przed i po - tusz do rzęs Eveline Volumix Fiberlast ultra false lash effect

Z pielęgnacji włosów chciałabym wyróżnić cztery produkty. Suche szampony Batiste lubię, ale te dwie wersje są po prostu WOW. Inna wersja dla brunetek (dark&deep brown) była dla mnie raczej rozczarowaniem, ponieważ strasznie brudziła wszystko wokół (cała łazienka w brązowym pyle), wystarczyło się też podrapać po głowie, by mieć czarne paznokcie ;) Co ciekawe, zabarwienie było... brązowo-szare i jakby przysiwiało mi włosy. 

Wersja Batiste Divine Dark to jakby zupełnie inny produkt! Jeżeli tamta Was rozczarowała, nie zniechęcajcie się do tej! Ten suchy szampon na włosach jest subtelnie brązowy, ale nie brudzi tak wszystkiego. Nie wiem, jak on to robi, że też jest brązowy, ale już bez tego upierdliwego pyłu wszędzie wokół. Łatwo daje się wyczesać, zwiększa objętość i odświeża włosy. Do tego jest na włosach dosyć lekki, nie matuje ich zbyt mocno. Mam już kolejne opakowanie w zapasie, świetny jest! 

Wersję Batiste Heavenly Volume nie każdy polubi i o tym muszę koniecznie uprzedzić. Ten suchy szampon jest już bardzo mocny - silnie pochłania sebum, mocno odświeża włosy, dodaje niesamowitej objętości, ale jednocześnie włosy stają się matowe i mają szorstką teksturę. Na większe okazje lub do ciekawych upięć to może być fajne rozwiązanie, ale odnoszę wrażenie, że jest za silny do częstego stosowania. Muszę jednak przyznać, że efekt objętości po nim to jedno wielkie WOW. 

Miło zaskoczyła mnie lekka normalizująca odżywka do włosów Vianek. Naprawdę jest leciutka, więc sprawdzi się u posiadaczek włosów cienkich, podatnych na obciążanie, poszukujących objętości. Delikatnie pielęgnuje włosy i ułatwia rozczesywanie, ale na ich wygładzenie nie ma co liczyć (ale nie o to chodzi w lekkiej odżywce, prawda?). Dłuższej świeżości nie odnotowałam, ale odżywkę nakładałam na długości włosów (zachowując odstęp od skóry głowy), więc to było do przewidzenia. W każdym razie, skrócenia świeżości nie należy się obawiać. 

Maska Garnier Hair Food Banana to jest mój totalny hit - maska, dzięki której zawsze mam good hair day! Pięknie pachnie, jest wydajna, wygładza, ułatwia rozczesywanie, ale jednocześnie włosy nadal pozostają lekkie, miękkie i sypkie - ujarzmione, ale bez obciążenia. No ideał! Odżywkę Vianek już zużyłam i do opakowania z pompką przelałam sobie maskę Garnier - teraz przyjemniej mi się jej używa ;) 

suchy szampon Batiste Divine Dark, suchy szampon Batiste Heavenly Volume, lekka normalizująca odżywka do włosów Vianek, maska do włosów Garnier Hair Food Banana

Baaaaardzo miłym zaskoczeniem okazał się oczyszczający płyn micelarny Pure by Clochee. Pięknie pachnie (marakują), nie szczypie mnie w oczy i fantastycznie zmywa makijaż. Ale tak serio fantastycznie, jeden z lepszych płynów - rozpuszcza makijaż jak czarodziejska różdżka! Używanie umila również wygodna pompka. Jedyne, co może budzić obawy, to szczypanie - mnie nie szczypie, ale koleżankę, której podarowałam odlewkę, owszem. Niemniej jednak warto wypróbować!

Świetny okazał się krem pod oczy Martina Gebhardt z awokado - gęsty, tłuściutki, mocno odżywczy, świetny do stosowania na noc. Co ważne - nie tylko natłuszcza, ale też wyraźnie pielęgnuje. Czuć, że skóra jest miękka i gładka w dotyku, a drobne zmarszczki (te od przesuszeń) znikają. Słynny Nacomi arganowy u mnie natłuszczał i nic poza tym. Martina to (moim zdaniem) dużo lepszy krem! Jedyną wadą jest dla mnie szybkie rozwarstwianie się, regularnie muszę mieszać zawartość.

oczyszczający płyn micelarny Pure by Clochee, krem pod oczy Martina Gebhardt z awokado

Niestety, rozczarowań też się trochę uzbierało...

Natura Siberica organiczne serum lifting pod oczy, antyperspirant Rexona Active Protection+ Fresh, maseczka wybielająca Dermofuture, korektor Golden Rose HD, pomadka Blistex, baza peel off z Neess

Natura Siberica organiczne serum lifting pod oczy rozczarowało mnie FATALNYM rozprowadzaniem... Fatalnym do tego stopnia, że aż nie mam ochoty po niego sięgać. Na początku formuła wydaje się zwyczajna, żelowa, ale przy rozprowadzaniu zaczyna się mazać, smużyć, jakby pienić... Nie da się tego ani szybko rozprowadzić (dwa ruchy i już białe mazy), ani wklepać (glutek jakby ciągnął się między palcem a skórą i też pozostają białe smugi). Zużywam alternatywnie na szyję i dekolt, może uda mi się zużyć to wielkie opakowanie 30 ml. 30 ml bubla pod oczy?! ;) 

Antyperspirant Rexona Active Protection+ Fresh po prostu słabo chroni, szkoda. Dodatkowo, na początku pozostawiał biały proszek na skórze, co na szczęście minęło. Ale fatalnego poziomu ochrony od początku do końca nie wybaczę. 

Na temat maseczki wybielającej Dermofuture nie będę się już rozpisywać - więcej w osobnej recenzji

Natura Siberica organiczne serum lifting pod oczy, antyperspirant Rexona Active Protection+ Fresh, maseczka wybielająca Dermofuture

Korektorowi Golden Rose HD poświęciłam cały film na YouTube (są też efekty przed/po). 

Pomadka Blistex najbardziej zawiodła mnie krótkotrwałym, doraźnym efektem. Po posmarowaniu na noc, rano usta znowu są spierzchnięte. Podczas smarowania w dzień podobnie. Jest przyjemna w użyciu, ale to efekt tylko na chwilę. Na wersję w tubce nie skuszę się z powodu kamfory.

Bazę peel off z Neess otrzymałam na konferencji Meet Beauty rok temu. Przez ten czas totalnie nie udało się nam polubić. Wydłuża czas aplikacji manicure (zanim wyschną obie warstwy, to już bym miała normalną bazę dawno utwardzoną), skraca jego trwałość (odpryski już po kilku dniach pomimo zabezpieczenia wolnego brzegu), wymaga dużej precyzji w malowaniu (wyjechanie bliżej skórek od koloru = poprzyklejane farfocle) i generalnie sprawia, że mój jedyny powód miłości do hybryd, czyli TRWAŁOŚĆ, przestaje istnieć. Dla mnie totalnie bez sensu - wolę zrobić sobie paznokcie raz na 2 tygodnie i mieć święty spokój, niż ganiać z lampą co kilka dni. Teraz daję jej ostatnią szansę - ciapnęłam sobie tylko trochę na sam środek paznokcia, co ponoć ułatwia ściąganie manicure, nie skracając jednocześnie trwałości. Jeżeli się nie sprawdzi - wywalam.

korektor Golden Rose HD, pomadka Blistex, baza peel off z Neess

Jeśli coś znacie, chętnie poznam Wasze wrażenia :) 

Dziękuję za odwiedziny! :)

Jeżeli podoba Ci się tutaj - polub mnie na Facebooku oraz Instagramie,
będzie mi bardzo miło, a Ty nie przegapisz żadnych nowości! :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz